Po tym, jak skandaliczny projekt o przemocy domowej został zatrzymany przez premiera, wiceminister rodziny Elżbieta Bojanowska przyznała, że to jej robota i oddała się "do dyspozycji" min. Rafalskiej. Ale to nie był jednorazowy wyskok. W lutym 2018 Bojanowska twierdziła, że przemocy w związkach nieformalnych jest więcej, czego dowodem są artykuły w mediach

„Taka wersja projektu nie powinna wyjść poza mury tego resortu, ale takie zapisy nie powinny pojawić się nigdy, nawet w wersji roboczej”, przekonywała podczas konferencji prasowej wiceminister rodziny Elżbieta Bojanowska. Dodała, że bierze pełną odpowiedzialność za pracę nad projektem i w związku z tym oddaje się do dyspozycji minister Rafalskiej.

Co ciekawe, podczas przemówienia Bojanowska podkreśliła, że celem resortu „była zawsze troska o rodzinę i najsłabszych jej członków”. Wydaje się, że

troska o rodzinę nie oznacza tu troski o ofiary przemocy w rodzinie. Idzie raczej o podtrzymanie zgodnego z prawicową ideologią wyidealizowanego obrazu „rodziny”, której jedności trzeba strzec za wszelką cenę. W szczególności – za cenę cierpienia kobiet.

Przemoc tylko od „konkubenta”

Takie podejście Bojanowskiej nie dziwi, gdy przypomnimy odpowiedź minister na interpelację poselską, o której OKO.press pisało w lutym 2018 roku.

Wszystko zaczęło się od wypowiedzi premiera Morawieckiego ze stycznia 2018. W wywiadzie dla „Gościa Niedzielnego” stwierdził on, że przemoc częściej pojawia się w związkach nieformalnych niż w małżeństwach.

Szczegółowo wypowiedź premiera Morawieckiego dla „Gościa Niedzielnego” (datowanego na 7  stycznia 2018) analizowaliśmy tutaj i tutaj.

Posłowie PO zapytali w interpelacji poselskiej, skąd to premier wie. Do odpowiedzi oddelegowana została właśnie wiceminister Elżbieta Bojanowska:


Wielokrotnie docierają do polskiego społeczeństwa przekazy medialne, z których jednoznacznie wynika, że zdecydowanie częściej doznającymi przemocy są osoby pozostające w związkach nieformalnych, a nie w małżeństwach

Elżbieta Bojanowska, Odpowiedź na interpelację poselską - 16/02/2018

Fot. Pawel Malecki / Agencja Gazeta


Trudno ocenić przekazy medialne, ale badania są jednoznaczne


Rozumiemy, że krwawe doniesienia medialne z konkubiną i siekierą w tytule, rozbudzają wyobraźnię, ale od minister rodziny spodziewalibyśmy się trochę więcej.

Szkoda, że Bojanowska — doktor socjologii — nie czerpie wiedzy o przemocy w rodzinie z badań dostępnych na stronach swego ministerstwa lub ministerstwa sprawiedliwości. Właśnie z tych badań można się dowiedzieć, że teza premiera Morawieckiego jest całkowicie nieprawdziwa, a próba jej obrony nieskuteczna.

Badanie z 2013 roku, przeprowadzone przez Wyższą Szkołę Psychologii Społecznej na zlecenie ministerstwa rodziny (wtedy ministerstwa pracy i polityki społecznej), wskazuje, że

aż 50 proc. ofiar przemocy w rodzinie to osoby zamężne/żonate, przede wszystkim kobiety. Ofiary przemocy w związkach nieformalnych to tylko 14 proc.

„Wśród ogółu osób doświadczających przemocy w rodzinie, zgłaszających się do placówek i instytucji lokalnego systemu przeciwdziałania przemocy w rodzinie, zdecydowana większość to kobiety (96 proc). Duża część osób doświadczających przemocy to osoby pozostające w związkach formalnych (prawie 50 proc.) lub nieformalnych (14 proc.)”, pisze autor raportu Michał Lewoc.

Nie ma też wątpliwości, kto jest sprawcą przemocy: „W grupie osób pozostających w związkach małżeńskich w przypadku 94 proc. respondentów sprawcą przemocy jest małżonek lub małżonka. W związkach nieformalnych jest to nieco mniej – 82 proc. sprawców to partnerzy”.

Cały raport Michała Lewoca można znaleźć tutaj.

Na stronie MRPiPS można znaleźć także późniejsze badanie, przeprowadzone w 2014 roku na dużej próbie 3 tys. osób. Wnioski z tego badania wskazują na wciąż niemałą akceptację skrajnie patriarchalnego, przemocowego modelu rodziny.

Prawie 1/5 respondentów (18,3 proc.) uważa, że „w małżeństwie gwałt nie istnieje”, a 16,5 proc. respondentów, że „w sprawach seksu żona powinna zgadzać się na to, co chce mąż”.

Poza tym badacze ustalili, że:

  • „Zarówno w relacjach sprawców, jak i świadków, sprawcami przemocy wobec dzieci istotnie częściej były osoby pozostające w związku małżeńskim (91,1 proc., 78,7 proc.).
  • W zgodnej relacji ofiar i świadków, około 80 proc. wszystkich sprawców przemocy pozostawało w związku małżeńskim, a jedynie około 10 proc. było panną lub kawalerem.
  • Wśród ofiar przeważały osoby pozostające w związku małżeńskim – potwierdzały to zgodnie relacje ofiar, sprawców i świadków zdarzenia przemocy (odpowiednio 52,3 proc., 64,5 proc., 66,0 proc.), niemniej same ofiary istotnie rzadziej niż świadkowie wskazywały na taki stan cywilny. W drugiej kolejności, zarówno ofiary, sprawcy, jak i świadkowie charakteryzowali ofiary jako pannę bądź kawalera (36,1 proc., 22,7 proc., 20,3 proc.)”.

Ponadto osobno przeanalizowano odpowiedzi ofiar, świadków i sprawców na pytanie o stan cywilny sprawców przemocy:

Jednocześnie, przemoc kierowana była najczęściej właśnie w stosunku do męża/żony lub partnera/partnerki oraz dzieci: „Z relacji ofiar i sprawców wynika, że aktów przemocy najczęściej dopuszczały się osoby z najbliższej rodziny. W obu grupach respondentów ponad połowa (odpowiednio 51,4 proc. i 51,1 proc.) wskazała na przemoc w stosunku do męża/żony bądź partnera/partnerki. Na drugim miejscu sprawcami przemocy byli rodzice (częściej ojcowie niż matki) – 28,8 proc. deklaracji ofiar i 25,4 proc. sprawców”.

Cały raport z badania można przeczytać tutaj.

Jak widać, małżeństwo nie chroni przed przemocą.

Wiceminister rodziny Elżbieta Bojanowska, jakby usprawiedliwiając się, że żadnych badań nie przeczytała, przekonuje: „Warto zaznaczyć, że w przypadku diagnozy skali zjawiska przemocy istotne znaczenie ma metodologia badań oraz sposób doboru próby badawczej. Uzyskane w ramach prowadzonych w obszarze przeciwdziałania przemocy badań wyniki uwarunkowane są doborem respondentów, który może przesądzić o jakości zebranego materiału badawczego oraz uzyskanych w wyniku badania wniosków”.

Tak może się zdarzyć. Jednak wiceminister nie wskazuje błędów w konkretnych badaniach, ani nie cytuje żadnych alternatywnych źródeł wiedzy (być może takich, w których próba została „odpowiednio” dobrana). Powołuje się jedynie na bliżej niesprecyzowane „przekazy medialne”:

„w komunikatach medialnych dużo częściej informuje się o przemocy wobec dzieci doznających przemocy ze strony, np. konkubenta bądź partnera matki dziecka, niż o dzieciach doznających przemocy ze strony rodziców pozostających w związku małżeńskim”.

W przytoczonych wyżej badaniach – co ważne – metodologia i próba badawcza zostały szczegółowo opisane, a badania prowadziły sprawdzone i profesjonalne ośrodki.

Czy mamy zatem rozumieć, że strategia walki z przemocą w rodzinie budowana jest na artykułach w kolorowej prasie (np. „Konkubent zabił ją maczetą”)?


Sekretarz redakcji OKO.press. Socjolożka i antropolożka po ISNS UW, tworzyła i koordynowała projekty społeczne w organizacjach pozarządowych (m.in. Humanity in Action Polska), prowadziła warsztaty dla młodzieży i edukatorów/ek (m.in. PAH, CEO, Amnesty International), publikowała w „Res Publice Nowej”. W OKO.press pisze o prawach kobiet i Kościele katolickim.


Powiązane:

Lubisz nas?

Powiedz o tym innym