Papież pełen paradoksów? Konserwatywny komunista na czele Kościoła? Te pozorne sprzeczności łatwo wytłumaczyć: papież zrozumiał, że żyjemy w nowej epoce – antropocenie. I temu podporządkował swoje nauczanie

Papież Franciszek jest obiektem bardziej i mniej życzliwego zainteresowania wszystkich chyba stron publicznej debaty i całego ideowego spektrum. Podobnie jak Jan Paweł II jest rewolucjonistą. O ile jednak naszego rodaka historycy umieszczają w panteonie rewolucji konserwatywnej, obok Margaret Thatcher i Ruhollaha Chomeiniego, to do Franciszka chętniej doklejana jest etykieta lewicowca, socjalisty, a nawet komunisty.

Takie próby klasyfikowania papieża muszą skończyć się fiaskiem. W rzeczywistości jest on niezwykłą, dialektyczną niejako syntezą sprzecznych wydawałoby się ideowych i intelektualnych nurtów.

To wniosek z niekonfesyjnej lektury papieskich tekstów. Jest ich coraz więcej, o różnym statusie: encyklika „Laudato Si”, wystąpienie w ONZ podczas szczytu Ziemi, przemówienie podczas odbierania Nagrody Karola Wielkiego. Watykanolog wymieniłby jeszcze przynajmniej adhortacje „Amoris laetitia” i „Evangelii Gaudium”, wywiad-rzekę „Miłosierdzie to imię Boga”. Nie chodzi o pełną listę, wystarczy uważna lektura kilku tekstów, by zacząć rozumieć franciszkański projekt.



Mówi to, co poprzednicy, ale nowym językiem

Franciszek nie wprowadza radykalnie nowych tematów: ekologia, ekumenizm, krytyka kapitalistycznego ekonomizmu obecna jest w papieskiej myśli do dawna, nie przez przypadek Franciszek tak chętnie odwołuje się w swych tekstach do Jana Pawła II. Bo i rzeczywiście, to papież z Polski najpełniej zdefiniował kluczowe dla Franciszka pojęcie solidarności rozumianej jako relacja współzależności przenikającej świat.

Ba, jest Franciszek bardzo konserwatywny – nauczanie dotyczące aborcji, kontroli urodzin, rodziny nie zmieniło się praktycznie ani o jotę w stosunku do poprzedników.

Jak to w takim razie jest, że choć zmieniło się tak niewiele, mówimy o rewolucji? Bo czego się nie dotknąć, kwestii gejów i lesbijek, rozwodników, aborcji, środowiska i biedy, Franciszek mówi inaczej. I nawet jeśli nie odbiega od utrwalonej doktryny wiary, potrafi zaproponować nowy język.

Jak zrozumieć paradoks konserwatywnego komunisty kierującego Kościołem katolickim? Jest jeden sposób, zresztą podpowiada go lektura papieskich tekstów.

Franciszek jest pierwszym papieżem nowej epoki – epoki antropocenu, „ery człowieka”. Epoki, w której człowiek zyskał moc kształtowania globalnego geoekosystemu.

Takie twierdzenie ma dalekosiężne konsekwencje, których papież jest świadom. Wszak to właśnie Papieska Akademia Nauk i Papieska Akademia Nauk Społecznych podczas połączonej sesji warsztatowej w maju 2014 r. zajmowały się kwestią antropocenu, nowej „epoki geologicznej”.

Rok później, w przedbiegach do szczytu klimatycznego ONZ COP21 w Paryżu, odbyły się kolejne warsztaty Papieskiej Akademii Nauk dotyczące środowiska i ludzkości. Komentatorzy zwrócili uwagę, że podczas otwarcia spotkania kardynał Peter Turkson odwołał się do adhortacji „Evangelii Gaudium” z 2013 r. Nie ma w niej w ogóle odniesień do ekologii, poświęcona jest ewangelizacji. W Watykanie nic jednak nie dzieje się bez przyczyny. Odwołanie do tej właśnie adhortacji sygnalizowało syntezę, której wyrazem jest encyklika „Laudato Si” z 2015 r.



Nie czyńcie sobie Ziemi poddaną

Człowiek dysponuje jedną, skończoną Ziemią – konstatuje Franciszek w „Laudato Si”. Wobec zmian klimatu wywołanych przez człowieka i destrukcji środowiska wzywa, by odrzucić antropocentryczną interpretację biblijnego przekazu, że Bóg dawał Ziemię ludziom, by czynili ją sobie poddaną. Wynikającą z tej interpretacji

zasadę nieograniczonej eksploatacji zastąpić należy zasadą odpowiedzialności to nie Bóg, lecz człowiek decyduje, czy będzie miał gdzie żyć.

Zmiana relacji z „Ziemia jako nieograniczony zasób dany od Boga” na „Ziemia jako zadanie” prowadzi do daleko idących konsekwencji moralnych, kulturowych i politycznych.

Ziemia jako skończona całość oznacza, że nie mają sensu jakiekolwiek wykluczenia. Wszyscy są potrzebni i powołani do troski o wspólny zasób i wspólną przyszłość. Oznacza to, że wcześniejsza „pedagogika wykluczenia”, jaką stosował Kościół wobec grzeszników, ustąpić musi „pedagogice miłosierdzia”. Prawo przynależności do wspólnoty zyskują nawet ci, którzy rażąco naruszyli doktrynę wiary. Kim jestem, żeby osądzać? – pyta ewangelicznie Franciszek, uzasadniając swoją otwartość na problemy homoseksualizmu, rozwodów, a nawet aborcji.

Co zasada skończoności świata oznacza dla tych poza Kościołem? Uznanie współzależności wielu kultur i religii. Adhortacja „Evangelii Gaudium” odrzuca prozelityzm, nawracanie na jedynie słuszną wiarę, zastąpić go ma „przyciąganie”.

Ujmując rzecz inaczej, kończy się epoka wiary w uniwersalizm systemów religijnych lub ideologicznych. Zastępuje ją uniwersalizm antropocenu oznaczający konieczność i będący jednocześnie warunkiem dialogu i współzależności kultur i religii.

Ten aspekt najlepiej wyraził Franciszek, gdy odbierał Nagrodę Karola Wielkiego w 2016 r. Dzielił się w nim swym europejskim marzeniem, w którym nie odwołuje się do chrześcijańskich korzeni Europy. Bo istotą Europy jest synteza, zdolność do przyjmowania innych kultur i dialogu z nimi, tak by wypracowywać nowe modele społecznego życia.

Ta umiejętność jest potrzebna światu jak nigdy w dziejach, tymczasem Europa właśnie wyzbywa się swych najważniejszych cech i kompetencji. Symbolem europejskiego kryzysu jest problem uchodźców, z którymi Europa nie chce i nie potrafi sobie poradzić. Tymczasem uchodźcy są symbolem starego świata, w którym problemy wypycha się poza granice.



Papież jak indianie

Papież Franciszek ma niezwykle spójną wizję świata. Poszczególne jego teksty, pozornie odległe łączy nić.

Nie rozwiążemy żadnego z wybranych problemów, np. globalnego ocieplenia, nie rozwiązując innych – wyzysku i nierówności ekonomicznych, uchodźców. Tworzą one konglomerat, z którym można sobie poradzić jedynie poprzez śmiałą rewolucję kulturową.

W wyniku tej rewolucji mamy uwewnętrznić prawdę o jednym świecie i antropocenie.

Papież Franciszek zastawia w swych tekstach wiele pułapek, pokazujących, że w dzisiejszym, złożonym i współzależnym świecie stosować trzeba różne klucze. Bo gdy w ONZ mówi, że nie tylko człowiek, lecz także natura ma prawa, to przypisuje środowisku formy podmiotowości, jakie trudno zrozumieć w europejskiej tradycji filozoficznej. Są one jednak doskonale zrozumiałe, gdy odwoła się do metafizyk indiańskich. Na tym właśnie polega współzależność w wielokulturowym świecie – na zdolności inspirowania się różnymi źródłami i umiejętności twórczej syntezy. Co jeszcze ciekawsze, Franciszek pokazuje, że można być radykalnie otwartym na Innego, nie tracąc swej tożsamości.

Autor zrezygnował z honorarium wyrażając w ten sposób wsparcie dla OKO.press

Edwin Bendyk – publicysta tygodnika „Polityka”

Dziennikarz, publicysta, pisarz. Pracuje w tygodniku „Polityka”. Autor książek „Zatruta studnia. Rzecz o władzy i wolności” (2002), „Antymatrix. Człowiek w labiryncie sieci” (2004), „Miłość, wojna, rewolucja. Szkice na czas kryzysu” (2009) oraz „Bunt Sieci” (2012), „Jak żyć w świecie, który oszalał” (wspólnie z Jackiem Santorskim i Witoldem Orłowskim, 2014). Na UW w ramach DELab prowadzi Laboratorium Miasta Przyszłości. Wykłada w Collegium Civitas, gdzie kieruje Ośrodkiem badań nad Przyszłością. W Centrum Nauk Społecznych PAN prowadzi seminarium o nowych mediach. Członek Polskiego PEN Clubu.


Lubisz nas?

Dołącz do społeczności OKO.press