Podczas pogrzebu ofiar represji stalinowskich prezydent Andrzej Duda chciał oskarżyć Rzeczpospolitą o kontynuację komunistycznego wymazywania pamięci o "żołnierzach wyklętych". Jego wypowiedź świadczy jednak o braku wiedzy o tym, jak naprawdę było z poszukiwaniem tych ofiar


Proszę państwa, o ile do 1989 roku rządził ustrój tych samych zdrajców, którzy zamordowali "Inkę" i "Zagończyka" to przecież po 1989 roku teoretycznie nie. To jak to się stało, że trzeba było 27 lat czekać, by Polska mogła pochować swoich bohaterów?

Andrzej Duda, wystąpienie na pogrzebie, Gdańsk - 28/08/2016

wystąpienie na pogrzebie, Gdańsk ">

fot. Bartosz Banka / Agencja Gazeta


zbity zegar. Ciała "Inki" i "Zagończyka" odnaleziono dopiero w 2014 roku.


Odpowiedź na pytanie Andrzeja Dudy jest prosta: pogrzeb odbył się 27 lat po odzyskaniu przez Polskę suwerenności dlatego, że ciała „Inki” i „Zagończyka” odnaleziono dopiero w 2014 roku, a kolejne miesiące zajęło potwierdzenie ich tożsamości.

1 marca 2015 roku prezes IPN w Pałacu Prezydenckim ogłosił, że potwierdzona została tożsamość Danuty Siedzikówny ps. „Inka”. Na oficjalne potwierdzenie tożsamość Feliksa Selmanowicza ps. „Zagończyk” trzeba było czekać aż do czerwca 2016 roku.


Każdemu innemu politykowi OKO.press przyznałoby za taką wypowiedź znaczek „matołka”, który pojawia się przy zdaniach wyjątkowo niemądrych, świadczących o braku elementarnej wiedzy i orientacji w temacie.  W przypadku głowy państwa ograniczymy się do krótkiego kursu historii najnowszej


„Oko” zwraca też uwagę na to, że oskarżenie przez Dudę III Rzeczpospolitej obejmuje też rząd PiS z lat 2005-07, prezydenturę Lecha Kaczyńskiego (2005-2010) oraz prezesurę IPN Janusza Kurtyki (2005-2010), którzy w sprawie odnalezienia ciał „Inki” i „Zagończyka” zrobili niewiele.

Kluczowym dokumentem, który pozwolił rozpocząć poszukiwania utajonych mogił jest list intencyjny podpisany w listopadzie 2011 roku. Pod listem widnieją podpisy prezesa IPN, Łukasza Kamińskiego (następcy Kurtyki), sekretarza Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa Andrzeja Kunerta oraz ministra sprawiedliwości Krzysztofa Kwiatkowskiego.

Konsekwencją listu było program badawczy IPN „Poszukiwania nieznanych miejsc pochówku ofiar terroru komunistycznego 1944–1956”. Pełnomocnikiem prezesa IPN do prowadzenia programu został dr hab. Krzysztof Szwagrzyk, który od początku wieku zajmował się ekshumacjami ofiar represji we Wrocławiu.

„Oko” powtarza prezydentowi: dopiero list intencyjny z 2012 r. i wynikające z niego postanowienia IPN umożliwiły rozpoczęcie prac ekshumacyjnych w całej Polsce. Między innymi w Gdańsku, gdzie zespół profesora Szwagrzyka 12 września 2014 roku odkrył cztery ciała zakopane pod płytami chodnika na Cmentarzu Garnizonowym w Gdańsku. Jedno z nich należało do młodej kobiety.



„Łączka” żołnierzy wyklętych

Andrzej Duda najwyraźniej nie zna historii upamiętnienie i poszukiwania ofiar represji stalinowskich w III Rzeczypospolitej. Ma ona kilka rozdziałów. Wszystkie wiąże symboliczna kwatera Ł, czyli tzw. „Łączka” na Powązkach.

To fragment warszawskiego cmentarza, gdzie w zbiorowych, anonimowych grobach aparat represji okresu stalinowskiego chował swoje ofiary. Nad ciałami urządzono kompostownię i śmietnik, a po 1980 roku zaczęto tam tworzyć nowe groby.

Mogiły ofiar stalinizmu rozsiane są po całej Polsce, ale to „Łączka” stała się symbolem wymazywania z historii ludzi zamordowanych przez polityczny aparat represji po II wojnie. Również tych zamordowanych w innych miastach – jak „Inka” i „Zagończyk”, których egzekucję przeprowadzono w Gdańsku.



Lata dziewięćdziesiąte – pomnik

Po raz pierwszy sprawę badano w 1956 roku, jednak w komisji Kazimierza Kosztirki – był zastępcą prokuratora generalnego i członkiem PZPR – pracowali ludzie, którzy sami brali udział w prześladowaniach. Raport Kosztirki przydał się o tyle, że było od czego zacząć – w 1989 roku Ministerstwo Sprawiedliwości ogłosiło, że rozpoczyna prace nad pełną listą ofiar aparatu represji w latach 1945-1956.

W 1991 roku na kwaterze „Ł” postawiono pomnik ofiar represji. Również w 1991 roku Sąd Wojewódzki w Gdańsku unieważnił wyrok śmierci dla „Inki”. Sąd uznał, że był bezprawny, a zapadł „w związku z działalnością Danuty Siedzikówny na rzecz niepodległego bytu państwa polskiego”.

Kwatera_na_laczce_pomnik
Pomnik postawiony na „Łączce” w 1991 r.

Identyfikacja ofiar i Dzień Żołnierzy Wyklętych

W latach dwutysięcznych do sprawy nieznanych miejsc pochówku powrócił wrocławski IPN oraz Zakład Medycyny Sądowej we Wrocławiu. Metodę działań poszukiwawczych opracowywał pracownik IPN, dr hab. Krzysztof Szwagrzyk, który prowadził prace ekshumacyjne na Dolnym Śląsku i Opolszczyźnie. Ale na poziomie krajowym sprawa została podjęta dopiero w 2012 roku, gdy współpracować zaczęły Instytut Pamięci Narodowej, Rada Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa oraz Ministerstwo Sprawiedliwości.

„Oko” zwraca uwagę panu prezydentowi, że niewiele zrobił również rząd Prawa i Sprawiedliwości, Janusz Kurtyka kierujący IPN a także prezydent Kaczyński. Dopiero wiosną 2010 roku, na kilka miesięcy przed wyborami, Lech Kaczyński złożył projekt ustawy ustanawiającej Dzień Żołnierzy Wyklętych.

Większość PO-PSL głosowała w 2011 r. za ustawą powołującą nowe święto, a podpisał ją prezydent Bronisław Komorowski. Poprzednik Andrzeja Dudy był też inicjatorem innej ustawy, która pozwoliła na przeniesienie grobów umieszczonych ponad ciałami ofiar. Pozwoliło to kontynuować ekshumacje na „Łączce”.


Socjolog, publicysta. Publikuje na łamach Gazety Wyborczej. Doktorant w ISNS UW.


Masz cynk?