Beata Szydło proponuje tyle, co nic: podwyżkę 5 proc. we wrześniu, czyli sześć razy mniej niż żądają nauczyciele. Rząd chce też wycofać się z pomysłu Zalewskiej, która wydłużyła ścieżkę awansu nauczycielskiego oraz zadekretować - kosztem samorządów - wysokość dodatku za wychowawstwo. Nawet dla „S” to jest nie do przyjęcia. Rząd poprosił o przerwę i "liczy"

Tuż przed 12.00 rząd poprosił o „przerwę techniczną” po tym, jak wszystkie trzy związki zawodowe (OPZZ, FZZ i „Solidarność”) odrzuciły propozycję zgłoszoną w I turze. Briefing Beaty Szydło został przełożony. Jak powiedział OKO.press Jan Guz, szef OPZZ, „siedzą, liczą i konsultują się”.

Rząd obiecywał, że na drugie negocjacje z nauczycielskimi związkami zawodowymi w Radzie Dialogu Społecznego przyjdzie z konkretnymi propozycjami. 1 kwietnia 2019, po pierwszej godzinie negocjacji wicepremier Beata Szydło na briefingu prasowym odkryła karty, a raczej blotki.

Wśród wymienionych propozycji pojawiły się tylko dwie nowe:

  • skrócenie ścieżki awansu zawodowego dla stażysty do dziewięciu miesięcy (ścieżkę w październiku 2017 wydłużyła o rok – do roku i 9 miesięcy – sama minister Anna Zalewska);
  • ustalenie stałego centralnego dodatku za wychowawstwo (do tej pory jego wysokość była ustalana przez samorządy, średnia w kraju to 137 zł).

Ustalenie wysokości tego dodatku oznaczałoby de facto przerzucenie na samorządy kosztów podwyżki. Tymczasem, jak analizowało OKO.press, są one obciążone bardziej niż kiedykolwiek: samorządy dopłacają do edukacji już 23 mld rocznie.

Szydło powtórzyła styczniową propozycję rządu, zgodnie z którą wynagrodzenie zasadnicze ma wzrosnąć o 5 proc. we wrześniu 2019 roku, co oznacza dla nauczycieli kwoty rzędu 150-200 zł. Zapytana, czy do przyspieszenia wypłaty pieniędzy zaplanowanych na styczeń 2020 potrzebna jest nowelizacja budżetu – odparła, że pieniądze na ten cel (ok. 1 mld zł) są już zabezpieczone.

Związki zawodowe odrzucają stare-nowe propozycje

Propozycję rządu odrzuciły wszystkie związki zawodowe. Prezes ZNP Sławomir Broniarz podkreślił, że nauczyciele oczekują podwyższenia wynagrodzenia zasadniczego, a nie przerzucania się dodatkami. Przedstawiciel Forum Związków Zawodowych dodał, że strona rządowa ignoruje to, co dzieje się w placówkach. „To parcie do konfliktu społecznego”.

Na „nie” jest nawet nauczycielska „Solidarność”. Choć oczekiwania „S” rozmijają się postulatami ZNP, Ryszard Proksa ogłosił, że „oczekują na drugą turę, mając nadzieję, że w rządzie nastąpi jakaś refleksja”. Według naszych informacji podczas I tury Proksa próbował forsować propozycję „Solidarności”, ale nawet ona została zignorowana.

Propozycje „S” – 15 proc. podwyżki kwoty bazowej wobec 2018 roku, czyli – jak pisaliśmy – de facto 10 proc. podwyżki wobec obecnych zarobków, są według „S” realne nawet w tym budżecie. Zwłaszcza, że rząd ma już „zabezpieczone” pieniądze na 5 proc. podwyżki we wrześniu.

Postulat „S” oznacza de facto „5 proc. netto” w stosunku do propozycji rządu.

Sławomir Broniarz, szef ZNP, mówił OKO.press przed negocjacjami: „Zadałem w niedzielę pytanie, czy Ryszard Proksa jako szef nauczycielskiej »Solidarności« jest w stanie poprzeć powszechnie akceptowany przez nauczycieli postulat podwyżki płac o 1000 zł, czy też idzie na rozmowy z rządem osobno. Bo przecież żądanie 15 proc. podwyżki w stosunku do 2018 roku, to zdrada strajkujących. I gorzki Prima Aprilis, który nauczycieli nie rozbawi, ale – jakby to ująć łagodnie – zdenerwuje”.

Od 11.00 trwa druga tura negocjacji.

Strajk ze wsparciem rodziców

o 10:00 pod Centrum Dialogu Społecznego w Warszawie zebrała się grupa rodziców reprezentujących społeczne inicjatywy (m.in. Inicjatywa Nie dla chaosu w szkole, Fundacja Rodzice Mają Głos, Inicjatywa Szkoła to nie eksperyment), by okazać wsparcie nauczycielom walczącym o wyższe płace. Olgierd Porębski mówił: „Nie zgadzamy się na przerzucanie winy za strajk na nauczycieli. Znaczące podwyżki wynagrodzeń w oświacie są niezbędne jako pierwszy krok reformy edukacji. Rząd powinien poważnie potraktować strajk i toczące się za naszymi plecami negocjacje. Nie rozumiem, dlaczego nie biorą w nich udziału osoby, które (…) decydują o pieniądzach. Oczekujemy, że negocjacje będzie prowadził premier Mateusz Morawiecki, a rząd załatwi sytuację zanim strajk wybuchnie”. 

Od rządu rodzice oczekują też planu ratunkowego dla polskiej szkoły i przeprowadzenia długotrwałej i przemyślanej reformy, która nie będzie eksperymentem na dzieciach i młodzieży. Wśród niezbędnych zmian wymieniali:

  • likwidację dwuzmianowości;
  • zmniejszenie liczebności klas;
  • odchudzenie programów nauczania i usunięcie z nich treści anachronicznych;
  • eliminacji ze szkoły treści przesiąkniętych indoktrynacją religijną;
  • przywrócenie nauczania integracyjnego i umożliwienie nauki w trybie indywidualnym w szkołach;
  • wprowadzenie rzetelnej edukacji seksualnej jako edukacji o zdrowiu;
  • edukacji antydyskryminacyjnej jako nauki o poszanowaniu godności każdego człowieka.

Przypominali też, że za chaos w oświacie odpowiada PiS. „Nauczyciele powinni być strażnikami jakości edukacji. Całą winą za obecny stan edukacji obarczamy rząd, który wprowadził nieprzygotowaną i nieprzemyślaną reformę edukacji. To przez nich nasze dzieci z roczników 2003- 2006 stały się ofiarą eksperymentu politycznego. Nazywane są pokoleniem straconym. Nie godzimy się na to.

Nie godzimy się też na fałszywą troskę o uczniów i przeprowadzenie egzaminów. Egzaminy nie uratują naszych dzieci, kiedy zagraża im cały chory system. Występujemy u boku nauczycieli, ze wsparciem samorządów, i wszyscy razem żądamy dobrej edukacji dla naszych dzieci”. 


Dziennikarz, aktywista, filozof bez dyplomu. Publikował m.in. w "Gazecie Wyborczej" i "Codzienniku Feministycznym". Laureat nagrody "Pióro Nadziei 2018" przyznawanej przez Amnesty International za dziennikarstwo zaangażowane. Nominowany do nagrody "Zielony Prus" Stowarzyszenia Dziennikarzy RP za wyróżniający start w zawodzie. W OKO.press pisze o edukacji, prawach człowieka, społeczeństwie obywatelskim i polityce społecznej.


Powiązane:

Lubisz nas?

Powiedz o tym innym