0:00
04 września 2021

Dwóch milionerów chce wybudować pierwszą polską elektrownię jądrową. Czy to się może udać?

Michał Sołowow i Zygmunt Solorz ogłosili, że w miejscu elektrowni węglowej Pątnów wybudują reaktory jądrowe. Milionerzy podkreślają, że atom to czyste źródło energii i pomoże w odchodzeniu od węgla. OKO.press opisuje, co to za reaktory. I jak "Polsatom*" ma się do rządowych mrzonek o elektrowni

Wydrukuj

„Potrzebujemy taniej i czystej energii, aby móc rozwijać się jako Państwo i społeczeństwo" - mówi Zygmunt Solorz, właściciel m.in. Grupy Polsat, a także węglowego ZE PAKu (Zespół Elektrowni Pątnów, Adamów, Konin). To właśnie do ZE PAKU należą odkrywki i elektrownie w Wielkopolsce, w rejonie Konina.

W 2020 roku spółka ogłosiła, że do 2030 roku całkowicie odejdzie od węgla. "Atom jest czystym i ekologicznym źródłem energii i projekt ten połączył nas z Michałem [Sołowowem]. Wspólny cel, czyli czysta i konkurencyjna Polska, jest wart podjęcia wyzwania i jestem przekonany, że razem możemy go zrealizować” - dodaje Solorz, cytowany w komunikacie prasowym. Projekt nie jeszcze nazwy (*nazwa "Polsatom" - to wytwór wyobraźni OKO.press).

Dwaj milionerzy - Solorz i Sołowow - ogłosili tym samym, że wspólnie zainwestują w budowę małych reaktorów modułowych (w skrócie SMR - small modular reactors). Mają powstać w miejscu elektrowni Pątnów. To lokalizacja, którą również rząd wskazywał jako jedno z potencjalnych miejsc, gdzie miałaby powstać duża polska elektrownia jądrowa. Polska w październiku 2020 roku podpisała z USA umowę o współpracy w zakresie energetyki jądrowej. Teraz trwa proces wybierania partnera do realizacji tego projektu.

Pod koniec czerwca tego roku firma Westinghouse ogłosiła rozpoczęcie prac inżynieryjnych i projektowych dotyczących atomu w Polsce. Chce budować polską elektrownię razem z drugim amerykańskim gigantem - Bechtel. Pierwszy blok miałby mieć moc 1000 MW. Rządowym planom dotyczącym energii jądrowej przyjrzymy się jednak później.

Atom zamiast węgla

Jak tłumaczą Solorz i Sołowow, Pątnów to dobra lokalizacja dla ich projektu, bo już posiada infrastrukturę do przesyłu energii i znajduje się odpowiedniej odległości od zabudowań. Instalowanie małych reaktorów jądrowych w miejsce starych "węglówek" to zresztą trend, który widać na całym świecie. Na przykład w USA stan Montana w tym roku zlecił szczegółowe badania dotyczące instalacji SMR w zamkniętych elektrowniach węglowych.

"Inwestycja w atom to gigantyczna szansa dla Polski, jej mieszkańców i firm na dostęp do czystej i taniej energii. Polska potrzebuje różnorodnych, ekologicznych źródeł prądu i ciepła, zarówno dla wszystkich odbiorców indywidualnych, jak i dla firm" - zachwala Solorz.

W komunikacie czytamy, że ZE PAK zakłada inwestycję w 4-6 reaktorów. Każdy z nich ma mieć moc 300 MW.

Zajmujący się głównie produkcją kauczuku i polistyrenu Synthos - czyli firma należąca do Michała Sołowowa - ma pełnić zarówno funkcję inwestora, jak i dostawcy technologii. W czerwcu tego roku Synthos podpisał umowę ramową z Orlenem na współpracę właśnie przy rozwoju małych technologii jądrowych.

Elektrownia bez szczegółów

Na razie szczegółów inwestycji w Pątnowie nie ma. Wysłaliśmy pytania do ZE PAK-u, prosząc o informację w sprawie planowanej daty rozpoczęcia i zakończenia inwestycji, a także szacowanych kosztów. Chcieliśmy się też dowiedzieć, czy były w tej sprawie prowadzone jakiekolwiek rozmowy z Ministerstwem Klimatu i Środowiska oraz czy planowane są konsultacje społeczne. Biuro prasowe ZE PAK-u odsyła jednak do rzecznika Zygmunta Solorza. Ten na razie nie odpowiada.

Z oficjalnego komunikatu dowiadujemy się jednak, że wybrano technologię, jaka prawdopodobnie ma być zastosowana w Pątnowie. To BWRX-300 ("bądź inne optymalne amerykańskie technologie SMR") należący do amerykańsko-japońskiej firmy General Electric Hitachi Nuclear Energy.

Synthos Sołowowa zawarł porozumienie o współpracy z GE Hitachi już w 2019 roku.

Nazwa BRWX-300 pochodzi od określenia "Boiling Water Reactor" (ang. reaktor z wrzącą wodą). X oznacza dziesiątą generację, a "300" to moc reaktora. Z wyglądu BRWX-300 przypominają niewielkie silosy.

Jak działają?

Producent pisze o nich „inteligentne reaktory”, które, w przeciwieństwie do starszych modeli, nie wymagają pomp elektrycznych do aktywnego chłodzenia paliwa. Jest ono możliwe dzięki konwekcji swobodnej, czyli ruchowi wody, który powoduje różnica temperatur. Jak zapewnia GE Hitachi, kondensacja pary i grawitacja pozwalają BWRX-300 na chłodzenie przez co najmniej siedem dni bez dostępu do zasilania. Reaktory mają być też znacznie tańsze niż inne SMR.

Od wielkich elektrowni do modułowych reaktorów

Jak tłumaczy prof. Ludwik Pieńkowski z Wydziału Energetyki i Paliw Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie, nie można dziś liczyć na renesans wielkich reaktorów jądrowych w Europie i Stanach Zjednoczonych. Jak tłumaczy, wymagają one głębokich rynków nabywców, jakie dziś są otwarte tylko dla Rosjan i Chińczyków.

Budowa dużych reaktorów jest trudna do skoordynowania – potrzebne by były firmy, które zajmują się nią od A do Z Takie dziś nie istnieją. Co więcej, duże reaktory wymagają dużych zbiorników ciśnieniowych do chłodzenia. A tych, poza Rosją i Chinami, od lat się nie buduje.

"Pojawiły się więc dwie tendencje: firma Westinghouse opracowała reaktory o AP1000 o mocy 1000 MW. Jednak żeby ich produkcja miała sens, potrzebni są nabywcy. Bez dużej sieci nabywców ten projekt ugrzęźnie, bo nie uda się zapewnić odpowiedniego łańcucha dostaw" - tłumaczy prof. Ludwik Pieńkowski.

"Jest więc druga tendencja: budowa mniejszych reaktorów. Mały zbiornik łatwiej wykuć, mniejszy reaktor można zrobić w całości w fabryce, a potem dostarczyć na miejsce budowy. To powoduje, że jednocześnie można budować reaktor i budynek reaktora, usprawniając całą pracę.

Ale są też potencjalne straty, głównie ekonomiczne. Możemy to porównać do cen lodówek: jedna duża zawsze będzie tańsza niż dwie małe. Westinghouse opracował najpierw reaktory o mocy 600 MW, czyli AP600, ale nikt nie chciał ich kupować. Powiększona wersja, czyli AP1000 znalazła nabywców, choć na razie bardzo nielicznych. Docieramy więc do rozwiązania, o którym mówią panowie Solorz i Sołowow – reaktorów modułowych” – wyjaśnia naukowiec.

W ten sposób, jak dodaje prof. Pieńkowski, możemy wybudować blok o takiej mocy, jaką potrzebujemy, złożony z modułów. "Co zyskujemy? Przede wszystkim niższe koszty, bo reaktory modułowe łączą systemy wspólne, nie trzeba budować ich osobno. W przypadku takich technologii zawsze pada pytanie o bezpieczeństwo - tutaj jest bardzo wysokie" - mówi prof. Pieńkowski.

Zaznacza jednak, że wokół projektu, który miałby powstać w Pątnowie, jest wiele znaków zapytania. Jaki jest budżet? Dlaczego akurat GE Hitachi? Dlaczego BRWX-300?

To ostatnie pytanie jest szczególnie istotne z jednego względu: ta technologia nie ma jeszcze certyfikatu bezpieczeństwa w Stanach Zjednoczonych, ani też u żadnego innego doświadczonego regulatora.

Licencja za pół miliarda

"Na świecie jest kilku doświadczonych regulatorów, u których można dostać licencję dla takich reaktorów. W Polsce takiego doświadczenia nie ma, więc nasz regulator - Polska Agencja Atomistyki - mógłby teoretycznie licencję wydać, ale byłoby to ryzykowne. Ogromne doświadczenie mają na przykład Stany Zjednoczone i ich regulator NRC. Jednak koszt uzyskania takiej licencji to pół miliarda dolarów, a cały proces trwa 5-6 lat" - mówi prof. Pieńkowski.

GE Hitachi ma już dwie licencje, jednak żadna z ich technologii nie została w USA zastosowana. Teraz firma nie chce inwestować kolejnych kilkuset milionów dolarów w trzecią licencję i szuka finansowania wśród członków grupy inwestycyjnej. W skład której wchodzą polscy milionerzy.

„Firma przekonuje, że uzyska licencję w rok albo dwa, bo technologia BWRX-300 jest oparta na tej, która taki certyfikat już posiada. Jak będzie w praktyce? Tego nie jesteśmy w stanie przewidzieć” – tłumaczy prof. Ludwik Pieńkowski. Jak dodaje, w całej sprawie jest jeszcze jeden haczyk: w USA takie projekty mogą uzyskiwać granty na opłacenie części kosztów licencji. Dlaczego GE Hitachi w przypadku BMWX300 nie ubiega się o taki grant?

"Ponieważ obecnie koncentruje się na projekcie Natrium z reaktorem prędkim chłodzonym sodem, za którym poza samym GE Hitachi stoi Bill Gates i Warren Buffett, a wspierają go administracja federalna USA i władze stany Wyoming. Nie ma możliwości, żeby jedna firma dostała granty na kosztowne licencje aż dwóch projektów" - wyjaśnia ekspert.

Jak mówi prof. Pieńkowski, dla Pątnowa jeśli Zygmunt Solorz i Michał Sołowow wierzą w projekt BWRX-300, rozwiązanie jest jedno. Trzeba wyłożyć pół miliarda dolarów, uzyskać licencję od renomowanego regulatora i dzięki niej przekonać do projektu inwestorów, społeczeństwo i Polską Agencję Atomistyki.

„Dopóki nie ruszy proces licencyjny tych reaktorów u jednego z renomowanych regulatorów, nie możemy nawet zastanawiać się, co będzie, jak w Pątnowie powstanie elektrownia jądrowa. Na razie to pozostaje w sferze fantastyki” – komentuje prof. Pieńkowski.

Konkurencja dla rządowej elektrowni?

„Pątnów jest lokalizacją wskazaną w rządowym Programie polskiej energetyki jądrowej. Nasze plany nie są konkurencyjne w stosunku do planów Państwa – SMR nie zastąpią dużej energetyki państwowej, ale mogą stanowić jej doskonałe uzupełnienie i stopniowo zastępować część mocy wytwarzanej z paliw kopalnych, a w niedługim czasie mogą pomóc zniwelować brak dostępnych mocy w systemie energetycznym, wynikający z odstawiania kolejnych bloków węglowych i zwiększającego się zapotrzebowania na energię elektryczną” - powiedział w oficjalnym komunikacie Piotr Woźny, Prezes Zarządu ZE PAK.

O to, czy elektrownia wybudowana przez Solorza i Sołowowa rzeczywiście nie krzyżuje rządowych planów, zapytaliśmy Ministerstwo Klimatu i Środowiska. "Państwo ma w planach bardzo duży program - budowę bloków o łącznej mocy 6-9 GWe. Deklarowana przez Synthos i PAK inwestycja to tylko niewielka część, która i tak będzie zaledwie częściowym odtworzeniem mocy węglowych PAK-u, które maja być wyłączone" - odpowiada resort.

W Programie polskiej energetyki jądrowej zapisano, że do 2033 roku powstanie pierwszy blok o mocy około 1 GW. Później mają być dobudowywane kolejne. To nie jest zresztą nowy pomysł. Według poprzednich rządowych planów elektrownia atomowa miała powstać do 2020 roku.

Na razie nie znamy nawet wybranej lokalizacji. Pod uwagę był rzeczywiście brany kompleks Pątnów-Adamów-Konin. Poza nim rozważano Bełchatów (w miejsce dzisiejszej elektrowni węglowej), Żarnowiec na Pomorzu (gdzie w latach 80. zaczęto budowę elektrowni atomowej) oraz pomorskie wioski Lubiatowo i Kopalino. Znaków zapytania wokół tej inwestycji jest więcej. Z przecieków medialnych wynika, że finalnie ma powstać sześć bloków, gdzie pracę znajdzie nawet 38 tys. osób.

Jednak zdaniem prof. Ludwika Pieńkowskiego propozycja Solorza i Sołowowa jest konkurencyjna. "Jeśli rządowa analiza mówi o tym, że potrzebujemy 6-9 GW z atomu, a w Pątnowie ma powstać 1 GW, to jest on konkurencją. Miejsce na rynku nie jest nieograniczenie wielkie" - dodaje.

Pytanie, czy polska elektrownia jądrowa zapowiadana przez rząd w ogóle powstanie. O decyzje w tej sprawie również zapytaliśmy resort klimatu. Z informacji przesłanej OKO.press wynika jedynie, że wciąż trwa wybieranie lokalizacji. Mamy ją poznać do 2022.

Udostępnij:

Katarzyna Kojzar

Absolwentka Uniwersytetu Jagiellońskiego i Polskiej Szkoły Reportażu. W OKO.press zajmuje się przede wszystkim tematami dotyczącymi ochrony środowiska, praw zwierząt, zmiany klimatu i energetyki.

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne