0:00
14 września 2017

Gliński: "Mieszkanie plus jak pomysły przedwojennej PPS". Nie, naprawdę nie. To pomysł z kapitalistycznej, a nie socjalistycznej bajki

Ideą przedwojennej lewicy była przede wszystkim samoorganizacja społeczna, a nie budowanie mieszkań przez państwo. Polecamy zresztą profesorowi Glińskiemu lekturę „programu radomskiego” PPS z 1937 roku. Takim językiem wrogości wobec kapitalizmu dziś nie posługuje się nawet partia „Razem”. PiS i PPS mają wspólne tylko dwie litery w nazwie, panie profesorze.

Wydrukuj

Wicepremier i minister kultury Piotr Gliński udzielił wywiadu zaprzyjaźnionemu tygodnikowi „Sieci Prawdy” braci Karnowskich. Mówił w nim m.in. o konflikcie pomiędzy Jarosławem Kaczyńskim i prezydentem Andrzejem Dudą („Chodzi o to, żeby zachować proporcje i zdrowy rozsądek”) oraz o programie przedwyborczym PiS („niemal wszystkie nasze ówczesne wnioski okazały się słuszne”). Przy okazji wypowiedział się również o trudnościach (to sformułowanie wicepremiera, nie nasze) z realizacją programu Mieszkanie Plus.

Oczywiście są problemy, np. z programem Mieszkanie+, zgłoszonym już lata temu przez Jarosława Kaczyńskiego, a wywodzącym się jakoś z tradycji wręcz PPS-owskiej.
Oceń wypowiedź
PrawdaFałsz

Wicepremier myli się, porównując dzisiejszy program „Mieszkanie plus” do tradycji PPS. Owszem, przedwojenna lewica uważała, że to nie wolny rynek powinien doprowadzić do - jak wówczas mówiono - „rozwiązania problemu mieszkaniowego”, czyli wybudowania tanich, ale zapewniających godne warunki, mieszkań dla niezamożnych Polaków. Ta nieufność wobec wolnego rynku mieszkaniowego (uzasadniona, bo w przedwojennej Polsce działał bardzo źle, a deficyt mieszkań się pogłębiał) to jednak jedyny punkt styczny programu PiS w tej sprawie z programem przedwojennej PPS.

PPS stawiał na spółdzielczość

Nie tylko w mieszkalnictwie, ale i w innych dziedzinach życia. Czołowe osiągnięcie społeczne II RP, czyli Warszawska Spółdzielnia Mieszkaniowa, została założona przez działaczy PPS. Wielu z nich po wojnie zresztą zostało komunistami - m.in. Bolesław Bierut, po wojnie komunistyczny przywódca RP i PRL, czy Stanisław Tołwiński, stary działacz PPS, w latach 1945-1950 prezydent Warszawy.

Ideą lewicy była przede wszystkim samoorganizacja społeczna, a nie budowanie mieszkań przez państwo, chociaż tego nie wykluczano. W tzw. „programie radomskim” PPS z 1937 roku można przeczytać o budowie domów na wsi w ramach robót publicznych - ale chodziło tu przede wszystkim o danie ludziom pracy.

Program PiS to zupełnie inna bajka

Program „Mieszkanie plus” opiera się zupełnie na innej zasadzie: finansowany jest ze środków publicznych, na gruntach będących własnością państwa, z udziałem komercyjnych deweloperów. Mieszkania będą wynajmowane chętnym po stawkach niższych niż komercyjne, ale za to z możliwością eksmisji na bruk (w tym celu w lipcu PiS przedstawił projekt zmian w ustawie o ochronie lokatorów - pisaliśmy o tym tutaj). Są to zatem kompletnie inne pomysły. Polecamy zresztą profesorowi Glińskiemu lekturę „programu radomskiego” PPS z 1937 roku. Napisany jest w całości językiem, którym dziś nie posługuje się nawet partia „Razem” - tyle w nim jest wrogości wobec kapitalizmu. Oto cytat ze wstępu:

„Polska Partia Socjalistyczna, będąc wyrazicielką potrzeb i dążeń mas pracujących, stawia sobie za cel zniesienie wyzysku i ucisku wszelkiego rodzaju. (...) Rzeczpospolita Socjalistyczna obejmie środki wytwarzania i komunikacji na własność społeczną i przetworzy państwo z narzędzia ucisku klasowego w organ zbiorowej woli społeczeństwa, nie znającego już podziału na wyzyskiwaczy i wyzyskiwanych”.

PiS nie ma więc z przedwojennym PPS absolutnie nic wspólnego - poza literami „P” oraz „S” w skróconej nazwie. Nie jest to wcale pierwszy przypadek, w którym politycy PiS próbują odwoływać się do tradycji przedwojennej lewicy. Publicyści bliscy tej partii odróżniają „patriotyczną lewicę”, czyli przedwojenną Polską Partię Socjalistyczną, której jednym z historycznych przywódców był Józef Piłsudski, od lewicy „niepatriotycznej” - czyli komunistów i postkomunistów.

Pozwala im to także dezawuować całą dzisiejszą lewicę, twierdząc, że ta prawdziwa, patriotyczna i przedwojenna została zniszczona przez komunistów, a jej najważniejsi przywódcy (tacy jak Adam Ciołkosz) znaleźli się na emigracji. Dzisiejsza lewica w Polsce musi więc być z konieczności spadkobierczynią komunistów. To oczywiście manipulacja, ale dla prawicy wygodna.

Udostępnij:

Adam Leszczyński

Dziennikarz OKO.press, historyk i socjolog, profesor Uniwersytetu SWPS w Warszawie.

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne