10 grudnia 2020

Epidemia: młodzi się nie boją, starsi bardzo. Wyborcy PiS: rząd daje radę [SONDAŻ OKO.PRESS]

Polacy krytycznie oceniają działania rządu podczas epidemii: 65 proc. trzyma kciuk w dole. Wyjątkiem są zwolennicy PiS, którzy jakoś usprawiedliwiają sytuację w szpitalach i nadmiarowe zgony. Seniorzy powinni poważnie porozmawiać z wnuczkami i wnukami, bo ci wirusem się nie przejmują

W naszym sondażu zadaliśmy dwa pytania na temat epidemii:

  • czy epidemia jest groźna, czy wymyka się spod kontroli, a może tylko nas straszą i żadnej epidemii nie ma?
  • jak ocenić rządową strategię walki z epidemią?

Odpowiedzi w zasadzie nie zaskakują, choć w niektórych przypadkach zaskakuje rozmiar rozbieżności w ocenach pomiędzy poszczególnymi grupami respondentów.

Na pierwsze pytanie – o to, jak poważna jest sytuacja, 71 Polaków na 100 odpowiada, że zła (28 proc.) lub bardzo zła i wymyka się spod kontroli (43 proc.). Nie przejmuje się wirusem szczególnie 26 proc. respondentów. Ale tylko 7 proc. uważa, że nie ma żadnej epidemii, a rząd i media mącą ludziom w głowach. To i tak niski wynik, biorąc pod uwagę na przykład aktywność komentatorów pod tekstami OKO.press o koronawirusie. Czytając je można by odnieść wrażenie, że „frakcja sceptyczna" to zdecydowana większość.

Sondaż został przeprowadzony w listopadzie, a więc w okresie największego wzrostu i największej śmiertelności jesiennej fali koronawirusa. Można bez przesady powiedzieć, że każdy zna już kogoś, kto zachorował na COVID-19, a wielu z nas także kogoś, kto trafił do szpitala lub zmarł. Miało to wpływ na wyniki – jeszcze pod koniec września pogląd, że nie ma żadnej epidemii, podzielało 17 proc. Polaków.

Co ciekawe, nie ma dużych różnic w ocenie zagrożenia pomiędzy mężczyznami i kobietami.

Neguje epidemię 7 proc. kobiet i 8 proc. mężczyzn, zagrożenie widzi 70 proc. mężczyzn i 71 proc. kobiet.

Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia

Ta uniwersalna prawda wypowiedziana przez naszego pokojowego Noblistę wydaje się szczególnie sprawdzać w przypadku koronawirusa. Jest on najbardziej groźny dla osób w starszym wieku – co też odzwierciedlają dobitnie wyniki sondażu w podziale na grupy wiekowe.

Tylko siedem na 100 osób w wieku 60+ lekceważy epidemię lub w nią nie wierzy. Ale takie same poglądy ma aż 51 osób na 100 w wieku 18-29 lat! W takim układzie seniorom nie pozostaje nic innego, jak samym dbać o swoje zdrowie (i życie), bo na odpowiedzialność wnucząt chyba nie ma co – statystycznie – liczyć.

Widać też wyraźnie korelację pomiędzy wykształceniem, a świadomością zagrożenia: im dłużej chodziło się do szkół, tym bardziej obawia się wirusa.

Co ciekawe, osoby młodsze (po licencjacie i studiach magisterskich) ogólnie oceniają zagrożenie poważniej niż starsze (po pięcioletnich studiach magisterskich). Wyższy odsetek tych, którzy uważają, że epidemia wyrwała się spod kontroli – 55 proc. wśród młodszych, 47 proc. wśród starszych – zapewne jest związany z tym, że starsi wyborcy chętniej popierają rząd.

Jeśli zaś chodzi o preferencje polityczne ankietowanych, nie ma dużych zaskoczeń, ale jest trochę mniejszych.

Wyborcy Konfederacji wcale nie wybierają najchętniej odpowiedzi „epidemii nie ma" (tylko sześć osób na 100). Za to aż 46 proc. z nich jest zdania, iż epidemia nie jest bardzo groźna.

Bardziej „koronosceptyczni", choć tylko o jeden punkt procentowy, są wyborcy Prawa i Sprawiedliwości i... Polski 2050 Szymona Hołowni. Za to wierzą w epidemię wszyscy głosujący na PSL i Kukiz'15 (ta koalicja istniała jeszcze, kiedy przeprowadzano sondaż), tu jednak trzeba zapewne brać poprawkę na najmniejszą próbkę (28 z tysiąca).

Nie powinno z kolei dziwić, że 56 proc. wyborców Prawa i Sprawiedliwości uważa, że epidemia – choć groźna – jest pod kontrolą, a 68 proc. głosujących na Koalicję Obywatelską, że pod żadną kontrolą nie jest.

Rząd nie daje sobie rady z małym wirusem

Premierka Nowej Zelandii Jacinda Ardern zdecydowanie wygrała w środku epidemii wybory parlamentarne, bo większość „Kiwisów" uznała, że poprowadziła ich społeczność jak najlepiej przez ten trudny czas (i nie chodzi tylko o to, że Nowa Zelandia leży na wyspach, ale o łączące ponad podziałami przywództwo). Mateusz Morawiecki jak na razie oceny ma kiepskie, jeśli chodzi o zarządzanie epidemicznym kryzysem.

Jesienna fala dała nam wszystkim w kość, doprowadzając do zapaści służby zdrowia i wielu niepotrzebnych śmierci – według danych z Głównego Urzędu Statystycznego ujawnionych przez portal konkret24, w tym roku zgony ponad średnią z lat 2015-2019 to już niemal 50 tys. osób. Morawiecki przyznał publicznie, że jeśli chodzi o przygotowanie do jesiennej fali to „błędy się zdarzały". To eufemizm, biorąc pod uwagę, że na jesień przygotowano zaledwie 6,5 tys. łóżek dla pacjentów z COVID-19. W szczycie fali było ich ponad 22 tys. Wyborcy pamiętają też premierowi, że w lecie, przed wyborami prezydenckimi, przekonywał, że „ten wirus jest w odwrocie" i „nie trzeba się go bać".

Skutek? Aż 65 Polek i Polaków na 100 uważa, że rząd radzi sobie z epidemią źle i zdecydowanie źle.

To i tak łagodniejsza ocena niż ta wystawiona przez wielu ekspertów, zwłaszcza epidemiologów.

W odpowiedzi na to pytanie kobiety były dla rządu nieco surowsze niż mężczyźni: źle lub bardzo źle jego działania oceniało 62 proc. osób z chromosomem x i 66 proc. osób, które go nie posiadają.

Preferencje polityczne dość wyraźnie przenoszą się na ocenę rządzących: tylko wyborcy Prawa i Sprawiedliwości uważają, że rząd radzi sobie z epidemią. I zaledwie dziewięcioro na 100 uważa, że sobie nie radzi. Nie zaburzają tej oceny ani nadmiarowe zgony - a jesteśmy w tej chwili na drugim miejscu w Europie, po Hiszpanii, w tej smutnej kategorii - ani przedłużające się lockdowny i trudności w leczeniu innych niż COVID-19 schorzeń.

Rezultat jest bardziej złożony, jeśli o zaufanie do władz w kwestii radzenia sobie z epidemią zapytamy poszczególne grupy wiekowe. Seniorzy, którzy w o wiele większym stopniu niż ludzie młodzi uważają koronawirusa za groźnego, tutaj są rozdarci – co ma związek z tym, że chętniej niż młodsi popierają rząd Prawa i Sprawiedliwości.

Połowa wyborców w wieku 60+ jest zadowolona z tego, jak gabinet Morawieckiego radzi sobie z koronawirusem, mimo tego, że to oni mają wśród swoich rówieśników najwięcej ofiar COVID-19. Czy działa na nich rządowa propaganda, według której władze są skuteczne i zdecydowane? W telewizji publicznej i na profilach w mediach społecznościowych Ministerstwa Zdrowia i Kancelarii Premiera wciąż pojawia się wykres, z którego wynika, że jeśli chodzi o zgony z powodu zakażenia SARS-CoV-2 na liczbę mieszkańców plasujemy się w środku naszego kontynentu. Wykresu z wszystkimi zgonami ponad średnią, tego, gdzie ustępujemy tylko Hiszpanii, raczej tam się nie zobaczy.

Najbardziej krytyczni są 30+: zdaniem aż 80 proc. z nich rząd sobie nie radzi. Niewiele, bo tylko o punkt procentowy, ustępuje im w takim przekonaniu grupa najmłodsza, 18-29 lat. To ta sama grupa, która uważa, że wirusa nie trzeba się bać. Może to świadczyć o kilku rzeczach: że pytanie sondażowe zrozumieli raczej tak, że oni i ich rówieśnicy nie muszą się bać, oraz że działania rządzących oceniane są jako nadmiarowe. Wreszcie o tym – co potwierdzają inne pytania sondażu – że wśród młodych rośnie niechęć wobec rządów prawicy.

A jak ma się do oceny działań rządu wykształcenie? I tu mamy do czynienia z podwójną korelacją: im lepsze wykształcenie, tym gorsza ocena, ale też im niższe wykształcenie, tym większe poparcie dla PiS.

I w tym przypadku młodsza generacja magistrów jest bardziej radykalna, jeśli chodzi o rozliczenie rządu za walkę z epidemią: 80 na 100 ocenia zaangażowanie władz negatywnie, w porównaniu do 70 proc. w starszej generacji. Z kolei wśród osób z wykształceniem podstawowym odsetek niezadowolonych nie przekracza 60 proc.

Sondaż telefoniczny CATI Ipsos dla OKO.press, na ogólnopolskiej reprezentatywnej próbie dorosłych Polaków N= 1000 osób, 23-25 listopada 2020. Losowanie próby miało charakter warstwowo-proporcjonalny. Kontrolowano miejsce zamieszkania respondenta pod względem województwa i wielkości miejscowości. Około 70 proc. spośród 1000 wywiadów zrealizowano pod wylosowanymi numerami telefonów komórkowych.

Udostępnij:

Miłada Jędrysik

Miłada Jędrysik – dziennikarka, publicystka. Przez prawie 20 lat związana z „Gazetą Wyborczą". Była korespondentką podczas konfliktu na Bałkanach (Bośnia, Serbia i Kosowo) i w Iraku. Publikowała też m.in. w „Tygodniku Powszechnym", kwartalniku „Książki. Magazyn do Czytania". Była szefową bazy wiedzy w serwisie Culture.pl. Od listopada 2018 roku do marca 2020 roku pełniła funkcję redaktorki naczelnej kwartalnika „Przekrój".

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne