Ideą przedwojennej lewicy była przede wszystkim samoorganizacja społeczna, a nie budowanie mieszkań przez państwo. Polecamy zresztą profesorowi Glińskiemu lekturę „programu radomskiego” PPS z 1937 roku. Takim językiem wrogości wobec kapitalizmu dziś nie posługuje się nawet partia „Razem”. PiS i PPS mają wspólne tylko dwie litery w nazwie, panie profesorze.

Wicepremier i minister kultury Piotr Gliński udzielił wywiadu zaprzyjaźnionemu tygodnikowi „Sieci Prawdy” braci Karnowskich. Mówił w nim m.in. o konflikcie pomiędzy Jarosławem Kaczyńskim i prezydentem Andrzejem Dudą („Chodzi o to, żeby zachować proporcje i zdrowy rozsądek”) oraz o programie przedwyborczym PiS („niemal wszystkie nasze ówczesne wnioski okazały się słuszne”).
Przy okazji wypowiedział się również o trudnościach (to sformułowanie wicepremiera, nie nasze) z realizacją programu Mieszkanie Plus.


Oczywiście są problemy, np. z programem Mieszkanie+, zgłoszonym już lata temu przez Jarosława Kaczyńskiego, a wywodzącym się jakoś z tradycji wręcz PPS-owskiej.

Piotr Gliński, Wywiad dla "Sieci Prawdy" - 11/09/2017

fot. Agata Grzybowska / Agencja Gazeta


Fałsz. Z przedwojenną PPS łączy PiS tylko niechęć do wolnego rynku


Wicepremier myli się, porównując dzisiejszy program „Mieszkanie plus” do tradycji PPS. Owszem, przedwojenna lewica uważała, że to nie wolny rynek powinien doprowadzić do – jak wówczas mówiono – „rozwiązania problemu mieszkaniowego”, czyli wybudowania tanich, ale zapewniających godne warunki, mieszkań dla niezamożnych Polaków. Ta nieufność wobec wolnego rynku mieszkaniowego (uzasadniona, bo w przedwojennej Polsce działał bardzo źle, a deficyt mieszkań się pogłębiał) to jednak jedyny punkt styczny programu PiS w tej sprawie z programem przedwojennej PPS.

PPS stawiał na spółdzielczość

Nie tylko w mieszkalnictwie, ale i w innych dziedzinach życia. Czołowe osiągnięcie społeczne II RP, czyli Warszawska Spółdzielnia Mieszkaniowa, została założona przez działaczy PPS. Wielu z nich po wojnie zresztą zostało komunistami – m.in. Bolesław Bierut, po wojnie komunistyczny przywódca RP i PRL, czy Stanisław Tołwiński, stary działacz PPS, w latach 1945-1950 prezydent Warszawy.

Ideą lewicy była przede wszystkim samoorganizacja społeczna, a nie budowanie mieszkań przez państwo, chociaż tego nie wykluczano. W tzw. „programie radomskim” PPS z 1937 roku można przeczytać o budowie domów na wsi w ramach robót publicznych – ale chodziło tu przede wszystkim o danie ludziom pracy.

Program PiS to zupełnie inna bajka

Program „Mieszkanie plus” opiera się zupełnie na innej zasadzie: finansowany jest ze środków publicznych, na gruntach będących własnością państwa, z udziałem komercyjnych deweloperów. Mieszkania będą wynajmowane chętnym po stawkach niższych niż komercyjne, ale za to z możliwością eksmisji na bruk (w tym celu w lipcu PiS przedstawił projekt zmian w ustawie o ochronie lokatorów – pisaliśmy o tym tutaj).
Są to zatem kompletnie inne pomysły. Polecamy zresztą profesorowi Glińskiemu lekturę „programu radomskiego” PPS z 1937 roku. Napisany jest w całości językiem, którym dziś nie posługuje się nawet partia „Razem” – tyle w nim jest wrogości wobec kapitalizmu. Oto cytat ze wstępu:

„Polska Partia Socjalistyczna, będąc wyrazicielką potrzeb i dążeń mas pracujących, stawia sobie za cel zniesienie wyzysku i ucisku wszelkiego rodzaju. (…) Rzeczpospolita Socjalistyczna obejmie środki wytwarzania i komunikacji na własność społeczną i przetworzy państwo z narzędzia ucisku klasowego w organ zbiorowej woli społeczeństwa, nie znającego już podziału na wyzyskiwaczy i wyzyskiwanych”.

PiS nie ma więc z przedwojennym PPS absolutnie nic wspólnego – poza literami „P” oraz „S” w skróconej nazwie.
Nie jest to wcale pierwszy przypadek, w którym politycy PiS próbują odwoływać się do tradycji przedwojennej lewicy. Publicyści bliscy tej partii odróżniają „patriotyczną lewicę”, czyli przedwojenną Polską Partię Socjalistyczną, której jednym z historycznych przywódców był Józef Piłsudski, od lewicy „niepatriotycznej” – czyli komunistów i postkomunistów.

Pozwala im to także dezawuować całą dzisiejszą lewicę, twierdząc, że ta prawdziwa, patriotyczna i przedwojenna została zniszczona przez komunistów, a jej najważniejsi przywódcy (tacy jak Adam Ciołkosz) znaleźli się na emigracji. Dzisiejsza lewica w Polsce musi więc być z konieczności spadkobierczynią komunistów. To oczywiście manipulacja, ale dla prawicy wygodna.


Dobry tekst. Dorzucam się do prawdy

lub wybierz tradycyjny przelew

Powiązane:

Lubisz nas?

Powiedz o tym innym