Wicepremier Gliński zapowiadał odebranie finansowania festiwalowi Malta od dawna. Ale oficjalny powód ministerstwo znalazło dopiero po dwóch miesiącach. Tymczasem regulamin ministerialnego programu nie daje możliwości zmiany decyzji po podpisaniu umowy - ze względu na interes polityczny ministra czy jego personalne uprzedzenia

Za tydzień rozpocznie się Festiwal Malta – jedna z najważniejszych imprez kulturalnych w kraju. Tegoroczna edycja będzie głośna nie tylko ze względu na program artystyczny, ale też bezprecedensowe działania wicepremiera Glińskiego. Zapowiedział on wstrzymanie dotacji dla imprezy, choć podpisał już umowę z festiwalem.

Chodzi o 300 tys. złotych. Powód? Osoba jednego z kuratorów – chorwackiego artysty Olivera Frljića, reżysera głośnej „Klątwy” w Teatrze Powszechnym.

Pierwszy raz odcięcie finansowania Malcie Gliński ogłosił 27 marca, na łamach niszowego prawicowego pisma WPiS – „Wiara, Patriotyzm i Sztuka”. Jednak dopiero w piątek minister wystosował w sprawie oficjalny komunikat.

Gliński wywodzi, że festiwal miał stanowić „«inkluzywne wydarzenie społeczno-artystyczne, włączające odbiorcę w dialog i działanie, otwierające go na doświadczenie sztuki». Tymczasem dokonania i wypowiedzi Olivera Frljića, kuratora tegorocznej edycji, mające miejsce już po zawarciu umowy, stoją w jaskrawej sprzeczności z takim założeniem”.

Minister powołuje się na wywiad autora tego tekstu, w którym Frljić mówił o tym, jak rozumie rolę sztuki: „Reżyser publicznie deklaruje, iż: «sztuka powinna zawsze przekraczać normy społeczne» oraz: „interesuje mnie bunt tej wspólnoty» (wywiad dla „Gazety Wyborczej” z 24 lutego 2017 r.)”. Gliński konkluduje, że „swoimi działaniami wywołuje głębokie konflikty i falę protestów społecznych, a nie «otwiera odbiorcy na doświadczenie sztuki», a przeciwnie: zraża dużą część społeczeństwa do instytucji teatru”.

  • Odpowiedź dyrektora festiwalu Malta

    Panie Premierze,

    Po raz kolejny przywołajmy fakty. Nazwiska obu kuratorów 27. edycji Malta Festival Poznań – Olivera Frljica oraz Gorana Injaca a także szczegóły przygotowanego przez nich programu zostały zawarte we wniosku dotacyjnym złożonym przez Fundację Malta w listopadzie 2015 r. na podstawie którego w marcu 2016 r. zatwierdził Pan decyzję o przyznaniu dotacji dla Festiwalu w latach 2016-2018. Kierowane przez Pana Ministerstwo posiadało więc całkowitą wiedzę o roli i zakresie współpracy Malty z Oliverem Frljicem co najmniej od marca 2016 r., tzn. trzy lata po niedoszłej premierze „Nie-Boskiej komedii” w Starym Teatrze w Krakowie.

    W swoim oświadczeniu przywołuje Pan sformułowanie użyte we wniosku, że Malta to „inkluzywne wydarzenie społeczno-artystyczne, włączające odbiorcę w dialog i działanie, otwierające go na doświadczenie sztuki”. Niech wyjaśnieniem co oznacza to zdanie w aksjologii Festiwalu będzie wybór kilku z kilkudziesięciu bezpłatnych, otwartych dla wszystkich grup wiekowych, wyznaniowych i etnicznych wydarzeń Malty: projekcje filmowe; monodramy Danuty Stenki, Jana Peszka czy Mariusza Bonaszewskiego; warsztaty dla młodych dziennikarzy, animatorów i nauczycieli; spektakl z udziałem młodych czeczeńskich aktorów; warsztaty kulinarne z sąsiadami; interwencje artystyczne w miejskich pustostanach; silent disco; forum z udziałem filozofów, socjologów i ludzi kultury. Również Idiom Platforma Bałkany składa się z wydarzeń skierowanych do otwartej i wymagającej publiczności zainteresowanej m.in. awangardowym filmem jugosłowiańskim lat. 70., sztuką konceptualną epoki późnego kapitalizmu, nowoczesnymi metodami badawczymi „teorii krytycznej”, teatrem i tańcem tworzonymi w krajach tego regionu czy twórczością grupy Laibach.

    Odwołuje się Pan do legend światowego teatru – Grotowskiego, Brooka, Schumanna – a zaraz potem pisze, że Oliver Frljić „swoimi działaniami wywołuje głębokie konflikty”. Czy sądzi Pan, że twórcy Ci uciekali od nich i kierowali się „brakiem zagrożeń dla norm społecznych, kulturowych i obyczajowych”, do których przestrzegania wzywa Pan w konkluzji swojego oświadczenia? Zapewne, jako uczestnik alternatywnego ruchu teatralnego l. 70., musi być Pan świadomy, że Grotowski, Brook, Schumann, i wielu innych, dziś uznawanych za klasyków (chociażby Tadeusz Kantor) wyznaczając nowe punkty styku teatru z rzeczywistością proponowali często odrzucaną i wyklinaną przez ich współczesnych estetykę. Na każdego z nich wpłynęła myśl postaci, bez której niemożliwe jest wyobrażenie sobie historii kultury XX w. Antoine Artaud przed blisko 80 laty pisał: „Działanie teatru, jak działanie dżumy, jest wysoce dobroczynne, gdyż sprawiając, że ludzie widzą się takimi, jacy są, obnaża kłamstwo, gnuśność, małość, świętoszkowatość, strząsa duszny bezwład materii, która zalewa nawet najoczywistsze spostrzeżenia zmysłów; objawiając zaś społecznościom ich ciemną potęgę, ukrytą siłę, zachęca je, by przybrały wobec losu wyższą, bohaterską postawę, której inaczej nigdy nie osiągnęły.”

    Uznał Pan, że Festiwal pod kuratelą Oliviera Frljica nie gwarantuje <<włączenia odbiorcy w dialog>> i <<otwarcia go na doświadczenie sztuki>>, ale może raczej konfliktować znaczną część publiczności z teatrem i zniechęcić do udziału w tym wydarzeniu.” Proszę nie projektować swojej wizji teatru na Maltę. Od lat, właśnie ze względu na jej wielodyscyplinarne i pluralistyczne mierzenie się ze skomplikowaniem współczesności, cieszy się ona zaufaniem twórców i widzów. To ludzie, którzy nie chcą zapomnieć o mocy, często wywrotowej, jaką może mieć teatr i są otwarci na dialog realnie. W tej rozmowie chodzi bowiem o szczerość lub – jak powiedziałby Artaud – o „bezkompromisowość dążenia”. Nie wszyscy muszą ją podzielać, ale – w kraju demokratycznym, jakim jest Polska – każdy ma prawo zadecydować z jaką sztuką chce się konfrontować i wyrażać na jej temat swój własny sąd. Każdy ma także podstawy oczekiwać od przedstawiciela Państwa respektowania tego prawa.

    Zapraszam Pana do Poznania. Doświadczenie, zwłaszcza w sztukach performatywnych, jest najlepszym źródłem wiedzy i rewizji własnych przedsądów.

    Michał Merczyński
    Dyrektor Malta Festival Poznań

Rzecznik rządu się nie zna

W poniedziałek 5 czerwca głos w sprawie zabrał rzecznik rządu Rafał Bochenek. Na konferencji zapytano go, czy decyzja Glińskiego jest aktem cenzury. „Nie sądzę. Nie znam konkretnie tego przypadku, natomiast jeżeli chodzi o wszelkie dotacje, realizowane przez MKiDN, są one wypłacane w oparciu o przepisy prawa – są określone konkursy, trzeba spełnić określone wymagania” – powiedział rzecznik. „Być może akurat warunki konkursu się zmieniły i dlatego wnioskodawca nie dopełnił formalności, przez to takie wsparcie nie mogło być mu udzielone”.



Rzecznik rządu ma rację co do jednego – najwidoczniej nie zna „tego przypadku”.

Sprawdziliśmy – w „określonym konkursie” MKiDN, czyli naborze wniosków na grantowy „Priorytet: Teatr i taniec”, Malta zajęła 13 miejsce z 55 dofinansowanych projektów.

Gdyby decydowali tylko eksperci, festiwal byłby jeszcze wyżej na szczycie tabeli – w ocenie organizacyjnej wniosek otrzymał 9 punktów na 10 możliwych, 55 na 60 w „ocenie merytorycznej”.

Maltę oceniono wysoko, choć w komisji eksperckiej zasiadali krytycy i naukowcy kojarzeni raczej z konserwatywną stroną środowiska teatralnego: prof. Jacek Kopciński, dr Barbara Osterloff,  dr Aleksandra Rembowska, Jacek Wakar, Rafał Węgrzyniak. Część z nich już wcześniej wypowiadała się o Frljiću bardzo krytycznie – ale i tak przyznali projektowi wysoką notę.

Jednak poza ocenami eksperckimi, w ministerialnych konkursach jest jeszcze tzw. „ocena strategiczna”. Tu punkty przyznaje sam resort, a Malta dostała w tej kategorii jeden z niższych wyników –  16 na 30 punktów. Prawie wszystkie pozostałe dofinansowane projekty miały powyżej 20 pkt.

Ministerstwo boi się buntu artystów

Czy minister wiedział, co dotuje? Czytaliśmy aplikację konkursową złożoną w 2015 r. przez Fundację Malta (jej fragment jest tutaj). Tę samą, którą oceniali eksperci i wicepremier Gliński. Nazwisko Olivera Frljića pada w niej pięciokrotnie. Dokument zawiera biogram artysty („odważnie reinterpretuje klasyczne teksty europejskiego teatru, ujawnia niewygodne tematy i czyni teatr miejscem dialogu i konfrontacji”) oraz temat tegorocznej edycji festiwalu.

Szczegółowe rozpisanie tej koncepcji na konkretne wydarzenia i artystów  – i również nazwisko Frljića – zawiera z kolei udostępniona nam do wglądu tegoroczna aktualizacja – dokument wymagany przez ministerstwo takich projektach (fragment – tutaj).

Na słowa Glińskiego zareagował dyrektor festiwalu Michał Merczyński – odnosząc się do przywołanej przez ministra tradycji „alternatywnego ruchu teatralnego lat 70.”, której wicepremier nazywa siebie „uczestnikiem”: „Musi być Pan świadomy, że Grotowski, Brook, Schumann, i wielu innych, dziś uznawanych za klasyków (chociażby Tadeusz Kantor), wyznaczając nowe punkty styku teatru z rzeczywistością proponowali często odrzucaną i wyklinaną przez ich współczesnych estetykę (…) Proszę nie projektować swojej wizji teatru na Maltę”. Merczyński zaprosił Glińskiego na Maltę, bo „doświadczenie, zwłaszcza w sztukach performatywnych, jest najlepszym źródłem wiedzy i rewizji własnych przedsądów”.

 

Czy Frljić faktycznie „zraża do instytucji teatru”, jak chce w komunikacie ministerstwo kultury ? „Klątwę” od premiery w lutym br. obejrzało ponad 6 tysięcy widzów.

Bilety rozchodziły się natychmiast, osiągały też wysokie ceny w serwisach aukcyjnych. Co więcej, „Klątwa” nie pojawia się w programie Malty. Czy „bunt” – którego to słowa z wywiadu w „Wyborczej” obawia się resort – stał się w polskiej kulturze wartością groźną i niedopuszczalną? Jeśli tak, musimy wykreślić z niej chociażby romantyzm.

Te rozważania nie powinny mieć miejsca – bo regulamin ministerialnego programu nie daje możliwości zmiany decyzji po podpisaniu umowy, ze względu na interes polityczny ministra czy jego personalne uprzedzenia. Nie jest też tak, że ministerstwo nie ma możliwości kontrolowania, jak wydawane są jego pieniądze. Każdy wniosek jest rozliczany – PO jego realizacji. Paragraf 27 regulaminu mówi: „Beneficjent jest zobowiązany do rozliczenia dofinansowania na warunkach określonych w umowie, w tym w szczególności do przedłożenia raportu końcowego zawierającego: 1) ocenę jakościową realizacji zadania; 2) osiągnięte wskaźniki rezultatów zadania; 3) rozliczenie finansowe zadania”. Regulamin ten nadało samo ministerstwo.

I Ty możesz zostać ministrem kultury

Festiwal Malta i tak się odbędzie. Pieniądze od ministra to tylko ok. 7 proc. jego budżetu. Głównym jego mecenasem jest miasto Poznań, a jego prezydent Jacek Jaśkowiak, który broni imprezy i wolności słowa. W dodatku na brakującą sumę składają się internauci (akcja „Zostań Ministrem Kultury” przyniosła już ponad 63 tys. zł, a artyści organizują aukcje swoich dzieł na rzecz Malty.

Jednak zachowanie wicepremiera Glińskiego stwarza groźny precedens. Wicepremier podpisał umowę – a potem się z niej nie wywiązał, oceniając nie tyle program wydarzenia, co osobę – od początku wskazywaną przez wnioskodawcę jako jednego z realizatorów zadania.

W praktyce to początek nieformalnej „czarnej listy” artystów, w odniesieniu do których procedury nagle przestają obowiązywać. Kto znajdzie się na niej po Frljiću?

Następstwem może być niewpisywanie „niewygodnych” twórców do kolejnych wniosków w obawie przed nieobliczalnymi działaniami ministerstwa. Wicepremier Gliński nie tylko wchodzi w rolę cenzora, ale w dodatku robi to prawem kaduka – lekceważy decyzje własnego resortu i ignoruje zawarte przezeń umowy.

OKO.press przypomina więc rzecznikowi Bochenkowi – to minister Gliński złamał zasady, a nie festiwal Malta.

Opłać abonament na wolność słowa


Powiązane:

Lubisz nas?

Powiedz o tym innym