Zimowe Igrzyska Olimpijskie odbywają się w cieniu geopolitycznych turbulencji. Padają pytania o przyszłość zimowego sportu w czasach zmiany klimatu. Na nastrój polskich olimpijczyków i olimpijek wpływają także lokalne wojenki działaczy.
Amerykanie starają się unikać słowa „lód” (ice), Włosi przyjmują rosyjskich sportowców, a organizatorzy pracowicie naśnieżają areny najważniejszej dla zimowych dyscyplin imprezy sportowej 4-lecia.
W piątek 6 lutego oficjalnie startują Zimowe Igrzyska Olimpijskie. Igrzyska odbywają się po raz 25. i potrwają do 22 lutego. 92 kraje wystawią swoich sportowców rywalizujących w 16 dyscyplinach. Rozegranych zostanie 116 zawodów. Choć miastami-gospodarzami wydarzenia są Mediolan i Cortina d'Ampezzo, rywalizacje w różnych dyscyplinach zaplanowano w miejscach rozsianych po całych północnych Włoszech — między innymi w Predazzo czy Bormio.
Igrzyska zakończy ceremonia w oddalonej od alpejskich stoków Weronie.
W szranki o medale stanie ponad 1,5 tysiąca mężczyzn i ponad 1,3 tysiąca kobiet. Wśród nich będzie 59 sportowców z Polski. Zawodnicy często powtarzają, że przed najważniejszymi wyzwaniami w karierze trzeba skupić się wyłącznie na sporcie. We Włoszech będą mieli jednak utrudnione zadanie. Wielkich sportowych imprez nie można przecież oddzielić od kontekstu politycznych czy społecznych napięć, a tych na świecie nie brakuje.
Na początku spójrzmy na polskie podwórko. Naszym olimpijczykom na pewno nie pomogła nerwowa atmosfera wokół starcia pomiędzy szefem Polskiego Komitetu Olimpijskiego – Radosławem Piesiewiczem, a prezesem Polskiego Związku Narciarskiego – Adamem Małyszem. Poszło o dwójkę alpejczyków.
Rządzony przez Adama Małysza PZN do udziału w Igrzyskach zaprosił Piotra Habdasa i Nikolę Komorowską. PKOl, do którego należy ostateczna decyzja o składzie polskiej kadry, cofnął obie te decyzje i postanowił wysłać do Włoch Michała Jasiczka i Anielę Sawicką. W przypadku tej drugiej sprawa jest dość jasna – to Sawicka spełniała warunki ustalone przez PZN, a Piesiewicz słusznie zarzucił Związkowi łamanie własnych zasad. W przypadku Michała Jasiczka sytuacja jest nieco inna – to narciarz, który nie spełniał wielu wymogów przedstawionych przez Związek.
Oba te spory są odbiciem wojny na górze pomiędzy Piesiewiczem a Małyszem, który od dawna ostro krytykuje prezesa PKOl. Legendarny skoczek zwracał uwagę między innymi na problemy z opłaceniem personelu dla Olimpijczyków z Paryża (2024), które kontrastowały z bajecznie wysokim uposażeniem szefa Komitetu.
Piesiewicz chciał się więc odwinąć Małyszowi za tę i inne krytyczne wypowiedzi. Obaj panowie przed Igrzyskami zostali zaproszeni na rozmowę przez ministra sportu Jakuba Rutnickiego. Z nim Piesiewicz również pozostaje w konflikcie. Podobnie było zresztą z jego poprzednikiem, Sławomirem Nitrasem. Działacze nie doszli do porozumienia, za to Rutnicki do ostatniej chwili czekał na potwierdzenie akredytacji pozwalającej wyjechać na Igrzyska. Prezes PKOl potwierdził jej przyznanie dopiero 3 lutego. Najsmutniejsze, że choć w polskiej kadrze nie brakuje większych i mniejszych szans na medale, to zawodnicy, od których rozpoczęła się awantura, są daleko poza gronem faworytów.
Są jednak sprawy, co do których Małysz z Piesiewiczem mogą się zgodzić. Wśród nich z pewnością jest kwestia dopuszczenia Rosjan i Białorusinów do rywalizacji na najwyższym poziomie.
„Z mojego punktu widzenia Rosjanie nie powinni mieć możliwości, by uczestniczyć w rywalizacji sportowej” – mówił szef PKOl-u. „Z tego co wiem, minister Jakub Rutnicki będzie interweniował w sprawie dopuszczenia Rosjan do igrzysk. Ale mówiąc szczerze: wątpię, że coś zdziała” – dodawał Małysz.
Władze MKOl-u stwierdziły jednak, że Rosjanie i Białorusini zostaną dopuszczeni do rywalizacji – ale tylko, jeśli udowodnią polityczną neutralność.
„Jesteśmy organizacją sportową. Rozumiemy politykę i wiemy, że nie działamy w próżni. Ale naszą dziedziną jest sport. Oznacza to, że sport musi pozostać neutralnym terenem. Miejscem, w którym każdy sportowiec może swobodnie rywalizować, bez ograniczeń ze strony polityki lub podziałów między rządami” – przekonywała szefowa MKOl-u, Kristy Coventry.
Rosjanie i Białorusini w końcu dostali zielone światło na start w 14 z 16 dyscyplinach. Nie zezwolono na ich występ w dyscyplinach zespołowych, czyli curlingu i hokeju na lodzie, choć międzynarodowi działacze tej ostatniej dyscypliny wyraźnie tego wyczekiwali. Ci, którzy przybyli do Włoch, nie mogą pokazywać swoich barw narodowych, w razie wygranej nie usłyszą swojego hymnu – podobnie, jak dwa lata temu w Paryżu. „Neutralna” drużyna liczy 20 osób, w tym 13 z rosyjskim paszportem.
By pojawić się we Włoszech, Rosjanie i Białorusini musieli wystąpić do MKOl o status zawodnika neutralnego, a sportowi działacze sprawdzali, czy nie są powiązani z władzą. Chodziło na przykład o przynależność do organizacji politycznych i publiczne wypowiedzi chwalące reżim i popierające wojnę przeciw Ukrainie. Z uczestnictwa miał eliminować również warunek przynależności do armii, co wykluczało z wyjazdu do Włoch między innymi piewcę reżimu Władimira Putina biegacza narciarskiego Aleksandra Bolszunowa.
W przeddzień Igrzysk media donosiły jednak, że sito MKOl-u jest dziurawe. Do rywalizacji dopuszczono Sawelija Korostiełowa, przedstawianego przez jego klub jako „narciarza wojskowego”, którego wpisy w internecie jasno sugerują poparcie dla władzy – donosili dziennikarze BBC. To jeden z czterech rosyjskich zawodników, którzy wzbudzili podejrzenia dziennikarzy brytyjskiej stacji.
Wątpliwości wywołała też reputacja członka komisji MKOl, która decyduje o neutralnym statusie, prezesa Międzynarodowej Federacji Gimnastycznej Morinariego Watanabe. Japończyk w marcu miał pojawić się w Moskwie i spotkać się z Nikitą Nagornym, rosyjskim gimnastykiem popierającym Putina. Wcześniej Watanabe wspierał dopuszczenie Rosjan i Białorusinów do udziału w zawodach międzynarodowych, przekonując, że nie można łączyć sportu z polityką.
Argument o apolityczności sportowej rywalizacji działa bez ograniczeń w przypadku Izraela, którego 9-osobowa kadra wyjechałą do Włoch mimo protestów hiszpańskich władz.
Politycznych wątków nie można zignorować również w kontekście udziału amerykańskich zawodników we włoskich Igrzyskach. Stany Zjednoczone przysyłają do Mediolanu i Cortiny najliczniejszą, bo 200-osobową reprezentację. Kadra USA jest też faworytem do zwycięstwa w klasyfikacji medalowej. Władze krajów wysyłających delegacje do Włoch mają prawo do zapewnienia bezpieczeństwa oficjelom siłami własnych służb. Nie inaczej będzie w przypadku Amerykanów, których podczas otwarcia Igrzysk reprezentować będą Sekretarz Stanu Marco Rubio i wiceprezydent J.D. Vance. We Włoszech pojawią się również amerykańscy dyplomaci niższego szczebla.
Problem w tym, że ochraniać ich mają agenci Urzędu Celno-Imigracyjnego, znanego szerzej pod akronimem ICE. To służba osławiona masowymi brutalnymi zatrzymaniami imigrantów i atakami przeciwko obywatelom Stanów Zjednoczonych. W operacjach w Minneapolis agenci ICE zastrzelili dwie osoby z amerykańskimi paszportami: Renee Nicole Good i Alex Pretti.
„To siły policyjne, które funkcjonują w zupełnie nielegalny sposób” – komentował burmistrz Mediolanu Giuseppe Sala. Przez miasto przechodzą manifestacje, protesty są zaplanowane również na dzień inauguracji zawodów.
Amerykanie obiecują, że agenci ICE we Włoszech będą niemal niezauważalni, co potwierdza również minister spraw wewnętrznych Włoch Matteo Piantedosi. Zapewnił, że agenci zagranicznych służb nie będą mieli „zdolności operacyjnych” na terytorium Włoch i będą uzależnieni od włoskich służb, co reguluje włoskie prawo i porozumienia podpisane pomiędzy Rzymem a Waszyngtonem.
„Obecność personelu powiązanego z agencją ICE nie jest bynajmniej nagłą i jednostronną inicjatywą mającą na celu podważenie naszej suwerenności narodowej, jak niektórzy to przedstawiają, ale wypełnieniem prawnie wiążącej umowy międzynarodowej zawartej przez Włochy" – mówił Piantedosi we włoskim parlamencie.
Przedstawiciele amerykańskiego sportu starają się jednak, nomen omen, dmuchać na zimne, i przemianowali jedno ze swoich centrów organizacyjnych z „Domu Lodowego” (niefortunne „Ice House”) na „Dom Zimowy” („Winter House”).
Zimowe Igrzyska Olimpijskie mogłyby przetrwać turbulencje polityczne. Z pewnością nie przetrwają jednak bez śniegu. Przełom 2025 i '26 roku przyniósł Europie pogodę, której dawno nie widzieliśmy. Pokrywa śnieżna dochodziła daleko na zachód i południe. Na początku lutego w alpejskich kurortach północy Włoch temperatury dochodzą jednak do 6-7 stopni powyżej zera. Mróz chwyta jedynie w nocy, a sztucznie dośnieżane są nawet położone wysoko stoki narciarskie.
Zima wycofuje się z zimowego sportu – wskazują autorzy badania Uniwersytetu Waterloo oraz Uniwersytetu w Innsbrucku. Organizatorzy Igrzysk w Pekinie w 2022 roku wszystkie zawody organizowali na sztucznym śniegu. W przyszłości stanie się to normą. Według analizy badaczy do połowy XXI wieku liczba miejsc na świecie, gdzie możliwe będzie przeprowadzenie zimowej rywalizacji, skurczy się z 96 do 52. Tylko cztery lokalizacje z tej listy poradzą sobie bez sztucznego naśnieżania — to Niseko w Japonii, Tierskol na północnm Kaukazie w Rosji oraz Val d’Isère i Courchevel we Francji.
Klimatyczni aktywiści apelowali przed Igrzyskami o zerwanie współpracy organizatorów z włoskim naftowym gigantem Eni. Naukowcy z kolei wskazują na potężny ślad węglowy imprezy, związany między innymi z koniecznością sztucznego naśnieżania. Emisje związane z organizacją wydarzenia to ekwiwalent ok. 930 tys. ton dwutlenku węgla – wynika z raportu Olimpics Torched autorstwa think-tanku New Weather Institute.
Około 410 tys. ton to klimatyczny koszt podróży kibiców. To i tak lepiej niż w przypadku ostatnich Igrzysk, które odbyły się z normalnym udziałem publiczności. Przy okazji Igrzysk w południowokoreańskim Pjongczangu do atmosfery wyemitowane zostały gazy cieplarniane równoważne 1,2 mln ton CO2.
Przy tym wszystkim łatwo zapomnieć, że Igrzyska to przede wszystkim sport i okazja do obserwowania dyscyplin, którym zazwyczaj nie poświęca się najwięcej uwagi. Polscy kibice powinni zwrócić uwagę przede wszystkim na tor łyżwiarstwa szybkiego w Mediolanie – to tam dla naszej kadry może otworzyć się worek z medalami.
Reporter, autor tekstów dotyczących klimatu i gospodarki. Absolwent UMCS w Lublinie, wcześniej pracował między innymi w Radiu Eska, Radiu Kraków i Off Radiu Kraków, publikował też w Magazynie WP.pl i na Wyborcza.pl. Jeden ze współautorów podcastu "Drugi Rzut Oka". Interesuje się tematyką transformacji energetycznej, transportu publicznego, elektromobilności, w razie potrzeby również na posterunku przy tematach popkulturalnych. Mieszkaniec krakowskiej Mogiły, fan Eurowizji, miłośnik zespołów Scooter i Nine Inch Nails, najlepiej czujący się w Beskidach i przy bałtyckich wydmach.
Reporter, autor tekstów dotyczących klimatu i gospodarki. Absolwent UMCS w Lublinie, wcześniej pracował między innymi w Radiu Eska, Radiu Kraków i Off Radiu Kraków, publikował też w Magazynie WP.pl i na Wyborcza.pl. Jeden ze współautorów podcastu "Drugi Rzut Oka". Interesuje się tematyką transformacji energetycznej, transportu publicznego, elektromobilności, w razie potrzeby również na posterunku przy tematach popkulturalnych. Mieszkaniec krakowskiej Mogiły, fan Eurowizji, miłośnik zespołów Scooter i Nine Inch Nails, najlepiej czujący się w Beskidach i przy bałtyckich wydmach.
Komentarze