Ponad połowa holenderskich biskupów między 1945 a 2010 rokiem ukrywała przypadki molestowania dzieci przez księży, a czterech hierarchów samodzielnie dobierało się do dzieci. Przesuwali z parafii do parafii duchownych nawet po wyrokach, co skutkowało rosnącą liczbą ofiar. W Polsce księży pedofilów ukrywał kard. Nycz, ale nie poniósł żadnych konsekwencji

O problemie pedofilii w holenderskim kościele pisze dla OKO.press Ekke Overbeek, korespondent dziennika „Trouw” w Polsce, autor książki „Lękajcie się” z 2013 roku, w której zebrał świadectwa kilkunastu ofiar polskich księży pedofilów.


Wydawało się, że skandale pedofilskie w holenderskim kościele rzymskokatolickim zostały już prześwietlone od „a” do „z”. Tuż po tym, gdy w 2010 roku wybuchł pierwszy skandal powołano komisję Deetmana, która po niespełna dwóch latach badań doszła do wniosku, że w Niderlandach między 1945 a 1981 od 10 tys. do 20 tys. dzieci było seksualnie napastowanych przez księży. Liczbę przypadków ciężkich form molestowania szacowano na kilka tysięcy. W około tysiącu przypadków chodziło o gwałt.

W następnych latach ofiary mogły się zwrócić do Punktu Zgłoszeń Molestowania w Kościele Katolickim, gdzie przyznano im zadośćuczynienie finansowe w zależności od ciężaru doznanych krzywd. Punkt Zgłoszeń był organem powołanym przez episkopat oraz zakony na polecenie komisji Deetmana. W ciągu siedmiu lat zgłosiło się 3712 ofiar. Nie odbyło się to bez kontrowersji, rzecz jasna, ale wybierając taki rodzaj instytucji ad hoc, udało się w miarę szybko rozpatrzyć tak wiele spraw bez obciążania sądów. Poza tym w ten sposób można było przyznać odszkodowania w sprawach przedawnionych, za które zapłacił Kościół. Pierwszego stycznia 2018 roku Punkt Zgłoszeń przestał działać.

Połowa biskupów kryła pedofilów

Mimo to, na fali oburzenia spowodowanej przez raport o rozmiarach przestępstw seksualnych w Pensylwanii, gazeta NRC Handelsblad postanowiła wrócić do materiałów zebranych przez komisję Deetmana oraz Punkt Zgłoszeń. W artykule z 14 września podsumowała wyniki ich prac.

Rezultat jest swoistą listą hańby, umieszczono na niej nazwiska i zdjęcia. Na 39 biskupów holenderskich dwudziestu, wśród nich dwóch kardynałów kryło gwałcicieli dzieci, a czterech z nich samodzielnie popełniało przestępstwa.

Wśród nich są znane nazwiska uczestników debaty publicznej lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych, którzy bronili Kościoła tradycyjnego, propagowanego przez polskiego papieża Jana Pawła II.

NRC podkreśla, że historie, których wysłuchała holenderska komisja, nie były mniej szokujące, niż te z Pensylwanii.

Na przykład w 1969 roku wyszło na jaw, że kapelan w mieście Maastricht molestował sześcio-, siedmioletnie dziewczynki. Zamiast kary otrzymał parafię w miasteczku Thorn. Mimo że proboszcz dalej wykorzystywał dzieci, kolejny biskup przesuwał go z parafii do parafii. „Zwiedzając” w ten sposób całą prowincję Limburgię, przez dwadzieścia lat mógł bezkarnie robić swoje.

W 1990 został złapany we wsi Ospel, gdzie przez lata gwałcił ministranta. Proboszcz zabił się, wjeżdżając w drzewo samochodem. Według diecezji liczba ofiar ogranicza się do dziewięciu. Dostały one łącznie 750.000 euro zadośćuczynienia. Organizacje broniące praw ofiar są przekonane, że było ich znacznie więcej.

Nie wszyscy molestowani przez księży chcą wracać do przeszłości. Wielu z nich jest już w podeszłym wieku.

Większość spraw przypada na lata 50., 60., kiedy Kościół jeszcze sprawował rząd dusz na południu kraju. Sprawcy już dawno są na emeryturze lub nie żyją. Wszystkie sprawy są przedawnione.

Kościół w zeszłym tygodniu raz jeszcze przeprosił, potwierdzając, że informacje zawarte w artykule są prawdziwe. „W Kościele, którego zadaniem jest głosić Ewangelię Chrystusa, nigdy nie powinno dojść do wykorzystywania seksualnego. Odpowiedzialność za to ponoszą przede wszystkim biskupi. Dlatego bardzo żałujemy, że niektórzy biskupi nie stanęli na wysokości zadania, lub nawet sami dopuszczali się wykorzystywania seksualnego” – napisał episkopat Niderlandów w reakcji na publikację NRC.

Kościół wciąż zakłamany

Nie wiadomo, czy to ostatnie słowo w sprawie. Nie da się wykluczyć, że opinia publiczna raz jeszcze zostanie zaskoczona. Tak było w 2016 roku. Punkt Zgłoszeń Molestowania pracował pełną parą przy pełnej współpracy Kościoła. Tak przynajmniej się wydawało. Duchowni kajali się i obiecywali zrobić wszystko, żeby wyjaśnić każdą sprawę i zapewnić zadośćuczynienie każdej ofierze.

Tymczasem w marcu 2016 roku media odkryły, że ten sam Kościół po cichutku, za plecami organizacji ofiar i władz publicznych, kupuje milczenie molestowanych,

którzy nie zgłosili się jeszcze do Punktu Zgłoszeń. Podejście znane wszędzie tam, gdzie Kościół jest oskarżany: pieniądze za milczenie. Jedna trzecia wszystkich przypadków, które zostały wtedy ujawnione – 342 z 1045 – została załatwiona właśnie w ten sposób: ofiara dostała pieniądze, a w zamian miała milczeć.

Możliwe, że holenderski kościół wciąż czekają kolejne skandale pedofilskie. Jednak nawet jeśli jeszcze cokolwiek wyjdzie na jaw, skala tych odkryć będzie prawdopodobnie niewielka w porównaniu z tym, co do odkrycia jest w Polsce, gdzie temat molestowania seksualnego w Kościele został ledwo poruszony. Kiedy w marcu 2013 roku kardynałowie z całego świata mieli wyruszyć do Rzymu, aby wybrać następcę Benedykta XVI, oburzenie wzbudził fakt, że wśród nich byli tacy, którzy tuszowali sprawy pedofilskie. Najgłośniejszy był przypadek kardynała Rogera Mahony’ego z Kalifornii; 10 tysięcy osób podpisało się pod apelem o wyłączenie go z konklawe. Postanowiłem więc napisać o polskim kardynale, który również wziął w nim udział.

Nycz krył księży pedofilów

W 2005 roku kardynał Kazimierz Nycz umieścił, jeszcze jako biskup diecezji koszalińsko-kołobrzeskiej, księdza Jerzego Ubermana w parafii w Barcinie. Fakt, że Uberman był już skazany za wykorzystywanie małoletnich, widać mu w tym nie przeszkadzał. Wiadomość, że ten ksiądz jest pedofilem dotarła do kurii w Koszalinie już w 1987 roku. Ta sprawa już dawno temu była opisana, ale jak widać, w Polsce to wciąż za mało, żeby podważyć autorytet kardynała.

Inny przypadek miał miejsce już w Warszawie. Tu zachowanie kardynała było co najmniej dwuznaczne. Matka, która skarżyła się u niego na sędziwego księdza, który według niej molestował jej sześcioletnią córkę, nie dostała odpowiedzi od kardynała. Zamiast tego dostała wezwanie do sądu, gdzie ksiądz, poinformowany przez kardynała, oskarżył ją o pomówienie. Sąd przyznał rację matce. Sprawy sądowej dotyczącej molestowania nie doprowadzono do końca, bo ksiądz zmarł.



Powiązane:

Lubisz nas?

Powiedz o tym innym