Napiszemy nowe traktaty dla Unii - zapowiadał w 2016 roku Jarosław Kaczyński. Beata Szydło chwaliła się, że Polska jako pierwsza zaproponowała głęboką reformę Unii.
Traktatów pisanych przez Polskę jak nie było, tak nie ma. I nie będzie. Bo dyskusji o przyszłości Europy przysłuchujemy się z bocznego pokoju

Jeszcze niedawno rząd PiS szumnie zapowiadał, że zreformuje Unię Europejską. Przez cały 2016 i 2017 rok kolejni politycy opowiadali, że mają plan, jak naprawić popsutą Unię. Nie była to stara śpiewka o zepsuciu moralnym Zachodu, tylko opowieść o Unii technokratów i biurokratów oderwanych od ludzi, złej Komisji Europejskiej i dobrym europarlamencie.

Zaufanie do Europy i jej instytucji w krajach Zachodu i Południa nadszarpnął kryzys ekonomiczny z 2008. Pojawiła się świadomość niedemokratyczności UE. A potem przyszli uchodźcy, a wraz z nimi strach. I krytyka Unii znalazła wdzięcznych słuchaczy.

Wybawcy Europy

PiS zagrał w to samo, co inne europejskie skrajne siły, takie jak niemiecka AfD, Marine Le Pen czy holenderski antyislamski populista Geert Wilders. Unia to źródło naszych kłopotów, Unię trzeba zmienić. Unijne elity odpowiadały znanym z Polski: trzeba zachować to, co jest. „Tam, gdzie Europa nie może zaoferować niczego poza znużonym «oby tak dalej», tam też prawicowi populiści mają z górki” – podsumowuje niemiecka politolożka Ulrike Guerot w książce „Europejska wojna domowa”. „Dzisiejsi przedstawiciele europejskiego demona nadciągają jako ruch  e u r o p e j s k i. Wilders, Strache, Le Pen i spółka kreują się na wybawców Europy. «W obronie Europy» – brzmiało motto ich spotkań w Linzu i Koblencji [2017]”. 

Powtarzającym się motywem pomysłów skrajnych odnowicieli Unii jest wzmocnienie państw narodowych i odebranie władzy wspólnym europejskim instytucjom. Jednak ani Węgry Orbána, ani Austria Kurza, ani Polska Kaczyńskiego/Szydło/Morawieckiego nie uczestniczą w realnych pracach nad zmienianiem Unii. Nie kładą na stół swoich propozycji. Produkują jednak lęki i presję, pod wpływem której Unia właśnie zaczyna się przekształcać.

Populiści umieją być skuteczni tylko w warunkach (para)autorytarnych. Orbán i Kaczyński przebudowują państwa, w których mają władzę. W Europie większości nie mają. Negocjacje, budowanie koalicji, dyplomacja – na tych instrumentach grać nie umieją.

Być może jest też tak, że PiS i inni nigdy na serio Europy reformować nie chcieli. Potrzebują bowiem przeciwnika – im potężniejszego, tym lepiej – wobec którego mogą kierować oskarżenia i emocje swoich zwolenników.

Na razie Polska reformuje UE, siedząc w kącie albo w osobnym pokoju. Nie bierzemy udziału w zmianach, które dokonują się na naszych oczach, a nie dzięki nam. 

Unia nam odjeżdża

Kluczowa dla przyszłości Europy decyzja zapadła we wtorek 19 czerwca 2018: będzie osobny budżet strefy euro — ogłoszono po spotkaniu kanclerz Merkel i prezydenta Macrona. Zacznie działać w 2021 roku. Miałby wspierać kraje euro w trakcie kryzysów gospodarczych i pomagać im w inwestycjach. Nie wiadomo, ani jak będzie duży, ani jak finansowany. Ale co do jednego komentatorzy są zgodni: to porażka krajów spoza euro, zwłaszcza Polski, która jest wśród nich największym graczem. Graczem osłabionym na własne życzenie przez konflikty ze wspólnotą.

Podział na kraje euro i resztę się pogłębia. Unia wkracza na nową ścieżkę rozwoju – nie będzie tam miejsca dla takiej solidarności ze wschodnimi państwami jak dotąd. 

Lepiej siedzieć przy stole

Polska odmówiła udziału w zwołanym przez Angelę Merkel ad hoc szczycie na temat migracji. W tej odmowie Warszawa nie była osamotniona. To prawie wyjątek w historii ostatnich europejskich rozgrywek. Do Brukseli nie przyjechali również przedstawiciele 11 innych państw, w tym kraje Grupy Wyszehradzkiej oraz Estonia, Litwa, Łotwa, Cypr, Portugalia, Rumunia, Irlandia i Wielka Brytania. Ale czy to znaczy, że nic się nie stało? Tomasz Bielecki zwraca uwagę w „Gazecie Wyborczej”, że Brytyjczycy „w referendum wybrali brexit niedługo po rezygnacji ówczesnego premiera Camerona z wieloletniej zasady Londynu, by walczyć o obecność przy każdym ważnym stole w UE”. Lepiej siedzieć przy stole, niż przy nim nie siedzieć.

„Nie należymy do klubu przyjaciół relokacji uchodźców i nie zamierzamy w tym procesie brać udziału” — mówił Mateusz Morawiecki. Krzysztof Szczerski, szef gabinetu politycznego prezydenta, powiedział portalowi wPolityce, że szczyt „po raz kolejny łamie unijne procedury i procesy decyzyjne”. 

W temacie relokacji jak w soczewce widać lęki i interesy europejskich krajów. Jak rozprowadzić migrantów po Unii? Czy każdy ma sobie z tym radzić sam, czy trzeba to zrobić wspólnie? Pojawił się pomysł budowy obozów przejściowych. Ale gdzie je stawiać? Polska chciałaby ich poza granicami UE, a Francja i Hiszpania – na europejskiej ziemi. Niemcy w ogóle boją się skojarzenia z obozami koncentracyjnymi. Oraz: jak i czy kontrolować granice?

Wyrzucanie migrantów z Europy oznacza zwiększenie kontroli granic wewnętrznych, czyli odejście od wolnościowego modelu strefy Schengen i być może powrót do „Europy ojczyzn”. A PiS-owi i spółce w to graj.

Jak rząd PiS chciał reformować Unię Europejską

„Poprosiłem ważnego polskiego prawnika, by przygotował nowe traktaty” – oznajmił w lipcu 2016 roku Jarosław Kaczyński. „Chodzi o to, by proces podejmowania decyzji był bardziej konsensualny i by jasno były sprecyzowane kompetencje”.

W czerwcu 2016 Kaczyński powtórzył, że „Polska musi wyjść z inicjatywą i przedstawić jasną drogę przemian”. Nie wyszła. Zamiast zmieniać Unię, PiS zaczął rozwalać polskie sądownictwo i stracił mandat do reformowania wspólnoty.

Kaczyński zapowiadał zmianę „sposobu funkcjonowania Parlamentu Europejskiego, tak by składał się on z reprezentacji parlamentów narodowych”. O wzmocnieniu roli parlamentów narodowych pisał europejski minister Konrad Szymański. Jednak te pomysły nigdy nie wyszły poza publicystyczne hasła. Nie wiadomo, jak je realizować.

W orędziu z marca 2017 Beata Szydło powtarzała, że „Wspólnota utknęła na mieliźnie”, a ratunkiem będzie Grupa Wyszehradzka, która ma propozycje „nowych zadań i działań, które pozwoliłyby UE nabrać nowej siły i energii”. 

Również kandydaturę Jacka Saryusz-Wolskiego na szefa Rady Europejskiej w przeddzień feralnego głosowania 27:1 uzasadniano w ten sposób: „Europa naprawdę potrzebuje poważnych zmian. To też jest argument na rzecz Jacka Saryusz-Wolskiego. Donald Tusk jest kandydatem powstrzymującym zmiany, jest kandydatem status quo, niechętnym temu, by realne zmiany zaszły w Europie” — mówił minister Konrad Szymański w marcu 2017.

Szydło, na spotkaniu z ambasadorami RP, we wrześniu 2017 zapowiadała, że Polska będzie orędowniczką rozmowy o przyszłości Unii, której reszta Europy nie chce: „Wszyscy w Europie powinniśmy myśleć o tym, jak wzmocnić Unię Europejską. To jest na pewno troską polskiego rządu. Chcemy, żeby Unia podkreśliła swój charakter, jako realna wspólnota suwerennych państw. Od pewnego czasu można odnieść wrażenie, że część polityków europejskich, zwłaszcza w instytucjach unijnych, nie jest gotowa do ważnej rozmowy o przyszłości Unii. Ta rozmowa jest konieczna, po to, byśmy mogli dokonać takich zmian, które zagwarantują rozwój i trwanie Unii Europejskiej. To jest dzisiaj naszym celem”. 

W październiku 2017 była premier chwaliła się (na wyrost): „Polska dawno jako pierwszy kraj wystąpiła z propozycją, iż UE musi przeprowadzić konieczne reformy po to, żeby mogła zachować swoją jedność i radząc sobie z wyzwaniami mogła poszerzać się, rozwijać i być rzeczywiście partnerem, który jest konkurencyjny, stabilny, ale przed wszystkim koncentruje się na sprawach swoich obywateli”.

A po spotkaniu z prezydentem Macronem w listopadzie 2017 Szydło podkreślała: „Polska ma swoją wizję zmian UE, które z naszego punktu widzenia konieczne są po to, aby Europejczycy mieli poczucie tego, że UE jest ich wspólnym domem”.

„Polska chcę być dziś orędownikiem dobrych zmian [w Unii Europejskiej] i chcemy realnie uczestniczyć w procesach decyzyjnych w Europie” – to z kolei Mateusz Morawiecki w exposé w grudniu 2017. O tym, że Unia ma się reformować przez wzmacnianie parlamentów narodowych, Morawiecki opowiadał w Davos w styczniu 2018.

W tym samym tonie nowy szef dyplomacji Jacek Czaputowicz w maju 2018: „Legitymacja powinna być czerpana ze społeczeństw i parlamentów narodowych. Partie rządzące, które w wyborach demokratycznych zwyciężają, mają mandat demokratyczny. Chciałbym, żeby zrealizowała się nasza wizja UE za dziesięć lat, żeby Unia zyskała legitymację zakorzenioną w procesach demokratycznych, w demokracji parlamentarnej, żeby państwa członkowskie miały swoją suwerenność, a nie żeby suwerenna była Unia, jak chce Macron”.

Redaktorka, publicystka. Współzałożycielka i wieloletnia wicenaczelna Krytyki Politycznej. Pracowała w „Gazecie Wyborczej”. Socjolożka, studiowała też filozofię i stosunki międzynarodowe. Dumna z mazowiecko-podlaskich korzeni. W OKO.press pisze o mediach, polityce polskiej i zagranicznej oraz prawach kobiet.


Twoje OKO

Specjalne teksty. Niepublikowane taśmy. Poufne wiadomości. Za darmo. Na zawsze.

Załóż konto. Otwórz OKO!