Z okazji 75. rocznicy Powstania Warszawskiego politycy PiS - z prezydentem i premierem na czele - powtarzają opinię, która jest w najlepszym wypadku bardzo naciągana: „bez Powstania nie byłoby wolnej Polski”. Sprawdzamy, o co im chodzi i tłumaczymy, dlaczego to luźne fantazje. Powtarzają je co roku

31 lipca prezydent Andrzej Duda wręczał powstańcom warszawskim ordery i odznaczenia z okazji 75. rocznicy Powstania. „Jesteście bezcennym skarbem historii” – mówił (tutaj tekst wystąpienia).

„Dzisiaj właśnie dzięki tamtej walce mamy wolną Polskę, w pełni suwerenną, w pełni niepodległą” – powiedział.

Powtórzył to w nieco innej formie później, w czasie Apelu Poległych (tutaj tekst wystąpienia). W jego trakcie mówił:

„To dzięki (…) temu [pokoleniu], które wtedy na tych ulicach Warszawy się krwawiło, walczyło z bronią w ręku o wolną Polskę – pokoleniu, które czasem nazywamy pokoleniem Kolumbów, często mówimy o nim pokolenie lat 20. – to dzięki niemu, jego odwadze, bohaterstwu i determinacji Polska jest”.

W zapędzie oratorskim Prezydent RP cofnął w tym przemówieniu o rok konferencję w Jałcie (odbyła się pół roku po upadku Powstania, 4 do 11 lutego 1945 roku): „Czy była nadzieja, że to zatrzyma Stalina? Nie sądzę, żadnej takiej wielkiej nadziei nie było, choć wtedy nie wszyscy jeszcze wiedzieli o Jałcie i wcześniej Teheranie”.

(Dziękujemy za zwrócenie uwagi na ten lapsus naszej czytelniczce Marii Czerskiej).

Premier Morawiecki który, dziś, 1 sierpnia, złożył kwiaty pod tablicą pamiątkową poświęconą prezydentowi Lechowi Kaczyńskiemu w Muzeum Powstania Warszawskiego (Był inicjatorem i patronem budowy tego muzeum), też powtarzał tę narrację. 

„Powstańcy są dla nas na pierwszym miejscu w panteonie polskich bohaterów. Nie byłoby wolnej Polski bez tamtej walki” – stwierdził premier.

W zeszłym roku: to samo

Ten sam pogląd w wypowiedziach polityków PiS wracają co roku. Np. w 31 lipca 2018 na Placu Krasińskich w Warszawie prezydent Andrzej Duda wziął udział w Apelu Poległych (oficjalna relacja tutaj). W wystąpieniu mówił, zwracając się do powstańców:

„To dzięki Wam, dzięki Waszemu heroicznemu zrywowi tamtego sierpnia; to dzięki Wam, tym, którzy przeżyli, trwali w pamięci i w świadectwie i wychowywali młode pokolenia; to dzięki Wam, bohaterom Powstania Warszawskiego jesteśmy dziś tacy, jacy jesteśmy, i jesteśmy tu, gdzie jesteśmy – w wolnej, niepodległej, suwerennej Polsce, którą odzyskaliście, i którą pomogliście odzyskać tym dwóm młodszym pokoleniom”.

Podobne opinie wracają w różnych wypowiedziach polityków partii rządzącej. „Wolna Polska wstała z ich krwi” – tak zatytułował Senat RP swój oficjalny spot na YouTube z okazji Powstania.

W TVP 1 rok temu prof. Jan Żaryn, senator PiS i historyk, mówił 1 sierpnia w podobnym duchu:

„[Gdyby powstanie nie wybuchło] niewątpliwie byłaby w polskim narodzie jakaś olbrzymia skaza albo by jej nie było, bo po prostu nie bylibyśmy Polakami […]. Armia Czerwona opóźniła swój marsz. Może jak w Powstaniu Listopadowym ratowaliśmy niepodległość Belgii, tak teraz chroniliśmy niepodległość znacznej części Europy Zachodniej. Ale tego nie wiemy”.

Powstanie prawie jak zwycięstwo

Opinię, że Powstanie uchroniło Europę Zachodnią przed komunizmem, analizowaliśmy w 2016 roku. Wypowiedział ją wówczas marszałek sejmu Marek Kuchciński. Naszą analizę można przeczytać w całości tutaj.

Cytowaliśmy wówczas wypowiedź historyka, specjalisty od tych zagadnień, prof. Andrzeja Leona Sowy. Przypominał, że Stalin już 21 lipca – a więc na dziesięć dni przed powstaniem – zdecydował, że nie będzie na razie zdobywać Warszawy. Powody były dwa: po pierwsze – chciał dać czas polskim komunistom na zbudowanie własnych władz w Lublinie; po drugie – zależało mu na podtrzymaniu ofensywy Armii Czerwonej na Bałkany, które tradycyjnie od stuleci pozostawały obszarem strategicznych zainteresowań Rosji, a później ZSRR.

Rok 1944 przyniósł olbrzymi sukces Armii Czerwonej, która do końca tego roku w ofensywie za ofensywą odblokowała Leningrad, zdobyła zachodnią Ukrainę, Białoruś, państwa nadbałtyckie, wschodnią Polskę, Rumunię, Bułgarię, wschodnią Jugosławię, wschodnie Węgry i rejony polarne na zachód od Murmańska oraz weszła na terytorium Czechosłowacji i Niemiec w Prusach Wschodnich.

Wróćmy jednak teraz do kwestii zasadniczej: w jakim sensie Powstaniu zawdzięczamy wolną Polskę, jak mówili w 2018 roku i 2019 roku prezydent i premier? Jeśli traktować tę opinię dosłownie, jest ona z pewnością fałszywa.

Przypomnijmy:

  • Powstanie było militarną i polityczną klęską. Jego cel strategiczny – uzyskanie przez rząd w Londynie władzy nad stolicą i powitanie wkraczających Rosjan w roli gospodarzy – skończył się spektakularnym fiaskiem;
  • W Powstaniu zginął kwiat patriotycznej młodzieży, a stolica – ośrodek oporu przeciw Niemcom – została doszczętnie zburzona; w ostatecznym rachunku można więc zasadnie twierdzić, że Powstanie raczej ułatwiło komunistom zdominowanie Polski, niż utrudniło, ponieważ ludzie, którzy stawialiby im opór, zginęli albo trafili do obozów jenieckich;
  • W Powstaniu, podczas którego stolica legła w gruzach, i po jego kapitulacji utraciliśmy ogromną liczbę dóbr kultury – archiwaliów (spalono np. doszczętnie Archiwum Akt Dawnych), bibliotek, zabytków. Narodowe skarby, które przez stulecia kształtowały tożsamość Polaków, zostały bezpowrotnie stracone. Można więc twierdzić, że ze względu na te straty kolejne pokolenia stały się mniej Polakami (o ile to w ogóle jest możliwe).
  • W Powstaniu zginęło 150-200 tys. cywilów, co stanowi znaczną część strat ludności polskiej w czasie II wojny światowej. Gdyby nie Powstanie, większość tych ludzi najprawdopodobniej by przeżyła.

Pogląd senatora Żaryna z 2018 roku, że „bez Powstania nie bylibyśmy Polakami”, jest szczególnie ahistoryczny i niemądry: Polska przetrwała większe klęski niż Powstanie i pokolenia (np. zabory czy przegrane powstania w XIX w.), które następowały po nich, nie przestawały być Polakami.

Dodajmy, że dla „Solidarności” w latach 1980-1981 Powstanie było symbolem przegranej walki, w której ponieśliśmy ogromne straty – i między innymi ze względu na pamięć o tragedii Powstania „S” wyrzekała się programowo przemocy.

Fantazje o zwycięstwie moralnym

O co więc chodzi Dudzie czy Morawieckiemu? Oto nasza hipoteza (powtarzamy ją za naszą analizą z 2018 roku)

Obaj panowie doskonale wiedzą, że Powstanie było klęską, ale uważają, że nie mogą tego powiedzieć. Próbują więc przypisać mu rolę symbolicznego zwycięstwa – bez którego nie dałoby się uchronić „polskiej tożsamości” czy „polskości” przed komunizmem. Ta tożsamość jest wówczas rozumiana w duchu romantycznym – jako coś, czemu trzeba składać tragiczne ofiary z krwi.

Jest to wszystko bardzo mętne: nie bardzo wiadomo, w jaki sposób „polskość” miałaby rozpuścić się w „komunizmie” i co się w ogóle przez to rozumie.

W doskonałym podsumowaniu sporów polskich o sens powstania („Rzeczpospolita”, 26-27 lipca 2018) historyk dr Paweł Ukielski, wicedyrektor Muzeum Powstania Warszawskiego, pisał:

„Główną linię sporu wyznaczały romantyzm i tradycja insurekcyjna. W tej interpretacji Powstanie Warszawskie było ich zwieńczeniem, zaś jedynie romantyzm pozwalał odnaleźć sens w tragicznym wydarzeniu. Ofiara poniesiona przez naród nie była w tej logice daremna – miała dać moralną siłę na nadchodzące lata niewoli”.

Ukielski cytował też pisarza Jana Bielatowicza:

„Lecz na miły Bóg, nie mówmy o winie! Wszak Powstanie było nie tylko dziejową koniecznością między dwiema niewolami, ale bodaj najwspanialszym czynem w ciągu ostatnich lat kilkudziesięciu, płonącą pochodnią, zapaloną przez naród na długie lata niewoli”.

Spór o Powstanie jest więc kolejną odsłoną wielkiej debaty o polskiej polityce pomiędzy romantykami i realistami – czyli tymi, którzy uważają, że powstania należy rozpoczynać wówczas, kiedy można je wygrać. Politycy PiS wytrwale podłączają się do tej pierwszej tradycji, ale druga wcale nie jest od niej mniej patriotyczna i mniej polska.

Pamięć bohaterom i ofiarom Powstania!


Historyk i socjolog, profesor na Uniwersytecie SWPS, publicysta. Autor dwóch książek reporterskich o Afryce i kilku książek o historii. "Szkalował" Polskę m.in. w „the Guardian”, „Le Monde”, „El Pais”, „Suddeutsche Zeitung”. Ostatnio wydał książkę o polskiej samoocenie – „No dno po prostu jest Polska. Dlaczego Polacy tak bardzo nie lubią swojego kraju i innych Polaków” (WAB 2017). W OKO.press pisze o polityce i historii.


Komentarze

Lubisz nas?

Dołącz do społeczności OKO.press