0:00
Prawa autorskie: źródło: Play Krakówźródło: Play Kraków
16 stycznia 2023

Drętwe żarty, zbędne niusy. Kraków wydał miliony na telewizję, której prawie nikt nie ogląda

Krakowski magistrat z podatków mieszkańców utrzymuje platformę streamingową, której sztandarowy program okazał się spektakularną klapą. Jednocześnie urzędnicy zapowiadają cięcia w komunikacji miejskiej, a mieszkańcy pytają o to, czy pieniądze idą tam, gdzie są naprawdę potrzebne.

Wydrukuj

Najpierw była urzędowa platforma streamingowa (czyli internetowa telewizja z programami na życzenie), potem w jej ramach zaczął ukazywać się urzędowy program informacyjny. Wymagało to organizacji studia, która pochłonęła ponad 12 milionów złotych. Następnie na utrzymanie zespołu i funkcjonowanie transmisji telewizyjnej zarezerwowano ponad 7 mln złotych (do listopada 2022 spółka wydała 4,8 mln z tego budżetu). Gdy okazało się, że koszty są ogromne, a oglądalność niska, utrzymująca program miejska spółka zdecydowała o zmianie formatu.

Wtedy pojawił się pomysł na "wieczorną śniadaniówkę" - codzienny, godzinny program z newsami z miasta i rozmowami z gośćmi za kolejne miliony złotych. Koszt utrzymania spółki Kraków 5020 przez 2022 i 2023 rok: ponad 65 mln złotych (33 mln zarezerwowane na ten rok). Przedstawiciele spółki podkreślają, że pieniądze idą też na inne działania: na przykład utrzymanie centrum kongresowego ICE Kraków.

Wielu mieszkańców mimo to patrzy na te wydatki z niedowierzaniem i wskazuje na te pilniejsze - w końcu władze ostrzegają, że bieżący rok będzie dla Krakowa trudny i zapowiadają cięcia w komunikacji miejskiej. Zamiast ją wesprzeć, magistrat utrzymuje propagandówkę, której prawie nikt nie ogląda - wskazują krytycy platformy Play Kraków i zarzuconego programu Play Kraków News, której format ograniczono do codziennego programu "Hello Kraków".

Tak streścić można sprawę utworzenia krakowskiego medium utrzymywanego z miejskiej kasy.

"Nowa gościnność" przyciąga kilkudziesięciu widzów

Warto jednak też podać szczegóły. W 2020 roku Krakowskie Biuro Festiwalowe (KBF) zdecydowało o utworzeniu miejskiej platformy streamingowej Play Kraków. Był to drugi projekt wideo finansowany przez magistrat. Pierwszym była telewizja.krakow.pl, tworzony przez 5-osobowy zespół redakcyjny serwis z krótkimi materiałami informacyjnymi. Część mieszkańców już wtedy pytała, po co miastu druga urzędowa telewizja.

Według ówczesnej szefowej KBF Izabeli Błaszczyk miała ona konkurować z gigantami streamingu. Skończyło się między innymi na retransmisjach wydarzeń kulturalnych, publikacji filmów krótkometrażowych czy krótkich materiałów dziennikarskich. Materiały w szczycie popularności osiągały średnią liczbę 290 odtworzeń (przez pierwszą połowę 2022 - 40 odtworzeń).

Ekipa Play Kraków nie zniechęciła się tymi wynikami. Wręcz przeciwnie, zapadła decyzja o rozwijaniu projektu. W marcu 2022 ruszył codzienny program Play Kraków News. Wątpliwości co do sensu jego transmitowania mieli radni, którzy powołali komisję badającą wydatki spółki Kraków 5020. To ta spółka, kierowana przez Izabelę Błaszczyk, przejęła kontrolę nad miejską platformą wideo. Spółka wreszcie podjęła decyzję o przerwaniu nadawania i zmianie formuły projektu. Wtedy pojawił się pomysł na "Hello Kraków".

"W Hello Kraków będziemy prezentować inicjatywy lokalne, tradycje charakterystyczne dla naszego regionu, ale również nowoczesne oblicze miasta i jego mieszkańców, z których warto być dumnym. Wszystko to wpisuje się w strategię Nowej Gościnności, która przyświeca promocyjnym działaniom miasta. Głównym celem Hello Kraków jest nieszablonowa promocja stolicy Małopolski" - można było przeczytać na stronie Play Kraków zaraz przed startem programu. Trudno powiedzieć, czym jest "Nowa Gościnność", która stanowić ma centrum nadawanego programu. Po wstukaniu frazy w wyszukiwarkę Google wyskakują jedynie informacje ze strony krakowskiego Centrum Kogresowego ICE - tego samego, w którym mieści się studio "Hello Kraków" - gdzie odbywały się warsztaty pod tym właśnie hasłem. W informacjach o wydarzeniu próżno niestety szukać jego definicji.

"Hello Kraków": o Krakowie albo dobrze, albo wcale

Co mieszkańcy Krakowa dostali za pochodzące z ich podatków miliony? Studio wygląda porządnie, bardzo przypomina to, w którym stacja TVN realizuje swoją "śniadaniówkę". Jest jednak różnica: za przeszkloną elewacją niewiele widać, bo program nagrywany jest po zmroku. Wnętrze studia uderza za to kolorami wielu LED-owych ekranów. Niektóre pełnią funkcję czysto dekoracyjną, na innych można oglądać korespondentów "Hello Kraków" z wejściami na żywo.

Z niedalekiego rynku ze studiem łączy się prezenter prognozy pogody przygotowaną przez zatrudnionego przez spółkę meteorologa. W lokalnych mediach zdarza się to niezwykle rzadko - nawet ugruntowane rynkowo marki najczęściej korzystają z prognozy opracowanej przez IMGW. Za darmo.

Są też łączenia z reporterami z miasta. Przykłady tematów: spadł śnieg, a miasto przygotowało mapę górek zjazdowych; być może będzie nocna prohibicja w sklepach monopolowych; miasto chce utworzyć nowy park. Bywa, że dziennikarze nie imponują ani płynnością, ani poprawnością językową. Niusy "Hello Kraków" nie są też wiadomościami typu "tylko u nas". Te same informacje podawały też inne media, z Radiem Kraków, lokalną "Wyborczą", internetowym Love Kraków i lokalnym oddziałem TVP na czele.

Łatwo jednak odnieść wrażenie, że redakcja Hello Kraków milczeniem pomija głosy krytyczne dla urzędowych inicjatyw i tematy niewygodne dla magistratu.

Przeważają te o neutralnym lub pozytywnym wydźwięku: rozmowa o dostępności bibliotek dla niewidomych, popularności książek historycznych, wywiady z Ukraińcami mieszkającymi w Polsce, przeglądy wydarzeń w krakowskich instytucjach kultury, wywiad z odwiedzającą akurat Kraków Martyną Wojciechowską.

Pan prezydent lubi żurek?

Na antenie znalazło się też miejsce na długi wywiad z zaproszonym do studia prezydentem Jackiem Majchrowskim. Wyraźnie zestresowana prowadząca, skrupulatnie używająca formułki "panie prezydencie" przed zadaniem każdego pytania, szerokim łukiem pominęła tematy polityczne. Zaraz przed świętami znalazło się za to miejsce na rozmowę o tradycyjnych wigilijnych potrawach i tradycjach domu Majchrowskich. Nieliczni widzowie dowiedzieli się na przykład, że u pana prezydenta można zjeść i żurek, i barszcz czerwony. Być może to właśnie "Nowa Gościnność" - brak dyskryminacji przy wigilijnym stole ze względu na upodobania kulinarne. Szkoda, że nie usłyszeliśmy nic o majonezie.

Zarzuty o tendencyjność przekazu przeplatają się z tymi o marnotrawstwie miejskich pieniędzy na projekt, który nikogo nie interesuje. Opublikowany 10 stycznia odcinek "Hello Kraków" po 15 godzinach od publikacji na YouTubie nie został obejrzany na tej platformie ani razu. Licznik zazwyczaj zatrzymuje się na poziomie kilkuset wyświetleń - nie przekraczając zwykle liczby dorównującej promilowi mieszkańców miasta. Jedynym wyjątkiem jest wycięty z programu materiał na temat pracy maszynistki pociągu - ponad 160 tys. wyświetleń. Łącznie materiały zanotowały wynik 600 tys. odtworzeń na różnych platformach - zaznaczają przedstawiciele spółki i magistratu.

Na "Hello Kraków" pieniądze są, na transport nie ma

Czy magistrat może być więc zadowolony z programu finansowanego z miejskich pieniędzy?

"Program Hello Kraków powstał, by spełniać oczekiwania widzów – zarówno mieszkańców Krakowa, jak i gości odwiedzających miasto, nie magistratu. Nie jest biuletynem urzędowym, tylko promuje Kraków, pokazując życie w mieście i jego atrakcje" - odpowiada na tak zadane pytanie Anna Latocha z biura prasowego Urzędu Miasta.

"Nie ma żadnego zapotrzebowania ze strony mieszkańców na tworzenie treści w ramach pseudotelewizji wydawanej de facto przez urząd miasta" - odpiera Maciej Fijak, lokalny aktywista i dziennikarz. - "Nie dość, że nie ma zapotrzebowania, to jest wręcz wściekłość ze strony mieszkańców, że zamiast naprawdę potrzebnych wydatków, ciężkie miliony są przepalane w ramach projektu pseudomedialnego, którego i tak nikt nie ogląda. Materiały są mało atrakcyjne, nietrafione i po prostu mdłe. Nieśmieszne żarty czytane z promptera wywołują raczej zażenowanie wśród nielicznych widzów" - ocenia treści prezentowane w programie Fijak.

Miasto rzeczywiście ma wiele wydatków, a finansowanie projektu medialnego zdecydowanie nie jest najpilniejszym. Krakowscy radni sprzeciwili się ostatnio podwyżkom cen biletów. Ale coś za coś - zaznaczają władze zajmującego się komunikacją miejską Zarządu Transportu Publicznego. "Albo dopasujemy ofertę przewozową do obecnego budżetu radykalnie tnąc połączenia, co jest mi dzisiaj bardzo trudno sobie wyobrazić, albo znajdziemy dodatkowe środki" - rozkładał ręce szef ZTP, Łukasz Franek. Bez zwiększonych wpływów z biletów na drogi i tory Krakowa wyjedzie mniej pojazdów, pojadą one też krótszymi trasami.

A więc na propagandę pieniądze są, a na tramwaje i autobusy nie ma - podsumowali sytuację krakowscy aktywiści, proponujący oszczędności wynikające z likwidacji spółki Kraków 5020 przeznaczyć właśnie na załatanie dziur w budżecie na transport publiczny.

Urzędowy program dubluje inne media

"Funkcjonowanie spółki Kraków 5020 pochłania dziesiątki milionów złotych, a wydane pieniądze nie przynoszą mieszkańcom raczej żadnych wymiernych pożytków. Megalomania, nietrafione przedsięwzięcia i olbrzymie koszty działania to tylko początek długiej listy grzechów instytucji" - mówił Krzysztof Kwarciak ze stowarzyszenia Ulepszamy Kraków.

"Fundusze z telewizji można przekierować właśnie na rosnące wydatki związane z komunikacją zbiorową"

- zauważa w rozmowie z OKO.press Joanna Malita-Król z Akcji Ratunkowej dla Krakowa. - "Kolejną sprawą jest wykup terenów zielonych. To już ostatnia chwila, aby ostatnie skrawki zieleni wykupić z rąk prywatnych. Tymczasem w rekordowym - ośmiomiliardowym budżecie zapisano na ten cel jedynie pięć milionów złotych. Trzy razy więcej przewidziano na działania spółki wydającej drugą magistracką telewizję."

Szczególnie że w Krakowie są już lokalne media, których rolę w dużej części zdublował projekt magistratu. Prognoza pogody, informacje o poczynaniach miejskich radnych, planach urzędu czy wydarzeniach kulturalnych pojawiają się cyklicznie, co godzinę, na antenie kilku stacji radiowych z lokalną koncesją. Codzienny telewizyjny program informacyjno-publicystyczny działa od wielu lat - to po prostu "Kronika" w TVP Kraków. Kilka serwisów internetowych publikuje też regularnie internetowe materiały wideo o życiu miasta. Wszystkie te media mają też podstawową przewagę nad projektem magistratu - publikują materiały krytyczne wobec działań urzędników.

PR-owa katastrofa zamiast "Nowej Gościnności"

Smutnym podsumowaniem działalności Play Kraków i "Hello Kraków" jest groźba pozwu skierowana do jednego z mieszkańców. Wezwanie do zaniechania naruszania dóbr osobistych urzędnicy wysłali do Mateusza Jaśki, ostro recenzującego poczynania magistratu na facebookowej stronie "Co jest nie tak z Krakowem". W swoich wpisach podał między innymi, że jedno z dyrektorskich stanowisk w spółce Kraków 5020 zajęła córka jednego z urzędników. Urząd miasta zażądał usunięcia tego i kilku innych krytycznych wobec medialnego projektu postów pod groźbą skierowania sprawy do sądu.

Miał być więc nowy Netflix i "Nowa Gościnność". Zamiast tego mamy niepotrzebne nikomu newsy, tendencyjną publicystykę i groźby pozwów.

Ponad dwuletnia historia miejskiego streamingu z każdym dniem wygląda na coraz większą PR-ową katastrofę - szkoda, że finansowaną z kieszeni mieszkańców miasta.

W pierwszej wersji tekstu błędnie podaliśmy kwotę przeznaczoną na utrzymanie spółki Kraków 2050. 65 mln złotych wynosi budżet na 2022 i 2023 rok zarezerwowany na jej funkcjonowanie, w tym na działalność formatu "Hello Kraków".

Udostępnij:

Marcel Wandas

Reporter, autor tekstów dotyczących klimatu i gospodarki. Absolwent UMCS w Lublinie, wcześniej pracował między innymi w Radiu Eska i Radiu Kraków, publikował też w Magazynie WP.pl i na Wyborcza.pl.

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne