W grudniu 2018 roku w Katowicach odbędzie się szczyt klimatyczny COP 24. Rząd PiS przeforsował specustawę związaną z tym wydarzeniem. Zabrania spontanicznych zgromadzeń, a policji i służbom umożliwia niejawne zbieranie informacji o ekologach. W tym "haków", które władza ciągle wchodząca w konflikt z ekologami może przeciwko nim wykorzystać

„Ustawa anty-Greenpeace” – tak nieoficjalnie nazywa się w ministerstwie środowiska rządową specustawę w sprawie organizacji COP 24. Została ona przegłosowana przez Sejm 10 stycznia 2018 roku.

Konferencja Narodów Zjednoczonych w sprawie zmian klimatu – w skrócie COP – odbędzie się od 3 do 14 grudnia 2018 roku w Katowicach. Jej głównym przedmiotem będzie debata nad sposobami obniżenia globalnego poziomu emisji CO2. Polska już dwukrotnie gościła tę imprezę: w Warszawie w 2013 roku i w Poznaniu w 2008 roku. W tym roku przewodniczącym szczytu wydarzenia – jeśli tylko zgodę wyrazi polski rząd – będzie Jan Szyszko. Były już minister środowiska, którego kilka dni temu zastąpił Henryk Kowalczyk.

Podczas głosowania specustawy 10 stycznia momentami było gorąco. Opozycja ostro krytykowała koszty organizacji imprezy.

Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej wyłoży na nią ponad 127 mln zł. Dodatkowe 12 mln mają dorzucić Katowice. To w sumie prawie 140 mln zł. Sporo.

Sprzeciw budziły również zapisy art. 22 specustawy, które zabraniają obywatelom organizowania podczas szczytu w Katowicach zgromadzeń spontanicznych.

„Ograniczenia, jakie nakłada ten artykuł są zbyt daleko idące. Ustawa narusza wolność zgromadzeń, którą gwarantuje Konstytucja RP” – mówi OKO.press Marcin Szwed z Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka.

OKO.press po raz pierwszy pisało o sprawie, gdy specustawa była dopiero w fazie projektu:



Specustawą w ekologów

Artykuł 22 specustawy brzmi tak:

Jak widać, zakaz organizacji zgromadzeń spontanicznych obejmuje okres dłuższy od samego szczytu. Trwa od 26 listopada do 16 grudnia, a nie od 3 do 14 grudnia.

Ponadto obejmuje obszar całego miasta, a nie tylko część Katowic. Co prawda – jak podkreśla projektodawca w uzasadnieniu – „zakaz ten dotyczy jedynie zgromadzeń spontanicznych, tj. organizowanych bez uprzedniego zawiadomienia”. W ten sposób projekt nie wyłącza możliwości organizowania zgromadzeń za uprzednim zawiadomieniem.

Przepis jest wymierzony we wszystkich tych, którzy chcieliby spontanicznie zaprotestować przeciw np. jakimś wypowiedziom uczestników szczytu klimatycznego. Albo przyjętym podczas szczytu klimatycznego stanowiskom.

W Katowicach mogą się pojawić alterglobaliści, którzy protestowali również na poprzednich edycjach szczytu. COP to wydarzenie, na którym skupiają swoją uwagę najważniejsze światowe organizacje ekologiczne, takie jak Greenpeace czy WWF. W 2013 roku (21 listopada) obydwie opuściły szczyt w Warszawie, protestując przeciwko stanowisku Polski w sprawie węgla.

Dwa dni wcześniej aktywiści Greenpeace wspięli się na dach Ministerstwa Gospodarki i wywiesili transparenty z hasłem „Kto rządzi Polską? Przemysł węglowy czy obywatele”. Był to protest związany z odbywającym się równolegle do COP Szczytem Węgla i Klimatu.

Mieszkańcy też nie poprotestują

Rząd PiS usilnie się zabezpiecza, by wszystko przebiegło „jak należy”, bez nagłych i niezapowiedzianych protestów aktywistów. Ale przepisy specustawy uderzą przede wszystkim w zwykłych obywateli.

„Największy problem art. 22 tworzy dla tych, którzy chcieliby spontanicznie protestować w sprawach niezwiązanych ze szczytem, np. przeciwko jakiejś decyzji władz miasta. Również nie będą tego mogli zrobić, ponieważ zakaz spontanicznych zgromadzeń obejmuje całe miasto. I to przez ponad dwa tygodnie”

– mówi OKO.press Marcin Szwed z Fundacji Helsińskiej. Przepis broniłby się w jakiś sposób, gdyby zakaz zgromadzeń został ograniczony, np. do miejsc, w których odbywają się wydarzenia związane ze szczytem klimatycznym. „Ale w przyjętej formule jest po prostu nieakceptowalny” – dodaje. Warto przypomnieć, że na ryzyko niekonstytucyjności art. 22 specustawy uwagę zwracali już prawnicy sejmowi.



Specjalne uprawnienia służb

Obawy budzi również art. 17 ust. 1 specustawy, w szczególności pkt 4:

„Zapisy tego artykułu nie poszerzają zasadniczo uprawnień policji” – mówi OKO.press Wojciech Klicki z Fundacji Panoptykon. – „Poza tym punktem, który mówi, że będzie ona mogła pozyskiwać dane osobowe uczestników szczytu klimatycznego i osób współorganizujących wydarzenie” – dodaje.

Bowiem dzięki specustawie Policja może zbierać informacje nie tylko o osobach, które stanowią realne zagrożenie. Ale również o uczestnikach i współorganizatorach szczytu klimatycznego. Na przykład o aktywistach ekologicznych.

Chodzi tu m.in. o dane osobowe, ale też informacje o życiu osobistym czy robienie zdjęć (pełen katalog zawiera ustawa o Policji w art. 20 ust. 2b). I to bez zgody tych osób.

„Haki” na ekologów

Zdaniem prawnika z Fundacji Panoptykon, ten dodatkowy element nie zmienia aż tak wiele, bo Policja dziś może zbierać przetwarzać i przechowywać dane osób, które podejrzewa o działanie niezgodne z prawem.

„Sedno raczej w tym, że przepisy z tej specustawy są po prostu szczególnym przypadkiem problemu systemowego: kłopotów z kontrolą sposobu, w jaki policja i służby specjalne, takie jak Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego, obchodzą się z informacjami zawierającymi dane osobowe” – tłumaczy Klicki.

Specustawa zakłada bowiem, że policja może się wymieniać zgromadzonymi informacjami z innymi służbami.  Co prawda, art. 19 mówi o tym, że zebrane dane nie będą przetwarzane przez służby dłużej niż do końca marca 2019 roku. Wtedy powinny zostać komisyjnie zniszczone. I tu natrafiamy na poważny problem.

„O ile jeszcze Generalny Inspektor Ochrony Danych Osobowych ma jakąś kontrolę nad tym, jak policja obchodzi się ze zbieranymi przed siebie danymi osobowymi, to w przypadku służb specjalnych, np. ABW, nie ma żadnych uprawnień nadzorczych.

Służby specjalne zawsze mogą się wymówić koniecznością zachowania tajemnicy. W ten sposób są poza wszelką kontrolą” – mówi Klicki.

Nie ma więc pewności, że specsłużby nie zatrzymają dla siebie informacji, które mogą zostać zebrane przy okazji COP 24. Po prostu brak prawnego „wentyla bezpieczeństwa”, który by im to uniemożliwiał. Taka niejawna wiedza np. o ekologach byłaby niewątpliwie cenna z punktu widzenia obecnej władzy.

Rząd PiS już wszedł w konflikty ze środowiskami obrońców przyrody, z których największy ma miejsce w Puszczy Białowieskiej. Ale na horyzoncie czekają już kolejne. W tym pomysł kanalizacji polskich rzek, który już burzy krew organizacjom ekologicznym.

A „haki” to dla władzy poręczne narzędzie walki ze szczególnie „kłopotliwymi” obrońcami środowiska naturalnego.


Dziennikarz i publicysta. Członek zespołu redakcyjnego „Dzikiego Życia”. Jeśli czegoś nie pisze lub nie czyta, to najpewniej siedzi gdzieś w lesie. Instruktor sztuki przetrwania.
W OKO.press pisze o ekologii (w tym o działalności min. Szyszki) i dokonaniach komisji smoleńskiej.


Powiązane:

Lubisz nas?

Powiedz o tym innym