Gdyby nie 1,5%, mogłoby nie być OKO.press

Twoja pomoc ma znaczenie

0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: ATTA KENARE / AFPATTA KENARE / AFP

Powiedz nam, co myślisz o OKO.press! Weź udział w krótkiej, anonimowej ankiecie.

Przejdź do ankiety

„Wydaje im się, powtarza to wciąż amerykański prezydent, że amerykańska armia jest najsilniejsza na świecie. Najsilniejsza armia na świecie może czasem otrzymać taki cios, że nie będzie go mogła ustać” – mówił 17 lutego irański przywódca Ali Chamenei. Było to jego ostatnie publiczne wystąpienie. 11 dni później, w pierwszych godzinach izraelsko-amerykańskiego ataku na Iran zginął od izraelskich bomb wymierzonych w jego siedzibę w Teheranie.

Nie jest łatwo być władcą Iranu.

Z ostatnich sześciu (dwóch ostatnich monarchów z dynastii Kadżarów, dwóch z dynastii Pahlawich i dwóch rahbarów, tj. Najwyższych Przywódców Republiki Islamskiej) jedynie Ruhollah Chomeini zmarł na stanowisku z przyczyn naturalnych. Czterech ostatnich szachów umierało na wygnaniu. Chamenei kończy swoje rządy zabity w swojej siedzibie, pierwszego dnia wojny wypowiedzianej Iranowi przez USA i Izrael.

Choć początkowo Irańczycy twierdzili, że Chamenei nie przebywał w Teheranie, a w innym, „bezpiecznym miejscu”, to oświadczenia te okazały się nieprawdziwe.

Według relacji dziennikarzy „New York Timesa”, CIA śledziła ruchy przywódcy od miesięcy. Operacja wojskowa miała się rozpocząć w nocy, ale amerykańskie służby zdobyły informację, że Chamenei będzie spotykał się w sobotę rano z ważnymi urzędnikami, znali miejsce tego spotkania. CIA przekazała te informacje Izraelowi. Moment ataku został przesunięty.

Przeczytaj także:

Żałoba i euforia

Irańczycy przyznali, że przywódca nie żyje dopiero dziś rano. Tysiące osób wyszło na ulice, by wyrazić poparcie dla państwa i żałobę po stracie osoby, która przez ponad trzy dekady uosabiała państwo, w które wciąż wierzą.

Jednocześnie mamy też wiele obrazów radości ze śmierci człowieka, który uważany jest też za autokratę, który odpowiedzialny jest za dekady brutalnych represji. Ostatnio za krwawe stłumienie protestów w styczniu, co mogło przypieczętować jego los.

Reżim w Teheranie będzie próbował teraz pokazać, że całe państwo płacze. To nieprawda.

Nie jesteśmy w stanie powiedzieć, jaka część społeczeństwa faktycznie jest w żałobie, a ile osób tańczy dziś we własnych domach z radości. Oba obrazy są prawdziwe.

Przede wszystkim jednak: śmierć Chameneiego nie oznacza końca Republiki Islamskiej. Chamenei szykował irański system polityczny na ten moment. Irańska konstytucja mówi, co robić w takiej sytuacji.

Zanim jednak przejdziemy do kwestii sukcesji, przyjrzyjmy się, kim był Chamenei i jak ukształtował państwo, które współtworzył od początku.

Pod władzą islamską niewinny nie uroni łzy

Zabity wczoraj przywódca urodził się w 1939 roku. Jego ojciec – Azer (Azerowie stanowią największą mniejszość etniczną Iranu, a w Iranie mieszka więcej Azerów niż w samym Azerbejdżanie) – również był duchownym.

W momencie rewolucji, która obaliła ostatniego monarchę Iranu, Mohameda Rezę Pahlawiego, 40-letni Chamenei od dawna był gorliwym zwolennikiem i bliskim współpracownikiem lidera rewolucji i pierwszego przywódcy Republiki Islamskiej – Ruhollaha Chomeiniego. Za organizację oporu przeciwko szachowi wielokrotnie lądował w więzieniu. Tam spotkał wielu lewicowców, którzy również organizowali antyreżimowe protesty. Jeden z nich, Huszang Asadi, opisał swój czas w jednej celi z Chameneim w książce „Listy do mojego oprawcy”.

Asadi pisze tam o człowieku otwartym i serdecznym. Wspólnie recytowali wiersze, Chamenei z nudów nadawał przydomki strażnikom, pilnowali ich więc Pies Wypierdek Numer Jeden i Pies Wypierdek Numer Dwa. Wedle relacji Asadiego na pożegnanie Chamenei powiedział mu:

„Pod władzą islamską żaden niewinny człowiek nie uroni nawet jednej łzy”.

Prezydent

W pierwszych latach po rewolucji Chomeini, przy aprobacie i współpracy Chameneiego, w pełni wyeliminował irańską lewicę, która w 1979 roku umożliwiła mu dojście do władzy. Wielu lewicowych działaczy skończyło w więzieniu tylko i wyłącznie dlatego, że nie zgadzali się z politycznym kierunkiem, jakie obrało państwo Chomeiniego i Chameneiego.

Chamenei został pierwszym prezydentem Republiki Islamskiej, który dotrwał do końca kadencji.

Pierwszy prezydent, Abolhassan Banisadr, został wypchnięty ze stanowiska przez różnice polityczne z Chomeinim. Drugi, Mohamed Ali-Radżai, zginął w ataku bombowym.

Chamenei też nie uniknął zamachu na swojeżycie. W lipcu 1981 roku zabić go próbowali Mudżahedini Ludowi – lewicowa grupa, która w reakcji na postępującą autokratyzację życia publicznego w Republice Islamskiej próbowali wystąpić zbrojnie przeciwko rządom Chomeiniego. Po zamachu Chamenei stracił większość władzy w prawej ręce i witał się zawsze uściskiem lewej dłoni.

W wyborach prezydenckich w październiku 1981 zaakceptowano tylko czterech kandydatów, a tylko jednego poważnego pretendenta. Pozostała trójka przed głosowaniem ogłosiła, że popiera Chameneiego i na niego zagłosuje. Przyszły Najwyższy Przywódca otrzymał 97 proc. głosów. Cztery lata później został wybrany na drugą kadencję.

Sukcesja

Nie był wyznaczonym przez Chomeiniego następcą. Wygrał jednak uporem, wiernością systemowi i liderowi.

Chomeini chciał, by zastąpił go starszy o niemal dwie dekady od Chameneiego Ali-Hosejn Montazeri. Ten okazał się jednak zbyt niezależny i zbyt krytyczny wobec pierwszych lat Republiki Islamskiej. Apelował o częściową demokratyzację, w listach do Chomeiniego podważał niektóre z jego decyzji, w tym falę politycznych egzekucji. Na początku 1989 roku listy opublikowała BBC, co dla Chomeiniego oznaczało przekroczenie granicy. Niecałe trzy miesiące przed śmiercią odwołał Montazeriego z pełnionych stanowisk, wycofał poparcie dla niego jako swojego następcy. I nigdy więcej publicznie nie ogłosił, kto powinien go zastąpić.

Ambitny Chamenei stanął przed szansą.

Dziś Republika Islamska stoi przed dopiero drugim procesem sukcesji władzy Najwyższego Przywódcy. Dotychczas zdarzyło się to tylko raz, 4 czerwca 1989 roku, dzień po śmierci Chomeiniego.

Ciało, którego zadaniem jest wybór lidera, Zgromadzenie Ekspertów, zebrało się błyskawicznie i szybko zdecydowało się na stosunkowo młodego w tym gronie, 50-letniego Chameneiego. Za ówczesnego kingmakera uważa się innego bliskiego współpracownika Chomeiniego i przyszłego prezydenta – Alego Akbara Haszema Rafsandżaniego. Rafsandżani miał zasugerować elektorom, że w prywatnych rozmowach Chomeini sugerował mu, że następcą powinien zostać Chamenei.

Problem polegał na tym, że Chamenei nie spełniał podstawowego konstytucyjnego warunku. Nie nosił tytułu mardża – najwyższej rangi duchownego w islamie szyickim. Rafsandżani przekonał jednak elektorów, że po odwołaniu Montazerego nie istnieje lepszy kandydat. Wybrano Chameneiego, a kilka dni później zmieniono konstytucję. Przy okazji zlikwidowano w niej stanowisko premiera, przekazano więcej uprawnień przywódcy kosztem prezydenta, zmniejszono uprawnienia Madżlesu, odpowiednika naszego Sejmu.

Scena była gotowa dla Chameneiego.

Przywódca

Ten wkraczał na najwyższe stanowisko ze znacznie słabszym autorytetem niż jego poprzednik. Nie był tak charyzmatyczny, nie miał podobnych kwalifikacji religijnych. Jednocześnie otrzymał w spadku okrzepnięty system i gotową filozofię teokratycznej władzy, w której rządzi „uczony prawnik”. Przez ponad trzy dekady zdołał jednak zbudować swoją pozycję tak, że nikt wewnątrz systemu nigdy nie podjął poważnej próby, by ją podważyć.

Chomeini został zapamiętany jako wybitny polityk, człowiek, który przeprowadził skuteczną rewolucję, zbudował system polityczny według własnej filozofii, utrzymał go i przekazał dalej. Jako ten, który rzucił wyzwanie największemu imperium świata i ustał konfrontację z nim.

Spuścizna Chameneiego, który został przez to imperium zabity rękami Izraela, będzie zupełnie inna.

Sam Chomeini również jest odpowiedzialny za krwawe represje i zbrodnie, za które nigdy nie odpowiedział. Również był liderem antysemickim, który nawoływał do zniszczenia Izraela. Ale na polu polityki osiągnął znacznie więcej.

Chamenei zostanie zapamiętany raczej jako polityk uparty, niezdolny do zmiany zdania, głuchy na okoliczności i ślepo kierujący się ideologią. Jako ten, który wielokrotnie buńczucznie uderzał w USA i prowokował Amerykanów, aż w końcu został przez nich zgładzony.

Oś oporu

Chamenei odpowiedzialny jest za ekspansywną politykę zagraniczną swojego kraju w całym regionie. Za rozwój sojuszu z Hezbollahem, Hamasem, szyickimi grupami polityczno-zbrojnymi w Iraku, za podtrzymywanie przy życiu reżimu Baszszara al-Asada. To część podstawowej doktryny obronnej Republiki Islamskiej – Osi Oporu. Należały do niej państwa i grupy, które sprzeciwiały się wpływom Stanów Zjednoczonych i Izraela w regionie. A przy okazji były to po części organizacje szyickie, co wzmagało religijną legitymację tej polityki i próbę eksportu irańskiej rewolucji poza granice kraju.

Zwolennicy tej polityki – także ci spoza Iranu – argumentowali, że Iran jest jedyną poważną siłą, która sprzeciwia się Amerykanom i wspomaga sprawę Palestyńską. Gdy jednak zadać pytanie, w jaki sposób działania 47-letniej Republiki Islamskiej i niemal 37-letnich rządów Chameneiego, pomogło Palestyńczykom w ich drodze ku samostanowieniu, odpowiedź wydaje się prosta.

Atak Hamasu na Izrael 7 października 2023 roku i reakcja irańskich sojuszników pokazała, że Oś Oporu jest słaba.

Nie ma dowodów na to, by Iran stał za ówczesnym atakiem Hamasu. Była to inicjatywa palestyńskiej grupy. Ponad dwa lata później Oś jest słaba jak nigdy.

Między 2011 a 2020 rokiem Iran wydał między 30 a 50 mld dolarów na pomoc Asadowi. W tym czasie roczne wydatki irańskiego budżetu liczone w dolarach wynosiły między 40 a 80 mld dolarów. Poważna inwestycja się nie zwróciła. Irańscy żołnierze ginęli w Syrii, irański rząd tracił tam pieniądze, a Asad i tak upadł.

Pomoc dla tych grup irytowała też Irańczyków. Na powtarzających się co kilka lat masowych protestach zawsze pojawiały się pytania, dlaczego reżim przeznacza pieniądze na przetrwanie reżimu w Syrii, a nie na niezbędne inwestycje w swoim kraju.

Odpowiedź Chameneiego na takie wystąpienia zawsze była taka sama: represje, uciszanie oporu.

Represje

Irańczycy wielokrotnie domagali się zmian i reform. A państwo pod przywództwem Chameneiego zawsze te prośby odrzucało. Pierwsze okno zmian i reform otwarło się w latach 90. Po dewastującej wojnie z Irakiem kraj w końcu wkroczył na ścieżkę gospodarczego wzrostu i nadrabiania zaległości. W 1997 roku, po dwóch kadencjach prezydenckich Rafsandżaniego prezydentem został reformista Chatami. Jednak w czerwcu 1999 roku po czasie relatywnego otwarcia państwo zamknęło reformistyczną gazetę „Salam”. Pokojowe protesty studenckie zostały silnie stłumione. Chatami zawiódł nadzieje swoich zwolenników.

Dekadę później nadzieje wzbudził ponownie lider proreformistycznego ruchu, kandydat w wyborach prezydenckich Mir Hosejn Musawi. Wybory najprawdopodobniej zostały sfałszowane, wygrał je urzędujący prezydent, konserwatywny Mahmud Ahmadineżad. Na ulice w proteście wyległy setki tysięcy osób. Chamenei poparł Ahmadineżada, szybko ogłosił go zwycięzcą. Kilkadziesiąt protestujących zostało zabitych, tysiące wylądowały w więzieniach. Musawi i inny reformista – Mehdi Karubi – wylądowali na długie lata w areszcie domowym.

W ostatniej dekadzie poważne masowe wystąpienia miały miejsce w 2017, 2019, 2022 i ostatnio w styczniu 2026 roku. Każde z nich spotykało się z większą agresją państwa. Ostatnią ważną decyzją Chameneiego było krwawe rozprawienie się z protestującymi w całym kraju. Ofiar tym razem najpewniej było kilka tysięcy.

Międzynarodowa porażka

Chamenei nie chciał przemian, nie interesowała go demokratyzacja. Był przekonany co do swoich racji i kierunku. Samowystarczalność i sprzeciw wobec Amerykanów był dla niego ważniejszy niż wzrost gospodarczy i dobrobyt obywateli.

Nie wiadomo, czy studiował losy innych państw rewolucyjnych. Nie wiemy, co sądził o Chinach po śmierci Mao i ścieżce reform Denga Xiaopinga. Jak widział zmiany w ZSRR po śmierci Stalina. On chciał kontynuować ścieżkę swojego mentora. A utwierdzała go w tym jego motywacja religijna.

Dziś Iran nie jest jednak w lepszej pozycji międzynarodowej niż pół wieku temu w momencie rewolucji. Jego sąsiedzi – kraje Zatoki, Turcja – odjechały mu gospodarczo, mają w wielu wypadkach do powiedzenia znacznie więcej na arenie międzynarodowej. Dla Rosji i Chin Iran nie był nigdy bliskim sojusznikiem, a mniejszym partnerem. To prawda, że duża część trudnej sytuacji Iranu wynika z postawy USA. Ale miał dekady, by nauczyć się radzić sobie z agresywną postawą Amerykanów, adaptować się do niej, szukać alternatywnych kierunków rozwoju. Chamenei wiele mówił o suwerenności. Odmowa zaangażowania w dialog z najpotężniejszym państwem świata oznacza jednak, że inni silni tego świata – jak Chiny – łatwiej mogą Iran wykorzystać.

Tak duży kraj jak Iran, z 92 mln populacji, z dużymi złożami ropy, ma ogromny potencjał. Chamenei kurczowo trzymając się swojej filozofii oporu, ten potencjał zaprzepaścił. To, co było skuteczne jako strategia przetrwania w więzieniu w czasach rządów Pahlawiego, okazało się drogą do pogrzebania nadziei dziesiątek milionów ludzi.

Rewolucjonista do końca

Chamenei do końca był autentycznym rewolucjonistą. Człowiekiem przekonanym o swojej misji religijnej. Głęboko zanurzonym w szyickiej opowieści o męczeństwie. Stąd w Republice Islamskiej panuje państwowy kult męczenników, uświęcony krwawą wojną z Irakiem w latach 80., w której niedoświadczone i słabe państwo wysyłało na front słabo uzbrojonych i przeszkolonych młodych ludzi. Zginęło ich setki tysięcy, a ich podobizny do dziś zdobią wiele miejsc publicznych.

W takiej filozofii opór jest zawsze moralnie uzasadniony, a śmierć z rąk wroga nie jest porażką, a zwycięstwem. Być może dlatego w swoich ostatnich dniach i tygodniach nie przejmował się nadmiernie swoim bezpieczeństwem (choć wiemy jednocześnie, że podczas wojny 12-dniowej z czerwca 2025 roku niemal nieustannie się ukrywał). Wiedział, że nie zostało mu już wiele lat życia. Jak w tym wypadku lepiej zakończyć swoje życie, niż dołączyć do innych zabitych liderów Osi Oporu, jak uwielbiany przez zwolenników Republiki Islamskiej generał Gwardii Rewolucyjnej Kasem Solejmani czy zabity w Teheranie lider Hamasu Ismail Hanija?

To tylko spekulacja, ale takie tłumaczenie wpisywałoby się w filozofię polityczną Chameneiego.

Pozostaje pytanie: kto następny?

Republika Islamska, choć jest dziś pod ogromną presją, nie składa jednak broni. Od rana, po ogłoszeniu o śmierci lidera, na ulice wylegają tysiące osób, bardzo możliwe, że spontanicznie.

View post on Twitter

Konstytucja mówi o konieczności szybkiego wyboru następcy. Ostatnio, jak wspominaliśmy, wydarzyło się w dzień po śmierci Chomeiniego. Dziś sytuacja jest jednak nieco inna. Iran jest na wojnie i pod ostrzałem, a zebranie tak wielu tak wpływowych osób, istotnych dla funkcjonowania państwa, byłoby bardzo ryzykowne.

Kto następny?

Na razie władzę formalnie sprawuje tymczasowa trzyosobowa rada, w której skład wchodzą:

  • prezydent Masud Pezeszkian (nie wiemy, czy nie ucierpiał w atakach, wypowiadał się dziś jedynie za pośrednictwem swojego biura),
  • szef systemu sprawiedliwości Gholam-Hosejna Mohseni-Edżei,
  • ajatollah Alireza Arafi (wybrany do rady przez inne, 48-osobowe ciało – Radę Rozpoznawania Interesu Państwa).

Kolejnymi kluczowymi postaciami w procesie wyboru nowego lidera są sekretarz Najwyższej Rady Bezpieczeństwa Narodowego Iranu Ali Laridżani i przewodniczący Madżlesu Mohammad Bagher Ghalibaf. To oni, razem z bliskim doradcą Chameneiego Alim Szamchanim mieli według różnych doniesień medialnych być w ostatnich miesiącach najważniejszymi osobami w państwie, cieszącymi się zaufaniem przywódcy. Szamchani zginął we wczorajszym ataku razem z Chameneim.

Tymczasowa rada przywódcza jest ciałem ceremonialnym, a prezydent Pezeszkian od dawna był marginalizowany, w wielu kwestiach uznawał zwierzchnictwo Laridżaniego. Laridżani uważany jest z jednej strony za najwierniejszego z wiernych wobec przywódcy, z drugiej – za pragmatyka. W najbliższych dniach, być może tygodniach, obserwować będziemy, jak zachowuje się, gdy Chameneiego już nie ma.

Na razie system pokazuje swoją jedność i spójność. Politycy muszą pamiętać o tym, jak silną formacją jest Gwardia Rewolucyjna z setkami tysięcy funkcjonariuszy gotowych do obrony systemu czy tłumienia oporu. Szansa, że zobaczymy tektoniczne zmiany w ciągu najbliższych kilku dni, jest mała. Ale poza tym jesteśmy na nieznanych wodach.

Zobaczymy czy Zgromadzenie Ekspertów w następnych godzinach lub dniach zbierze się, by wybrać nowego Najwyższego Przywódcę i jak będzie funkcjonować państwo bez swojego dotychczasowego lidera. Przed Republiką Islamską kolejne kluczowe i historyczne dni.

;
Na zdjęciu Jakub Szymczak
Jakub Szymczak

Dziennikarz OKO.press od 2018 roku, współkierownik działu społeczno-gospodarczego (razem z Katarzyną Kojzar). Publikował też m.in. w Res Publice Nowej, Miesięczniku ZNAK i magazynie „Kontakt”. Absolwent Polskiej Szkoły Reportażu, arabistyki na Uniwersytecie Adama Mickiewicza w Poznaniu i historii na Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie. Autor reportażu historycznego "Ja łebków nie dawałem. Procesy przed Żydowskim Sądem Społecznym" (Czarne, 2022) o powojennych rozliczeniach wewnątrz polskiej społeczności żydowskiej. W OKO.press pisze głównie o gospodarce i polityce międzynarodowej oraz Bliskim Wschodzie.

Komentarze