Gdyby nie 1,5%, mogłoby nie być OKO.press

Twoja pomoc ma znaczenie

0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: Photo by AFPPhoto by AFP

Jedną z konsekwencji wojny USA i Izraela z Iranem powinien być upadek USA jako kraju rządzonego przez racjonalnych ludzi, którzy słuchają rad specjalistów. Jeśli Stany Zjednoczone były kiedyś wzorem merytokracji, na pewno nie są nim w czasie kolejnej kadencji Donalda Trumpa.

Zbliża się miesiąc, odkąd Amerykanie zdecydowali się zaatakować Iran. Wiemy, że Trump liczył na szybkie zakończenie wojny i na to, że Irańczycy po kilku atakach i zabiciu Najwyższego Przywódcy masowo wystąpią przeciwko swojemu rządowi i go obalą. Wiemy, że był zaskoczony atakami Iranu na kraje Zatoki Perskiej.

Dziś w Axios czytamy, że Benjamin Netanjahu przekonał Amerykanów, że wojna powinna przebiec łatwo, a zmiana reżimu w jej konsekwencji jest bardzo prawdopodobna. Amerykanie za kulisami mogą teraz wyrażać frustrację wobec Izraelczyków, ale trudno zrzucić winę za decyzję o wojnie na Netanjahu: to Trump podejmował ostateczne decyzje, to Trump powinien wiedzieć, w co się pakuje i przeprowadzić niezależne analizy.

Zresztą je przeprowadzono: tuż przed wojną generał Dan Caine mówił Trumpowi, że będzie to znacznie trudniejsza operacja niż porwanie Nicolasa Maduro w Wenezueli. Trump nie posłuchał.

Wspomniany artykuł w Axios napisany jest tak, jakby źródła w Białym Domu pochodziły z otoczenia wiceprezydenta J.D. Vance’a. To on, według tych źródeł, miał nakrzyczeć w rozmowie telefonicznej na Benjamina Netanjahu. Vance jest w nim przedstawiony jako ten, który sprzeciwiał się wojnie, a teraz jest główną nadzieją na przeprowadzenie skutecznych rozmów pokojowych.

Czy do jakichś rozmów w najbliższym czasie jednak dojdzie?

Co z tymi rozmowami?

Amerykanie początkowo wyrażali nadzieję, że uda się spotkać z Irańczykami w Islamabadzie, stolicy Pakistanu, nawet w czwartek 26 marca. Do tego nie doszło. I na dziś trudno mówić o jakimkolwiek konkretnym terminie w przyszłości.

W czwartek 26 marca Trump w mediach społecznościowych napisał, że zawiesza „okres zniszczenia elektrowni” na 10 dni, do 6 kwietnia. Wcześniej zawiesił go na 5 dni. A najpierw zagroził, że Amerykanie zaczną atakować irańskie elektrownie (intencjonalne niszczenie kluczowej infrastruktury cywilnej jest zbrodnią wojenną), jeśli Iran nie otworzy cieśniny Ormuz. Cieśnina pozostaje zamknięta, a Trump przedłuża swoje ultimatum, bo twierdzi, że trwają konstruktywne rozmowy z Iranem. Nic o nich nie wiemy. I niemal na pewno nie są prowadzone żadne konkretne rozmowy, a jedynie przekazywanie pojedynczych komunikatów za pośrednictwem m.in. Pakistanu i Turcji oraz badanie własnych stanowisk.

Prezent, którego nie było?

Dowiedzieliśmy się też, co Trump miał na myśli, gdy 25 marca mówił, że dostał od Iranu „bardzo duży prezent, warty ogromną kwotę pieniędzy”. Kolejnego dnia przekazał, że chodziło o zezwolenie na przepłynięcie 10 statków przez Ormuz. W lutym, przed wojną, średnio dziennie przez cieśninę przepływało ponad 100 statków, a ponad połowa to tankowce. To znaczy, że pojedyncze przepłynięcie dziesięciu statków nie ma zbyt wielkiego znaczenia dla światowej sytuacji gospodarczej. Nie wiemy jednak nawet, czy to stwierdzenie Trumpa jest prawdziwe – Strażnicy Rewolucji, którzy kontrolują dziś cieśninę, odrzucają słowa Trumpa. A niezależnego potwierdzenia nie ma. Nie jest też tak, że przez Ormuz nie przepływa nic. W pierwszej połowie marca Irańczycy przepuszczali mniej więcej 5-6 statków dziennie.

Mamy więc do czynienia z osobliwą sytuacją, która miesiąc temu byłaby szokująca: Trump stara się być miły dla Irańczyków i wyciąga do nich rękę, a Iran otwarcie mówi, że nie ma mowy o rozmowach.

To jednak też blef.

Do rozmów jest wciąż daleko, a stanowiska z obu stron są znów bardzo dalekie. Ale kanałami dyplomatycznymi wymieniane są stanowiska. O 15 punktach, jakie proponują USA, pisaliśmy dokładnie tutaj. Irańczycy nie wystosowali jeszcze bezpośredniej odpowiedzi na tę propozycję, ale na podstawie przedwojennych negocjacji, przebiegu wojny i irańskiej strategii obronnej można z całą pewnością powiedzieć, że Iran się na te punkty nie zgodzi.

Nie do pogodzenia

Przedstawiciele irańskich władz faktycznie szybko przekazali do mediów, że się na ten plan nie zgadzają. I podali swoje pięć punktów, które ich zdaniem są niezbędne, by zakończyć wojnę:

  • „Pełne zakończenie »agresji i zabójstw« ze strony wroga,
  • ustanowienie konkretnych mechanizmów, które zapewnią, że wojna nie zostanie ponownie narzucona Republice Islamskiej,
  • zagwarantowane i jasno zdefiniowane wypłaty reparacji wojennych,
  • zakończenie wojny na wszystkich frontach, wobec wszystkich grup oporu w regionie,
  • uznanie naturalnego prawa Iranu do suwerenności nad cieśniną Ormuz”.

Nietrudno zauważyć, że to z kolei są punkty, które dla USA będą niemożliwe do spełnienia. Trudno sobie wyobrazić, by Amerykanie zgodzili się na wypłacanie Iranowi reparacji wojennych. Albo by podpisali dokument, który gwarantowałby, że nie zaatakują już Iranu. Wojnę z Hezbollahem w Libanie – której przede wszystkim dotyczy punkt trzeci – prowadzi Izrael, traktuje ją jako niezależną wojnę i nic nie wskazuje na to, by miał plan ją w najbliższym czasie zakończyć.

Czyli – niewiele w stosunku do negocjacji przedwojennych się zmieniło. Dwie strony rozmawiają obok siebie. J.D. Vance może dziś starać się przedstawić jako prawdziwy peacemaker, ale nie wiadomo, czy ma jakikolwiek plan, jak do niego doprowadzić.

Uderzenia w huty stali

A w międzyczasie wojna dalej się rozwija. Amerykanie silnie sugerują, że przygotowywana jest inwazja lądowa na wyspy na Zatoce Perskiej, m.in. kluczową dla irańskiego eksportu ropy wyspę Chark, ale także inne, ważne dla kontroli nad przepływającymi przez cieśninę Ormuz statkami. To ekstremalnie trudna do przeprowadzenia operacja, szczególnie jeśli Amerykanie przy pomocy kilku tysięcy żołnierzy chcieliby utrzymać kontrolę nad tymi wyspami. Pamiętajmy, że połączone siły irańskiej regularnej armii i Strażników Rewolucji to kilkaset tysięcy żołnierzy. A cieśnina Ormuz to kluczowy dla Iranu punkt, dzięki któremu Irańczycy podnoszą koszt prowadzenia tej wojny dla USA i dla całego świata.

W Axios czytamy, że Trump jeszcze nie zdecydował o tym ataku, ale chce mieć taką możliwość, jeśli ewentualne negocjacje nie pójdą po jego myśli. Gdzieś to już słyszeliśmy. Brzmi to bowiem identycznie jak retoryka Trumpa z lutego, sprzed ataku. A obie strony pokazały, że nie wyczerpały jeszcze możliwości dalszej eskalacji. Rozmowy natomiast na razie nie rokują.

Połączone siły izraelsko-amerykańskie kontynuują intensywne ataki, również na cele tylko pośrednio związane z irańską armią i systemem politycznym. Dziś uderzono w dwie kluczowe irańskie huty stali: Mobarake w okolicy Isfahanu i Chuzestan w Ahwazie. Mobarake jest największym producentem stali na Bliskim Wschodzie. Iran już zapowiedział ostrą odpowiedź wobec amerykańskich firm w regionie. Jeśli zniszczenia okażą się poważne, może to być bardzo duży problem dla całej irańskiej gospodarki, która i tak jest już w fatalnym stanie. Poniżej zdjęcia z dziś z Ahwazu:

View post on Twitter

Duże ryzyko dalszej eskalacji

Arabskie kraje Zatoki Perskiej niekoniecznie zainteresowane są szybkim zawieszeniem broni. Wojna pokazała, jak istotne zniszczenia mogą wyrządzić na ich terenie Irańczycy. Dlatego część tych krajów naciska, by dalej niszczyć możliwości militarne Iranu. To wszystko nie znaczy, że te nie zostały poważnie nadszarpnięte. Odbudowanie zniszczonego arsenału rakietowego będzie trwało.

Ostatecznie jednak dla władz Republiki Islamskiej zwycięstwem będzie przetrwanie wojny i utrzymanie systemu politycznego. Dodajmy, że to stanowisko polityczne rządzących Republiką Islamską. Nie oznacza to, że Iran politycznie i militarnie nie wyjdzie z tej wojny znacznie osłabiony. Degradacja państwa – o której mówiło się już na długo przed wojną – zostanie pogłębiona. Jeśli degradacja ta będzie się przedłużała, ale nie przełoży się na zmianę polityczną, cierpieć będą na tym przede wszystkim zwykli Irańczycy.

Dotychczas jednak rewolta, na którą USA i Izrael liczyły w pierwszych dniach wojny, się nie zmaterializowała. Trump, pomimo tego, że wojna nie idzie po jego myśli, zadał jednak razem z Izraelem Iranowi poważne ciosy. Nie spełnił celów wojny, które deklarował na początku, ale nie jest tak, że Amerykanie nie osiągnęli nic – osłabili Iran militarnie i politycznie.

Z tego powodu mamy dziś do czynienia z dwoma stronami, które mają powody, by głosić, że wojnę wygrały. A skoro tak, to nie czują, by musiały w negocjacjach ustępować. Jednocześnie wśród elity rządzącej w Teheranie mogą znaleźć się osoby, które wolałyby wojnę zakończyć. Ale duża część Irańskiego establishmentu jest gotowa ją kontynuować. Dlatego szanse na zawieszenie broni w najbliższych dniach są bardzo niskie. A to niebezpieczne, bo rośnie ryzyko dalszej eskalacji, przedłużania wojny, pogłębiania się problemów dla globalnej gospodarki, dalszych ofiar cywilnych (głównie w Iranie) i dalszej degradacji irańskiej gospodarki.

Na zdjęciu Jakub Szymczak
Jakub Szymczak

Dziennikarz OKO.press od 2018 roku, współkierownik działu społeczno-gospodarczego (razem z Katarzyną Kojzar). Publikował też m.in. w Res Publice Nowej, Miesięczniku ZNAK i magazynie „Kontakt”. Absolwent Polskiej Szkoły Reportażu, arabistyki na Uniwersytecie Adama Mickiewicza w Poznaniu i historii na Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie. Autor reportażu historycznego "Ja łebków nie dawałem. Procesy przed Żydowskim Sądem Społecznym" (Czarne, 2022) o powojennych rozliczeniach wewnątrz polskiej społeczności żydowskiej. W OKO.press pisze głównie o gospodarce i polityce międzynarodowej oraz Bliskim Wschodzie.

Komentarze