02 grudnia 2020

Holendrzy wściekli na Polskę. Chcą skargi do Trybunału Sprawiedliwości UE

Uchwała holenderskiego parlamentu pokazuje determinację Holandii, by przyjąć rozporządzenie "pieniądze za praworządność" w obecnym kształcie, przeciwko czemu wciąż protestują Polska i Węgry. Większość państw Unii liczy na kompromis i wierzy, że uda się odblokować finansową pomoc na walkę ze skutkami pandemii jeszcze przed końcem roku

"Tematy rozmowy dotyczyły między innymi koordynacji stanowisk w zakresie negocjacji budżetowych. Stanowisko Polski i Węgier jest jasne. Oczekujemy ze strony prezydencji niemieckiej na propozycję w tym zakresie" - powiedział rzecznik polskiego rządu Piotr Müller po spotkaniu premierów Morawieckiego i Orbána w Warszawie 30 listopada 2020.

Identyczny komunikat przekazał mediom dzień wcześniej szef gabinetu prezydenta Krzysztof Szczerski.

W Brukseli trwa kolejna tura negocjacji budżetowych. Przewodniczy im rząd Niemiec sprawujący prezydencję w Radzie UE. Budżet na lata 2021-2027 wraz z Funduszem Odbudowy UE na walkę z koronakryzysem byłby już przyjęty, gdyby 16 listopada wstępnie nie zawetowały go Polska i Węgry.

Nie chodziło zresztą o sam budżet. PiS i Fidesz w ten sposób protestują przeciwko przyjęciu przez Unię mechanizmu powiązania wypłat funduszy UE z praworządnością. Deklarują, że bronią Unii, traktatów i swojej suwerenności. W rzeczywistości obawiają się, że mechanizm mógłby posłużyć do karania ich za niedemokratyczne "reformy".

W poniedziałek 30 listopada 2020 Angela Merkel przyznała, że obie strony będą musiały pójść na ustępstwa.

"To właśnie jest cel polityki - ze sprzecznych punktów widzenia wypracować taki wynik, z którym każdy będzie mógł żyć. Nie uda się bez kompromisu" - powiedziała.

Na kompromis przed końcem roku liczy dziś zdecydowana większość państw UE. Niektóre mają jednak dość tego, że Polsce i Węgrom - które dostają z Unii ogromne pieniądze - wszystko wydaje się uchodzić na sucho.

1 grudnia 2020 holenderski parlament przyjął uchwałę, w której wzywa premiera Marka Rutte, by ten zaskarżył Polskę do Trybunału Sprawiedliwości UE.

Holendrzy chcą skargi do TSUE

Posłowie i posłanki z izby niższej Stanów Generalnych (nazwa dwuizbowego parlamentu Holandii) chcą, by Rutte do 1 lutego 2021 przedstawił im sprawozdanie z przygotowania takiej skargi.

Holandia, według parlamentarzystów, mogłaby pozwać Polskę wspólnie z "innymi podobnie myślącymi państwami".

Chodzi o skorzystanie z procedury zawartej w art. 259 Traktatu o Funkcjonowaniu UE: "Każde Państwo Członkowskie może wnieść sprawę do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej, jeśli uzna, że inne Państwo Członkowskie uchybiło jednemu ze zobowiązań, które na nim ciążą na mocy Traktatów".

Użycie tej klauzuli wymagałoby wpierw poddania wniosku pod ocenę Komisji Europejskiej, której opieszałość również krytykuje holenderski parlament. Chodzi o niewykonywanie postanowień TSUE w sprawach o naruszenie przez rząd PiS zasady praworządności. Holenderscy posłowie wskazują m.in. na to, że Polska, wbrew postanowieniu Trybunału o środku tymczasowym, nadal nie zamroziła Izby Dyscyplinarnej SN. Ta niedawno uchyliła immunitet sędziemu Igorowi Tulei.

O ile uchwała parlamentu - podobnie jak polskiego Sejmu - nie ma wiążącej mocy prawnej, to pokazuje, jakie nastroje panują obecnie w Holandii. Zwłaszcza w kontekście trwających negocjacji budżetowych i polskiego weta. Dominującym uczuciem jest zniecierpliwienie. Holendrzy, którzy niechętnie zgodzili się na rekordowy budżet UE, nie wyobrażają sobie, by teraz zrezygnować z ochrony tego budżetu przed nadużyciami.

Uchwała pokazuje determinację Holandii, by przyjąć rozporządzenie "pieniądze za praworządność" w obecnym kształcie, przeciwko czemu wciąż protestują Polska i Węgry.

Portugalczycy dementują poparcie

Z Holandii płyną najgłośniejsze słowa krytyki wobec polskiego rządu. Ale wbrew zapewnieniom polityków PiS z sojusznikami ogólnie jest krucho.

Europoseł Witold Waszczykowski po piątkowym (27 listopada) spotkaniu Rady UE zapewniał, że zyskaliśmy sojusznika w rządzie Portugalii. Wypowiedź Waszczykowskiego podchwyciły prorządowe media i na chwilę Portugalczycy stali się przyjaciółmi "suwerennych narodów".

Portugalski rząd zareagował na te doniesienia 1 grudnia 2020.

"Poszanowanie praworządności było dla rządu zawsze czerwoną linią i nie jest prawdą, że zmieniliśmy stanowisko w tej sprawie" – napisał portugalski MSZ.

Resort przypomniał także słowa premiera António Costy, który niepublicznie mówił, że kraje, które nie szanują wartości UE, powinny ją opuścić.

"Z naszego punktu widzenia nie można wznowić negocjacji z ​​lipcowego szczytu Rady Europejskiej, ani tych, które doprowadziły do ​​porozumienia między Radą a Parlamentem Europejskim" - powiedział minister spraw zagranicznych Augusto Santos Silva. Zaznaczył, że Portugalia popiera mechanizm powiązania funduszy z praworządnością w wersji uzgodnionej przez PE i Radę 5 listopada 2020.

Portugalczycy znaleźli się w trudnym położeniu, bo 1 stycznia 2021 obejmą po Niemcach prezydencję w Radzie. Zdecydowanie woleliby, aby państwa członkowskie dogadały się w sprawie budżetu przed końcem roku, by nie musieć zaczynać kadencji od negocjacji z Węgrami i Polską.

Portugalii zależy na kompromisie także dlatego jest jednym z krajów szczególnie mocno dotkniętych przez pandemię. Z utęsknieniem czeka na pomoc z Funduszu Odbudowy (Portugalczycy mają z niego otrzymać 14,8 mld euro samych grantów), który pozostaje zablokowany przez polskie i węgierskie weto.

Europa czeka na kompromis

Na szybkim przyjęciu i uruchomieniu Funduszu zależy większości państw członkowskich. Dlatego do stanowiska Polski i Węgier podchodzą dyplomatycznie.

W OKO.press pisaliśmy m.in. o podejściu włoskiego rządu, który pieniądze z Funduszu uwzględnił już w korektach budżetowych. Władze Włoch wyrażają nadzieję, że uda się wypracować kompromis. Gospodarka jest w coraz gorszym stanie, a w zawieszeniu czeka 77 mld euro.

Nad kompromisem wciąż pracuje rząd Niemiec. Niemcom zależy na przyjęciu budżetu, by pokazać skuteczność swojej prezydencji w Radzie UE. Ale nie tylko. Powołanie do życia Funduszu Odbudowy to historyczny moment w dziejach UE. Państwa członkowskie decydują się na zacieśnienie współpracy, emitując wspólne obligacje.

Podjęcie tak istotnej decyzji byłoby pięknym prezentem dla Angeli Merkel na ostatnią kadencję u władzy. Dlatego Niemcy nie rezygnują z prób przekonania Polski i Węgier do wycofania weta.

PiS podkreśla, że ma zakulisowych sojuszników w postaci państw Grupy Wyszehradzkiej, Słoweńców czy Bułgarów. Jak na razie jednak żaden z tych krajów nie przyłączył się oficjalnie do polskiego i węgierskiego weta.

Europejczykom trudno pojąć, dlaczego Polska i Węgry, które dostają z Unii tak duże finansowe wsparcie, blokują przyjęcie ambitnego budżetu. W tym pomocy dla samych siebie.

Z pewnością efektem ubocznym weta jest to, że wiele osób w całej UE po raz pierwszy usłyszało o polskich i węgierskich problemach z praworządnością.

Udostępnij:

Maria Pankowska

Dziennikarka śledcza OKO.press, absolwentka ILS UW i College of Europe. Wcześniej pracowała m.in. w Komisji Europejskiej, na Uniwersytecie Narodów Zjednoczonych w Tokio oraz w Polskim Instytucie Dyplomacji.

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne