0:00
Prawa autorskie: Bartek PirgaBartek Pirga
22 lutego 2020

Tną Puszczę Karpacką. Ekolodzy chcą rezerwatów, a Tokarczuk apeluje: "Zatrzymajmy katastrofę"

"W otulinie Bieszczadzkiego Parku Narodowego są wycinane kolejne fragmenty najcenniejszych przyrodniczo karpackich lasów. Dzieje się tak pomimo obecności bardzo rzadkich gatunków z Czerwonej Listy" - informuje Fundacja Dziedzictwo Przyrodnicze. Właśnie złożyła wniosek o utworzenie rezerwatu. Olga Tokarczuk: "Zostawmy w spokoju to wyjątkowe miejsce"

Wydrukuj

Fundacja Dziedzictwo Przyrodnicze proponuje utworzenie rezerwatu przyrody „Zakole Sanu”. To obszar poza granicami Bieszczadzkiego Parku Narodowego, na terenie Nadleśnictwa Stuposiany. Ponieważ trwa już tam wycinka, to organizacja zaapelowała też o wstrzymanie prac leśnych na tym obszarze.

"Wobec prawa, które de facto uniemożliwia dziś tworzenie i poszerzanie parków narodowych, utworzenie rezerwatu przyrody jest jedyną szansą na trwałe zabezpieczenie najcenniejszych fragmentów karpackich lasów" - mówił Radosław Michalski, prezes Fundacji Dziedzictwo Przyrodnicze.

Dokumentacja przyrodnicza dla rezerwatu została złożona pod koniec stycznia 2020 roku do Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska w Rzeszowie (RDOŚ). Na razie instytucja nie ustosunkowała się do propozycji.

"Kontynuacja wycinki to ryzyko dla krytycznie zagrożonych gatunków"

„Zakole Sanu” to teren obfitujący w rzadkie i zagrożone porosty oraz mchy.

"Obszar projektowanego rezerwatu jest jednym z najważniejszych, a być może najważniejszym, miejscem występowania kobiernika" - mówi OKO.press biolog i leśnik Piotr Klub z Fundacji Dziedzictwo Przyrodnicze.

Na tym terenie można spotkać dwa gatunki tego porostu. Kobiernik Arnolda (Parmotrema arnoldii) występuje w Polsce tylko na 12 stanowiskach - na dwóch Bieszczadzkim Parku Narodowym, na jednym w Górach Sanocko-Turczańskich i aż na dziewięciu właśnie w planowanym "Zakolu Sanu".

Lokalizacja planowanego rezerwatu przyrody "Zakole Sanu". Źródło: Dokumentacja projektowa dla rezerwatu przyrody „Zakole Sanu”, Fundacja Dziedzictwo Przyrodnicze.

Z kolei kobiernik wybredny (Parmotrema stippeum) ma w Polsce zaledwie cztery stanowiska, w tym tym trzy w Bieszczadzkim Parku Narodowym. Ostatnie z nich jest w planowanym rezerwacie.

"Kontynuacja wycinki w tym miejscu oznacza ryzyko zniszczenia siedlisk tych porostów. Byłoby to ogromną stratą, bo kobiernik jest w Polsce krytycznie zagrożony wyginięciem" - mówi OKO.press Klub.
Kobiernik Arnolda. Fot. Fundacja Dziedzictwo Przyrodnicze.

Jest tu też populacja puchlinki ząbkowanej (Thelotrema lepadinum), innego cennego porostu. I to większa niż w całym Bieszczadzkim Parku Narodowym. Jest też granicznik płucnik (Lobaria pulmonaria).

Fundacja Dziedzictwo Przyrodnicze wnioskowała o utworzenie stref ochronnych dla stanowisk tych porostów i RDOŚ na to przystała.

"Faktycznie mamy więc sytuację, w której znaczna część obszaru proponowanego przez nas rezerwatu już jest wyłączona z gospodarki leśnej. Ustanowienie tam tej formy ochrony przyrody byłoby więc postawieniem przysłowiowej »kropki nad i«" - mówi Klub.

"Tym bardziej, że cały ten obszar jest bogaty w starodrzewia, z którymi są związane właśnie rzadkie organizmy, więc części cennych siedlisk pewnie jeszcze nawet nie odkryliśmy" - dodaje.

Dwa kolejne rezerwaty

Fundacja Dziedzictwo Przyrodnicze przygotowała również dokumentację dla dwóch innych projektowanych rezerwatów przyrody w tym rejonie – „Las Bukowy pod Obnogą” i Przełom Wołosatego, również leżących na terenie Nadleśnictwa Stuposiany. Wnioski o ich utworzenie zostaną złożone do rzeszowskiego RDOŚ w marcu 2020 roku.

W obydwu przypadkach te inicjatywy są kontynuacją już istniejących projektów.

