Gdyby nie 1,5%, mogłoby nie być OKO.press

Twoja pomoc ma znaczenie

0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: AFP PHOTO/ATTA KENAREAFP PHOTO/ATTA KENAR...

Powiedz nam, co myślisz o OKO.press! Weź udział w krótkiej, anonimowej ankiecie.

Przejdź do ankiety

Na zdjęciu Mir Hosejn Musawi, kandydat obozu reformistycznego w wyborach prezydenckich w 2009 roku podczas kampanii wyborczej

Jakub Szymczak, OKO.press: W latach 80. w Polsce mieliśmy „Solidarność” – masowy ruch opozycyjny, który w 1989 roku, gdy system komunistyczny się załamał, był gotowy skutecznie przejąć władzę i zbudować nowe państwo. Dlaczego w Iranie nie istnieje podobna opozycja, nie ma dziś gotowej demokratycznej alternatywy?

Arasz Azizi, autor książki „What Iranians Want”, publicysta współpracujący m.in. z „The Atlantic”, urodzony w Teheranie, mieszka w Nowym Jorku: „Solidarność” to złoty standard ruchów opozycyjnych. Budzi we mnie zazdrość z perspektywy irańskiego demokraty. To idealna sytuacja dla opozycji wobec opresyjnej władzy: masowy ruch związkowy, który powstał w sprzyjających warunkach, wykształcił polityczne przywództwo, potrafił działać nieprzerwanie, negocjować z polskim reżimem, a jednocześnie utrzymywać znaczące kontakty zagraniczne, w tym z Amerykanami.

Jednym z powodów, dla których podobne ruchy nie powstały w Iranie, jest to, że w przeciwieństwie do państwa polskiego w latach 80., obecny reżim irański naprawdę nie pozostawia najmniejszej przestrzeni nawet na najdrobniejsze niezależne organizacje.

Nawet stowarzyszenia pisarzy są brutalnie tłumione, zanim zdążą się rozwinąć. Ale jest też aspekt globalny: to przekleństwo naszych czasów, widoczne w wielu miejscach – masowe organizacje oparte na członkostwie praktycznie już nie powstają, ludzie coraz częściej polegają na tworzonych ad hoc sieciach, złudzeniach związanych z mediami społecznościowymi itp. Niestety w ten sposób nie udało się stworzyć żadnej alternatywy dla władz Republiki Islamskiej.

Spójrzmy zatem na opozycję spoza Iranu. Kim są stacjonujący dziś w Albanii Mudżahedini Ludowi, MEK? Czy ten ruch widzi swoją szansę na powrót na irańską scenę polityczną w obecnej sytuacji?

MEK to totalitarny kult, którego ideologia – dziwna mieszanka maoizmu i islamizmu. Moim zdaniem to mieszanka jeszcze mniej akceptowalna niż ideologia Islamskiej Republiki.

MEK w Iranie cieszy się bardzo, bardzo małym poparciem. Mają broń i wsparcie w niektórych stolicach zachodnich.

Ich fanatycznym niemal zwolennikiem jest Rudy Giuliani, były burmistrz Nowego Jorku.

Ale przy tak nikłym poparciu wewnątrz kraju raczej nie odegrają większej roli. Mogą ewentualnie sprzymierzyć się z Kurdami (w przeszłości utrzymywali kontakty z Demokratyczną Partią Irańskiego Kurdystanu) i wziąć udział w nowych zbrojnych najazdach na Iran, ale to wszystko. Nie widzę w nich żadnej szansy na pomoc w budowaniu zmiany w Iranie.

Przeczytaj także:

Inną postacią, która w jakiś sposób jednoczy osoby sprzeciwiające się Republice Islamskiej, jest syn ostatniego monarchy Iranu, 65-letni dziś Reza Pahlawi. Jest też jednak postacią głęboko polaryzującą Irańczyków w kraju i poza jego granicami. Dlaczego?

Dlatego, że trzon jego obozu politycznego świadomie obrał strategię polaryzacji i jest wręcz z tego powodu dumny.

Jego główni doradcy, tacy ludzie jak Saeed Ghasseminejad czy Alireza Kiani z powodzeniem realizują tę strategię. Budują bojowy ultranacjonalizm z wyraźnym podziałem na „swoich” i „obcych”, co antagonizuje Irańczyków o poglądach centro-lewicowych, feministycznych, pochodzących z mniejszości etnicznych itd.

W Iranie organizowanie się przeciwko władzom Republiki Islamskiej jest niemal niemożliwe. A czy poza Iranem istnieją jakieś inne istotne grupy opozycyjne, o których nie wspomnieliśmy?

MEK jest najbardziej zorganizowaną siłą, ale ma znikome poparcie w Iranie. Pahlawi prowadzi pod względem liczby zwolenników, ale brakuje mu organizacji. Grupy kurdyjskie mają zarówno realną bazę społeczną wewnątrz Iranu, jak i imponujące struktury organizacyjne, ale reprezentują niewielką część kraju (Kurdowie to mniej niż 8 proc. Irańczyków).

Żadna z obecnie istniejących grup nie ma na razie większego znaczenia politycznego, choć pojawiają się pewne próby tworzenia nowych organizacji.

Czy w tej trudnej sytuacji wewnątrz kraju istnieją jakieś postaci lub zalążki oporu, wokół których może skupić się ewentualna opozycja?

Istnieją postaci polityczne, których wypowiedzi mogą zyskać masowe poparcie. Najważniejszą z nich jest Mir Hosejn Musawi, który w 2009 roku rzucił w wyborach wyzwanie prezydentowi Mahmudowi Ahmadineżadowi. Wokół jego kampanii powstał oddolny i entuzjastyczny Zielony Ruch, później ostro spacyfikowany. Od tamtego czasu Musawi przebywa w areszcie domowym.

W ostatnich dniach powstała też Strategiczna Rada Republikanów Wewnątrz Iranu – trzeba obserwować, czy uda się jej utrzymać i skupić wokół siebie ludzi.

Ze względu na ekstremalną represyjność reżimu bardzo trudno jest organizować grupy polityczne. Nawet partie polityczne zakładane przez ludzi z wnętrza reżimu są tłumione i nie mogą werbować na szerszą skalę.

Stany Zjednoczone mówią o wsparciu dla zbrojnych grup kurdyjskich, by wywrzeć kolejną presję na Republikę Islamską – jak oceniasz tę strategię?

Wydaje mi się to skrajnie lekkomyślne. Takie działanie może jedynie wywołać wojnę domową i masakry w Iranie, a szanse na sukces są znikome.

A jak oceniasz szanse na ewolucję obecnego reżimu w bardziej pragmatyczną siłę?

Istnieje bardzo duża szansa, że z biegiem czasu reżim ewoluuje i przyjmie bardziej pragmatyczne sposoby działania.

Taki jest modus operandi wielu przedstawicieli obecnej elity władzy – takich jak Mohamed Bagher Ghalibaf czy sekretarz Najwyższej Rady Bezpieczeństwa Narodowego Ali Laridżani.

Jeśli w jakiś sposób były prezydent Hasan Ruhani zostałby Najwyższym Przywódcą, ta pragmatyczna linia byłaby jeszcze wyraźniejsza, bo to właśnie on jest dziś jedną z kluczowych postaci irańskich sił pragmatycznych i reformistycznych.

Jak sądzisz, co stanie się z władzami Republiki Islamskiej w najbliższych miesiącach?

To bardzo płynna rzeczywistość i trudno cokolwiek przewidzieć na pewno. Ale myślę, że ostatecznie uda im się utrzymać spójność, pozostać u władzy i zawrzeć układ z Amerykanami, zmuszając ich do porzucenia dużej części dotychczasowych kluczowych polityk. Natomiast jeśli wojna będzie trwała i się rozleje, wtedy możliwe jest dosłownie wszystko.

;
Na zdjęciu Jakub Szymczak
Jakub Szymczak

Dziennikarz OKO.press od 2018 roku, współkierownik działu społeczno-gospodarczego (razem z Katarzyną Kojzar). Publikował też m.in. w Res Publice Nowej, Miesięczniku ZNAK i magazynie „Kontakt”. Absolwent Polskiej Szkoły Reportażu, arabistyki na Uniwersytecie Adama Mickiewicza w Poznaniu i historii na Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie. Autor reportażu historycznego "Ja łebków nie dawałem. Procesy przed Żydowskim Sądem Społecznym" (Czarne, 2022) o powojennych rozliczeniach wewnątrz polskiej społeczności żydowskiej. W OKO.press pisze głównie o gospodarce i polityce międzynarodowej oraz Bliskim Wschodzie.

Komentarze