0:00
08 czerwca 2021

Elektrownia Bełchatów będzie działać jeszcze 15 lat. Łódzkie planuje transformację

Największy polski emitent CO2, czyli Elektrownia Bełchatów, przestanie produkować energię w 2036 roku. Co roku będą wyłączane kolejne bloki. Zamknięte zostaną też odkrywki, a ta, która była planowana w Złoczewie, nie powstanie

Wydrukuj

To już oficjalne: Elektrownia Bełchatów zostanie zamknięta w 2036 roku. Marszałek województwa łódzkiego opublikował Terytorialny Plan Sprawiedliwej Transformacji, dzięki któremu region będzie mógł dostać unijne środki na odejście od węgla. Według projektu w Łódzkiem nie powstanie także odkrywka Złoczew, a kopalnie Pole Szczerców i Bełchatów zostaną zlikwidowane.

To kolejny region, po Wielkopolsce Wschodniej, który opublikował taki dokument. Choć – jak komentują aktywiści i analitycy – założone w nim daty wyłączania bloków węglowych są nierealistyczne. „W świetle kryzysu klimatycznego, ale i realiów ekonomicznych utrzymywanie elektrowni Bełchatów przez kolejne 15 lat jest nierealne” – mówi Joanna Flisowska z Greenpeace.

Obecnie moc zainstalowana w elektrowni Bełchatów 4928 MW. Zaspokaja około 20 proc. polskiego zapotrzebowania na energię. Jak podaje think tank Eber,

elektrownia jest największym europejskim emitentem tlenków azotu i dwutlenku węgla.

Trudna transformacja

Transformacja regionu bełchatowskiego będzie sporym wyzwaniem. Obecnie elektrownia i kopalnie są największym pracodawcą, a alternatyw brakuje. PGE i spółki zależne zatrudniają w całym województwie łódzkim 13,4 tys. osób. Do tego trzeba doliczyć pracowników branż okołogórniczych. „Dlatego tak ważne jest dla nas odpowiednie zaplanowanie jego przyszłości w taki sposób, aby możliwe było zminimalizowanie negatywnych skutków społeczno-gospodarczych” - mówi marszałek województwa łódzkiego, Grzegorz Schreiber.

W planie transformacji czytamy, że lokalna społeczność może nie akceptować zmian, które przyniesie odejście od węgla. Potwierdził to też raport „Przespana rewolucja” dwójki socjologów z Uniwersytetu Warszawskiego i Akademii Leona Koźmińskiego.

Czytamy w nim: „Pytani o negatywne scenariusze przyszłości, związkowcy [pracownicy kompleksu energetycznego w Bełchatowie – od aut.] wymieniają: »bardzo duże bezrobocie, wysoką przestępczość i ogólny brak perspektyw. To chyba takie trzy najgorsze. […] Na pewno miasto stanie się sypialnią rencistów i emerytów«. Podobnie scenariusz negatywny widzą najmłodsi rozmówcy: »Kopalnia się zamknie. Zostanie miasto samych emerytów. Młodzi będą wyjeżdżać. Miasto będzie miało z jakiś czas 10 000 mieszkańców. Zostaną sami emeryci. Puste bloki«".

Przepytani przez socjologów mieszkańcy nie wierzą w to, że dostaną pracę przy elektrowniach wiatrowych czy słonecznych. Nie są przekonani też do elektrowni atomowej, która ma zająć miejsce tej węglowej. Najwięcej osób odpowiedziało, że ich zdaniem reaktory w Bełchatowie w ogóle nie powstaną.

Według władz województwa, przewidywane tempo spadku ludności Bełchatowa w 2030 roku wyniesie aż 12 proc.

Jaka jest na to rada?

W Terytorialnym Planie Sprawiedliwej Transformacji czytamy o szansie dla regionu, jaką daje rozwój branży logistycznej, a także tworzenie firm związanych z niskoemisyjną gospodarką, start-upów i stref inwestycyjnych. Unijne środki mają zostać przeznaczone także na przekwalifikowanie pracowników branży węglowej. W planie znalazły się też m.in. projekty farm wiatrowych o mocy blisko 100 MW, farmy fotowoltaiczne o mocy około 600 MW, magazyny energii o mocy do 300 MW, utworzenie centrum technologicznego OZE. „Grupa PGE w pierwszym etapie transformacji regionu bełchatowskiego na inwestycje przeznaczy blisko 5 mld zł” – czytamy w komunikacie prasowym spółki.

Jak piszą władze województwa, PGE już przygotowuje część osób zatrudnionych w sektorach okołogórniczych do pracy przy odnawialnych źródłach energii. Co ciekawe, w planie transformacji znalazła się również adnotacja o zapewnieniu wsparcia psychologicznego dla pracowników bełchatowskiego kompleksu. Czasu na realizację tych planów nie ma zbyt dużo, bo pierwszy blok elektrowni ma zostać wyłączony już za dziewięć lat. Kolejne będą zamykane sukcesywnie, co roku, aż do 2036.