"Pomysły, by powołać do istnienia rezerwaty »Las Bukowy pod Obnogą« i »Przełom Wołosatego« powstały - kolejno - w 2006 i 2007 roku. Projekty przygotowali wtedy naukowcy z Wydziału Leśnego Uniwersytetu Rolniczego w Krakowie. Trafiły one jednak do szuflady" - mówi Klub.

Koncepcja Fundacji Dziedzictwo Przyrodnicze zakłada nieco inne granice projektowanych rezerwatów. "Warto nadmienić, że oba projekty rezerwatów ujęte są i opisanie w Planie Urządzania Lasu Nadleśnictwa Lutowiska jako Rezerwaty Projektowane".

Apel Tokarczuk: "zatrzymajmy tę katastrofę!"

Na obszarze planowanego "Przełomu Wołosatego", tuż przy granicy z Bieszczadzkim Parkiem Narodowym, na stoku masywu górskiego Bukowe Berdo, leży 30-hektarowe wydzielenie leśne 219a. Stało się ono sławne, gdy 25 stycznia 2020 roku na Facebooku

pisarka i noblistka Olga Tokarczuk zaapelowała o zaprzestanie wycinki w tym fragmencie lasu i objęcie go ochroną.

"W Karpatach przetrwały cudem resztki naturalnych lasów, które są perłami przyrodniczymi. [...] I jednym z takich kawałków jest wydzielony las o numerze 219a na zboczach Bukowego Berda w nadleśnictwie Stuposiany Regionalnej Dyrekcji w Krośnie. [...] Sama lista żyjących tam porostów, mchów i wątrobowców przyprawia o zawrót głowy, a jeszcze dochodzą do tego stanowiska niezbadanych do tej pory gatunków grzybów, ptaków czy owadów.

Niestety Lasy Państwowe zaplanowały zrobić tam wycinkę. To będzie nie tylko wycięcie wielkich drzew, ale również zrywka czyli zupełne zniszczenie tego małego pierwotnego raju" - pisała Tokarczuk.

"W imieniu podkarpackiej dyrekcji chcę już na wstępie poinformować, że co najmniej do jesieni w miejscu tym nie będą prowadzone cięcia" - odpisał Edward Marszałek, rzecznik Regionalnej Dyrekcji Lasów Państwowych w Krośnie. Dodał, że "jest zatem sporo czasu, by o sprawie porozmawiać spokojnie, rzeczowo, nie bazując jedynie na emocjach".

(Prawie) nietknięta puszcza

"Analizy naukowców mówią, że wydzielenie 219a do czasów II wojny światowej zachowało cechy lasu pierwotnego. Przed wojną znaczna część Bieszczad była wylesiona, ale akurat w tym fragment - wynika to z dokumentacji - Puszcza przetrwała prawie nietknięta" - mówi OKO.press Jakub Rok z Inicjatywy Dzikie Karpaty.

Po wojnie ten teren był wyludniony i trudno dostępny, użytkowany raczej łowiecko niż rębnie. Leśna dokumentacja z ostatnich 30 lat pokazuje, że pozyskiwano tu zaledwie średnio 1 m3 na 1 ha, więc ten las nigdy nie był poddany większym cięciom.

"Mamy tu kilkanaście gatunków chronionych wskaźnikowych dla lasów pierwotnych - mchów, porostów, wątrobowców. I to ekstremalnie rzadkich, jak np. mech jeżolist zwyczajny, który w Polskich Karpatach występuje jeszcze tylko na kilku stanowiskach" - mówi Rok, powołując się na inwentaryzację przygotowaną przez Fundację Dziedzictwo Przyrodnicze.

"Co ciekawe, Lasy Państwowe o tym nie wiedziały. Część z drzew oznaczonych kropkami do wycięcia jest siedliskiem tych chronionych gatunków" - dodaje.

Trzeba było Tokarczuk

Inicjatywa Dzikie Karpaty zabiegała od końca 2019 roku o wyłączenie tego obszaru z wycinek. "Dopiero jak zaapelowała Olga Tokarczuk, to LP podjęły decyzję o wstrzymaniu planowanych cięć w tym miejscu do jesieni i zadeklarowały chęć dialogu w sprawie tego obszaru" - mówi Rok.

"To oczywiście budujące, ale też pokazuje, jak nikłą siłę przebicia mają organizacje społeczne, nieustannie odbijając się od muru urzędniczej obojętności Lasów Państwowych.

No i nie zapominajmy, że równocześnie w wielu innych cennych przyrodniczo miejscach Puszczy Karpackiej cięcia idą w najlepsze" - dodaje działacz.

Udostępnij:

Robert Jurszo

Dziennikarz i publicysta. W OKO.press pisze o ochronie przyrody, łowiectwie, prawach zwierząt, smogu i klimacie oraz dokonaniach komisji smoleńskiej. Stały współpracownik miesięcznika „Dzikie Życie”.

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne