Prawa autorskie: Slawomir Kaminski / Agencja Wyborcza.plSlawomir Kaminski / ...
11 grudnia 2021

Najnowsza strategia wicepremiera na inflację? „Mój syn kupił chleb za 1,79 zł"

To, że syn wicepremiera Kowalczyka kupił chleb za niecałe 2 złote, nie znaczy, że inflacja nie jest problemem. To, że cena konkretnego oleju rzepakowego wzrosła o 45 proc. nie znaczy, że musimy panikować. Przewodnik OKO.press po inflacji

W momencie, gdy ceny rosną, to właśnie żywność (obok paliw) zwykle budzi najwięcej emocji. Stąd kreatywne próby tłumaczenia się przez rządzących.

Gdy we wrześniu 2021 roku premier Morawiecki został zapytany o cenę chleba, odpowiadał długo, przez 90 sekund. Powiedział między innymi:

„Staram się od czasu do czasu robić zakupy, aby zobaczyć, jak kształtują się ceny. Porównuje je z cenami w skupie. Pani mnie pyta o cenę chleba, a po drugiej stronie są rolnicy. Oni cieszą się z tego, że z wyjątkiem cen na trzodę chlewną, rosną ceny pszenicy, kukurydzy, rzepaku, nawet mleko rośnie”.

Ceny chleba jednak nie podał. Większość Polaków na zakupy nie chodzi po to, by „zobaczyć, jak kształtują się ceny”, ale po to, żeby kupić podstawowe produkty. Dlatego większość z nas wie mniej więcej, ile kosztuje chleb. Wie to też wicepremier Kowalczyk, który 10 grudnia w RMF FM mówił:

„W niektórych piekarniach można kupić chleb poniżej 3 zł. Mało tego! Mam telefon, a w telefonie zdjęcie, które przysłał mi syn, gdzie pół kilograma chleba kosztuje 1,79 zł. Nie chcę powiedzieć, że nie ma wzrostu cen. Jest, tylko obśmiewanie mnie, że powiedziałem, że [chleb] poniżej 3 zł znalazłem, jest nie w porządku. Są różne ceny”.

Chleb rośnie o 9,4 proc.

To oczywiście sprowadzanie problemu inflacji do absurdu. Nie chodzi przecież o zawody w znalezieniu najtańszego chleba w Polsce. Chleb jest absolutnie podstawowym produktem, który sprzedawany jest w całej Polsce. To, że gdzieś bochenek kosztuje zaledwie dwa złote, nie zmienia tego, że generalnie jest zauważalnie droższy niż rok temu.

Sprzedawany przez sieć Carrefour, biały, paczkowany i krojony chleb z piekarni Putka rok temu kosztował 2,59 zł, dziś – 2,99. To piętnastoprocentowy wzrost ceny. Ale nie musimy polegać na jednostkowych przypadkach, bo GUS publikuje dokładne dane. O tych za listopad poczytamy 15 grudnia, na razie musimy opierać się na danych za październik.

Ale warto w tym momencie przypomnieć, czym jest inflacja. Bo to, że cena pojedynczego produktu lub grupy produktów wzrosła silniej niż wskaźnik inflacji nie oznacza, że rząd do spółki z GUS nas oszukuje. Inflacja – a dokładniej wskaźnik cen towarów i usług konsumpcyjnych – ma odwzorowywać, jak rosną koszty dla przeciętnego konsumenta. Dlatego używa się w niej systemu wag – jedne produkty i usługi na wskaźnik inflacji wpływają mocniej, inne lżej. Kategoria „żywność i napoje alkoholowe” rzeczywiście jest najważniejsza, ale nie odpowiada nawet za połowę koszyka inflacyjnego, a za 27,8 proc.

Ceny żywności wciąż rosną poniżej poziomu inflacji. Ale niestety przyspieszają. W październiku było to 5 proc., w listopadzie (według szybkiego szacunku) – 6,4 proc.

Pieczywo może budzić emocje, bo jego ceny rosną szybko od dłuższego czasu. Rok temu, w październiku 2020 było to 8 proc. W październiku 2021 – 9,4 proc. A to znaczy, że w ciągu dwóch lat chleb zdrożał o ponad 18 proc.

Nie drożeje jednak wszystko. Ceny kawy, herbaty czy czekolady są prawie takie same jak rok temu, owoców – nieco niższe. Mięso drobiowe rośnie natomiast o prawie 20 proc., oleje roślinne – o 15 proc. Na przykładzie tych ostatnich można też zobaczyć, jak złożonym zjawiskiem jest inflacja.

Co z tym rzepakiem

Prowadzący program w RMF Robert Mazurek wręczył Henrykowi Kowalczykowi w prezencie butelkę oleju i powiedział mu, że jest o 45 proc. droższa niż rok wcześniej. I nikt nie zamierza przeczyć, że ten konkretny producent w tym momencie ma produkt prawie o połowę droższy niż rok wcześniej. Ale znów – nie znaczy to, że inflacja jest kilka razy wyższa niż w rzeczywistości. A w gruncie rzeczy sensowne wytłumaczenie sytuacji przez ministra Kowalczyka – wzrost cen rzepaku – zostało przez prowadzącego wyśmiane.

Męczenie polityków o ceny produktów spożywczych ma dwie strony. Może obnażyć ich oderwanie od warunków życia zwykłych ludzi. Ale żeby takie pytanie było efektowne, przykład musi być skrajny. W ten sposób można przypiłować gałąź, na której sami siedzimy. Bo gdy najgłośniej mówi się o najwyższych podwyżkach, ludzie się z nimi oswajają i akceptują je w innych obszarach. W ten sposób podbija się oczekiwania inflacyjne, które sztucznie – czyli niezależnie od czynników zewnętrznych i od naturalnych procesów rynkowych – windują ceny. A to nie jest korzystne dla nikogo.

Tymczasem wspomniany rzepak rzeczywiście zdrożał w tym roku bardzo mocno. Dlaczego? Wbrew romantycznym reklamom oleju, gdzie rzepak produkuje się w tradycyjnych polskich strojach, śpiewając piosenki do melodii napisanej przez Stanisława Moniuszkę, Polska wcale nie jest jego czołowym producentem. Największym producentem jest Kanada, a przyczyny wysokich cen na globalnym rynku są bardzo złożone: to między innymi wysokie ceny paliw i czerwcowa susza w Kanadzie. To wszystko wpływa na cenę oleju w naszym najbliższym sklepie.

To też ostrzeżenie: ceny żywności w czasach kryzysu klimatycznego mogą czasem szaleć. Ale niekoniecznie od razu będzie to oznaczało np. ośmioprocentową inflację. Tak samo jak to, że syn wicepremiera Kowalczyka znalazł w sklepie tani chleb, nie znaczy, że nie trzeba się wzrostem cen przejmować.

Kłamstwo Morawieckiego

Jednym ze sposobów walki ze skutkami inflacji dla obywateli jest obniżenie VAT. PiS obniża VAT w ramach tarczy antyinflacyjnej, ale tylko na energię. W tarczy mamy:

  • Obniżenie stawki VAT na energię elektryczną z 23 do 5 proc. na trzy miesiące (styczeń-marzec 2022);
  • Obniżenie VAT na gaz ziemny z 23 proc. do 8 proc. (styczeń-marzec 2022);

Z żywnością jest trudniej, ponieważ trzeba na to uzyskać pozwolenie od Komisji Europejskiej.

Ogłaszając instrumenty tarczy, premier mówił 25 listopada:

„Chcieliśmy obniżyć VAT na żywność do zera, ale niestety Unia Europejska ma inną politykę i nie zgodziła się na to”.

Żeby ktoś się na coś zgodził, należy go o to najpierw zapytać. Czy Polska poprosiła KE o obniżenie stawek?

„Polski rząd nigdy nie prosił o wprowadzenie zerowej stawki VAT na żywność” — odpowiedzieli urzędnicy Komisji Europejskiej na pytania portalu 300gospodarka.pl.

Wysokość podatku VAT określa unijna dyrektywa VAT. Zerowa stawka na żywność nie jest możliwa, najniższa stawka to 5 proc.

"Polska w zakresie produktów żywnościowych stosuje co do zasady najniższą z możliwych na gruncie prawa UE stawek VAT – stawkę 5 proc.” – podkreślało Ministerstwo Finansów w oświadczeniu z 27 listopada, gdzie tłumaczy się również z kontaktów z KE w sprawie niższych stawek. Wynika z niego, że ministerstwo wspiera Komisję w pracach nad nową dyrektywą VAT, która umożliwi obniżanie stawek na żywność do zera. Oraz, że zwracało się wcześniej (bez precyzowania kiedy) do Komisji z prośbą o obniżenie VAT do zera i zawsze otrzymywało odpowiedź odmowną. Jasno wynika z niego więc, że w tym przypadku rzeczywiście nie było takiej prośby.

Mateusz Morawiecki więc kłamał. Teraz z kolei do komunikacyjnego chaosu dokłada się wicepremier i minister rolnictwa Henryk Kowalczyk. 10 grudnia w RMF FM mówił, że w KE „powinna nastąpić refleksja, żeby pozwolić na obniżenie” podatku VAT, i na pytanie prowadzącego, czy jest szansa, że zerowy VAT na żywność będzie w Polsce obowiązywał szybciej, odpowiedział twierdząco. Trudno się w tym wszystkim połapać.

Zerowy VAT na żywność w przyszłym roku

Tymczasem ministrowie finansów UE rzeczywiście 7 grudnia uchwalili wspólnie zgodę na wprowadzenie zerowego VAT na żywność. Ale projekt będzie jeszcze konsultowany w Parlamencie Europejskim i jest na to czas do marca 2022. Przepisy wejdą w życie 20 dni od opublikowania ich w Dzienniku Urzędowym Unii Europejskiej. Niższe stawki możemy mieć dopiero w kwietniu.

Skoro żywność jest obecnie obłożona pięcioprocentową stawką, to znaczy, że obniżenie jej do zera nie będzie magicznie niwelowało wpływu inflacji na portfele Polaków.

Szczególnie, że w listopadzie 2021 roku, według szybkiego szacunku GUS, żywność była o 6,4 proc. droższa niż w listopadzie 2020. Oczywiście będzie to dla wielu spora ulga, szczególnie dla najuboższych, którzy większą część swoich budżetów domowych przeznaczają na żywność.

Udostępnij:

Jakub Szymczak

Dziennikarz OKO.press. Autor książki "Ja łebków nie dawałem. Procesy przed Żydowskim Sądem Społecznym" (Czarne, 2022). W OKO.press pisze o gospodarce i polityce społecznej.

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne