Według rządu prezydenta Masuda Pezeszkiana rozwiązaniem problemów finansowych obywateli mają być dopłaty do dochodu o równowartości 7 dolarów. Tłumy protestujących rosną, a kluczowe mogą się okazać kolejne dni
W środę 7 stycznia i czwartek 8 stycznia 2026 można było mówić o intensyfikacji protestów, trwających już dwunasty dzień. Ich głównym podłożem i katalizatorem jest fatalna sytuacja gospodarcza kraju i ubożenie społeczeństwa. W grudniu inflacja przekroczyła 50 proc. A to oznacza, że oszczędności Irańczyków w ciągu zaledwie roku straciły połowę wartości.
Tymczasem wysoka inflacja nie jest niczym nowym. Od powrotu amerykańskich sankcji w 2018 roku niemal ciągle przekracza 20 proc. Przekłada się to na dramatyczny spadek wartości pieniądza i ubożenie Irańczyków w niemal każdej klasie społecznej. W 2018 roku dolara można było na rynku w Iranie kupić za mniej niż 100 tys. riali. Dziś to mniej więcej 1 mln 400 tys. riali.
Irańczycy narzekają na niszczejącą infrastrukturę publiczną, brak ruchów zapobiegających dotkliwej suszy. To wszystko wynik międzynarodowych (przede wszystkim amerykańskich) sankcji, ale też poważnych problemów z korupcją oraz fatalnego zarządzania krajem i brakiem elastyczności polityków w polityce zagranicznej. Iran przez dekady inwestował ogromne sumy we wspieranie m.in. Hezbollahu czy pomoc rządowi w Wenezueli lub obronę Baszszara al-Assada. Z dzisiejszej perspektywy to środki stracone. A dla wielu Irańczyków to znak, że władza bardziej przejmuje się próbą rozlania rewolucji poza granicami kraju, niż dostępem do wody czy ceną jajek dla milionów obywateli.
W środę handlarze zamykali swoje sklepy w ramach protestu między innymi w Teheranie, Tabrizie i Maszhadzie – czyli w największych miastach kraju.
Irański rząd ustami prezydenta Masuda Pezeszkiana przyznał, że sytuacja jest trudna i zadeklarował, że rozumie część protestujących, którzy są niezadowoleni ze swojej sytuacji materialnej. Prezydent zapowiedział rozmowy z właścicielami małych biznesów. I zaproponował istotną reformę gospodarczą w odpowiedzi na niezadowolenie społeczne.
Wieczorem w czwartek 8 stycznia doszło do największych demonstracji w czasie obecnej fali protestów. Na pełną ocenę ich skali musimy jeszcze poczekać, ale filmy docierające z Iranu, z zaufanych źródeł, pokazują, że protesty faktycznie eskalują. Na jednym z najczęściej udostępnianych filmów widzimy prawdopodobnie kilkutysięczny tłum podczas wieczornej demonstracji w Teheranie.
Warto pamiętać, że jest to około 10-milionowa metropolia, a więc kilkutysięczny tłum nie oznacza masowego poruszenia.
W Teheranie widzimy pokojową demonstrację. Doniesienia mówią też jednak choćby o dwóch ofiarach wśród sił Strażników Rewolucji w starciu z protestującymi w Kermanszach na zachodzie kraju. W wielu miejscach dochodzi do znaczącego ograniczania dostępu do Internetu, by uniemożliwić komunikację i ewentualną koordynację protestów. Spory protest zorganizowano również np. w Maszhadzie – jednym z największych miast kraju, blisko granicy z Turkmenistanem.
W poniedziałek 5 stycznia ogłoszono plan comiesięcznych dodatków dla obywateli o wysokości siedmiu dolarów, które można będzie wydać w niektórych sklepach spożywczych na podstawowe dobra. Jednocześnie zrezygnowano z preferencyjnych stawek wymiany waluty dla importerów. W zamierzeniu reforma ma pomóc konsumentom w walce ze słabnącą wartością pieniądza.
Prezydent przestrzegł handlarzy przed podnoszeniem cen i gromadzeniem dóbr, by spekulować towarem. W pierwszych dniach po jej ogłoszeniu ceny podstawowych produktów takich jak olej czy jajka znacznie wzrosły.
Dwóch anonimowych sklepikarzy z Teheranu przekazało dziennikarce „New York Times'a” Farnaz Fassihi, że dotychczasowe próby mediacji między protestującymi a rządem były nieskuteczne. Jeden z nich dodał, że pomimo trudności i strat finansowych, w jego ocenie na razie wśród sklepikarzy przeważa poczucie solidarności.
Rząd wymienił też 31 grudnia niepopularnego szefa banku centralnego Mohammada Rezę-Farzina na Abdolnasera Hemmatiego, któremu powierzył misję ustabilizowania jednego z głównych negatywnych bohaterów irańskiego dramatu – kursu walutowego. Na konferencji prasowej 8 stycznia Hemmati ogłaszał już sukces i zwolnienie spadków wartości riala. Na razie nie widać jednak niezależnego potwierdzenia jego doniesień. A według informacji z wewnątrz kraju wynika, że ceny dalej szaleją. Jedna z rozmówczyń „NYT” z Teheranu twierdzi, że ceny niektórych podstawowych produktów w niektórych sklepach wzrosły nawet trzykrotnie w ciągu 48 godzin.
Z rządu Pezeszkiana od tygodnia wypływa spójna komunikacja: protesty części społeczeństwa mają uzasadnienie, ale nie pozwolimy, by się rozlały i by wykorzystali je wrogowie Republiki Islamskiej. Robimy, co możemy, by rozwiązać kryzys.
Na razie jednak irańskie społeczeństwo nie czuje się przekonane przez dotychczasowe działania rządu.
Jednocześnie widać, że próby siłowego opanowania buntu są punktowe i chaotyczne. I odzwierciedlają rozproszony dziś system władzy w Iranie. Fateme Mohadżerani, rzeczniczka rządu, napisała w środę w mediach społecznościowych: „wszyscy protestujący to nasze dzieci, boli nas każda przelana kropla krwi”. To próba wytłumaczenia się z ofiar śmiertelnych. Weryfikacja doniesień i danych o ofiarach jest dziś trudna ze względu na brak międzynarodowych dziennikarzy w Iranie i znaczne ograniczenia w wolności prasy wśród dziennikarzy irańskich. Organizacje broniące praw człowieka szacują, że do 6 stycznia ofiar było około 20-30, choć liczby mogą być większe.
Wiemy jednak na pewno, że w kilku miejscach służby bezpieczeństwa oddały strzały do protestujących. W różnych częściach kraju protesty przybierają różną formę i intensywność. Ostre starcia miały miejsce w zachodnich prowincjach, gdzie sporą część mieszkańców stanowią mniejszości: Kurdowie i Lorowie.
W Ilam, innej zachodniej prowincji, w 20-tysięcznym mieście odbywały się spore demonstracje, a protestujący napadli na sklep powiązany ze Strażnikami Rewolucji. Według relacji z wielu źródeł służby miały też w nocy z 4 na 5 stycznia zaatakować okoliczny szpital, gdzie leczono poszkodowanych w demonstracjach.
Według powiązanej ze Strażnikami Rewolucji agencji prasowej Tasnim w starciach z protestującymi obrażenia odniosło ponad 600 funkcjonariuszy. Jednocześnie na anglojęzycznej stronie Tasnim więcej niż o irańskich protestach przeczytamy o wydarzeniach w Minneapolis.
W czwartek 8 stycznia demonstrowano nawet w małych miejscowościach. Na poniższym klipie widać tłum, prawdopodobnie kilkutysięczny, w 150-tysięcznej miejscowości Mardawaszt w centralnej prowincji Fars. Część protestujących skanduje hasło „śmierć Chameneiemu” pod adresem irańskiego przywódcy Alego Chameneiego.
Protesty, choć rosną, dalej nie mają siły tych z 2022 roku po zamordowaniu młodej Kurdyjki Mahsy Amini przez siły bezpieczeństwa Republiki Islamskiej. Być może wkraczają jednak w kluczową fazę, a kolejne dni mogą nam sporo powiedzieć o ich dynamice. Władza jest dziś w poważnym kryzysie, co widać również po odpowiedzi na obecne protesty. Prezydent i rząd starają się szukać rozwiązań. Jednak w obliczu dzisiejszych problemów gospodarczych i strukturalnych mają niewiele argumentów w swoich rękach.
Jednocześnie szefowie sądownictwa czy służb bezpieczeństwa grożą ostrą odpowiedzią.
Republika Islamska przez niemal pięć dekad swojego istnienia eliminowała faktyczną polityczną opozycję wobec konserwatywnego i religijnego systemu politycznego. Dlatego dziś w Iranie nie ma dobrze zorganizowanych grup politycznych gotowych do zaprezentowania alternatywy dla dzisiejszego systemu Republiki Islamskiej.
Rolę lidera opozycji próbuje z zagranicy odgrywać Reza Pahlawi, syn obalonego w 1979 roku ostatniego monarchy, Mohammada Rezy Pahlawiego. Pahlawi nie ma jednak w kraju zaplecza politycznego, a spora część społeczeństwa odrzuca go, bo nie ma on ani doświadczenia w polityce, ani znajomości własnego kraju. Faktycznie jednak demonstrujący w wielu miejscach skandują nazwisko Pahlawich. Częściowo może to jednak być wynik tego, że jest on jedyną wyrazistą postacią opozycyjną wobec Republiki Islamskiej.
7 stycznia w mediach społecznościowych Pahlawi wezwał do wzniesienia okrzyków poparcia o godzinie 20 kolejnego dnia, 8 stycznia. Trudno na razie powiedzieć, w jakim stopniu mobilizacja z wieczora z 8 stycznia jest wynikiem tego apelu. Ale nawet gdyby tak było, szansa, że Pahlawi przejmie władzę w Iranie, jest i prawie na pewno pozostanie znikoma. Czas 87-letniego w tym roku Chameneiego może być policzony. Jednak syn władcy z poprzedniej epoki nie ma dziś wiele argumentów, by zostać władcą Iranu.
Poprzednie duże protesty z 2022 roku zostały ostatecznie stłumione, choć osiągnęły też pewien sukces. To dzięki ówczesnemu oporowi dokonała się zmiana społeczna i de facto przestano ostatecznie egzekwować prawny nakaz zakrywania głowy przez Iranki. Władza, która symbolizuje dziś Pezeszkian i Chamenei jest słaba. Jednak jej ewentualny upadek niekoniecznie oznaczałby faktyczną demokratyczną przemianę. Może on za to otworzyć drzwi do przewrotu i na przykład dyktatury wojskowej. Bardzo możliwe, że obserwujemy powolny upadek Republiki Islamskiej, ale nie da się dziś przewidzieć, co dokładnie upadek ten przyniesie. Ani jak długi i powolny będzie rozpad systemu, który dziś ewidentnie jest niewydolny gospodarczo i politycznie.
Bo siły bezpieczeństwa dysponują dziś mocnymi argumentami. Są przećwiczone w tłumieniu protestów. I na razie nie przejawiają chęci, by oddać pola. Wiele powiedzą nam kolejne dni.
Dziennikarz OKO.press od 2018 roku, współkierownik działu społeczno-gospodarczego (razem z Katarzyną Kojzar). Publikował też m.in. w Res Publice Nowej, Miesięczniku ZNAK i magazynie „Kontakt”. Absolwent Polskiej Szkoły Reportażu, arabistyki na Uniwersytecie Adama Mickiewicza w Poznaniu i historii na Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie. Autor reportażu historycznego "Ja łebków nie dawałem. Procesy przed Żydowskim Sądem Społecznym" (Czarne, 2022) o powojennych rozliczeniach wewnątrz polskiej społeczności żydowskiej. W OKO.press pisze głównie o gospodarce i polityce międzynarodowej oraz Bliskim Wschodzie.
Dziennikarz OKO.press od 2018 roku, współkierownik działu społeczno-gospodarczego (razem z Katarzyną Kojzar). Publikował też m.in. w Res Publice Nowej, Miesięczniku ZNAK i magazynie „Kontakt”. Absolwent Polskiej Szkoły Reportażu, arabistyki na Uniwersytecie Adama Mickiewicza w Poznaniu i historii na Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie. Autor reportażu historycznego "Ja łebków nie dawałem. Procesy przed Żydowskim Sądem Społecznym" (Czarne, 2022) o powojennych rozliczeniach wewnątrz polskiej społeczności żydowskiej. W OKO.press pisze głównie o gospodarce i polityce międzynarodowej oraz Bliskim Wschodzie.
Komentarze