Gdański Sąd Okręgowy oddalił odwołanie Fundacji Życie i Rodzina w sprawie rozwiązania styczniowego zgromadzenia antyaborcyjnego pod szpitalem na Zaspie. Zdaniem sądu postępowanie fundacji Kai Godek może prowadzić do stygmatyzacji decyzji pacjentek
Powiedz nam, co myślisz o OKO.press! Weź udział w krótkiej, anonimowej ankiecie.
Przejdź do ankiety2 marca 2026 roku Sąd Okręgowy w Gdańsku oddalił złożone przez Fundację Życie i Rodzina odwołanie w sprawie rozwiązania antyaborcyjnego zgromadzenia pod szpitalem na Zaspie.
Mowa o proteście z 18 stycznia 2026 roku, kiedy to przedstawiciel prezydenta Gdańska rozwiązał przed czasem głośną, zakłócającą spokój lekarzy i pacjentek, pikietę. Sąd podjął decyzję po przeanalizowaniu materiału z posiedzenia, które OKO.press obserwowało 26 lutego 2026 roku na żywo gdańskim sądzie:
Jak zaznaczał orzekający w sprawie neo-sędzia Michał Jank, spór w tej sprawie nie dotyczył tego, jak wyglądało zgromadzenie. Informacje na ten temat były dokładnie udokumentowane w materiale dowodowym, w skład którego wchodziły między innymi długie nagrania video. Nie miał na celu rozstrzygnięcia, czy aborcja jest legalna, ani czy powinna być. Rolą sądu była wyłącznie ocena zasadności decyzji wydanej przez miejskich urzędników.
Uzasadniając oddalenie zażalenia, sędzia zaznaczył, że argumentacja przedstawiana przez prawnika antyaborcjonistów, adwokata Mateusza Sarnata, była częściowo zasadna. Stwierdził, że prezentowane podczas manifestacji banery z wizerunkiem Adolfa Hitlera nie propagowały ustroju totalitarnego i nie można posądzać uczestników zgromadzenia o pochwalanie hitlerowskiego reżimu.
Stwierdził również, że nie znajduje podstawy, by traktować przebieg zgromadzenia jako naruszający kodeks wykroczeń na przykład na podstawie prezentowanych przez protestujących napisów.
Decydując o oddaleniu skargi prowadzonej przez Kaję Godek Fundacji Życie i Rodzina, sąd zdecydował się wziąć pod uwagę inne aspekty. Wśród nich znalazł się między innymi fakt manifestowania przez antyaborcjonistów blisko szpitala, w niedzielę – dzień, w którym pacjentów odwiedza bardzo dużo ludzi postronnych, niezwiązanych ze zgromadzeniami.
Wszystkie te osoby, niezależnie od swojej woli – lub jej braku – widziały plakaty o drastycznych treściach.
To z kolei mogło wywołać u nich wzburzenie i niechęć. Co więcej – ze zgromadzonego materiału dowodowego wynika, że nie tylko mogło, ale i wywoływało.
Sędzia – zupełnie inaczej niż podczas czwartkowego posiedzenia – zdecydował się w swojej argumentacji położyć szczególny nacisk na kwestię bezpieczeństwa pacjentek i pacjentów. Podczas ogłaszania decyzji podkreślił konstytucyjną ochronę zdrowia. Zwracał uwagę, że w warunkach szpitalnych wymaga ona szczególnej ochrony.
Zauważył, że szpital powinien móc zapewnić przebywającym w nim właściwy proces diagnostyczny oraz spokój. Dostrzegli to również dyżurujący w dniu protestu lekarze, którzy podczas protestu przekazali przedstawicielowi prezydent Gdańska oświadczenie, zgodnie z którym przebieg demonstracji Fundacji Życie i Rodzina miał wpływ na ich pracę.
Sąd stwierdził też, że sposób, w jaki antyaborcjoniści przedstawiają przerywanie ciąży, nie jest do końca uprawnionym działaniem.
Wspomniał, że każda decyzja o aborcji ma indywidualny charakter, a postępowanie fundacji Kai Godek może prowadzić do ocen i stygmatyzacji wyborów pacjentek.
Tymczasem, jak podkreślają aktywistki z Kolektywu Legalna Aborcja, aborcja jest w Polsce legalna.
Działaczki zauważają, że organizacje takie jak ta Godek dążą do całkowitego zakazu aborcji. W związku z tym atakują szpitale wykonujące – systemowe i zawarte w kontraktach z Narodowym Funduszem Zdrowia – procedury przerywania ciąży. Ten proceder dotyczy nie tylko Gdańska, ale również Lubania, gdzie pracuje ginekolożka Gizela Jagielska; Oleśnicy czy Poznania, jak również Warszawy – pod przychodnią Abotak.
Schemat jest zawsze ten sam: blokowanie wejścia; prezentowanie głośnego dźwięku przypominającego przeraźliwy płacz dziecka; zbiorowe, uciążliwe modlitwy i zmuszanie przechodniów do oglądania banerów prezentujących zakrwawione, zmasakrowane płody.
Aktywistki z kolektywu Legalna Aborcja komentują: "Do tej pory samorządy przy każdym tego typu proteście zasłaniały się wolnością do zgromadzeń, które, jak trzeba przyznać, jest bardzo silnie umocowane w naszym prawie. Gdański sąd potwierdził dziś przekraczanie przez fundację Kai Godek zgodnych z prawem granic wolności zgromadzeń. Zauważył, że hałas i nękanie stanowią realne zagrożenie.
Jeżeli rządzący nie są w stanie porozumieć się w kwestii liberalizacji antyaborcyjnego prawa, powinni skutecznie reagować w podobnych sytuacjach. Rozwiązywanie podobnych – a więc takich zagrażających zdrowiu i bezpieczeństwu – manifestacji powinno być oczywistością.
Szpitale nie są miejscem na żadne zgromadzenia.
W uzasadnieniu padło też ważne dla nas stwierdzenie, z którego wynika, że tego typu pikiety mogą traumatyzować pacjentki, które mają za sobą to indywidualne i osobiste doświadczenie związane z aborcją. Ten wyrok jest dla nas bardzo ważny, bo pokazuje samorządom, że zgromadzenia, które łamią prawo; które tracą swój pokojowy charakter i stoją w sprzeczności z innymi prawami obywatelskimi, powinny być rozwiązywane i – co warto podkreślić – powinno się to dziać natychmiast po zauważeniu wykroczeń.
Sąd w wyroku zapytał, czy zasadnym jest czekanie w takich przypadkach na ewentualne szkody. Uważamy to za bardzo trafne. Ten wyrok po latach antyaborcyjnych protestów pod szpitalami jest dla nas precedensowy i mamy nadzieję, że otworzy oczy osobom odpowiedzialnym za przebieg zgromadzeń – w tym miastu, policji i prokuraturze".
Jak komentuje w rozmowie z OKO.press dr hab. Maciej W. Socha, prof. UMK i Kierownik Oddziału Położniczo-Ginekologicznego Szpitala św. Wojciecha na gdańskiej Zaspie, poniedziałkowa decyzja sądu może stać się precedensem: „Mimo że postanowienie nie jest prawomocne, daje mi ono poczucie satysfakcji i szczęścia, że rzeczywiście żyjemy w państwie prawa. Mam nadzieję, że dojdzie do uprawomocnienia, po którym oczywiste stanie się, że wolność zgromadzeń kończy się tam, gdzie jego przebieg stanowi zagrożenie zdrowia lub życia pacjentów”.
Dodaje: "To, co działo się u nas pod Szpitalem, dla mnie – nie tylko jako lekarza, ale po prostu człowieka – było przerażające. Powtarzam od jakiegoś czasu, że to nie Kaja Godek, tylko ja jestem pro-life.
To ja każdego dnia walczę o zdrowie i życie kobiet. Również tych, których bezpieczeństwu zagraża kontynuacja ciąży. Do tej chwili także lekarze, moi współpracownicy, musieli znosić regularne zakłócanie pracy. Ograniczano prawo do opieki zdrowotnej naszym pacjentkom, a nam – personelowi – możliwość bezpiecznej pracy".
"Oświadczenie, które lekarze dyżurujący podczas styczniowego protestu złożyli na ręce przedstawiciela władz miasta, nie było przypadkowe. Pisząc je, moi koledzy kierowali się bezpieczeństwem przebywających na oddziale pacjentek, które niezależnie od tego, czy antyaborcjoniści protestują pod oknami, czy nie, potrzebują opieki na najwyższym poziomie.
To lekarze, jako eksperci, są w stanie obiektywnie stwierdzić, czy mające miejsce okoliczności – a więc w tym przypadku hałas, krzyki oraz treści manifestacji – wpływają na proces diagnostyczno-leczniczy.
Nie da się pracować, gdy Kaja Godek wraz z uczestnikami protestu wyzywa nas od morderców i oczernia za wykonywanie zgodnych z polskim prawem procedur. Takie działanie może zagrażać większej liczbie osób i tak też się w praktyce dzieje.
Bardzo się cieszę, że sąd, biorąc całość materiału dowodowego, orzekł tak, jak orzekł. Czekam na uprawomocnienie się decyzji".
Podobnego zdania jest Fundacja Widzialne. Jedna z jej członkiń, Aleksandra Łoboda, komentuje: „Bardzo cieszymy się z decyzji sądu. Daje ona wyraźny sygnał wszystkim samorządom w Polsce. Pokazuje, że istnieją narzędzia, dzięki którym można ograniczać bezprawne, godzące w prawa innych osób, demonstracje. Mamy nadzieję, że kolejne miasta skorzystają z tej ścieżki i zadbają o bezpieczeństwo pacjentek, pacjentów, odwiedzających oraz personelu medycznego – zarówno pod szpitalami, jak i w pobliżu przychodni Abotak”.
Zdaniem Fundacji Widzialne dzisiejsza decyzja gdańskiego sądu jest ważnym krokiem w kierunku realnej ochrony praw pacjentek i pacjentów na terenie Polski. W opublikowanym w poniedziałek po południu stanowisku aktywistki zwracają uwagę na to, że cykliczne zgromadzenia Fundacji Życie i Rodzina prowadzonej przez Kaję Godek, godzą w bezpieczeństwo osób przebywających na terenie szpitali.
Działania antyaborcjonistów stygmatyzują kobiety przerywające ciąże w polskim systemie ochrony zdrowia – mimo że oficjalnych aborcji jest w nim każdego roku niezmiernie mało.
Odbywające się pod gdańskim szpitalem zgromadzenia utrudniają dostęp do gwarantowanej opieki medycznej. Wpływają na sytuację osób, które wcale nie chcą mieć do czynienia z prezentowanymi podczas protestów treściami, a które – ze względu na charakter działań Fundacji Życie i Rodzina – regularnie pojawiają się w bezpośrednim sąsiedztwie placówki leczniczej.
Podsumowując uzasadnienie, sędzia podkreślił, że sąd jest w pełni za wolnością zgromadzeń. Nie miał co do tego wątpliwości. Podkreślił jednak, że każda wolność kończy się tam, gdzie zaczynają się prawa i wolności drugiej strony.
Wyrok, jak wspomniano, jest nieprawomocny. Fundacja Życie i Rodzina zapowiedziała już zaskarżenie go.
Na 15 marca zaplanowany jest natomiast kolejny protest pod szpitalem prowadzonym przez spółkę COPERNICUS. Czy tym razem władze miasta zdecydują się rozwiązać zgromadzenie przed czasem? Tego dowiemy się za niecałe dwa tygodnie.
Kobiety
Kaja Godek
aborcja
Fundacja Życie i Rodzina
Gdańsk
legalna aborcja
prezydent Gdańska
Przekaż 1.5%
Sąd Okręgowy w Gdańsku
Szpital na Zaspie
Absolwentka położnictwa, logopedka, pedagożka. Na co dzień marketing managerka OKO.press. Poza pracą propaguje położnictwo, w którym każda osoba ma prawo zakończyć swoją ciążę wtedy, kiedy chce i tak, jak chce.
Absolwentka położnictwa, logopedka, pedagożka. Na co dzień marketing managerka OKO.press. Poza pracą propaguje położnictwo, w którym każda osoba ma prawo zakończyć swoją ciążę wtedy, kiedy chce i tak, jak chce.
Komentarze