16 maja 2022

Polskie jury na Eurowizji zdyskwalifikowane. Punkty za ekspertów TVP wybrał automat

Maksymalne 12 punktów dla Ukrainy przyznał więc algorytm - a nie wybrani przez TVP eksperci. Co to oznacza? I co ma wspólnego z awanturą o "ukraińską wdzięczność". OKO.press przygotowało przewodnik dla laików, którzy próbują zrozumieć najdziwniejszą aferę tego tygodnia

Konkurs Piosenki Eurowizji wywołuje kontrowersje niemal co roku. Komentują go ci, którzy nie oglądają, krytykując za niski poziom muzyczny i kiczowate aranżacje. Niektóre kraje się wycofują — jak Węgrzy, dla których konkurs zbyt mocno "promuje" osoby LGBT+. Eurowizja jest tęczowa, co pokazała m.in. wygrana reprezentantki Austrii drag queen Conchity Wurst w 2014 czy pocałunek członków włoskiego zespołu Måneskin po zwycięstwie w 2021 roku. Eurowizję, z całą jej tęczową otoczką, emitują nadawcy zrzeszeni w Europejskiej Unii Nadawców — czyli również TVP. Prezesowi Jackowi Kurskiemu jednak ten jeden raz w roku to nie przeszkadza, sam na Eurowizję jeździ, filmuje się z artystami i poświęca jej sporo czasu na antenie.

I choć co roku Eurowizji za coś się obrywa, to tegoroczny finał (14 maja 2022), zorganizowany w Turynie, zapamiętamy jako jeden z najbardziej kontrowersyjnych.

Polska manipuluje punktami?

Podczas trwania sobotniego finału organizator konkursu, czyli Europejska Unia Nadawców (EBU), opublikował oświadczenie, w którym czytamy, że "po drugiej próbie generalnej drugiego półfinału Konkursu Piosenki Eurowizji 2022, w wynikach sześciu krajów zidentyfikowano pewne nieregularne wzorce głosowania".

"EBU bardzo poważnie traktuje wszelkie podejrzewane próby manipulowania głosowaniem podczas Konkursu Piosenki Eurowizji i ma prawo usunąć takie głosy zgodnie z oficjalnymi instrukcjami głosowania, niezależnie od tego, czy takie głosy mogą wpłynąć na wyniki i/lub wynik głosowania".

EBU poinformowała również, że zamiast głosów jurorskich z sześciu krajów w drugim półfinale i w finale wykorzystano algorytm, który obliczył średnią na podstawie głosowań innych państw w danym regionie. Unia Nadawców nie podała w komunikacie, o jakie kraje chodzi i czym są "nieregularne wzorce głosowania".

Niedługo później pojawiły się spekulacje, według których w gronie sześciu ukaranych krajów miała być Polska, Azerbejdżan, Czarnogóra, Gruzja, Rumunia i San Marino. Tuż po zakończeniu finału EBU publikuje składy jurorów ze wszystkich głosujących krajów i przyznane przez nich punkty.

Składy jurorskie z tych sześciu krajów — w tym Polski — zostały utajnione. Na stronie nie znajdziemy też informacji, jak głosowali polscy eksperci — mimo że w przypadku innych, nieukaranych krajów, każdy może sobie sprawdzić dokładne wyniki.

Eurowizja w punktach

Wyjaśnijmy: na wynik Eurowizji składają się głosy jurorów i widzów. Jurorzy układają swój ranking - od piosenki, która podobała im się najbardziej, do tej, która najmniej. Oceniają wokal, oryginalność, prezencję na scenie i ogólne wrażenie. W tym roku mieli do rozdysponowania 24 miejsca (w finale wystąpiło 25 artystów, ale nie można głosować na reprezentanta własnego kraju). Z tych rankingów wyliczana jest średnia i przyznawane są punkty od całego jury. Te piosenki, które wypadają w rankingu najsłabiej, nie dostają punktów. Otrzymuje je 10 najlepszych występów — przy czym za pierwsze miejsce przydziela się 12 punktów, za drugie 10, za trzecie 8, za czwarte 7 itd.

Czyli jeśli ze średniej wyliczonej z rankingów jurorów wynika, że najwyższą notę dostaje Polska, otrzymujemy 12 punktów. Jeśli Polska zaś zajmuje 11. lub niższe miejsce w rankingu, nie przysługują jej żadne punkty.

Jurorzy oceniają jednak nie występy finałowe - a te zaprezentowane na specjalnej wcześniejszej próbie jurorskiej.

Te wyniki podczas transmisji prezentuje sekretarz Eurowizji z danego kraju — w Polsce była to w tym roku prezenterka TVP Ida Nowakowska.

Po głosowaniu jurorskim podsumowywane są głosy widzów. Podczas transmisji prezentowany jest już ostateczny, zsumowany wynik z smsów ze wszystkich krajów. To nowy zabieg, stosowany od 2016 roku - ale dodaje konkursowi emocji, bo głosy widzów często znacząco różnią się do tych jurorskich i kompletnie zmieniają tabelę zwycięzców. Sama procedura w poszczególnych krajach jest podobna jak przy głosowaniu jurorskim. Weźmy znowu Polskę jako przykład - w tym roku najwięcej smsów wysłaliśmy z głosami na Ukrainę, dzięki czemu dostaje 12 punktów. Nieco mniej na Szwecję, co daje jej 10 punktów od polskich widzów. Na Czechów wysłaliśmy z kolei za mało smsów, żeby załapali się do pierwszej dziesiątki polskiego rankingu - przez co nie dostają ani jednego punktu. Nie możemy z polskich numerów głosować na polskiego reprezentanta.

Zwycięża kraj, który w sumie uzyskał najwięcej punktów i to on w następnym roku organizuje Eurowizję.

Wymiana punktami

Media dotarły już do informacji, według której jurorzy z sześciu krajów mieli zawrzeć porozumienia i wymieniać się punktami. W najnowszej historii Eurowizji już wcześniej zdarzały się takie przypadki. W 2014 roku zdyskwalifikowano jury gruzińskie, a w 2015 głosy z Czarnogóry i Macedonii Północnej.

Polska do tej pory nie była zamieszana w podobne kontrowersje. Na oficjalnej stronie Eurowizji możemy znaleźć składy jurorskie z poprzednich lat. Ekspertów wybiera TVP i są to zazwyczaj przedstawiciele branży oraz telewizji publicznej. I tak w ubiegłym roku punkty w konkursie przyznawali: piosenkarka Cleo, która reprezentowała Polskę na Eurowizji w 2014 roku, wokalista i prezenter Norbi, założycielka chóru Sound'n'Grace - Anna Żaczek-Biderman, kompozytor i muzyk - Piotr Winnicki oraz redaktor Teleexpressu - Michał Michalik.

Kto znalazł się wśród jurorów w tym roku? EBU składu - w związku z dyskwalifikacją - nie podaje. TVP również milczy. Na stronie internetowej telewizji nie pojawiła się nawet najmniejsza wzmianka dotycząca skandalu eurowizyjnego. Odnotowuje go jedynie anglojęzyczna strona TVP World. "EBU zdecydowała się ingerować w proces głosowania jury krajowych w oparciu o ich podejrzenia o ich stronniczość (nie jest jasne, jak to ustalono)" - czytamy.

Tajne polskie jury

Wysłaliśmy pytania do rzecznika TVP. Chcieliśmy się dowiedzieć, kto znalazł się w jury, jaki był szczegółowy powód dyskwalifikacji, kiedy EBU poinformowała o tym telewizję i czy punkty prezentowane przez polską sekretarz podczas transmisji konkursu były punktami wyliczonymi przez algorytm.

Na razie jednak rzecznik nie odpisuje, ale odpowiedzi na ostatnie pytanie udzielają inni publiczni nadawcy: punkty przedstawione podczas finału nie były punktami jurorów. Głosował automat, który wyliczył średnią na podstawie punktów z regionu. W ten sposób wyniki głosowania "jurorskiego" z Polski i Rumunii są identyczne:

Europejska Unia Nadawców również nie chce udzielać więcej informacji poza tym, co znalazło się w oświadczeniu. "EBU nie ma nic do dodania" - pisze organizacja w mailu do OKO.press.

Rumunia publikuje wyniki

Dodatkową zagadką jest fakt, że EBU nie wpuściło na antenę rumuńskiej prezenterki, a także sekretarzy z Azerbejdżanu i Gruzji. To oni mieli odczytać wyniki jurorskie — zamiast nich zrobił to Martin Österdahl z Unii Nadawców. Polskie głosy przedstawiła jednak wyznaczona przez TVP prezenterka — mimo że w rzeczywistości odczytywała punkty przyznane przez algorytm.

Do tej pory o sprawie wypowiedziały się cztery z sześciu oskarżonych krajów. Rumunia opublikowała skład jury i prawdziwe wyniki głosowania. 12 punktów miała dostać Mołdawia — a nie, jak przedstawiono podczas konkursu — Ukraina.

Rumunia chciała również wyróżnić polskiego wykonawcę — Krystiana Ochmana — przyznając mu trzecią lokatę i 8 punktów. Finalnie nie dostał ani jednego.

"TVR poprosił organizatorów Eurowizji o oficjalne podanie nam konkretnych powodów, dla których zastąpili ocenę rumuńskiego jury »zamiennikiem« obliczonym w nieprzejrzysty sposób. W zależności od odpowiedzi, która zostanie do nas przesłana, TVR zastrzega sobie prawo do podjęcia działań w celu naprawienia zaistniałej sytuacji"

- czytamy w oświadczeniu rumuńskiej telewizji. Krajowe jury miało głosować według zasad i aż do końcówki finału nie wiedziało o oskarżeniach.

W podobnym tonie wypowiada się publiczny nadawca z Czarnogóry. "Nie widzimy podstaw do podejrzeń o jakąkolwiek formę nieprawidłowości i oczekujemy szczegółowych wyjaśnień" - piszą przedstawiciele czarnogórskiej telewizji.

Gruzja zdawkowo informuje, że wyjaśnia szczegóły z EBU i że jury przyznało Ukrainie 12 punktów. Algorytm wyliczył inaczej, plasując Ukrainę niżej, z sześcioma punktami od Gruzji. Azerski nadawca opublikował z kolei skład jury i również poprosił EBU o wyjaśnienia.

Polska bez komentarza

Milczą tylko dwa kraje — Polska i San Marino. Nie wiemy, jak oba kraje głosowały w drugim półfinale (w którym wystąpił zarówno reprezentant Polski, jak i San Marino). Już wtedy punkty jurorskie zastąpił algorytm. W ubiegłym roku jednak polscy jurorzy ocenili na 12 punktów występ reprezentantki San Marino. Piosenkarka Senhit również dzięki temu dostała się do finału. Jury z San Marino, jako jedyne ze wszystkich głosujących, przyznało maksymalną liczbę punktów reprezentującemu Polskę Rafałowi Brzozowskiemu. To nie pomogło — Brzozowski po półfinale musiał pożegnać się z konkursem.

Zero dla Ochmana

Polscy widzowie — a przynajmniej ich część — widzą kontrowersje również w sposobie głosowania Ukrainy podczas tegorocznej Eurowizji.

W głosowaniu jurorskim z Ukrainy nasz reprezentant nie zmieścił się w pierwszej dziesiątce, przez co nie dostał ani jednego punktu. Polska przyznała Ukraińcom - zespołowi Kalush Orchestra - maksymalną dwunastkę.

Po przekazaniu tych wyników w mediach społecznościowych wybuchła awantura o "brak wdzięczności" Ukraińców i niesprawiedliwe zero dla Krystiana Ochmana przy polskiej dwunastce dla Kalush Orchestra. Tymczasem maksymalne 12 punktów przyznali nie wybrani przez TVP eksperci, lecz ustawiony przez organizatorów Eurowizji algorytm.

(Awantura jest tak głupia, że trudno ją komentować, ale dodajmy na marginesie: pogląd, że za pomoc uchodźcom wojennym Polacy mają prawo wymagać od Ukraińców ostentacyjnych aktów wdzięczności, jest w naszej najżyczliwszej ocenie bardzo niedojrzały, a w mniej życzliwej — po prostu niegodny).

Ukraińskie zero punktów dla Polski wywołało też falę komentarzy w Ukrainie — od samych Ukraińców, przepraszających za decyzję jurorów, przez jury pokazujące, że wcale nie dało nam zera, aż po ministra kultury i polityki informacyjnej Ołeksandra Tkaczenko.

"Konkurs nie jest polityczny i nie o politykę chodzi — chodzi o przyjaźń, wspólne wartości, wszechstronne wsparcie we wszystkich obszarach. I mam nadzieję, że to wszystko potrwa jeszcze wiele, wiele lat. Drodzy Polacy i Litwini, jesteśmy Wam dozgonnie wdzięczni, nasze zwycięstwo jest wspólne: zarówno na Eurowizji, jak i pokonanie wroga" - napisał na Facebooku, odnosząc się nie tylko do braku punktów dla Polski, ale również dla Litwy.

W głosowaniu ukraińskich widzów Polska uzyskała 12 punktów.

"Głos ludzi zawsze będzie miał większą wagę niż ocena kilku biurokratów, którzy weszli do ukraińskiego jury Eurowizji" - napisał na Facebooku ambasador Ukrainy w Polsce Andrij Deszczyca.

Tłumaczą się także sami jurorzy. "Wszystko zostało zrobione uczciwie. Cała nasza miłość, którą kierujemy do Polaków za ich wielką pomoc, została wyrażona w 12 punktach od publiczności. Podkreślam, że my pracowaliśmy ściśle według zasad" - napisał przewodniczący jury Wadym Lysycia.

Polski reprezentant dostał od pięciu ukraińskich jurorów następujące miejsca w rankingu: 11, 10, 15, 7 i 12. Po wyliczeniu średniej znalazł się finalnie na 11. miejscu - za nisko, żeby dostać punkty.

Eurowizja za rok w Mariupolu?

Ukraiński zespół z piosenką "Stefania", niezależnie od kontrowersji z jurorami, wygrałby tegoroczny finał Eurowizji. Otrzymał rekordową liczbę głosów od publiczności - aż 439 - dzięki czemu poszybował na pierwsze miejsce, wyprzedzając innego faworyta, reprezentanta Wielkiej Brytanii Sama Rydera.

W zwycięstwie nie przeszkodziły również próby ataków ze strony rosyjskich hakerów. Włoskie media podają, że strona Eurowizji była jednym z celów grup hakerskich - atak jednak powstrzymano.

Prezydent Wołodymyr Zełenski już zapowiedział, że kolejny finał odbędzie się w Ukrainie. Na Facebooku napisał: "Dołożymy wszelkich starań, aby jednego dnia gościć uczestników i gości Eurowizji w ukraińskim Mariupolu. Wolnym, spokojnym, odbudowanym!".

Udostępnij:

Katarzyna Kojzar

Absolwentka Uniwersytetu Jagiellońskiego i Polskiej Szkoły Reportażu. W OKO.press zajmuje się przede wszystkim tematami dotyczącymi ochrony środowiska, praw zwierząt, zmiany klimatu i energetyki.

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne