0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: 10.08.2025 Miedzywodzie , Morze Baltyckie . Fot. Krzysztof Zatycki / Agencja Wyborcza.pl10.08.2025 Miedzywod...

Wyobrażacie sobie, że pod wodą panuje wielka cisza? Nic bardziej mylnego. W Bałtyku może być naprawdę głośno. Problem ten dotyczy zresztą większości mórz i oceanów. Po raz pierwszy hałas podwodny generowany przez człowieka opisał Leonardo da Vinci, który przeprowadził w Wenecji eksperyment. Pod wodę włożył jeden koniec rury, a do drugiego jej końca przyłożył ucho. Już wtedy, choć transport morski wyglądał zupełnie inaczej, można było usłyszeć hałas generowany przez ówczesne statki. Kilkaset lat później problem jest jeszcze większy. Wielkie jednostki pływające generują nieporównywalnie więcej dźwięków.

W 2014 roku w Bałtyku zostały umieszczone po raz pierwszy specjalne sondy. Miały zbadać poziom hałasu w wodach należących do kilku krajów nadbałtyckich. Każda z sond była umieszczona na różnej głębokości, aż do 90 metrów. W Polsce było to pięć zestawów pomiarowych. Okazało się, że u polskich brzegów przez zdecydowaną większość czasu sondy rejestrowały hałas na poziomie 120 decybeli. Najgłośniej było w cieśninach duńskich, gdzie przekraczał on 140 decybeli.

Przeczytaj także:

Źródłem hałasu mogą być m.in. morskie farmy wiatrowe, transport morski, sporty motorowodne, podwodne detonacje czy impulsy echosond. W przeciwieństwie do hałasu związanego z odgłosami natury, których źródłem mogą być wiatr, fale, pokrywa lodowa, deszcz czy też dźwięki wydawane przez organizmy morskie, hałas „ludzki” jest niebezpieczny dla świata bałtyckiej przyrody.

Warto zaznaczyć, że prędkość dźwięku w wodzie jest ponad cztery razy większa niż w powietrzu. Cząsteczki cieczy znajdują się bliżej siebie niż cząsteczki atmosferycznych gazów – ich większa gęstość sprzyja rozchodzeniu się fal akustycznych. Pod wodą dźwięk słychać z daleka.

Coraz więcej inwestycji

Wojciech Górski ze Stacji Morskiej im. Profesora Krzysztofa Skóry Wydziału Oceanografii i Geografii Uniwersytetu Gdańskiego wyjaśnia: „Hałas jest coraz większy, a to dlatego, że prowadzi się coraz więcej inwestycji w rejonie Bałtyku, a transport morski odgrywa główną rolę w handlu międzynarodowym, obsługując ponad 80 proc. światowej wymiany towarów. Ingerując mocniej w środowisko, wpływamy bardziej na żyjące w nim organizmy. Naukowcy dopiero dekadę temu zaczęli uważniej przyglądać się zanieczyszczeniu hałasem Morza Bałtyckiego. Wciąż zbieramy dane, które pozwolą nam precyzyjnie oszacować skalę wzrostu tego zjawiska. Jednak już teraz należy przyjąć: mamy duży problem z tym, że w morzu jest głośno”.

Górski dodaje, że w całym Bałtyku coraz mniej jest miejsc wolnych od aktywności człowieka.

"Obecnie obserwujemy silny wzrost działań związanych z budową morskich farm wiatrowych. Praca jednostek przy budowie farm, wbijanie fundamentów elektrowni wiatrowych, kładzenie kabli na dnie morza – wszystkie te prace generują hałas. Jeżeli dodamy do tego układanie rurociągów gazowych i naftowych, wydobycie paliw i innych surowców naturalnych, manewry wojskowe i związane z nimi detonacje broni konwencjonalnej czy turystykę motorowodną, to wpływ hałasu na ekosystem Bałtyku i żyjące w nim organizmy jest olbrzymi” – wyjaśnia.

Podwodne detonacje zabijają

Wśród grup organizmów, które cierpią przez hałas w Bałtyku, możemy wymienić morskie ssaki, ryby i ptaki nurkujące, a także skorupiaki i zooplankton. Przyjmuje się, że morświn, jedyny gatunek walenia stale występujący w Morzu Bałtyckim, jest wśród największych ofiar zanieczyszczenia hałasem. Jego bałtycka populacja została uznana za krytycznie zagrożoną.

Morświny całe życie spędzają w toni wodnej i nie mają możliwości ucieczki przed hałasem. Jednocześnie korzystają z wyjątkowo czułego systemu echolokacji. Wszelkie dźwięki pochodzenia antropogenicznego mogą prowadzić do dezorientacji, utrudniając im poruszanie się pod wodą. Przekłada się to na problemy ze zlokalizowaniem pożywienia, ale też przeszkód. A to z kolei zwiększa ryzyko przyłowu w sieci rybackie, których morświn nie będzie mógł zlokalizować przy pomocy swojego czułego sonaru.

„Hałas podwodny jest wyjątkowo niebezpieczny dla zwierząt morskich. W skrajnej sytuacji może powodować utratę słuchu lub ich śmierć. Wzrost poziomu ciśnienia akustycznego podczas detonacji potrafi uszkodzić narządy słuchu morskich organizmów, znajdujących się w promieniu kilku, a nawet kilkunastu kilometrów” – mówi Wojciech Górski. „Dlatego w przypadku detonacji powinno się wprowadzać środki, które ograniczają negatywne skutki tego działania, chociaż nie eliminują całkowicie ryzyka. Można między innymi zastosować wcześniejsze stopniowe wypłaszanie morskich ssaków z rejonu prac czy zastosować kurtynę powietrzną, która, otaczając źródło hałasu, uniemożliwi jego rozprzestrzenianie na większe odległości” – wyjaśnia.

Jak stawiać wiatraki?

Morskie elektrownie wiatrowe generują podwodny hałas głównie w trakcie budowy, podczas wbijania w dno fundamentów. Wtedy generowany jest tzw. hałas impulsowy, charakteryzujący się krótkim czasem trwania i wysoką energią. Jest nagły i silny, następuje w nieoczekiwanych okolicznościach. To jedno z największych zagrożeń dla morskich ssaków.

Wojciech Górski uważa w związku z tym, że każdy monitoring przedinwestycyjny musi być przeprowadzony z dużą uważnością i ostrożnością.

„Nawet jeśli w okresie jego trwania nie stwierdzono obecności morświna, nie oznacza to, że w czasie stawiania wiatraków, te ssaki tam się nie pojawią. Inwestorzy powinni uwzględnić fakt, że populacja morświnów żyje w rozproszeniu i jest skrajnie nieliczna, a co za tym idzie bez względu na wynik monitoringu zastosować metody, które ograniczą hałas. W czasie stawiania fundamentów powinno się prowadzić działania łagodzące, na przykład poprzez stosowanie alternatywnych, mniej głośnych metod ich osadzania na dnie” – tłumaczy ekspert. „Inwestorzy mogą dziś sięgnąć po specjalne nakładki tłumiące hałas w czasie wbijania fundamentów czy osłony ograniczające rozchodzenie się hałasu podczas tych prac. Innym sposobem na tłumienie podwodnego hałasu jest kurtyna powietrzna, którą tworzą pęcherzyki powietrza powstające w wyniku tłoczenia powietrza do perforowanej rury posadowionej na dnie wokół miejsca instalowania fundamentu. W efekcie powstaje »zasłona« z setek tysięcy pęcherzyków, która otacza źródło hałasu i ogranicza jego rozprzestrzenianie się w wodzie” – wyjaśnia.

Statki i ciągły hałas

Problemem dla życia w Bałtyku są także statki, które – w przeciwieństwie do inwestycji wiatrakowych – generują hałas ciągły. Szacuje się, że każdego dnia po Morzu Bałtyckim pływa ponad 2 tysiące statków – i to bez uwzględnienia małych jednostek rekreacyjnych jak motorówki i skutery wodne. Emitują one monotonny, ciągły i głośny pod wodą dźwięk.

Ekspert ze Stacji Morskiej wyjaśnia: „Ten hałas może utrudniać porozumiewanie się zwierząt morskich, powodować stres i przez to wpływać na ich kondycję zdrowotną. Można to porównać do sytuacji, w której stoimy na środku ruchliwej drogi, gdzie ciągły szum i hałas oddziałuje na nasze samopoczucie, utrudnia komunikację i odbiór innych dźwięków. W analogicznej sytuacji znajdują się morskie ssaki. Przy czym należy pamiętać, że dźwięk pod wodą roznosi się na dużo większe odległości i jest intensywniejszy niż ten, który słyszymy na lądzie”.

Zdaniem Górskiego taki hałas można ograniczać, na przykład poprzez zmianę śrub czy napędu w statkach, a nawet przez wygłuszanie komór silników na mniejszych jednostkach.

„Jednak wdrażanie tych technologii wymaga czasu i nie nastąpi szybko. Dodatkowo mamy, szczególnie w okresie letnim, wysokie natężenie hałasu pochodzącego z małych jednostek, takich jak motorówki i skutery wodne wykorzystywane w celach rekreacyjnych, które szczególnie mocno oddziałują na organizmy występujące w strefie przybrzeżnej” – wskazuje Wojciech Górski.

Badania na Zatoce Puckiej

Na problem podwodnego hałasu w Bałtyku zwraca się uwagę od kilkunastu lat, od momentu pojawienia się unijnej Ramowej Dyrektywy w sprawie Strategii Morskiej. Wciąż trwa opracowywanie i wdrażanie różnego rodzaju środków mitygujących hałas w morzu. Wojciech Górski mówi, że Stacja Morska UG planuje kolejne pomiary w Bałtyku w ramach projektu QuietWaters.

„Chcemy w nich uwzględnić przede wszystkim hałas generowany przez jednostki rekreacyjne. W tym celu wyznaczyliśmy kilka lokalizacji w rejonie Bałtyku. W Polsce obejmiemy monitoringiem Zatokę Pucką, gdzie hałas generowany przez takie jednostki jest bardzo intensywny. Zaangażowanych jest w to blisko 20 instytucji z kilku państw nadbałtyckich” – mówi.

O tym, jak głośno jest pod wodą, można przekonać się samemu na wydarzeniach organizowanych przez Stację Morską. „Dysponujemy hydrofonem, który po włożeniu do wody i podłączeniu do głośnika pozwala nam usłyszeć, jak w tym morzu jest głośno. W ten sposób chcemy uświadomić ludziom, czym jest hałas podwodny i że zanieczyszczenie nim stanowi problem dla organizmów morskich” – podkreśla Wojciech Górski.

Chociaż eksperci przyznają, że całkowita eliminacja większości szkodliwych źródeł podwodnego hałasu nie jest możliwa, powinniśmy wraz z postępem technologicznym ograniczać to zjawisko. Jeśli tego nie zrobimy, mieszkańcy Bałtyku będą mieli jeszcze większy problem.

Na zdjęciu Paweł Średziński
Paweł Średziński

Publicysta, dziennikarz, autor książek poświęconych ludziom i przyrodzie: „Syria. Przewodnik po kraju, którego nie ma”, „Łoś. Opowieści o gapiszonach z krainy Biebrzy”, „Puszcza Knyszyńska. Opowieści o lesunach, zwierzętach i królewskim lesie, a także o tajemnicach w głębi lasu skrywanych, „Rzeki. Opowieści z Mezopotamii, krainy między Biebrzą i Narwią leżącej" i "Borsuk. Władca ciemności. Biografia nieautoryzowana".

Komentarze