Prawa autorskie: AFPAFP
18 października 2022

Iran. Czy generacja Z obali mężczyzn, których za bardzo podniecają kobiece włosy?

Przesłanie protestów w Iranie wydaje się oczywiste: islamska republika musi odejść. Obserwatorzy nie są jednak zgodni, czy ta fala buntu doprowadzi do jej upadku. Stanie się to wtedy, kiedy służby bezpieczeństwa dołączą do buntu

Nie ma takiego przepisu w prawie irańskim, który nakazuje obywatelkom innego kraju na obcej ziemi zakładać hidżab w obecności mężczyzny. A jednak brytyjsko-irańska reporterka CNN Christiane Amanpour, która nie zgodziła się na założenie hidżabu w USA, nie dostała pozwolenia na przeprowadzenie rozmowy z prezydentem Iranu Ebrahimem Ra'isim. W Iranie trwały już protesty po śmierci Kurdyjki Mahso Amini, która zginęła, najprawdopodobniej zabita po zatrzymaniu przez irańską policję – zatrzymaniu za „nieprawidłowe noszenie chusty”.

Chomejni i chusta

Kilka dekad temu słynna, choć kontrowersyjna dziennikarka Oriana Fallaci w czasie rozmowy z ajatollahem Chomejnim, ówczesnym przywódcą religijnym Iranu, zerwała z głowy czador i cisnęła go po nogi ajatollahowi, wcześniej jednak zadając pytanie:

"Proszę mi powiedzieć, dlaczego zmuszacie kobiety do ukrywania się pod tym absurdalnym i niewygodnym kawałkiem materiału, który utrudnia pracę i poruszanie się?".

Chomeini odparł: "Kobiety, które wsparły rewolucję (islamską), były i są kobietami noszącymi islamski strój. To nie takie eleganckie i wymalowane kobiety, jak ty, które chodzą odkryte i ciągną za sobą ogon w postaci mężczyzn, kokietki, które nakładają makijaż i wychodzą na ulicę, pokazując szyje, swoje kształty, te kobiety nie walczyły przeciwko szachowi. Te kobiety nigdy nie zrobiły nic dobrego, te – nie”.

„To jak się pływa w czadorze?” - zapytała Fallaci.

„To nie jest twoja sprawa. Nasze zwyczaje to nie jest twoja sprawa. Jeśli nie podoba ci się islamski sposób ubierania się, nie musisz się do niego stosować”.

Zamordowane dziewczyny

Minęło 31 dni od śmierci Mahsy Amini, która nie zastosowała się do restrykcyjnych zasad noszenia chusty na głowie. To był moment zero.

Potem zginęła Nika Szakarami. 20 września była w drodze na jeden z protestów w Teheranie, stolicy Iranu. Jej ostatni post na Instagramie pokazuje płonącą chustę Niki.

Od tego czasu nikt nie widział 16-latki żywej. Jej matka, Nasrin Szakarami, wysłała 6 października wiadomość video do Radio Farda (sponsorowanego przez Amerykę irańskiego oddziału Radia Wolna Europa), w której oskarża władze irańskie o ukrywanie prawdy na temat okoliczności śmierci córki. „Około 11.30 w nocy rozmawiałam z Niką ostatni raz. Słyszałam jej znajomych, którzy mówili coś o służbach bezpieczeństwa i o tym, że przed nimi uciekają. Nika skończyła rozmowę i jej telefon zamilkł. I już milczał od tej pory".

Jej rodzina wyruszyła na poszukiwania Niki.

„Islamscy Strażnicy Rewolucji aresztowali Nikę, ale nie mogą udzielić żadnej informacji na ten temat, bo tak wielu jest zatrzymanych. Islamscy Strażnicy Rewolucji chcą dziewczynę przesłuchać i jest ona w bezpiecznym miejscu” – usłyszała matka Niki.

Po dziewięciu dniach policja irańska pokazała rodzinie Niki zdjęcia – na których widać było martwe ciało dziewczyny. Miała pękniętą czaszkę, złamane zęby. A ponieważ zdruzgotana rodzina zaczęła zadawać niewygodne pytania, rozpoczęło się jej nękanie i naleganie ze strony rządu, żeby potwierdzała stale zmieniające się oficjalne wersje powodu śmierci Niki.

Druga nastolatka, Sarima Esmailzadeh, też wyszła przyłączyć się do protestu. Również została brutalnie zabita, jak twierdzą organizacje broniące praw człowieka, przez służby bezpieczeństwa. Na jej ciele widać było ślady razów policyjną pałką. Dziewczyna wykrwawiła się na śmierć. Rząd ogłosił, że obie dziewczyny popełniły samobójstwo, skacząc z dachu.

Matka Niki powiedziała w rozmowie z dziennikarzem w radio Farda, że jest obiektem wielu pogróżek, ponieważ utrzymuje, że jej córka nie popełniła samobójstwa.

Kobiety, życie, wolność

Kobiety na ulicach Iranu już drugi miesiąc walczą nie tylko o pamięć zamordowanych dziewczyn, ale i o prawo do decydowania o sobie, o samostanowienie. Ich hasło to: „zan, zendegi, azadi” - „kobiety, życie, wolność”. Widać rozpuszczone, odkryte włosy. Kobiety krzyczą antyrządowe slogany i odcinają kosmyki włosów (co w Iranie kojarzy się z żałobą), argumentując, że jeśli to one są odpowiedzialne za pokusę u mężczyzn, chętnie im te włosy oddadzą. Co najmniej 201 osób zginęło w protestach w całym kraju. Irański Komitet Ochrony Prawa Dziecka ogłosił, że w protestach zginęło też 28 dzieci. Dane te jeszcze nie zostały oficjalnie potwierdzone.

W sierpniu 2022 prezydent Raisi wprowadził dodatkowe kary za łamanie reguł ubierania się kobiet: zakaz korzystania z publicznego transportu i wchodzenia na banku.

Od połowy lipca irańska policja obyczajowa aresztowała ponad 300 osób za niestosowanie islamskiego dress codu.

Wczoraj internet obiegł film pokazujący irańskiego policjanta napastującego seksualnie jedną z protestujących. Dziewczynie udało się uciec. Rząd obiecał przeprowadzenie śledztwa, ale policja wystosowała oświadczenie, że „wróg stosuje wojnę psychologiczną, żeby sprowokować przemoc i wywołać w ludziach poczucie lęku”.

Piosenki o wolności i dziewczynie, która chciała być chłopcem

Sarah wyjechała z Iranu pół roku temu i mieszka w Belfaście. Jest piosenkarką. Nosi chustę, bo tak chce. Prosi o niepodawanie nazwiska, ponieważ jest stosunkowo znana w Iranie i boi się o swoją rodzinę, która tam została. Kocha muzykę. Uciekła, bo głos kobiecy też jest źródłem pokus, jak twierdzą klerycy, a jej życiem jest śpiew. – "Nie mogę pozbawić się głosu, ale mogłam obciąć włosy na znak protestu. Kobiety w Iranie nie mają życia, żadnego".

Aresztowany, a następnie po trzech dniach wypuszczony na wolność irański piosenkarz Szervin Hadżipur, napisał utwór, który stał się hymnem protestów, „Baraje”, zawierającym postulaty protestujących, jest też opisem tego, co czują i czego codziennie boją się Irańczycy i Iranki. Śpiewa, między innymi, o strachu przy całowaniu się, o wstydzie, biedzie, tęsknocie za normalnym zżyciem, o zanieczyszczonym powietrzu, zakazie posiadania psów, o depresji i bezsenności, o dziewczynie, która chciałaby być chłopcem.

To ostatnie też jest powodem protestów. W Iranie państwo, co prawda, sponsoruje operację korekty płci (już Chomejni w latach 80. ją zalegalizował), ale osoby transpłciowe spotykają się z dyskryminacją, bo podejrzewane są o ukryty, karany w Iranie śmiercią, homoseksualizm.

Osoby transgender są prześladowane i torturowane mimo przysługujących im praw.

Reforma behawioralna

Protestujący to generacja Z, która świetnie orientuje się w tym, co się dzieje poza Iranem. Wśród protestujących można zaobserwować każdą klasę społeczną, świetnie obytą z internetem – dlatego tez rząd irański stosuje wyłączanie internetu (blackout). To jednak nie powstrzymuje ludzi przed wychodzeniem na ulicę.

Zatrzymywani młodzi ludzie są wsadzani do aresztu albo do szpitali psychiatrycznych, by — jak powiedział "New York Timesowi" minister edukacji Jusef Nouri — „przejść behawioralną i edukacyjną reformę”.

Protestujący trafiają głównie do cieszącego się złą sławą więzienia Evin, założonego w 1972 roku – w którym przebywają więźniowie polityczni, mniejszości narodowe, blogerzy, artyści, a także dzieci, część z nich przetrzymywana jest w izolatkach. Aresztowani są poddawani torturom, co udokumentowała Amnesty International, między innymi dzięki irańskim hakerom, którzy zdołali na krótko przejąć kontrolę nad kamerami w więzieniu.

Jak podaje Radio Farda, 15 października doszło do próby buntu w więzieniu. Słuchać było strzały. Zginęło czterech więźniów, kilkunastu jest hospitalizowanych. Udaremniono ucieczkę kilku innych, ale nie wiadomo, ilu.

Ofiary śmiertelne były skazane za rozboje — nie byli to więźniowie polityczni.

Prawa kobiet to początek

Protesty rozlały się po całym kraju i pokazują skalę niezadowolenia z dyktatury rządowej. Kobiety walczą o prawo do decydowania, czy nosić chustę, czy nie. Dołączają się wspierający je mężczyźni, którzy też mają inne powody, by wyjść na ulicę.

W sunnickim Baluczistanie (prowincji Iranu graniczącej z Afganistanem i Pakistanem) 30 września doszło do zdarzeń zwanych Krwawym Piątkiem. Po prowincji krążyła wieść o gwałcie 15 latki i wzburzeni mieszkańcy zaczęli głośno żądać wyjaśnień i śledztwa w tej sprawie. Doszło do bitwy z policją. W mieście Zahedan wyłączono internet. Aktywiści mówią o 300 zabitych. Rząd oskarża o śmierć terrorystów, miejscowych i zagranicznych. Obecnie na Zahedan rząd nałożył lockdown.

Protesty w Baluczistanie spowodowała nie tylko informacja o rzekomym gwałcie dziewczynki, ale też sytuacją samej mniejszości narodowej, Baluczi. Jak podaje Amnesty International, sunniccy Baluczi (większość mieszkańców Iranu to szyici) są częściej poddawanie karze śmierci niż inne mniejszości (21 procent w ten sposób ukaranych w 2011 to byli właśnie Baluczi).

Do tego doszły niepokoje wśród irańskich Kurdów, oskarżanych przez rząd o podsycanie protestów i oddolne nacjonalistyczne zapędy – realizowane przy pomocy Kurdów w Iraku.

Mniejszość ta jest zainteresowana utworzeniem swojego państwa, ale przede wszystkim dołącza do ogólnonarodowych antyreżimowych protestów. „Nigdy tak nie było, żeby wszystkie mniejszości etniczne i narodowe zjednoczyły się we wspólnym celu" - powiedziała "Guardianowi" irańska Kurdyjka Arina. -

„To jest zupełnie inny protest niż wszystkie wcześniejsze. W niektórych miejscach rząd już stracił kontrolę”.

„Przesłanie stojące za protestami jest oczywiste. Islamska republika musi odejść” – mówi Euronews Szadi Szar, irański prawnik, obrońca praw człowieka. Obserwatorzy nie są jednak zgodni co do tego, czy ta fala protestów doprowadzi do upadku Islamskiej Republiki Iranu. Stanie się to wtedy, kiedy służby bezpieczeństwa dołączą do buntu – a wielu pracowników reżimowych instytucji to również generacja Z.

Ludzie przestają się bać, choć wiedzą, z jak wielką brutalnością mogą się spotkać. Już odnotowano pojedyncze przypadki policjantów dołączających do protestów.

Jeśli ten trend się utrzyma, jest szansa, że protesty zamienią się w rewolucję. To zaś zasadniczo wpłynie na geopolitykę całego obszaru.

A wszystko zaczęło się od kobiet.

Udostępnij:

Aleksandra Łojek

autorka „Belfast. 99 ścian pokoju”, wyd. Czarne, z wykształcenia iranistka i socjolożka, prowadziła na UJ autorskie zajęcia o ideologii dżihadu i sztuce islamu. Po stypendium na University College London została w UK. Mediatorka, trenerka zdrowia psychicznego mniejszości etnicznych, przez kilka lat pracowała jako support worker dla ofiar rasizmu - z migrantami i uchodźcami.

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne