„Ja nie wiem, w jakim celu pan prezydent powiedział to, co powiedział. Bo ta wypowiedź spowodowała wyłącznie zaognienie sytuacji. Wszyscy się zastanawiają, o kogo chodzi, część osób się czuje oburzona tymi określeniami, że »trzeba poczekać, aż odejdą«. To metoda, którą politycy z lubością posługują (...) To jest insynuacja” – mówi OKO.press rzecznik SN

W trakcie wtorkowej (26 lutego 2019) uroczystości prezydent powiedział, że w Sądzie Najwyższym dochodzi do poniżania sędziów orzekających w nowych izbach „ze strony innych sędziów, bardzo często wysoko postawionych”. Zdaniem Dudy osoby te nie mają „żadnych kwalifikacji moralnych do tego, żeby być sędzią”.

„Ci ludzie wystawiają sobie świadectwo tego, że nigdy nie powinni zostać nominowani do tej wysoce specyficznej służby. I proszę, żebyście państwo tak do tego podeszli. Nie ma innej drogi. Trzeba spokojnie zaczekać, aż odejdą” – zaapelował Duda.

Pogardliwe słowa prezydenta odbiły się szerokim echem w środowisku prawniczym. Zostały odebrane jako słabo zawoalowany atak na sędziów krytykujących „reformy” sądownictwa PiS. Oraz niepotrzebne zaognianie sporu między starymi i nowymi kadrami SN.

„Jesteśmy zbulwersowani tymi słowami. Prosimy o konkretne przykłady poniżania” – napisał rzecznik SN Michał Laskowski.

„Nie wiem, co prezydent miał na myśli. Nikt nie przychodził się skarżyć. Takie słowa nie sprzyjają budowaniu mostów” – komentowała I prezes SN prof. Małgorzata Gersdrof.

„Obawiam się, że pan prezydent poszedł w swojej wypowiedzi trochę za daleko” – mówił szef Państwowej Komisji Wyborczej i sędzia TK w stanie spoczynku Wojciech Hermeliński.

Czystka się nie udała

Prezydent nie pierwszy raz atakuje sędziów SN. W grudniu 2018 roku, podczas spotkania w Trybunale Konstytucyjnym, nazwał ich działania „anarchią„.

Andrzej Duda najwyraźniej nadal nie może się pogodzić z faktem, że nie udała mu się czystka w Sądzie Najwyższym.

Przypomnijmy: po interwencji Komisji Europejskiej oraz Trybunału Sprawiedliwości UE w październiku 2018 roku PiS zostało zmuszone do wycofania się z niekonstytucyjnych zapisów prezydenckiego projektu ustawy o SN. Przymusowo emerytowani sędziowie wrócili do pracy.

PiS stworzyło za to w SN własne izby – Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych oraz Dyscyplinarną. Po przejęciu kontroli nad KRS mogło obsadzić je przychylnymi sobie sędziami. To do nich Andrzej Duda skierował swoją wypowiedź.

Przekaz jest jasny: plan, żeby usunąć nieprzychylnych sędziów i przejąć SN w całości spalił na panewce. Ale oni wkrótce sami odejdą w stan spoczynku. I wtedy będzie po naszemu.

„Rząd aplikuje Sądowi Najwyższemu kurację homeopatyczną. Będzie próbował legalnymi metodami „rozrzedzić” stary żywioł” – zapowiadała prof. Ewa Łętowska w listopadzie 2018 roku.

  • Czytaj całą wypowiedź Prezydenta Dudy

    „Wiem – bo także jestem obserwatorem i uczestnikiem życia publicznego – że w Sądzie Najwyższym zdarza się dzisiaj bardzo wiele sytuacji, które można określić jako przykre dla państwa jako doświadczonych prawników, jako ludzi rzetelnych, uczciwych – co do tego nie mam żadnych wątpliwości.

    Proszę, żebyście to spokojnie wytrzymali. Ci, którzy państwa poniżają – a wiem, że to się zdarza – różnego rodzaju określeniami… Myślę niestety o sytuacjach, które mają miejsce wewnątrz samego Sądu, ze strony sędziów, bardzo często sędziów wysoko postawionych – podkreślił prezydent.

    (Te sytuacje) są bardzo przykre, ale w istocie wystawiają świadectwo im samym. Jeżeli ktoś poniża drugiego człowieka różnego rodzaju określeniami czy działaniami, wystawia świadectwo przede wszystkim sobie i pokazuje, że nie ma żadnych kwalifikacji moralnych do tego, żeby być sędzią. Bo sędzia nie może poniżać drugiego człowieka, kimkolwiek by on nie był – nawet jeżeli jest wielokrotnym przestępcą, mordercą, (sędzia) ma go traktować z szacunkiem (…).

    Ci ludzie wystawiają sobie świadectwo tego, że nigdy nie powinni zostać nominowani do tej wysoce specyficznej służby. I proszę, żebyście państwo tak do tego podeszli. Nie ma innej drogi. Trzeba spokojnie zaczekać, aż odejdą”.

SN prosi o konkrety

Sąd Najwyższy wydał komunikat wkrótce po wypowiedzi prezydenta. Prosi w nim o sprecyzowanie, do kogo odnoszą się zarzuty.

„Wobec ogólnikowej treści cytowanych wypowiedzi wyjaśnienia wymaga – kto, kogo i w jaki sposób poniżał, czy poniża. Prosimy pokrzywdzone osoby o skontaktowanie się z Panią Pierwszą Prezes SN. Rozumiemy, że publiczne formułowanie tak poważnych zarzutów musi znajdować oparcie w faktach i zwracamy się, także do Kancelarii Prezydenta, o ujawnienie tych faktów” – czytamy w komunikacie.

Rzecznik SN Michał Laskowski zwrócił też uwagę na fakt, że podczas wręczania nominacji na sali obecna była prof. Małgorzata Gersdorf. Choć nie miała takiego obowiązku.

„[…] obecność I Prezes SN na uroczystości świadczyć miała o poważnym traktowaniu Prezesów wskazanych Izb i sędziów w nich orzekających. Obecność ta to element budowania jedności SN. Cytowane wypowiedzi jedności tej nie służą i stąd konieczność wnikliwego wyjaśnienia okoliczności, które stanowiły ich podstawę” – dodaje rzecznik.

W rozmowie z OKO.press sędzia Laskowski nie kryje zaskoczenia słowami Andrzeja Dudy:

„Ja nie wiem, w jakim celu pan prezydent powiedział to, co powiedział. Bo ta wypowiedź spowodowała wyłącznie zaognienie sytuacji. Wszyscy się zastanawiają, o kogo chodzi, część osób się czuje oburzona tymi określeniami, że »trzeba poczekać, aż odejdą«.

To metoda, którą politycy z lubością się posługują. Czyli:  »ja o czymś wiem i wiem, kto to robi, i to jest bardzo brzydko«, ale nie mówią kto, ani co, ani wobec kogo. To jest insynuacja. Rzucanie oskarżeń, ale niekonkretnie. Na danej osobie ma pozostać cień, ale niczego nie trzeba wykazywać. Moim zdaniem to nie w porządku”.

Gersdorf: „będzie trudniej budować mosty”

Sprawę skomentowała też I Prezes SN prof. Małgorzata Gersdorf, która brała udział we wtorkowym wydarzeniu.

„Nie wiem, co prezydent miał na myśli. Nie słyszałam o przypadkach agresywnego zachowania kolegów, którzy wcześniej zasiadali w Sądzie Najwyższym. Nikt nie przychodził się skarżyć” – mówiła w rozmowie z TVN24.

Prof. Gersdorf nie kryła też, że poczuła się osobiście dotknięta słowami głowy państwa:

„Prezydent powiedział także, że dotyczy to osób wysoko postawionych w Sądzie Najwyższym, które też tak się źle zachowują. Ponieważ ja byłam na tej uroczystości, to sądzę, że te słowa były skierowane do mnie i jestem tym zbulwersowana” – stwierdziła.

Zdaniem I Prezes SN prezydent tylko pogarsza i tak wymagającą wysiłku współpracę z nowymi izbami SN.

„Staram się jakoś funkcjonować z tymi dwiema nowymi izbami. One oczywiście nie budziły naszego wielkiego entuzjazmu. (…) Ale musimy razem funkcjonować. Z pewnością takie słowa pana Prezydenta nie sprzyjają temu, żeby budować mosty”.

Sędzia Michał Laskowski nie ma wątpliwości, że współpraca w SN jest konieczna mimo istniejących podziałów:

„Nie da się inaczej. Mamy wspólne problemy, więc współpracujemy, choć bywa chłodno. Prezesi po nominacji przyszli do pani prezes Gersdorf – odbywają się normalne rozmowy. Co nie zmienia faktu, że mamy różne poglądy na temat tego, w jaki sposób ci sędziowie trafili do SN. Pojawia się pewien chłód, rezerwa w kontaktach” – mówi Laskowski w rozmowie z OKO.press.

„Wiele osób uważa, że to nie jest to tryb, w jakim powinno się trafić do Sądu Najwyższego. Akurat w tej atmosferze i na skutek tej ustawy” – dodaje.

Mucha: nikt nie reagował na „dublerów”

Do wypowiedzi prezydenta odniósł się także Paweł Mucha, zastępca szefa Kancelarii Prezydenta. W radiowej Jedynce w czwartek 28 lutego próbował tłumaczyć, jakie szykany miał na myśli Andrzej Duda.

„Mieliśmy do czynienia z sytuacją taką, że mówiło się, i to niestety nie było przedmiotem żadnego prostowania, o sędziach dublerach. I to jest sformułowanie, oczywiście, niedopuszczalne, nieakceptowalne, zresztą z gruntu nieprawdziwe, bo żadnych sędziów dublerów w Sądzie Najwyższym nie ma i nie widziałem w tej sprawie wypowiedzi pana rzecznika Laskowskiego” – mówił Mucha.

Tymczasem 14 listopada 2018 roku rzecznik SN wydał oświadczenie w tej sprawie. Upominał media, by nie stosowały wobec nowych sędziów SN określenia „dublerzy”. Bo wszyscy oni zajęli w Sądzie Najwyższym stanowiska wolne lub stworzone od zera.

„Postanowiliśmy wtedy zareagować. Bo akurat określenie »sędziowie dublerzy« nie jest adekwatne do nowych sędziów SN. Dość szczegółowo to wyjaśniałem, więc zarzuty ministra Muchy są nieporozumieniem. Myśmy tego zwrotu nie używali, a nawet reagowaliśmy na przypadki jego używania w mediach” – podkreśla Laskowski w rozmowie z OKO.press.

„Ale nawet gdyby ktoś użył takiego określenia, to trudno mówić o poniżaniu” – dodaje.

Kontrowersyjne nominacje

W oświadczeniu z 14 listopada Laskowski podkreślił, że status nowo powołanych sędziów nie jest kwestionowany dlatego, że zajęli stanowisko należące do kogoś innego. A z powodu wątpliwości dotyczących sposobu obsadzenia nowej KRS oraz prawidłowości procedury konkursowej. Bo ogłoszenie o naborze na stanowiska w SN nie miało kontrasygnaty premiera.

Sędziowie ci są też powołani wbrew orzeczeniu Naczelnego Sądu Administracyjnego, które Duda zignorował. NSA zamroził konkursy do SN do czasu odpowiedzi Trybunału Sprawiedliwości UE na pytania prejudycjalne, które zadał 22 listopada 2018 roku. NSA pytał TSUE m.in. o legalność działania KRS.

Te same kontrowersje dotyczą dwóch nowych powołań na stanowiska prezesów izb.

Zgodnie z decyzją prezydenta Joanna Lemańska pokieruje pracą Izby Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych, a Tomasz Przesławski Izby Dyscyplinarnej. Obie izby powstały w 2018 roku na skutek reformy wprowadzonej przez rząd PiS. Są niejako poza kontrolą I prezes SN prof. Małgorzaty Gersdorf.

W OKO.press napisaliśmy, że Lemańska jest bliską znajomą Andrzeja Dudy. Co rodzi poważne wątpliwości, czy będzie w stanie w sposób bezstronny pokierować Izbą Kontroli. Lemańska i Przesławski zostali pozytywnie zaopiniowani przez nową KRS, której członków, wbrew Konstytucji, wybrali politycy PiS i Kukiz’15.

Swój sprzeciw wobec nominowanych w ten sposób sędziów wyraził ostatnio Prezes Izby Karnej SN Stanisław Zabłocki. Postanowił odejść w stan spoczynku (ostatecznie pozostanie w SN do końca sierpnia) po tym, jak prezydent zmienił regulamin Sądu Najwyższego. Nowe zapisy zmuszają prezesów Izb do przydzielania spraw także tym sędziom, których nominacje zostały podane w wątpliwość.

Duda znowu atakuje

Prezydent Duda nie pierwszy raz publicznie atakuje sędziów Sądu Najwyższego. Ostatnio zrobił to niespodziewanie 18 grudnia 2018 roku – podczas przemówienia, które wygłosił na Zgromadzeniu Ogólnym Sędziów Trybunału Konstytucyjnego.

Spotkanie w TK odbyło się dzień po tym, jak prezydent w ostatnim możliwym terminie podpisał nowelizację ustawy o Sądzie Najwyższym z 21 listopada 2018 roku. Ustawa przywracała do pracy sędziów, których PiS próbowało usunąć z SN, obniżając obowiązujący wiek emerytalny. Do wycofania się z czystki zmusiła rząd Komisja Europejska i Trybunał Sprawiedliwości UE.

Tymczasem przymusowo przeniesieni w stan spoczynku sędziowie nie czekali na nową ustawę, którą sam TSUE uznał zresztą za niepotrzebną. Zdecydowali, że od razu zastosują postanowienie Trybunału z 19 października 2018 roku i wkrótce potem wrócili do pracy.

„Mamy do czynienia z anarchią w wykonaniu przedstawicieli wymiaru sprawiedliwości” – grzmiał Duda podczas spotkania w TK. „Pewna grupa elity sędziowskiej uważa się za bezkarną” – dodał prezydent.

Nie możemy przejść obok tych słów obojętnie. Będziemy nawoływać do rozsądku i otrzeźwienia” – komentował wówczas rzecznik SN Michał Laskowski. Nawoływania te, jak widać, okazały się daremne.


Najpierw sądy, potem media. Nie pozwólmy na to władzy.
OKO.press utrzymuje się dzięki Waszym wpłatom.

Absolwentka ILS UW oraz College of Europe. Zdobywała doświadczenie m.in. w Komisji Europejskiej i na Uniwersytecie Narodów Zjednoczonych w Tokio, a wcześniej w Polskim Instytucie Dyplomacji. W OKO.press pisze o prawie, Unii Europejskiej i polityce zagranicznej.


Masz cynk?