Minister kultury nie zgodził się na przedłużenie kontraktu dyrektora Muzeum POLIN - wbrew woli prezydenta Warszawy i Stowarzyszenia Żydowski Instytut Historyczny. Teraz muzeum czeka konkurs. "Przejąć" POLIN nie będzie tak łatwo. Czy i jak Gliński może zagrozić niezależności Muzeum?

Jak ujawniła w sobotę 16 lutego 2019 „Gazeta Wyborcza”, rozmowy na temat obsady stanowiska dyrektora po zakończeniu jego obecnej kadencji między założycielami muzeum miały toczyć się przez ostatni kilka miesięcy. Warszawski ratusz i Stowarzyszenie ŻIH chciały przedłużenia kontraktu obecnego dyrektora, prof. Dariusza Stoli, minister kultury był przeciw. Ostatecznie stanęło na inicjatywie rozpisania konkursu na dyrektora, do którego stanie także prof. Stola. Jeśli wygra, będzie mógł kontynuować swoją pracę.

Minister kontra muzeum

Czym naraził się Stola Glińskiemu? Już w marcu 2018 w TVP Info minister zarzucił dyrektorowi „bardzo głębokie zaangażowanie polityczne”. Chodziło wówczas o spór wokół poświęconej antysemickiej nagonce Marca 1968 wystawy w POLIN pt. „Obcy w domu”. Ekspozycję odwiedziło 116 tys. osób, skrytykowali ją zaś m.in. dwaj senatorowie PiS: Artur Warzocha i Rafał Ślusarz. Na wystawie znalazły się współczesne wypowiedzi bliskich PiS publicystów, uznane za antysemickie – chodziło m.in. o głośny cytat o „parchach” z Rafała A. Ziemkiewicza i szukanie „prawdziwego nazwiska” senatora Borowskiego w wykonaniu Magdaleny Ogórek. Zdaniem parlamentarzystów było one „tendencyjnie zinterpretowane jako przykłady wypowiedzi antysemickich, choć takimi nie są”.

Głośna była też twitterowa wypowiedź Glińskiego z 28 lutego 2018 roku o POLIN, że aby „zmienić tę instytucję, musimy wygrać wybory samorządowe”. Niespełna 8 miesięcy później PiS warszawskie wybory sromotnie przegrał, ale najwyraźniej pomysł „zmieniania” Muzeum POLIN nie opuścił wicepremiera.

Prawicowych komentatorów oburzyło wtedy, że w Radzie Muzeum znalazł się Ryszard Schnepf, były ambasador Polski w USA i wiceminister spraw zagranicznych w rządzie Donalda Tuska. Gliński tłumaczył, że Schnepf reprezentuje w Radzie samorząd Warszawy, a nie ministerstwo.

Konieczny konsensus

Glińskiemu z Muzeum Historii Żydów Polskich nie pójdzie tak łatwo, jak z innymi „odzyskiwanymi” placówkami. POLIN jest bowiem instytucją publiczno-prywatną. Muzeum działa na podstawie umowy między trzema założycielami: ministrem kultury, warszawskim samorządem i Stowarzyszeniem Żydowski Instytut Historyczny, które zebrało pieniądze na wystawę – kosztowała ona ponad 140 mln złotych. Wśród głównych darczyńców byli m.in. biznesmeni Jan Kulczyk, Tad Taube, Wiktor i Monika Markowiczowie, Zygmunt Rolat czy Corinne Evens. Tu pełna lista darczyńców.

Zgodnie z Art. 4, ust. 2. statutu Muzeum POLIN, powołanie nowego szefa wymaga konsensusu. „Dyrektora powołuje i odwołuje Organizator prowadzący rejestr, do którego jest wpisane Muzeum [czyli minister kultury – przyp. red] w porozumieniu z drugim Organizatorem [czyli miastem – przyp. red.] i po uzyskaniu zgody Stowarzyszenia przy uwzględnieniu trybu określonego w ustawie o organizowaniu i prowadzeniu działalności kulturalnej”. Również zmiana statutu wymaga zgody wszystkich trzech partnerów.

Także nadchodzący konkurs na dyrektora POLIN „działać” będzie inaczej niż w ministerialnych instytucjach kultury, gdzie procedura bywa formalnością podporządkowaną mniej lub bardziej woli politycznej.

Mówiąc krótko: komisje w konkursach na dyrektorów instytucji podległych wyłącznie ministerstwu kultury Gliński może powoływać dowolnie, jak chce. Tak było np. w ostatnim, nierozstrzygniętym ostatecznie konkursie na dyrektora Instytutu Teatralnego. Tworząc skład tamtej komisji resort nie uwzględnił w ogóle przedstawicieli załogi czy działających w tej instytucji związków zawodowych.

W komisji konkursowej, która wyłoni dyrektora Muzeum POLIN, znaleźć się ma równa reprezentacja wszystkich trzech założycieli muzeum: czyli ministerstwo będzie miało tylko jedną trzecią głosów, co utrudnia proste wpływanie na jego wynik. Wprost ubolewa nad tym skrajnie prawicowy tygodnik „Najwyższy Czas!”: „Minister Piotr Gliński chyba kolejny raz będzie miał problem z jakąkolwiek »dobrą zmianą«” – możemy przeczytać na jego stronie.

Gliński unika odpowiedzi

W środowisku osób zajmujących się kulturą żydowską pojawiły się obawy, że POLIN mogłoby zostać połączone z powołanym przez Glińskiego przed rokiem Muzeum Getta Warszawskiego, na razie pozostającym w organizacji.  Na uroczystym ogłoszeniu założenia tej nowej instytucji, odbywającym się w Kancelarii Prezesa Rady Ministrów w czasie kryzysu dyplomatycznego wywołanego ubiegłoroczną nowelizacją ustawy o IPN, Gliński wygłosił osobliwą wypowiedź o Muzeum Getta jako pomniku „800 lat miłości między narodami polskim i żydowskim”.

Jednak umowa, na podstawie której powołano Muzeum POLIN, nie przewiduje możliwości jego połączenia z żadną inną instytucją, co najwyżej jego likwidację; dysponentem tych zbiorów, które są własnością POLIN, zostałoby ministerstwo kultury, te zaś, które są jedynie w depozycie, musiałyby zostać zwrócone właścicielom. Oznacza to, że nie da się również w POLIN łatwo wykonać manewru, który umożliwił zmianę władz Muzeum II Wojny Światowej w Gdańsku – które „przejęto” po połączeniu z nowo powstałym Muzeum Westerplatte.

Gliński może jednak powołać pełniącego obowiązki dyrektora – w przypadku gdyby np. konkursu nie udało się rozstrzygnąć. Zgodnie z ustawą o prowadzeniu i organizowaniu działalności kulturalnej, p.o. dyrektora może pełnić swoją funkcję nie dłużej niż rok.

Nie wiadomo jeszcze, kto będzie kierował Muzeum POLIN podczas trwania procedury konkursowej. Warszawski ratusz i Stowarzyszenie ŻIH oczekują, że będzie to nadal prof. Stola. Jednak – jak podała „Wyborcza” – ministerstwo nie wypowiedziało się jasno w tej sprawie.



Powiązane:

Lubisz nas?

Powiedz o tym innym