Prawa autorskie: Slawomir Kaminski / Agencja GazetaSlawomir Kaminski / ...
01 kwietnia 2021

Prof. Horban sugeruje godzinę policyjną. Ale Dworczyk zapewnia, że żadnego lockdownu nie będzie

Zwlekanie z radykalnymi ograniczeniami kontaktów między ludźmi z obawy przed niezadowoleniem społecznym może przyczynić się do jeszcze gwałtowniejszego rozprzestrzeniania się epidemii. Polityczne kalkulacje biorą górę nad rekomendacjami ekspertów

W ciągu ostatniej doby w Polsce wykryto kolejnych 35 251 zakażeń koronawirusem, a zmarło 621 osób. Zajętych jest ponad 3,1 tys. respiratorów i ponad 31 tys. łóżek covidowych. Sytuacja pandemiczna w Polsce jest, mówiąc oględnie, bardzo zła.

Tymczasem wydaje się, że jest totalne pęknięcie w rządzie, jeśli chodzi o strategię walki z pandemią.

Prof. Andrzej Horban, główny doradca premiera ds. COVID-19, wzywa do restrykcyjnych obostrzeń na wzór niektórych państw zachodniej Europy, a Michał Dworczyk, szef Kancelarii Premiera mówi, że o żadnym lockdownie nie może być mowy. Polityczna praktyka bierze ostry rozjazd z eksperckimi rekomendacjami.

"Mamy nadzieję, że obecne środki będą wystarczające"

Prof. Andrzej Horban 1 kwietnia był gościem Radia ZET. Podczas rozmowy pojawił się temat zaostrzenia restrykcji w związku z COVID-19.

"Europa Zachodnia wprowadza zakaz przemieszczania się, godzinę policyjną i ograniczenie liczby spotkań do kilku osób. Jeżeli liczba zakażeń w Polsce będzie rosła, to trzeba będzie to wprowadzić. Być może przed świętami. Decydują w tej chwili 2-3 dni" – powiedział prof. Horban.

Zaznaczył jednak, że decyzja nie należy do niego. "Od tego jest pan premier" - powiedział. Szef Kancelarii Premiera Michał Dworczyka w radiu RMF raczej wykluczył, by rząd chciał takie obostrzenia wprowadzać.

"Gdybyśmy na przykład wprowadzili całkowity lockdown, zamknęli wszystko, zakazali przemieszczania się, wprowadzili stan wyjątkowy, mogłoby się okazać, że konsekwencje gospodarcze i społeczne będą takie, że sytuacja się całkowicie wymknie spod kontroli" - mówił Dworczyk.

Podobnie mówił wczoraj (31 marca) Piotr Müller, rzecznik prasowy rządu: "Wydaje mi się, że takich zmian już przed świętami nie powinno być, więc przede wszystkim skupmy się na tym, aby faktycznie te obowiązujące wytyczne, obowiązujące prawo przestrzegać, bo jeżeli przestrzegalibyśmy tych obostrzeń, które obowiązują aktualnie, w taki powszechny sposób, to zdecydowanie sytuacja byłaby lepsza".

"W tej chwili sytuacja jest oczywiście bardzo, bardzo trudna, jest sytuacją najtrudniejszą od początku epidemii, natomiast mamy nadzieję, że mimo wszystko te decyzje, które zostały podjęte już jakiś czas temu, najpierw dotyczące obostrzeń we wszystkich województwach, a później ich zaostrzeniu, będą wystarczające" - dodał.

Brak odważnych decyzji kosztuje zdrowie i życie

Warto przypomnieć, że już raz brak zdecydowania kosztował zdrowie i życie wielu Polaków - chodzi o sytuację z końca grudnia 2020 roku, gdy rząd zdecydował się na ściąganie Polaków z Wielkiej Brytanii na Święta, w okresie, w którym żniwo zaczynał zbierać tam brytyjski wariant koronawirusa. Przyjeżdżających nie objęto wtedy obowiązkowymi testami na obecność wirusa.

„To był błąd, który mógł znacząco przyczynić się do powstania trzeciej fali epidemii w jej obecnym kształcie” - mówiła OKO.press prof. Maria Gańczak, epidemiolożka i specjalistka chorób zakaźnych.

Dlaczego tak się stało? Lekarz i senator PiS Stanisław Karczewski powiedział, że gdyby testowano przyjeżdżających, to „wylałaby się fala krytyki i hejtu”.

Wypowiedź polityka spotkała się z wieloma głosami oburzenia. "Senator Karczewski przyznał, że zaniechano testowania powracających z Wielkiej Brytanii, bo rząd bał się o swoją popularność. Tchórzostwo, które kosztować będzie tysiące ludzkich istnień" - skomentował na Twitterze Donald Tusk.

Udostępnij:

Robert Jurszo

Dziennikarz i publicysta. W OKO.press pisze o ochronie przyrody, łowiectwie, prawach zwierząt, smogu i klimacie oraz dokonaniach komisji smoleńskiej. Stały współpracownik miesięcznika „Dzikie Życie”.

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne