"Nie jest możliwy ciągły wzrost populacji żubrów w Polsce. Konieczne jest zarządzanie tą populacją, w tym jej liczebnością” – mówił Andrzej Szweda-Lewandowski, Główny Konserwator Przyrody do posłów z komisji środowiska. "Czy cała ta prezentacja, to nie jest próba wymuszenia zgody na jeszcze większy odstrzał żubrów?" - pytał poseł PO Paweł Suski.

Na specjalnym posiedzeniu posłowie z komisji ochrony środowiska wysłuchali informacji resortu środowiska o stanie populacji żubra, gatunku chronionego, zagrożonego wyginięciem.

To efekt serii artykułów m.in. OKO.press i w „Wyborczej” o komercyjnym zabijaniu młodych zdrowych żubrów w Puszczy Boreckiej. Wzburzona opinia publiczna zażądała zakazu takiego odstrzału.

Petycje Greenpeace i OKO.press do pani premier podpisało już ponad 61 tys. osób. Dyrektor Lasów Państwowych wstrzymał do końca stycznia odstrzał w Puszczy Boreckiej, by wyjaśnić „wszelkie wątpliwości”. Leśniczy w Puszczy Knyszyńskiej po zastrzeleniu 10 żubrów sam wstrzymał dalszy odstrzał, choć miał zezwolenie na 20 żubrów.



Dziki żubr czy bydło domowe

Godzinne posiedzenie komisji środowiska w środę pokazało, że wśród posłów obrońcy żubrów nie znajdą wielu sojuszników. Bez problemu przyjęli prezentację, w której żubr został potraktowany jak bydło domowe, które człowiek sobie hoduje, a nadwyżki zabija i zjada.

Słowem kluczem było na posiedzeniu „zarządzanie” – zarządzanie przez eliminowanie. Czyli przez zabijanie. Mówiono też o eutanazji chorych osobników. Bo odstrzał – to tylko zdrowych.

– Zarządzanie brzmi średnio – skrzywiła się posłanka PO Gabriela Lenartowicz, była wicewojewoda śląski. Pytała, czy nie można leczyć chore żubry, a nie je zabijać. I skąd wiadomo, że żubr jest chory. Czy to się stwierdza dopiero po zabiciu.

Bez zarządzania się nie da

Wiceminister Andrzej Szweda-Lewandowski tłumaczył, że bez zarządzania się nie da, bo żubrów nam przybywa co rok 10 proc. Jeśli leśnicy i urzędnicy z resortu środowiska nie zarządzaliby, to żubry wyszłyby z lasu i wszystko rolnikom zjadły. Ale dzięki zarządzaniu co rok zabijanych jest tyle, że Polacy są bezpieczni. Posłowie usłyszeli, że zarządzanie polega na eliminacji –  chorych, starych, przeszkadzających, agresywnych, nieprzydatnych i nadliczbowych.

Według księgi rodowodowej żubrów pod koniec 2015 r. w Polsce było 1565 żubrów, z tego 1347 żyło na wolności, a 204 w zagrodach. Rok wcześniej żubrów było 1432, z czego 1210 wolno sobie wędrowało, a 222 w zagrodach.

Ile żubrów się zmieści w Polsce

Pan wiceminister bardzo chwalił zarządzanie, które przyczyniło się do tego, że w ciągu 20 lat liczba żubrów wzrosła z 650 do ponad 1500. Tłumaczył, że dla większej liczby na razie miejsca nie ma. W trakcie dyskusji tłumaczył, że na jednego żubra powinno przypadać 2 km kw. Nie wiadomo kto i jak to policzył.

Poinformował, że 200 żubrów udało się wyeksportować do zarządzania w innych państwach, z zagranicy przyjechało 40 dla wzbogacenia naszej puli genetycznej. Ale nie powiedział ile z nich przeżyło zarządzanie. Są też tworzone nowe siedliska, ale to idzie wolno.

Wiceminister nie chciał odpowiedzieć dociekliwemu posłowi PO Pawłowi Suskiemu czy jest jakaś docelowa liczba żubrów w Polsce.

I czy cała ta prezentacja, to nie jest próba wymuszenia zgody na jeszcze większy odstrzał żubrów?

„Uważam, że powinniśmy się temu bardzo wyraźnie sprzeciwić” – mówił Suski. Przypomniał o doniesieniach medialnych o zwiększonym odstrzale żubrów i o protestach z tym związanych. W poprzedniej kadencji Suski był przewodniczącym Parlamentarnego Zespołu Przyjaciół Zwierząt.

Trzeba strzelać, takie są w przyrodzie prawa

Suski i Lenartowicz narazili się swoimi wypowiedziami posłowi PiS Jerzemu Gosiewskiemu, byłemu mistrzowi Polski leśników w brydżu sportowym i zapalonemu myśliwemu. „Trzeba odstrzelić, trzeba zabijać, takie są w przyrodzie prawa. Po co te słowa, eutanazja? Trzeba odstrzelić, by nie znęcać się nad cierpiącym osobnikiem” – mówił nieco podniesionym głosem.



Posłów PO upomniał też poseł Józef Brynkus z klubu Kukiz’15. „Nie róbmy z tego zagadnienia politycznego, to problem przyrodniczy. Gospodarka żubrami jest prowadzona racjonalnie”.

Wiceminister Szweda-Lewandowski zastrzegł, że zezwolenia na odstrzał wydawane przez Generalnego Dyrektora Ochrony Środowiska to nie są zezwolenia na odstrzał komercyjny, bo nie ma do tego uprawnień.

„Ustalenia finansowe miedzy zarządcą stada a myśliwym odbywają się poza systemem ochrony środowiska” – podkreślał.

Poseł Gosiewski miał pytanie – postulat do wiceministra: „Czy planujecie uprościć wydawanie zezwoleń na zabijanie, po co ta cała biurokracja?” Wypowiedział się też za komercyjnym odstrzałem żubrów. –„Jak ktoś chce zapłacić, to trzeba z tego skorzystać. Takie jest prawo przyrody”.

Bardzo chore żubry

Wcześniej, po wystąpieniu wiceministra Szweda-Lewandowskiego, o chorych żubrach do eliminacji opowiedział weterynarz Michał Krzysiak z Białowieskiego Parku Narodowego. Pokazywał na rzutniku różne makabryczne stadia nekrotycznego zapalenia napletka. I twierdził, że ma je 47 proc. samców eliminowanych w Puszczy Białowieskiej. A 40 proc. żubrów ma zapalenie płuc. I jeszcze jest choroba niebieskiego języka, dla przeżuwaczy to jak ptasia grypa dla ptaków. Jest też gruźlica bydlęca, jest złośliwy wirus Schmalenberga.

Generalnie wychodzi na to, że tak z połowa żubrów na coś choruje. Bo są jeszcze rany od poroży walczących byków, są skaleczenia, itd.

Mimo fatalnego stanu zdrowia tak wielu żubrów, okazuje się, że nie wystarczy tylko je eliminować. Bo są jeszcze żubry przeszkadzające, nieprzydatne, agresywne, przyczyniające permanentne szkody w gospodarstwach, stare. Je też trzeba eliminować by nie było nadmiaru.

Pewnie kolejka do ich zabijania za pieniądze jest większa, niż do tych chorych. No, bo co to za frajda zabić kulawego z nekrotycznym napletkiem i gruźlicą.

Pani profesor Olech: By żubrom żyło się lepiej

Gościem posłów była prof. Wanda Olech-Piasecka, nowa przewodnicząca Państwowej Rady Ochrony Przyrody. I wieloletnia przewodnicząca Stowarzyszenia Miłośników Żubrów. „Opowie nam o zarządzaniu populacją” – przedstawił ją wiceminister Szweda-Lewandowski.



Prof. Olech zapewniała, że dąży do tego, by populacja żubra żyła w coraz lepszych warunkach, by zimą każdy żubr miał 50 kg biomasy codziennie. Bez tego grozi nam masowe wyjście żubrów na uprawy rolne i zwielokrotnienie szkód. I że dla każdej populacji wolnożyjącej ustalono „na podstawie wiedzy co się dzieje” jaka wielkość tej populacji jest dopuszczalna.

Dla Puszczy Boreckiej to 95 osobników, dla Puszczy Knyszyńskiej – 120, a dla Białowieskiej – 450. Reszta do eliminacji.

Te szacunki podważają inni przyrodnicy i pytają dlaczego w Knyszyńskiej o obszarze podobnym do Białowieskiej mieści cztery razy mniej żubrów.

Zwierzęta w jakiś sposób odstające

Prof. Olech co rok uczestniczy w komisjach, które określają jaka liczba zwierząt nadmiarowych może być „bez szkody dla populacji” wyeliminowana. „Dotyczy wszystkich zwierząt, które są w jakiś sposób odstające”. Np. „zwierzęta zrogowane podczas utarczek”.

Pani profesor wygłosiła też swoje credo: „Eliminacja ma nam służyć do ochrony populacji, a nie osobnika. Robimy wszystko, co jest możliwe, by ten gatunek zwiększał swoją populację w Polsce”. Zapowiedziała, że wkrótce żubry zasiedlą Puszczę Augustowską i Romincką.

„Naszym sukcesem jest powiększanie się populacji żubra o 5 proc. rocznie”. Choć rodzi się 12-15 proc., to przez „usuwanie części przyrostu i upadki naturalne” osiągamy te 5 proc. – chwaliła się pani profesor.

Mówiła też, że zwierzęta stare to są zwierzęta cierpiące, nie funkcjonujące we właściwy sposób, i dlatego je też trzeba usuwać, bo nie pełnią żadnej roli społecznej. „Nie czynimy szkody populacji zabierając zwierzęta stare.”

Zostawmy żubra sobie

„Populacja” przyrodników, która traktuje żubra jak gatunek udomowiony, nie jest liczna. Ale ma wsparcie lobby myśliwych i leśników. Znacznie więcej przyrodników uważa, że żubry osiągnęły już taki stan, że można je zostawić samym sobie, by całkowicie zdziczały. Ingerencja człowieka powinna być minimalna. Jeśli zabijać, to tylko w skrajnych przypadkach choroby zakaźnej czy cierpienia wywołanego jakimś wypadkiem.

Po raz kolejny OKO.press przytacza opinię prof. Rafała Kowalczyka, dyrektora Instytutu Biologii Zwierząt.

„Odstrzał żubrów, gatunku ściśle chronionego polskim i europejskim prawem, nie ma sensu. W dodatku bezprawne jest organizowanie polowań komercyjnych na żubry –

nie przewiduje tego ani ustawa o ochronie przyrody, ani prawo łowieckie. To proceder, który trwa od lat i wszyscy przymykają na to oko.

Jak można dopuszczać do polowań komercyjnych i na podawanie w wielu restauracjach mięsa żubra, który miał być symbolem ochrony przyrody w Polsce? To obniża jego wartość jako gatunku chronionego.

Żubrów na świecie jest ok. 4 tys. To tak jakbyśmy zjadali czarnego nosorożca, zagrożonego wyginięciem, którego populacja wynosi 5 tys.



Z sufitu brane są wszelkie oceny, że żubrów jest za dużo. Nie ma do tego żadnych przesłanek naukowych. Żubry nie stanowią żadnego zagrożenia, szkody przez nich powodowane stanowią zaledwie 3-4 proc. szkód wyrządzanych przez wszystkie gatunki chronione w Polsce.
Trzeba pozwolić żubrom całkowicie zdziczeć, ograniczyć ich dokarmianie zimą, pozwalać im zejść z tego świata w sposób naturalny. Pani prof. Olech-Piasecka uważa, że należy zabijać sztuki 12-14 letnie, które nie przyczyniają się do rozrodu. A przecież takie zwierzęta odgrywają w stadzie ważną rolę społeczną, uczą młode, często to one prowadzą stado.
Jak zbadała Nuria Selva Fernandez, padliną żubra wyżywi się przez kilka miesięcy do 40 gatunków ptaków i ssaków, w tym i wilki i orły. To znakomite wsparcie dla nich w ciężkich zimach. W dodatku śmierć naturalna oznacza naturalną selekcję.”

OKO.press i większość jego czytelników też tak uważają.

Korekta 27 stycznia: W poprzedniej wersji tego tekstu słowa wiceministra Szweda-Lewandowskiego mylnie przypisałem wiceministrowi Andrzejowi Koniecznemu. Bardzo obu panów przepraszam. Częściowo tłumaczy mnie to, że posiedzenie komisji obserwowałem za pośrednictwem transmisji na stronie Sejmu, kamera nie pokazywała wyraźnie twarzy obu panów. 

Redaktor w OKO.press. Inżynier elektronik, który lubi redagować. Kiedyś konstruował układy scalone (cztery patenty), w 1989 roku zajął się pisaniem i redagowaniem tekstów w „Gazecie Wyborczej”. W latach 80. pomagał w produkcji i dystrybucji „Tygodnika Mazowsze” i w prowadzeniu podziemnej Wszechnicy „Solidarności”. Biegle zna pięć języków, trzy – biernie. Kolekcjonuje wiedzę na każdy temat. Jego tekst „Zabić żubra” rozpoczął jeden z najgłośniejszych cykli w OKO.press.


Powiązane:

Lubisz nas?

Powiedz o tym innym