Gdyby nie 1,5%, mogłoby nie być OKO.press

Twoja pomoc ma znaczenie

0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: AP Photo/Itay CohenAP Photo/Itay Cohen

30 marca Kneset przyjął ustawę o karze śmierci dla zabójców, których motywacją jest „zaprzeczanie istnieniu Izraela”. Wzbudziło to na świecie szeroki sprzeciw. Krytycy zarzucają Izraelowi, że nowe prawo przyczynia się do pogłębienia dyskryminacji Palestyńczyków i łamie zasadę równości wobec prawa. Trudno wyobrazić sobie bowiem sytuację, w której w myśl ustawy skazani zostaną Izraelczycy, w tym osadnicy stosujący brutalną przemoc na Zachodnim Brzegu. Przeciwko ustawie zaprotestowała Wysoka Przedstawiciel UE ds. Zagranicznych oraz poszczególne frakcje Parlamentu Europejskiego.

Ustawa budzi ogromne kontrowersje także w samym Izraelu. Krytykują ją nawet środowiska popierające wojnę z Iranem oraz politykę Izraela w Gazie i na Zachodnim Brzegu. Nowe prawo postrzegane jest jako niesprawiedliwe zarówno przez osoby wywodzące swoją argumentację z pozycji humanistycznych i pacyfistycznych, jak i przez ludzi przywiązanych do żydowskiej tradycji religijnej. Ta z kolei od stuleci jednoznacznie sprzeciwia się stosowaniu kary głównej.

Z Avim Daboushem, dyrektorem Rabbis for Human Rights – organizacji non profit zrzeszającej rabinów działających na rzecz praw człowieka rozmawiamy o konsekwencjach nowej ustawy. Pytamy też, czy istnieje szansa na zniesienie kontrowersyjnej ustawy.

Aleksander Kamkow: Kim są Rabbis for Human Rights?

Avi Daboush: To izraelskie stowarzyszenie rabinów działających na rzecz praw człowieka. Organizacja powstała w czasie pierwszej Intifady w 1988 roku — a ja jestem jej dyrektorem od siedmiu lat.

Wspieramy osoby żyjące w ubóstwie — zarówno Żydów, jak i Arabów — pracujemy też z młodzieżą żydowską przed służbą wojskową oraz z osobami zaangażowanymi w dialog międzyreligijny, głównie z Izraela, ale także z Palestyny. Mamy też dział zajmujący się prawami człowieka na terytoriach okupowanych. Jesteśmy obecni na Zachodnim Brzegu.

W Gazie działalność organizacji non profit jest dziś praktycznie niemożliwa. Dlatego skupiamy się przede wszystkim na tzw. obecności ochronnej na Zachodnim Brzegu. Towarzysząc Palestyńczykom, staramy się chronić ich przed przemocą osadników i dokumentować ją. Przez lata prowadziliśmy szeroko zakrojone działania w czasie zbiorów oliwek i później w sezonie sadzenia, a w ostatnim okresie — zwłaszcza od 7 października — rozbudowaliśmy sieć koordynatorów terenowych. Część z nich to Palestyńczycy, część Izraelczycy. Działają na dużym obszarze — od północy, w okolicach Nablusu i północnej części Doliny Jordanu, aż po rejon Hebronu, Betlejem i południową część Doliny Jordanu, w tym okolice Ma’ale Adumim i Jerozolimy.

Naszym celem jest wspieranie społeczności, które znajdują się w szczególnie trudnej i niebezpiecznej sytuacji.

Od powstania obecnego rządu, a zwłaszcza po 7 października, obserwujemy nasilenie działań, które można określić mianem działań wojskowych — choć nie jest to wojna w takim sensie jak w Gazie. Mamy raczej do czynienia z aktywnością grup paramilitarnych — żydowskich bojówek działających w terenie, które zajmują kolejne wzgórza, zakładają posterunki i farmy, a następnie atakują palestyńskie społeczności.

Zdarza się także przemoc z użyciem broni palnej. W ostatnich tygodniach, od początku wojny z Iranem, zginęło 19 Palestyńczyków — większość z rąk osadników, ale część z rąk wojska. Po 7 października wielu osadników uzbrojono i włączono do oddziałów obrony lokalnej (tzw. security squads). Formalnie nie są częścią struktur IDF, w praktyce często współpracują z izraelskimi siłami bezpieczeństwa.

Mieszkam przy samej granicy ze Strefą Gazy, w kibucu Nirim, zaledwie kilometr od Chan Junis. U nas również funkcjonuje coś w rodzaju grupy paramilitarnej. To cywile, ale otrzymują od armii sprzęt, broń, a nawet wynagrodzenie. Niestety zdarza się, że ta broń jest używana przeciwko palestyńskim cywilom.

Doświadczyliśmy tego bezpośrednio podczas ostatnich zbiorów oliwek, pod koniec listopada i w grudniu. Byliśmy wtedy w gajach oliwnych w Diristii. Nasza grupa liczyła 40 osób, głównie z Izraela i USA. W pewnym momencie przyjechało dwóch rezerwistów z osiedla Rawawa, wycelowali w nas broń i oddali strzały w powietrze. Na szczęście nic się nie stało, ale na własne oczy zobaczyliśmy, do czego osadnicy wykorzystują broń przekazaną im przez izraelskie władze. Choć osadnicy zaczynają zachowywać się agresywnie nawet wobec aktywistów, nie możemy pozostawić społeczności doświadczających przemocy osadników na pastwę losu.

Przeczytaj także:

Kara śmierci prawie niemożliwa

30 marca Kneset przyjął ustawę o karze śmierci dla zabójców, których motywacją jest „zaprzeczanie istnieniu Izraela”. Inicjatywa ustawodawcza wyszła od polityków, którzy określają samych siebie mianem religijnych Żydów. Czy mógłby pan jako rabin wyjaśnić nam, jaki jest stosunek żydowskiej tradycji religijnej do kary śmierci?

Chciałbym podkreślić, że w partii Ben-Gwira [Itamar Ben-Gwir, lider skrajnie prawicowej partii Żydowska Siła, która złożyła projekt ustawy – red.] nie wszyscy są religijni. Niektórzy, jak sam Ben-Gwir czy inicjatorka ustawy Limor Son Har-Melech, praktykują, inni już nie. Przewodniczący komisji odpowiadającej za przygotowanie ustawy, Tzwika Fogel, również nie jest osobą religijną.

Z perspektywy Rabbis for Human Rights kluczowa jest interpretacja halachiczna [zgodna z religijnym prawem żydowskim – red.] W Torze kara śmierci pojawia się wielokrotnie, ale sam Pięcioksiąg nie jest jedynym źródłem prawa żydowskiego. Istotna jest także tora she-be-’al pe, czyli Tora ustna, która ma kluczowe znaczenie dla stosowania kary śmierci. Wykładnię prawa żydowskiego w tym zakresie rozwijały wielkie autorytety rabiniczne, takie jak Majmonides [filozof i rabin z XII w. – red.], oraz późniejsi naczelni rabini Izraela.

Z głównego tekstu Tory ustnej, Talmudu, wynika jasno, że karę śmierci mógł zasądzić jedynie najwyższy sąd religijny — Sanhedryn. W praktyce zdarzało się to niezwykle rzadko. Według Talmudu zastosowanie kary śmierci nawet raz na 70 lat było uznawane za wyjątkowo drastyczny środek. Choć halacha w teorii przewiduje karę śmierci, tradycja żydowska zawsze starała się ograniczać jej stosowanie do absolutnego minimum.

Aby skazać kogoś na śmierć zgodnie z prawem żydowskim, konieczne jest spełnienie szeregu warunków:

co najmniej dwóch naocznych świadków zbrodni, którzy wcześniej ostrzegli sprawcę, że za jego czyn grozi kara śmierci.

Istnieje wiele takich zasad, mających na celu zapobieganie zastosowaniu kary głównej.

Majmonides idzie jeszcze dalej: stosowanie kary śmierci byłoby dopuszczalne jedynie, gdyby odbudowana została Świątynia Jerozolimska, a Sanhedryn obradował w Liszkat ha-Gazit [Sala z Ciosanego Kamienia, pomieszczenie na dziedzińcu Drugiej Świątyni – red.]. Dziś nie mamy ani świątyni, ani Sanhedrynu, więc warunki te nie są spełnione.

Pierwsi naczelni rabini Izraela — rabin Herzog (aszkenazyjski) i rabin Uzi’el (sefardyjski) — jednoznacznie sprzeciwiali się wprowadzeniu kary śmierci. Argumentowali, że Żydzi powinni być wrażliwi na wartość ludzkiego życia. Podkreślali, że każdy człowiek został stworzony na obraz i podobieństwo Boga, a decyzja o odbieraniu życia należy wyłącznie do Niego.

Wyjątek stanowi zabijanie w sytuacji wojny lub obrony własnej. Nie można natomiast traktować zabijania skazanych więźniów jako formy dopuszczalnej samoobrony.

Takie stanowisko jest powszechne w środowisku rabinicznym. Nawet były naczelny rabin sefardyjski Jicchak Josef w 2019 roku potępił karę śmierci.

Współczesne odłamy judaizmu w dużej mierze zgadzają się w tej kwestii. W Stanach Zjednoczonych praktycznie wszyscy liderzy nurtów: liberalnych, ortodoksyjnych, reformowanych i konserwatywnych — sprzeciwiają się karze śmierci.

Wróćmy więc do historii współczesnego Izraela. Czy kara śmierci w Państwie Izrael została kiedykolwiek zastosowana?

Tak, miało to miejsce dwa razy. Pierwszy raz w trakcie wojny o niepodległość. W tym przypadku nie odbył się nawet formalny proces sądowy. Me’ir Tobianski został oskarżony o zdradę i rozstrzelany w warunkach polowych. Później próbowano nawet pociągnąć do odpowiedzialności osoby, które wydały ten wyrok. Trudno zatem traktować jego przypadek jako element systemu prawnego Izraela.

Drugą i ostatnią osobą skazaną na śmierć w historii Państwa Izrael był Adolf Eichmann. W jego przypadku wyrok wydano w zgodzie z ustawą o nazistach i nazistowskich kolaborantach z 1950 roku. Planowano ją również zastosować wobec Iwana Demianiuka [pochodzący z Ukrainy strażnik w nazistowskim obozie zagłady w Sobiborze, błędnie identyfikowany z „Iwanem Groźnym", znanym z okrucieństwa strażnikiem z Treblinki – red.], ale złożył apelację i uniknął egzekucji.

Jeszcze przed wprowadzeniem najnowszej ustawy istniała możliwość orzeczenia kary śmierci przez sądy wojskowe na Zachodnim Brzegu, ale nigdy z niej nie skorzystano. Istniał nieformalny konsensus, że nie należy jej stosować.

Nowa ustawa przewiduje karę śmierci dla osób, które dopuściły się morderstwa z zamiarem „zaszkodzenia żydowskiemu odrodzeniu narodowemu w Ziemi Izraela”. Krytycy ustawy argumentują, że w praktyce jej skutki dotyczyć będą jedynie Palestyńczyków. Jak Rabbis for Human Rights oceniają nowe prawo?

Oczywiście sprzeciwiamy się tej ustawie i mówimy o tym otwarcie, ale podejmujemy też konkretne działania. Złożyliśmy odwołanie do Sądu Najwyższego razem z rabinem Giladem Kariwem, który jest posłem do Knesetu z ramienia partii Ha-Demokratim.

Odwołanie do Sądu Najwyższego to pierwszy krok, by zablokować tę ustawę. Liczymy w tej sprawie na pomyślny wyrok, bo ustawa zawiera wiele problematycznych zapisów. Na przykład próbuje się ograniczyć swobodę sędziowską. Ustawa nie pozwala sędziom na zarządzenie innej kary niż śmierć.

Druga kwestia to możliwość wydania wyroku śmierci zwykłą większością głosów. To bardzo kontrowersyjne — nawet w krajach, gdzie kara śmierci wykonywana jest powszechnie, wymagany jest znacznie wyższy próg albo jednomyślność sędziów.

Do tego dochodzi szereg zapisów, które są sprzeczne z Konwencją Genewską i innymi umowami międzynarodowymi.

Nawet na posiedzeniach komisji parlamentarnej widać było duży opór — ze strony wojska, ministerstwa sprawiedliwości i innych instytucji państwowych.

Liczymy też na zmianę polityczną po tegorocznych wyborach. Jeśli powstanie nowy rząd, pojawi się realna szansa na unieważnienie tej haniebnej ustawy.

Unia Europejska wywiera silną presję, a nawet mówi się o możliwych sankcjach wobec Izraela, ponieważ sprzeciw wobec kary śmierci jest jedną z podstawowych wartości UE.

Pozytywny żółty stryczek

Wspomniał Pan o możliwych konsekwencjach międzynarodowych dla Izraela. Czy ustawa pomoże w walce z przestępczością w Izraelu i na terytoriach okupowanych?

Ben-Gwir twierdzi, że kara śmierci odstraszy potencjalnych zamachowców. Oczywiście nie zgadzam się z nim. Nie istnieje żadna rzetelna analiza, która wskazywałaby, że kara śmierci skutecznie odstrasza — nawet jeśli ktoś uważa ją za moralnie dopuszczalną. Nie jest mi znana żadna wypowiedź przedstawiciela Szin-Betu, wojska, policji i pozostałych służb bezpieczeństwa, która pozytywnie oceniałaby treść ustawy.

Istnieją badania odnoszące się do Stanów Zjednoczonych, które porównują przestępczość w stanach wykonujących karę śmierci ze stanami abolicjonistycznymi. Mamy też szereg analiz w odniesieniu do innych krajów dotyczących skuteczności kary śmierci. Wynika z nich, że kara główna nie wpływa na spadek przestępczości.

Jesteśmy obecnie w stanie wojny z Iranem. Rząd często odwołuje się do brutalności irańskiego reżimu i podaje stosowanie przez niego kary śmierci jako jeden z powodów do agresji. Trudno nie zauważyć sprzeczności pomiędzy argumentacją rządu względem Iranu a jego stanowiskiem wobec kary śmierci dla Palestyńczyków.

Dodatkowo sama forma tej kary — mówimy tu o wieszaniu — budzi mój głęboki sprzeciw. Dla mnie to coś odrażającego.

Oburza mnie, że popierający karę śmierci politycy stosują symbol żółtego stryczka jako coś pozytywnego.

Szczególnie bulwersuje mnie użycie kary śmierci jako narzędzia do budowania kapitału politycznego. To niestety bardzo typowe dla Ben-Gwira i tego rodzaju populistycznych, autorytarnych polityków, którzy skupiają się na przekazie medialnym i kampaniach wizerunkowych kosztem zdrowia i życia ludzi. Ben-Gwir ma jako minister bardzo słabe wyniki. Mamy w tej chwili najwyższy w historii poziom zabójstw, najwyższą liczbę wypadków drogowych, najwyższy poziom przestępczości w miastach i tak dalej. Tymczasem minister bezpieczeństwa skupia się na promowaniu nienawiści względem Palestyńczyków na platformach społecznościowych.

Religia, ale najpierw polityka

Inicjatorzy ustawy: Ben-Gwir i Har Melech deklarują się jako osoby religijne i tak są powszechnie postrzegane. Jak to możliwe, że będąc religijnymi Żydami, popierają wprowadzenie kary śmierci, która jest nie do pogodzenia z wykładnią judaizmu?

W przypadku Ben-Gwira mamy do czynienia z osobą, która instrumentalizuje wartości religijne, nie mając dużej wiedzy teologicznej. Są też osoby takie jak Smotricz [Becalel Smotricz, minister finansów w rządzie Netanjahu, skrajnie prawicowy polityk partii Tekuma – red.], które mają wiedzę na temat judaizmu, a mimo tego popierają karę śmierci.

Niestety także partia Szas oraz inni religijni parlamentarzyści poparli ten projekt — wbrew temu, co mówił rabin Owadia Josef [duchowy przywódca partii Szas, naczelny sefardyjski rabin Izraela w latach 1973-1983 -red.] i jego synowie. Jestem pewien, że gdyby rabin Owadia Josef żył, zagłosowaliby przeciw.

Jest też druga kwestia — interesy polityczne. Myślę, że oni naprawdę obawiają się Ben-Gwira, bo wśród młodych ludzi, zwłaszcza w środowiskach ultraortodoksyjnych, widać wzrost radykalnych poglądów: rasizmu, retoryki zemsty, apologię przemocy i zabijania.

Szczególnie po 7 października wielu Izraelczyków zaczęło skłaniać się ku takim postawom. W tym kontekście można zrozumieć ich postawę, choć zrozumienie nie może oznaczać zgody na stosowanie kary śmierci.

Trzeba też powiedzieć, że w poprzednich kadencjach Knesetu podobne projekty forsowała partia Awigdora Liebermana, Isra’el Beitenu [ugrupowanie nacjonalistyczne, zrzeszające głównie osoby z byłego ZSRR – red.]. Tym razem nie była głównym inicjatorem, ale jeden z jej posłów, Oded Forer, zgłosił własny projekt ustawy. Co ciekawe, Forer krytykował szczegóły projektu Limor Sonar-Melech, a mimo to jego partia ostatecznie go poparła.

Lieberman zapowiedział wręcz, że zagłosuje „za” tylko wtedy, gdy zrobi to Netanjahu. Niestety, premier pojawił się na głosowaniu i poparł ustawę.

Warto też dodać, że posłowie Agudat Isra’el i Degel ha-Tora [izraelskie partie ultraortodoksyjne – red.] wstrzymali się od głosu, ponieważ ich autorytet religijny, rabin Landau, sprzeciwia się karze śmierci. Ich sprzeciw miał charakter zasadniczy — nie chodziło o szczegóły tej konkretnej ustawy, ale o fundamentalne stanowisko przeciwko karze śmierci.

Widać tu więc dużo politycznej gry i cynizmu. Niektórzy politycy, w tym sam Lieberman, otwarcie przyznają, że chodzi głównie o względy wizerunkowe.

Ben-Gwir chce przedstawiać się jako ktoś, kto twardo walczy z terroryzmem. Gdy ktoś krytykuje jego postulaty, może łatwo oskarżyć go o wspieranie terroryzmu.

Właśnie z tych powodów wielu religijnych posłów poparło ustawę. Na przykład Mosze Sa’ada z Likudu, który jest osobą religijną, przyznał otwarcie: przez wiele lat sprzeciwiał się tej ustawie ze względu na swoje przekonania religijne, ale dopiero po 7 października zaczął uważać, że może mieć ona sens.

Osobiście uważam, że część parlamentarzystów odczuwa wewnętrzny, motywowany religijnie sprzeciw. Niestety w tej kwestii zachowali się jak politycy, a nie jak religijni Żydzi. W ten sposób haniebna ustawa została przyjęta również z poparciem dużej części religijnych posłów – pragnienie zemsty i zademonstrowania siły zwyciężyły z moralnym przesłaniem naszej religii.

Na zdjęciu: Itamar Ben-Gwir z butelką wina musującego w rękach świętuje w Knesecie uchwalenie ustawy o karze śmierci, Jerozolima, 30 marca 2026. Fot. Itay Cohen.

Aleksander Kamkow

Absolwent hebraistyki na Uniwersytecie Warszawskim i semitystyki na Freie Universität Berlin. Socjalista i dumny częstochowianin. Badacz dialektu Druzów z miasta al-Suwejda na południu Syrii. Publicysta, pisał dla magazynu „Kontakt” i „Magazynu Muzułmańskiego Al-Islam”.

Komentarze