Odkrywka Bełchatów zakończy działanie w 2026 roku. Pole Szczerców będzie działać dłużej – do 2038 roku.

Nierealne terminy

Jak wyliczyli eksperci Fundacji Instrat i ClientEarth, województwo łódzkie mogłoby liczyć nawet na ¼ całej kwoty, jaką Polska dostanie z unijnego Funduszu na rzecz Sprawiedliwej Transformacji. Ministerstwo Funduszy i Polityki Regionalnej założyło na odejście od węgla w Łódzkiem najwyższą kwotę w kraju – 350 mln euro.

Instrat zauważa, że daty wyłączenia poszczególnych bloków i części kopalni w Bełchatowie nie są zgodne z Porozumieniem Paryskim, czyli międzynarodową umową dotyczącą ograniczenia ocieplania się klimatu. Według umowy z Paryża ostatni blok na węgiel powinien zostać wyłączony do 2030 roku. Zdaniem analityków, za 10 lat produkcja energii z Bełchatowa będzie miała marginalną rolę w całym systemie. Powodem będą m.in. rosnące ceny uprawnień do emisji dwutlenku węgla.

„To, co robi PGE to dalsze oszukiwanie społeczności lokalnej. Bez uczciwego postawienia sprawy i planu odejścia od węgla do 2030 roku nie sposób jest zapewnić sprawiedliwą transformację” – komentuje Joanna Flisowska z Greenpeace. Cały harmonogram odchodzenia od węgla w Bełchatowie nazywa „oderwanym od rzeczywistości”.

Złoczew bez kopalni

Władze województwa i PGE potwierdziły również, że nie powstanie odkrywka Złoczew, która miałaby dostarczać węgiel do elektrowni Bełchatów. „Od samego początku ta inwestycja nie miała racji bytu, a od dłuższego czasu tajemnicą poliszynela było, że tak naprawdę koncern wcale nie ma zamiaru jej zbudować” – mówi Joanna Flisowska. „Szkoda tylko, że plany odkrywki spowodowały, że przez lata Złoczew nie mógł się normalnie rozwijać. PGE powinna zainwestować w regionie w zieloną energię, aby wynagrodzić tej społeczności stracony czas, gdy przez lata obiecywano ludziom złote góry” – dodaje.

Złoczew od kilku lat nie pojawiał się w strategicznych planach PGE. Jednak do końca brakowało oficjalnego potwierdzenia, że kopalnia nie powstanie. Jeszcze w połowie ubiegłego roku prezes spółki Wojciech Dąbrowski mówił, że projekt złoża „Złoczew” jest analizowany „z perspektywy nadziei jak i obaw Mieszkańców oraz korzyści jak i strat ekonomicznych” (pisownia oryginalna). Była to odpowiedź na list burmistrza Złoczewa Dominika Drzazgi, który zapowiadał, że region potrzebuje konkretów, a jeśli ich nie dostanie, będzie musiał postawić na „inne kierunki rozwoju”. Skarżył się na to, że tereny inwestycyjne w Złoczewie są wciąż niewykorzystane, bo czekają na to, czy PGE przeznaczy je na kopalnię węgla brunatnego.

Na szali było także ponad 30 wiosek na terenie czterech gmin: Złoczewa, Ostrówka, Burzenina i Lututowa. Mieszkańcy musieliby zostać przesiedleni, żeby PGE mogło zacząć inwestycję. Odkrywka miała mieć ponad 330 metrów głębokości, a cała inwestycja pochłonęłaby 10-15 mld zł. Osuszenie terenu doprowadziłoby do 35 miliardów złotych strat w rolnictwie i przemyśle rolno-spożywczym w województwach łódzkim i wielkopolskim (według wyliczeń podanych przez Greenpeace). Szacowano także, że spalenie węgla ze Złoczewa wypuściłoby do atmosfery 450 milionów ton dwutlenku węgla.

„To ogromny sukces mieszkańców i organizacji społecznych, które ich wspierały” – mówi Anna Meres, koordynatorka kampanii ds. węgla brunatnego z Greenpeace. „Przypadek Złoczewa pokazuje, że nawet w zdawałoby się straconej sprawie, grupa zaangażowanych osób może wygrać z gigantem energetycznym”.

Udostępnij:

Katarzyna Kojzar

Absolwentka Uniwersytetu Jagiellońskiego i Polskiej Szkoły Reportażu. W OKO.press zajmuje się przede wszystkim tematami dotyczącymi ochrony środowiska, praw zwierząt, zmiany klimatu i energetyki.

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne