W budżecie nie ma pieniędzy, nauczyciele się awanturują, rządzi nimi polityk, któremu wszystko dyktuje Grzegorz Schetyna. Nauczyciele biorą dzieci za zakładników, ośmieszają się śpiewając, chodzi im tylko o kasę. A gdy rząd ją daje, to ją odrzucają. Prawica przez dwa tygodnie strajku na wszystkie sposoby stara się strajkujących obrzydzić i zdelegitymizować

Strajk nauczycieli trwa od dwóch tygodni. Rząd ignoruje strajkujących, nie wychodzi z nowymi propozycjami rozwiązania problemu – te, które przez te dwa tygodnie zaproponował, miały prowokacyjny charakter. Ostatnia propozycja rządzących oznaczałaby de facto obniżkę stawek.

Innymi słowy: rząd czeka, aż strajk sam się skończy. Aby tak się stało, PiS, podległe mu media i niektórzy członkowie innych prawicowych partii, forsują własny przekaz o nauczycielach. Cel jest oczywisty: obrzydzić strajkujących nauczycieli społeczeństwu tak, aby poparcie dla protestu spadło oraz obniżyć morale strajkujących.

Metody nie są wyszukane, powtarzają kilka metod manipulacji i strategii komunikacyjnych. Warto je podsumować.

Nie ma pieniędzy w budżecie

Ryszard Legutko: „Dawać można tyle, ile można”, Michał Dworczyk: „Rząd nie jest w stanie zrealizować wszystkich oczekiwań nauczycieli; w tej chwili w budżecie na taką podwyżkę pieniędzy nie ma”.

To bardzo ważna część strategii w czasie strajku. Rząd powtarza, że nie ma pieniędzy w budżecie na takie podwyżki, jakich oczekują nauczyciele. To nieprawda – rząd ma wiele instrumentów pozwalających zabezpieczyć środki na podwyżki – ale nie trzeba nawet rozstrzygać, czy to prawda, czy nie, aby stwierdzić, że nauczyciele o swoich żądaniach mówią co najmniej od zeszłego roku. Tymczasem w lutym PiS ogłosił program obietnic wyborczych, który budżet państwowy będzie kosztował około 40 miliardów złotych. Podwyżki dla nauczycieli po obniżeniu żądań płacowych podczas negocjacji mają kosztować ok 7 miliardów zł (maksymalne szacunki kosztów pierwotnych żądań sięgały 17 mld zł).

Według opublikowanego niedawno raportu Centrum Analiz Ekonomicznych, w ramach ogłoszonego przez Kaczyńskiego rozszerzenia 500 plus na każde dziecko – do samych 20 proc. najbogatszych rodzin z dziećmi trafi ok. 6 mld zł. Pomysł nie musi być zły – uniwersalne świadczenia mają swoje zalety, nawet jeśli czasem trafiają do ludzi, którzy ich nie potrzebują – ale skala tego i innych wydatków wyborczych, o które nikt nie zabiegał, pozwala zrozumieć, dlaczego nauczyciele są wściekli.

Rząd proponuje, a ZNP wszystko odrzuca

Adam Bielan: „Nauczyciele często nie chcą słuchać tych racjonalnych argumentów”, „Wiadomości” TVP: „Strajk za wszelką cenę”.

Jak wiemy z „Wiadomości” rząd jest racjonalny i ma wiele sukcesów. Dlatego, jeżeli rząd proponuje nauczycielom pewne rozwiązania, to są one dobre i jest to wszystko, na co państwo może sobie pozwolić. Jeżeli mamy tak zarysowaną narrację, to każdy, kto odrzuci takie warunki, jest awanturnikiem i musi mu chodzić o coś więcej.

Opozycja stoi za strajkiem

Michał Dworczyk: „Apelujemy […] do pana Schetyny, żeby ten strajk na czas matur zawiesić”, Adam Bielan: „Platforma Obywatelska doskonale wiedziała, co zrobi Związek Nauczycielstwa Polskiego wiele tygodni przed tym, zanim ZNP ogłaszał swoje decyzje”, „Myślę, że ten strajk jest organizowany dokładnie przed wyborami po to, żeby nam zaszkodzić w wyborach”, Rafał Ziemkiewicz: „Chodzi nie tylko o pieniądze, ale o to, żeby rząd PiS obalić”.

Świat propagandy PiS jest bardzo prosty, istnieją w nim tylko dwie siły: dobry PiS i zła opozycja. Nauczyciele wchodzą w spór z rządem, dlatego zostają utożsamieni z partyjną opozycją. Politycy PiS insynuują ich bardzo bliskie związki z partiami politycznymi, przede wszystkim z Platformą Obywatelską.

„Nie protestowaliście za PO”

Bogdan Rzońca: „Wtedy pan Broniarz nie protestował”. „Wiadomości” TVP [o okresie 2012-2015]: „Wtedy Sławomir Broniarz nie protestował”, Patryk Jaki do nauczycielki: „Proszę mi powiedzieć, dlaczego pani nie protestowała w 2015 roku i wcześniej?”.

To kompletna bzdura. Nauczyciele zrzeszeni w ZNP manifestowali na ulicach Warszawy:

Kwietniowy protest pod MEN zebrał ponad 20 tys. nauczycieli.

Broniarz to polityk opozycji

„Wiadomości” TVP: „Szef ZNP nadal straszy”, Tomasz Rzymkowski z Kukiz’15: „Przecież pan Broniarz pojawiał się na marszach KOD-u, robił sobie zdjęcia na ściankach Platformy Obywatelskiej i szedł pod rękę z liderami opozycji totalnej”.

Jedną z metod delegitymizacji strajku jest atakowanie jego liderów. PiS robi to ze Sławomirem Broniarzem od samego początku sporu pomiędzy nauczycielami a rządem. Politycy PiS przypominali więc wielokrotnie zdjęcia Broniarza z protestu KOD w obronie praworządności, czy jego przemówienia na konwencji PO (Broniarz powiedział, że gdyby zaprosiło go PiS, to również opowiedziałby im o edukacji).

Nauczyciele nie chcą pracować więcej

Mateusz Morawiecki: „Nauczyciel ma troszeczkę więcej czasu wolnego w porównaniu do innych osób pracujących, ale nauczyciel chce więcej zarabiać”, „Wiadomości” TVP: „Dzisiejsza propozycja rządu, zakładająca docelową pensję w wysokości nawet 8100 złotych miesięcznie, pod warunkiem większej liczby lekcji, nie zmieniła planów związkowców”.

To taktyka stosowana w przypadku rządowych propozycji zwiększenia pensum. Rząd próbował przedstawiać sprawę tak: nauczyciele mogą dostać więcej pieniędzy, ale tylko wówczas, gdy zgodzą się na zwiększenie liczby godzin przy tablicy. Rząd zaproponował to w rozmowach 5 kwietnia, przed rozpoczęciem strajku – nauczyciele mieliby mieć zwiększone pensum do 22-24 godzin w zamian za podwyżki.

Problem w tym, że wielu nauczycieli bierze kilka dodatkowych godzin tablicowych w tygodniu. Według rządowej propozycji właściwie nie dostaliby podwyżki, ale otrzymywaliby pieniądze z tytułu pensum zamiast pieniędzy za nadgodziny. 18 godzin pensum nie znaczy, że nauczyciele i nauczycielki pracują mało – według badań Instytutu Badań Edukacyjnych (z 2013 roku) – jest to średnio 47 godzin tygodniowo. Podobnie rząd postąpił podczas rozmów 18 kwietnia 2019. Tym razem proponując de facto obniżkę płac.

Propozycje te wydają się absurdalne. Rząd najpewniej wcale nie liczył na to, że nauczyciele je przyjmą. Chodziło o zbudowanie przekazu, że nauczyciele nie chcą przyjąć propozycji dodatkowych pieniędzy.

Dzieci zakładnicy

Jarosław Gowin: „Polska młodzież została wzięta jako zakładnicy”, Jacek Sasin: „branie z nich zakładników zdecydowanie nie jest dobre”, wypowiedź rodzica dla „Wiadomości” : „Jestem wściekła na grupę nauczycieli, która moje dziecko wzięła za zakładnika”, Joachim Brudziński: „Kto weźmie odpowiedzialność za traumę tych dzieci?”.

Ta metafora (?) niewątpliwie oddziałuje na niektórych odbiorców. Tymczasem rząd ma narzędzia, aby strajk zakończyć, więc – wedle tej logiki – bierze dzieci za zakładników. Jednak ktoś, kto śledzi tylko prawicowe i prorządowe media, pozostanie z obrazem nauczycieli, którzy dla swojego politycznego zysku przetrzymują najsłabszych członków społeczeństwa – dzieci.

Nauczyciele są skompromitowani, niemoralni

Były dyrektor liceum w „Wiadomościach”: „Moralność nauczycielska została całkowicie skompromitowana”, Adrian Stankowski z „Gazety Polskiej” o twórczości strajkowej nauczycieli: „Wszelkie dodatkowe akcje tylko odzierają środowisko nauczycielskie z powagi”.

Gdy zabraknie już możliwości krytyki strajku od strony politycznej i ze względu na obraną taktykę, można też zaatakować samych nauczycieli. Wyśmiać ich podejście do strajku, powiedzieć, że strajk w trakcie egzaminów jest niemoralny. Oczywiście, zawieszanie strajku na chwilę i wznawianie go kilka dni później nie miałoby sensu i podważa sens strajkowania. Tak jak strajk tramwajarzy oznacza, że nie jeżdżą tramwaje, tak strajk nauczycieli oznacza, że nie odbywają się lekcje, wszystkie rzeczy, które są obowiązkiem nauczycieli, są zawieszone – również egzaminy.

Dlatego jedną ze strategii ataku na nauczycieli jest szantaż moralny i odwoływanie się do ich społecznej misji. Środowisko nauczycielskie pokazało dotychczas, że nie daje się zaszantażować. Pokazało też sporą kreatywność tworząc liczne piosenki strajkowe. To również nie umknęło propagandzie – według nieprzychylnych strajkowi ludzi prawicy piosenki te uwłaczały godności zawodu nauczycielskiego.

Nauczycielom chodzi tylko o pieniądze

Barbara Nowak: „ZNP mówi wyłącznie o pieniądzach”.

To prawda, że nauczycielom chodzi o pieniądze, tylko że nie ma w tym nic niewłaściwego. Bez pieniędzy nie da się żyć, albo, jak mówią strajkujący nauczyciele, „powołaniem się nie najem”. W innych sprawach trudno zresztą legalnie strajkować. Pierwszy punkt ustawy o sporach zbiorowych z 1991 roku mówi:

Art. 1. Spór zbiorowy pracowników z pracodawcą lub pracodawcami może dotyczyć warunków pracy, płac lub świadczeń socjalnych oraz praw i wolności związkowych pracowników lub innych grup, którym przysługuje prawo zrzeszania się w związkach zawodowych.

Postulaty wokół których można zorganizować strajk są więc bardzo ograniczone prawem. Nie można zorganizować strajku „o dobro dzieci”. Inna sprawa, że nauczyciele mają pełne prawo walczyć o podwyżki swoich pensji.

Manipulacje danymi

Kancelaria premiera na Twitterze zaprezentowała wykres proponowanych podwyżek przez rząd w wariancie z 5 kwietnia, ze zmianami w pensum. Dolna skala wykresu zaczyna się od… 5 tys., przez co proponowane podwyżki wyglądają tak, jakby kilkukrotnie podwyższały pensję nauczycielom.

PiS manipuluje również przedstawiając historię podwyżek w czasach rządów PO-PSL (2007-2015). Pomija pierwsze pięć lat, gdy podwyżki były znaczne (łącznie 44 proc.) i ogranicza się do trzech lat 2013-2015, kiedy nie było ich wcale.

Na takim tle rządy PiS (2016-2019), w których czasie podwyżki wyniosły do tej pory 12 proc. nie wyglądają już tak rozpaczliwie źle. Zwłaszcza, gdy dodać do tego obiecane 9,6 proc. we wrześniu 2019 (zapewne od 1 października, ale nie ma to na razie pokrycia w budżecie).

Wniosek? Jak wyżej: strajk jest w istocie czysto partyjnym atakiem na rząd. Nauczycielom nie przeszkadzał wszak brak podwyżek w ostatnich latach poprzednich rządów (co, jak już wyjaśnialiśmy, jest kompletną bzdurą).

Aby porównanie wyglądało jeszcze lepiej, Mateusz Morawiecki dorzuca w swoich wypowiedziach rok 2016 do rządów PO-PSL, a tym samym skraca okres lekceważenia potrzeb nauczycieli przez rządy PiS o rok. „Bo przecież budżet 2016 był przygotowywany przez naszych poprzedników” – argumentuje.

Jaka jest prawda, pokazywaliśmy na wykresach przyjmując płace nauczycieli w 2007 roku za = 100.

 

Dostęp do informacji o działaniach władz to Twoje prawo.
Wesprzyj OKO, by nadawało dalej.

Absolwent historii na UJ, arabistyki na UAM i Polskiej Szkoły Reportażu. Publikował m.in. w Res Publice Nowej, magazynie Kontakt, miesięczniku Znak i Tygodniku Powszechnym. W OKO.press pisze o polityce.


Lubisz nas?

Dołącz do społeczności OKO.press