19 października 2022

GOWORIT MOSKWA: Twierdza Chersoń się broni, tama na Dnieprze zagrożona. Uciekajcie

Dowódca wojsk rosyjskich w Ukrainie z kamienną twarzą ogłasza w telewizji, że sytuacja pod Chersoniem jest napięta, “powtarzam, skrajnie napięta”. Po południu Putin ogłosił stan wojenny na podbitych terenach Ukrainy.

Podpisując dekret o stanie wojennym Putin oskarżył Ukrainę, że na terenach Rosji (czyli ziemie Ukrainy, ktore Putin najechał) "powstaje podziemie". Więc Putin odda władzę na tym terenie generałowi Surowkinowi (na zdjęciu), głównodowodzącemu rosyjską armią w Ukrainie od 8 października. Najwyższa pora, by przeczytac o nim więcej.

Wyjeżdżajcie!

Rano kolaboracyjne władze Chersonia ogłosiły“walkę do końca”. "Nie poddamy miasta. Dotrwamy do końca"

Najpierw rano mieszkańcy dostali SMSy o konieczności ewakuacji, a potem ogłoszono, że podstawione zostały autobusy. Ludzi władze chcą przewieźć przez Dniepr statkami i improwizowanymi promami – przeprawy drogowe nie działają. 50-60 tysięcy mieszkańców milionowego przed wojną obwodu ma być wywiezionych do Rosji albo na Krym. Obiecuje się im powrót, ale też wszystkie udogodnienia, gdyby chcieli jednak w Rosji zostać.

Do południa miało wyjechać 40 proc. mieszkańców Chersonia (z tych, co zostali w mieście pod rosyjską okupacją).

Instrukcja dla ewakuowanych brzmi tak: "Trzeba mieć przy sobie dokumenty, pieniądze, telefon komórkowy, środki higieny osobistej, ciepłą odzież, zapas jedzenia i wody na dwa do trzech dni oraz apteczkę pierwszej pomocy. Łączna waga zabieranych ze sobą rzeczy nie powinna przekraczać 50 kilogramów. Do walizek muszą być dołączone metki z imieniem i nazwiskiem, rokiem urodzenia, adresem zamieszkania, miejscem przemieszczania się. Przed wyjściem z domu lub mieszkania należy wyłączyć wszystkie urządzenia elektryczne, zakręcić wodę i gaz, zamknąć okna i drzwi".

Chersoń naszą twierdzą

Zachodnie agencje piszą, że ewakuacja ma objąć rosyjskich kolaborantów. Ale dodatkowo wojsko straszy zniszczeniem tamy na Dnieprze w Kachowce (rzekomo przez Ukraińców) - jeśli tak się stanie, woda zaleje tereny położone niżej w dolinie rzeki - w tym część Chersonia. “Więc uciekajcie” - zachęca propaganda. Kto nie wyjedzie, zostanie pod wladzą stanu wojennnego.

Wszystko zaczęło się od wystąpienia w telewizji we wtorek wieczorem nowego dowodzącego na froncie - generała Siergieja Surowikina.

Mianowany został na to stanowisko 8 października, w dniu wysadzenia mostu krymskiego. To on prowadzi teraz ostrzał Ukrainy – rzekomo w odwecie za zniszczenie mostu (ale – uwaga — ostrzał zaczął się, zanim propaganda stworzyła wersję o winie Ukraińców. Ta terrorystyczna operacja wygląda teraz na jedyny pomysł rosyjskiej armii na walkę z Ukrainą. Jej wojska bowiem cały czas napierają na froncie i armia Surowikina może się tylko bronić).

56-letni generał, rzeźnik Syrii, wsławiony 30 lat temu tym, że jako dowódca batalionu kazał w 1991 roku rozjeżdżać gąsienicami czołgów przeciwników puczu Janajewa (po upadku puczu spędził w areszcie siedem miesięcy, ale ostatecznie oczyszczony z zarzutów dostał awans na majora), wystąpił w 30. minucie rosyjskich wtorkowych “Wiadomości” (przypomnę, w tygodniu trwają one 70 minut):

“W Chersoniu rozwinęła się niebezpieczna sytuacja dla mieszkańców, dostawy żywności są utrudnione, są problemy z wodą i elektrycznością”

- powiedział. I ogłosił na cały kraj ewakuację mieszkańców z zachodniego brzegu obwodu chersońskiego.

Nowość polegała tu na tym, że do tej pory o sytuacji na wojnie informował telewidzów po prostu rzecznik MON. A tu mamy głównodowodzącego. Który do tego mówi ciurkiem przez 10 minut. A potem okazuje się, że to nie koniec. Telewizja robi małą przerwę, na reportażyki upewniające widza, że władza jednak kontroluje sytuację i pomoże ewakuowanym.

A potem znowu mamy kilka minut Surowikina:

„Powtarzam, dzisiaj sytuacja jest bardzo trudna. W każdym razie, jak już powiedziałem, wyjdziemy z potrzeby maksymalizacji ochrony życia ludności cywilnej i naszego personelu wojskowego, w terminowy sposób, nie wykluczając podejmowania trudnych decyzji".

Najpierw o spalonych żywcem w Jejsku

Potężny Surowikin siedzi przed kamerą nieruchomo, z kamienną twarzą, patrzy jednak w bok. I mówi wojskowo-politycznym żargonem — bo w Rosji kariera nie zależy od umiejętności publicznego przemawiania (efekt wizualny mamy na grafice na górze — Surowikin nie drgnął o milimetr przez cały czas wypowiedzi).

To, co ma do powiedzenia, jest – powiedzmy szczerze – przerażające. A to, że propaganda puszcza go dopiero w połowie “Wiadomości”, wynika z tego, że czołówką (10 minut) były relacje z Jejska, gdzie na ośmiopiętrowy, wieloklatkowy dom spadł rosyjski samolot. Zginęło 15 osób, kilka kolejnych umiera teraz od poparzeń — bo lotnicze paliwo przepaliło od góry do dołu mieszkania w środkowej części budynku.

Lekarz mówi reporterowi, że jedne ranny jest w bardzo ciężkim stanie, a kobieta z ciężko poparzoną ręką opowiada do kamery, jak uratowała członków rodziny każąc im poowijać się w mokre prześcieradła i uciekać z ósmego piętra.

Propaganda obstaje przy wersji awarii technicznej w czasie lotu szkoleniowego: po prostu samolot wbił się w blok startując z pobliskiego lotniska. Szczegółów jeszcze nie ma, bo nie zaczęto jeszcze badać czarnych skrzynek. A widz po prostu musi sobie zadać pytanie, czy przypadkiem nie mieszka na linii startu jakiegoś wojskowego samolotu. Bo skoro władza tak łatwo mówi o tym, że “silnik się zapalił”, to zapalić się może wszędzie. Sprawne samoloty zużyto przecież w Ukrainie.

Ta katastrofa nie mogła się Putinowi przytrafić w gorszym momencie - zdjęć z Jejska nie osłodzą relacje z ostrzeliwanej Ukrainy. Zwłaszcza że tam propaganda pokazuje dalekie wybuchy, a tu - przerażonych mieszkańców bloku.

Surowikin: rosyjska broń jest lepsza, ale sytuacja jest ciężka

I po tym wszystkim, po przerwie na rytualne opowieści o dobrym Putinie i złym Zachodzie, wkracza Surowikin:

„Ogólnie sytuację w strefie specjalnej operacji wojskowej można określić jako napiętą. Wróg nie opuszcza prób ataku na pozycje wojsk rosyjskich. Przede wszystkim dotyczy to kierunków kupjańskim, łymańskim i w kierunku na Mikołajew-Kriwyj Rog".

Potem mamy kawałek polityczny: “z Ukraińcami łączy nas wspólny rodowód. Chcemy razem jednego: Ukrainy niezależnej od Zachodu i NATO, a przyjaznej Rosji. Naszym wrogiem jest zbrodniczy reżim, który popycha obywateli Ukrainy na śmierć i próbuje przebić się przez rosyjską obronę”.

Potem – jako że Surowikin, choć nie stara się mówić językiem zrozumiałym, zwraca się jednak do Rosjan – dostajemy trochę opowieści o sytuacji w rosyjskiej armii. Jak zawsze w przekazie propagandowym opowieść o Rosji jest przedstawiana tak, jakby to się działo w Ukrainie –

Rosja konsekwentnie przypisuje przeciwnikom swoje własne błędy i potworności:

Surowikin: „W tym celu Siły Zbrojne Ukrainy ściągają na linię frontu wszystkie dostępne rezerwy. Zasadniczo są to siły obrony terytorialnej, które nie ukończyły pełnego szkolenia. W rzeczywistości ukraińskie kierownictwo skazuje je na zniszczenie. Z zasady takie jednostki mają niskie morale”.

Ukraińcy się nie cofają, bo – jak mówi Surowikin nadal korzystając z wiedzy o tym, jak działa sowiecka i rosyjska armia - „aby zapobiec ucieczce z linii frontu, ukraińskie władze wykorzystują oddziały nacjonalistów, którzy strzelają do każdego, kto próbuje opuścić pole bitwy”.

„Dzienne straty wroga wahają się od 600 do tysiąca zabitych i rannych. Mamy inną strategię. Naczelny wódz [Putin] już o tym mówił. Nie dążymy do wysokich wskaźników postępu, chronimy każdego żołnierza i metodycznie mielimy nacierających. To nie tylko minimalizuje nasze straty, ale także znacznie zmniejsza liczbę ofiar cywilnych".

Dalej Surowikin mówi o wyższości rosyjskiej broni nad tą, którą dysponują Ukraińcy. To jest coś w rodzaju defilady w Moskwie – bo choć Rosja taką broń rzeczywiście ma, to raczej nie przeważy ona losów wojny: „Posiadając szeroką gamę broni, [rosyjskie wojsko] w każdym wypadzie rozwiązuje wieloaspektowe zadania polegające na uderzaniu w cele powietrzne i naziemne”. „Uderzenia z użyciem broni o wysokiej precyzji są kontynuowane na instalacje wojskowe i obiekty infrastrukturalne, które wpływają na zdolność bojową wojsk ukraińskich”. „Podczas operacji załogi lotnictwa operacyjno-taktycznego, wojskowego i dalekiego zasięgu wykonały ponad 34 000 lotów bojowych. Użyły ponad 7000 sztuk kierowanej broni lotniczej. (…) Najnowsze naddźwiękowe pociski powietrzne Kindżał sprawdziły się dobrze w uderzaniu w cele. Żaden z systemów obrony powietrznej wroga nie jest straszny dla tego pocisku”.

W Chersoniu nie ma już zaopatrzenia

A potem mamy zapowiedź, co się stanie:

„Kierownictwo Sił Zbrojnych Ukrainy w NATO od dawna domaga się od reżimu kijowskiego operacji ofensywnych w kierunku Chersoniu, niezależnie od jakichkolwiek strat – zarówno w Siłach Zbrojnych Ukrainy, jak i wśród ludności cywilnej”.

„Wróg celowo uderza w obiekty infrastruktury i budynki mieszkalne w Chersoniu. Trafienia rakietami HIMARS uszkodziły most antonowski i zaporę kachowskiej elektrowni wodnej, gdzie zatrzymano ruch. W rezultacie dostawa produktów spożywczych jest utrudniona, a w mieście są pewne problemy z wodą i elektrycznością. Wszystko to nie tylko znacznie komplikuje życie obywateli, ale także stwarza bezpośrednie zagrożenie dla ich życia”.

Potem Surowikin wyjaśnia, co mu chodzi po głowie:

„Mamy informacje o możliwości użycia przez reżim kijowski zakazanych metod wojny na terenie miasta Chersoniu, o przygotowaniu przez Kijów zmasowanego ataku rakietowego na tamę kachowskiej elektrowni wodnej i masowego ataku rakietowego i artyleryjskiego na miasto. Działania te mogą doprowadzić do zniszczenia infrastruktury dużego ośrodka przemysłowego i ciężkich ofiar wśród ludności cywilnej”.

Tu zauważmy, że od czasu zwalenia mostu krymskiego Putin i jego generałowie powtarzają to pojęcie: “zniszczenie dużej infrastruktury cywilnej”. Bo to jest ich nowa strategia.

I Surowikin ogłasza ewakuację i program przesiedleń z prawego brzegu Dniepru na lewy.

Ewakuacja

Ewakuacja rzeczywiście zaczęła się 19 października rano – agencje zachodnie podają, że objąć ma przede wszystkim kolaborantów. Jednak jeśli “trudną decyzją” rozważaną przez Surowikina jest wysadzenie zapory na Dnieprze – to uciekać muszą wszyscy mieszkańcy zagrożonych przez falę powodziową terenów.

"Dlatego przede wszystkim armia rosyjska zapewni bezpieczny, zapowiadany już wyjazd ludności w ramach przygotowywanego przez rząd rosyjski programu przesiedleń. Nasze dalsze plany i działania w stosunku do samego miasta Chersoń będą zależeć od powstającej sytuacji wojskowo-taktycznej. Powtarzam: już dziś jest bardzo trudna”

Trudna, ale słuszna decyzja o ewakuacji

Decyzja o ewakuacji jest „trudna, ale słuszna” - mówi “gubernator” Chersonia Wołodymyr/Władymir Saldo. "Nie poddamy miasta. Będziemy go bronić. Nie wpuścimy nazistów do miasta" - ogłasza jego zastępca Kirył Stremousow. -„Według posiadanych przez nas informacji, forsowani przez Zachód Ukronaziści [stałe pojęcie propagandy używane zamiast słowa “Ukraińcy”] rozpoczną w najbliższym czasie atak na Chersoń”.

“Mieszkania, które ludzie mogą stracić w wyniku ataków rakietowych i bombowych przez nazistów, zostaną zrekompensowane na terytorium innych regionów Federacji Rosyjskiej."

Tu warto dodać, że praca Stremousowa od czasu “referendów” Putina miesiąc temu polegała na zapewnianiu, że Chersoń jest, ale to absolutnie, bezpieczny i “wróg” nigdy go nie dosięgnie.

Teraz Stremousow mówi: zdecydowanie zaleca się, aby ludność mieszkająca w prawobrzeżnej części Dniepru w regionie Chersoniu przeprowadziła się do lewobrzeżnej części regionu lub udała się do innych podmiotów Federacji Rosyjskiej. “Chersoń, podobnie jak inne osiedla prawobrzeżnej części obwodu chersońskiego, mogą znaleźć się pod ostrzałem wojsk ukraińskich”.

W południe Stremousow ogłosił poczatek ukraińskiej ofensywy.

Od początku napaści Rosji na Ukrainę śledzimy, co mówi na ten temat rosyjska propaganda. Jakich chwytów używa, jakich argumentów? Co wyczytać można między wierszami?

UWAGA, niektóre z wklejanych do tekstu linków mogą być dostępne tylko za pośrednictwem VPN

Grafika: rozbłysk a w srodku oko (Saurona?)

Rosyjska propaganda: rys. Weronika Syrkowska/OKO.press

Udostępnij:

Agnieszka Jędrzejczyk

historyczka z wykształcenia. Od 1989 r. przez 22 lata redaktorka w Gazecie Wyborczej, potem przez 10 lat urzędniczka, m.in. w Biurze Rzecznika Praw Obywatelskich Adama Bodnara. Od 2021 r. w OKO.press

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne