"Nieoficjalnie słyszymy - dajcie sobie spokój, nic tego nie będzie" - mówią agencje zatrudnienia, które bezskutecznie starają się o wizy dla pracowników z Indii i Nepalu. Ambasada RP odmawia bez uzasadnienia. MSZ: mamy za dużo wniosków i za mało pracowników. Kandydaci za odmowę płacą fortunę, za odwołanie drugie tyle

Obywateli Indii i Nepalu jest w Polsce prawie milion. To właśnie na nich liczą pracodawcy obawiający się emigracji Ukraińców, którzy już niedługo mogą zacząć wyjeżdżać do Niemiec. Agencje poszukujące pracowników w Indiach i Nepalu coraz częściej skarżą się jednak na niewyjaśnioną blokadę ze strony ambasady – kandydaci ze wszystkimi potrzebnymi dokumentami dostają odmowy bez uzasadniania, a pracodawcy zostają bez pracowników.

„Komunikacja z ambasadą się urwała. Dostajemy jakieś wymijające odpowiedzi, nikt z pracowników wydziału konsularnego nie chce się z nami spotkać ani wyjaśnić, dlaczego pracownicy, którzy mają już w Polsce wszystkie potrzebne dokumenty, dostają odmowy bez żadnego sensownego uzasadnienia” – mówiła OKO.press B., pracownica jednej z agencji zatrudnienia. „Nieoficjalnie słyszymy – dajcie sobie spokój, nic tego nie będzie”.

Ministerstwo Spraw Zagranicznych zasłania się wzrostem liczby rozpatrywanych wniosków wizowych, z którymi ambasada w New Delhi sobie nie radzi. Zapowiadają współpracę z firmami outsourcingowymi. Nie wiadomo jednak od kiedy. Na razie obywatele Nepalu i Indii napotykają na mur, a agencje pośrednictwa pracy i pracodawcy są w kropce. „Nikt nie wie, dlaczego odmawia się wiz, z ambasadą trudno się skomunikować. Nasza praca robi się coraz trudniejsza, prawie detektywistyczna” – mówi B.

Długi proces

Zaczyna się tak: pracodawca potrzebuje pracowników. To coraz częstszy problem, bo w Polsce (i w całej Europie) brakuje rąk do pracy. Z roku na rok coraz dotkliwiej.

Pod koniec marca 2018 było o 25 proc. więcej nieobsadzonych miejsc pracy niż w marcu 2017. Według szacunków Macieja Wituckiego, szefa firmy Work Service, w tej chwili brakuje od 150 tys. do 200 tys. pracowników. Według MSWiA w latach 2015-2020 „ubędzie blisko 590 tys. osób w wieku produkcyjnym, a w kolejnych latach proces ten się nasili. Łącznie do 2030 roku zasoby pracy zmniejszą się o ponad 1,5 mln osób”.

Pracodawca zwraca się więc do agencji pośrednictwa pracy. Zaczynają się poszukiwania – coraz częściej w Indiach i Nepalu, gdzie chętnych nie brakuje. Kiedy agencja ma już odpowiednich kandydatów, zaczyna się proces pozyskiwania zezwolenia na pracę w Polsce.

Pierwszym krokiem jest uzyskanie testu rynku pracy od starosty, czyli dokumentu, który potwierdza, że w polskim rejestrze bezrobotnych nie ma odpowiednich kandydatów na dane stanowisko. Dokument jest ważny pół roku i jest składany w urzędzie wojewódzkim razem z wnioskiem o pozwolenie na pracę, zaświadczeniem o niekaralności i paszportem.

Jeśli wszystko idzie dobrze, po miesiącu lub dwóch cudzoziemiec dostaje pozwolenie na pracę. Na odwrocie decyzji – pouczenie: jeśli w ciągu 3 miesięcy od daty ważności pozwolenia, cudzoziemiec nie podejmie pracy, trzeba poinformować urząd i wskazać przewidywany termin rozpoczęcia pracy.

B. od roku składa wyjaśnienia i zgaduje kolejne daty. Pracodawcy czekają, a dla potencjalnych pracowników rozpoczyna się kolejny etap walki. Tym razem często bez szans na powodzenie.

Wiza niemożliwa

Pierwsze wyzwanie: umówić się na rozmowę w polskiej ambasadzie. To niezbędny warunek do uzyskania wizy. Niezbędny i często niemożliwy. „Proszę wejść na stronę i spróbować złożyć wniosek, uzyskanie terminu graniczy z cudem” – mówi K., która pracuje w firmie rekrutującej pracowników w Indiach.

Przy składaniu wniosku o wizę w polskim konsulacie trzeba zapłacić 4 900 rupii. To około 280 zł, ale w Indiach, które są jednym z krajów o najniższych płacach na świecie, to więcej niż średnie miesięczne wynagrodzenie w tzw. sektorze nieformalnym (4,6 tys. rupii) w 2018 roku. Średnie wynagrodzenie w sektorze formalnym to 7 tys. rupii.

Do opłaty konsularnej trzeba jeszcze doliczyć koszt dojazdu do Ambasady RP w New Delhi, czasem z drugiego końca Indii albo z Nepalu oraz koszt utrzymania w stolicy (jednym z najdroższych miast Indii) w oczekiwaniu na rozpatrzenie wniosku (ok. 30 dni).

Od odmownej decyzji ambasady można się oczywiście odwołać, ale trzeba wtedy zapłacić 4 900 rupii po raz drugi i znowu czekać na decyzję. A jak tu odwoływać się od decyzji, kiedy nie wiadomo nawet, dlaczego dostało się odmowę?

Powód: inne

Na dokumencie odmowy przyznania wizy, który pokazuje B., zakreślono punkt 9, podpunkt a: „Nie uzasadnił celu lub warunków planowanego pobytu”. W katalogu dostępnych powodów odmowy są jeszcze m.in. względy bezpieczeństwa państwa, brak wystarczających środków finansowych na pobyt w Polsce, zatajenie prawdy, a nawet „uzasadnione wątpliwości co do wiarygodności złożonych przez cudzoziemca oświadczeń odnośnie do celu jego pobytu na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej”.

Punkt 9a to właściwie jedyna opcja, jeśli chce się odmówić komuś wizy bez konieczności uzasadniania. Skoro nie chodzi o kłamstwo ani o wątpliwości co do celu podróży, jak to możliwe, że cudzoziemiec z wszystkimi potrzebnymi zezwoleniami na pracę, listami intencyjnymi i z zapewnionym przez agencję zakwaterowaniem, dostaję odmowę za „nieuzasadnienie celu”?

Tego nie wie nikt, a koszty ponoszą kandydaci odrzucani bez uzasadnienia. „Ci ludzie często sprzedają pół majątku, żeby dojechać do New Delhi, idą na rozmowę, a tam nic. Czasem relacjonują nam potem, że nie zadano im żadnego pytania. Albo jakieś absurdalne, np. jaki jest numer NIP pracodawcy. Torbę i telefon muszą przy tym zostawić w innym pomieszczeniu” – mówi B.

O co jeszcze są pytani? „Co będziesz kupować? Jaka jest różnica między brutto a netto? Czy naprawdę nie znajdziesz tutaj pracy za podobne pieniądze?” – relacjonuje K.

„A potem taka decyzja. Ciągle dostajemy tę samą odmowę. Pytamy konsulat: dlaczego? A oni mówią, że nie powiedzą, bo nie jesteśmy stroną w sprawie. Ale samym ubiegającym się o wizę, też nie udzielają żadnej informacji” – słyszymy od agencji.

B. przekonała jednego z kandydatów, żeby zażądał rozmowy z polskim konsulem i uzasadnienia decyzji. Na pytanie o przyczynę odmowy, wicekonsul miał mu zamachać dokumentem odmowy, mówiąc: tu jest wszystko napisane.

„Mieliśmy 10 kandydatów z Indii. Połowa zrezygnowała już z dalszej walki, załamali się. Walczymy teraz o 16 Nepalczyków” – mówi B.

Indie i Nepal coraz bardziej popularne

„Indie z populacją półtora miliarda ludzi są w stanie dostarczyć pracowników praktycznie każdej specjalności. Najłatwiej pozyskać pracowników do branży budowlanej, produkcyjnej i przetwórczej” – mówił Nikhil Mansharamani z ABC International Placement Services – grupy firm z siedzibą w Delhi rekrutujących pracowników z Indii.

Z danych Urzędu do Spraw Cudzoziemców wynika, że w styczniu 2019 roku 8850 obywateli Indii i 1562 obywateli Nepalu miało ważne dokumenty potwierdzające prawo pobytu w Polsce (zdecydowana większość: pobyt czasowy).

„Obywatele Indii i Nepalu są w Polsce coraz bardziej cenieni jako pracownicy” – mówi B. „Wielu pracodawców wręcz się ich domaga. Doceniają, że są pracowici, optymistyczni, łatwo się adaptują, są wytrwali i przywiązani do miejsca pracy. Pracodawcom bardzo zależy na takich pracownikach, część zraziła się do Ukraińców, którzy częściej zmieniają pracę”.

Agencja, którą reprezentuje B., pracowników ma jednak tylko „z odzysku”. „Trafiają do nas osoby, które już są w Polsce, ale zostały oszukane. Jeden pan pracował w piekarni za 400 zł miesięcznie. Ściągnięcie do Polski nowych pracowników jest na razie praktycznie niemożliwe”.

Nie wiemy, co się dzieje

„Jeszcze rok temu nie było takiej blokady. Sytuacja uległa wyraźnemu pogorszeniu. Nie wiemy dlaczego. Obsada się nie zmieniła, ale czy pojawiły się jakieś nowe wytyczne? Nikt nie odpowiada”- mówi B.

Ambasada w New Delhi kieruje nas do Ministerstwa Spraw Zagranicznych. W odpowiedzi na pytania OKO.press rzecznik MSZ przyznaje, że czas oczekiwania na złożenie wniosku wizowego w polskich urzędach konsularnych na terenie Republiki Indii „wydłużył się znacząco w związku z ogromnym zainteresowaniem otrzymaniem wiz do Polski”. Dlaczego? Według rzecznika z powodu ograniczonego personelu i infrastruktury ambasady.

Według danych MSZ liczba składanych wniosków wizowych wzrosła w ciągu roku o prawie 4 tys. Z 16 108 w 2017 do 19 924 w 2018. Rzecznik poinformował OKO.press, że MSZ pracuje nad wprowadzeniem outsourcingu wizowego na terytorium Republiki Indii. I dodaje, że decyzja o przyznaniu wizy lub nie należy do wyłącznej kompetencji konsula.

Rzecznik MSZ zaprzecza, by imigracja pracowników z Indii i Nepalu była ograniczana lub blokowana.

„Wiemy, że w związku z rosnącą popularnością pracowników z Indii i Nepalu do konsulatu spływa więcej wniosków, powstaje też więcej nierzetelnych firm, które handlują zezwoleniami na pracę” – mówi B. „Tym bardziej zależy nam na możliwości pokazania, że jesteśmy rzetelni”.

„Kiedyś, jeśli pojawiały się jakieś niejasności, chętnie z nami rozmawiano, można się było jako firma uwiarygodnić. Teraz odbijamy się jak od ściany. Niektóre firmy z 90 procent przyznawania wiz pracownikom spadają na 100 proc odmów. Z dnia na dzień. Nie umiemy sobie tego wytłumaczyć” – mówi K. „Polecieliśmy do New Delhi żądać spotkania z konsulem. Wpuszczono nas do ogródka, ani kroku dalej. Odmówiono spotkania”.

Pracownicy pojadą gdzie indziej

Ta relacja powtarza się w rozmowie z każdą agencją, która próbowała rekrutować obywateli Indii lub Nepalu, z którą udało się nam porozmawiać. Podobnymi historiami agencje dzielą się też na stronach branżowych.

„Na początku tego roku nasi agencji znaleźli w Indiach w zaledwie dwa tygodnie 450 pracowników. Mieli przyjechać do Polski na początku lipca, więc mieliśmy siedem miesięcy na przygotowanie. Do dziś nie przyjechała żadna z tych osób, a my nie możemy się nawet dowiedzieć, dlaczego polska ambasada nie chce ich wpuścić do naszego kraju. W odmowie na wniosku jest zazwyczaj podany powód „inne”. Konsulat nie odpowiada na nasze pytania dotyczące tej kwestii” – mówiła Magdalena Wójtowicz, wiceprezes agencji InTemporis.

K. obserwuje tę sytuację z drugiej strony – z perspektywy osoby, która rekrutuje pracowników w Indiach, i zgodnie z tamtejszymi przepisami musi im zagwarantować odpowiednie warunki w nowym miejscu. „Byłam w ambasadzie wielokrotnie, kontakt był dobry, zawsze nas uspokajano, szukano sposobu, żeby odsiać nierzetelne firmy, żeby nie być ani drzwiami do Europy, ani wrotami do piekła oszukanych imigrantów”.

„Nagle z kilku firm, z którymi współpracujemy od dawna, wizy dostaje tylko jedna. Nie wiemy, dlaczego akurat ta. Jeśli tak dalej pójdzie, to skoncentrujemy się na innych rynkach, takich jak Czechy czy Belgia” – mówi K.


OKO pilnuje,
żeby Polska nie wyszła z Europy.
Wesprzyj nas, byśmy mogli działać dalej.

Absolwentka MISH na UAM, ukończyła latynoamerykanistykę w ramach programu Master Internacional en Estudios Latinoamericanos. 3 lata mieszkała w Ameryce Łacińskiej. Polka z urodzenia, Brazylijka z powołania. W OKO.press pisze o zdrowiu, migrantach i pograniczach więziennictwa (ośrodek w Gostyninie).


Masz cynk?