0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: Zrzut ekranuZrzut ekranu

3 maja 2026 r. w Kwiatkach Polskich Dużych w TVP2 prowadzący Katarzyna Kasia i Grzegorz Markowski włączyli do programu 40-sekundowy skecz w wykonaniu aktora Mateusza Lewandowskiego (stałego uczestnika Kwiatków, w których występuje jako Wstańczyk) pod słynnym obrazem Jana Matejki o Tadeuszu Reytanie, który własną piersią usiłował 21 kwietnia 1773 r. zablokować zgodę Sejmu na rozbiór Polski.

Na nagraniu ze strony Kwiatków scena zaczyna się ok. 3 minuty i trwa 40 sekund. Lewandowski rozciągnięty pod portretem, rozdzierając koszulę, wypowiada drżącym głosem: „Była Konstytucja. Co nam dała Konstytucja? Konstytucja dała nam wolność. Majówkę. A jak ją Polak, prawdziwy Polak wyraża? Jak Polak wyraża wolność? Przez grilla. Ale jakiego? Jakiego grilla? Polskiego grilla. Bez bakłażana. Bez papryki. I innych, fuu, weganistycznych świństw. Po moim trupie.

A jak już umrę, to z mojej krwi zróbcie prawdziwą kaszankę”.

Scenka w stylu Monthy Pythona wywołała patriotyczne wzmożenie i stosowne oburzenie nie tylko prawicowych mediów, ale także w relacji Wirtualnej Polski („W sieci oburzenie po materiale TVP”. „Żenada za miliardy”, gdzie cytowane są m.in. opinie posła PiS Dariusza Mateckiego) czy w tekście Onetu („Żenada”, „strzelają sami do siebie”. „W sieci oburzenie po materiale TVP”).

O tym, co się stało po emisji, piszą specjalnie dla OKO.press Katarzyna Kasia i Grzegorz Markowski. I wyrażają swój pogląd, nie owijając tej „kaszanki” w bawełnę. Piszą, co myślą o szowinistycznym grillowaniu kabaretu i terrorze prymitywnego „patriotyzmu”, jakiemu ulegają także liberalne media.

Oto ich tekst.

Moralitety hipokrytów

Na początek fakty. Kwiatki Polskie Duże to program satyryczny nadawany w niedzielę o 21.20 w TVP 2. Składa się zawsze z trzech części: krótkiej części satyrycznej będącej komentarzem do bieżących wydarzeń, długiej rozmowy z takimi gośćmi jak Krystyna Janda, Agnieszka Holland czy Jan Englert i części trzeciej: czystej rozrywki w postaci scenek kabaretowych czy utworu muzycznego.

W ramach takiej konwencji 3 maja zrobiliśmy program o … 3 maja. I teraz przygotujcie się na wstrząs! W jednym ze skeczy nasz stały gość, Wstańczyk (Mateusz Lewandowski) na tle obrazu Jana Matejki opowiada żart o tym, że podczas Majówki, najważniejsze dla Polaków jest grillowanie.

To był jeden z kilku materiałów. W innym jedna z wielkich aktorek polskiej sceny w całości czytała Preambułę do Konstytucji 3 Maja.

Miało być i lekko, i poważnie, bo tak w tych dniach w Polsce po prostu jest, prawda?

Ale wracając do grilla — to był żart, nie wnikamy w to, czy śmieszny, czy nie, bo nie o to chodzi. Chodzi o to, że nagle okazało się, że ten jeden fragment programu okazał się naruszeniem świętości narodowych. Tak przynajmniej uznali znani specjaliści od patriotyzmu, mediów i standardów moralnych: pani Lichocka i pan Karnowski. I się zaczęło.

Tyle faktów, a teraz kilka wniosków.

1. Coś z niczego samo się nie robi.

Jak powstaje fala wzmożenia? No właśnie tak. Najpierw wyrwanie czegoś z kontekstu i opatrzenie elektryzującym komentarzem. Potem podchwycenie tematu przez partyjnych kolegów, potem przez coś, co wciąż mylnie nazywane jest telewizją informacyjną, a potem … już w imię walki nie o racje, a o kliki i zyski z reklamy ruszają wszystkie media i na przykład wielki portal informacyjny robi artykuł, który w całości jest agregacją wpisów polityków PiS. Bez komentarza, bez refleksji. Bez udziału jakiegokolwiek dziennikarskiego zaangażowania.

To właśnie w ten sposób przekaz polityczny przekształca się w „informację”. Wrócimy do tej kwestii później. No dobrze, ten mechanizm oczywiście znamy dobrze. Ale w naszym przypadku zadziałał on ze zdwojoną siłą, bo rzecz dotyczyła „świętości”.

2. Świętość — baczność!

Są w Polsce wciąż tematy, wobec których rozum automatycznie się wyłącza. Są nimi między innymi właśnie sprawy dotyczące patriotyzmu. Wobec zarzutu „to narusza nasze imponderabilia”

wszyscy po prostu zamierają.

Drodzy Wszyscy — zastanówcie się przez chwilę — czy rzeczywiście koleś rozprawiający o grillu na tle obrazu Matejki coś fundamentalnego w Waszym patriotyzmie narusza? Nie pytamy, czy to jest śmieszne, możecie oczywiście uznać, że w ogóle. Ale nie o to chodzi. Chodzi o to, z czego można się śmiać, a z czego nie można. Chodzi o to, czy wiemy jeszcze, co znaczy słowo „satyra”.

3. Moralitety piszą nam hipokryci.

Kto był na początku fali? Karnowski — wymieńmy tylko jedno jego osiągnięcie, które nam się jako pierwsze przypomina: przeprowadzenie serwilistycznego wywiadu z ruskim ambasadorem na chwilę przed pełnoskalowym atakiem ruskich na Ukrainę i opublikowanie go już po zaatakowaniu Ukrainy przez Rosję.

I pani od palca, posłanka Lichocka, która o niezależności mediów mówiła również w chwili, w której robiła sobie zdjęcie w telewizyjnej reżyserce, miejscu, w którym — dla niewtajemniczonych — nigdy żaden polityk nie powinien się pojawić.

I tego typu smęty mówią nam o normie moralnej.

Dziwne? Niemożliwe? Możliwe! Bo wystarczy, że pan Karnowski wspomni biografię Reytana i ze łzą w oku wtrąci, że „jego dziadkowie odbudowywali Zamek”, żeby wszyscy zemdleli.

4. Sami sobie to robimy!

No właśnie, dla nas w tej historii najsmutniejsza jest reakcja „naszej strony”. To, że prawica skorzysta z każdego pretekstu, by obrzucić drugą stronę łajnem, wiemy. Ale dlaczego, w takiej sytuacji, zamiast przedstawić swój punkt widzenia albo choćby zadać pytanie „I kto to mówi?”, my natychmiast czerwienimy się i zaczynamy przepraszać?

Prosty szantażyk moralny i już.

Czy naprawdę nie mamy swoich racji, swojego widzenia świata, w jakim wartości, którymi gęby wycierają sobie cynicy pokroju Karnowskiego, nie mają swojego ważnego miejsca? Może, zamiast padać na kolana przed flagą, w końcu dumnie ją wzniesiemy? Może w końcu uwierzymy, że my też mamy prawo do Polski, naszej flagi i do Orła, albo choćby jego cienia.

5. Dziennikarz — ależ zawód.

To taka gra słów, wiecie? Żart. Okazuje się, że lepiej wyjaśnić. Również „tym swoim”, bo nagle

we wspomnianym Onecie czy na jedynce Wirtualnej Polski czytamy o „żenadzie i upadku”.

A w środku tekstu agregacja opinii takich specjalistów od żenady i upadku jak np. pan Fogiel czy, uwaga, uwaga, pan Matecki.

Bez przedstawienia kontekstu, czy — o Boże, co za zachcianki — komentarza redakcji. Dlatego następnym razem, gdy będziemy czytać akty strzeliste kolegów naczelnych o roli mediów i odpowiedzialności dziennikarza, uśmiechniemy się do siebie i będziemy pamiętać, że ładnie mówią.

No i chyba tyle tych refleksji. A Wy kochani, następnym razem,

gdy będziecie chcieli zażartować, zastanówcie się dwa razy. Bo może wyjść z tego niezła kaszanka.

PS: Osoby pokroju Karnowskiego mogą się wzdymać jeszcze wiele razy, nie wpłynie to na naszą pewność, że Kwiatki Polskie realizują misję mediów publicznych, promując takie cnoty jak mądrość, uczciwość i humor. Sami możecie się o tym łatwo przekonać, oglądając nasz program. W całości.

No i 6: Puentę dopisuje życie.

Po emisji programu, który naszym zdaniem był o Konstytucji 3 Maja, a zdaniem prawicy o kaszance (każdy widzi to, co dla niego ważne), głos zabrała Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji, która postanowiła wszcząć postępowanie przeciwko Kwiatkom Polskim dużym. Portale, które nie zapytały nas o komentarz albo zapytały, ale nie zdecydowały się go opublikować, szybko o tym fakcie poinformowały (Onet, czy Wirtualna Polska pod znamiennym tytułem: „Skargi dotyczące programu Kwiatki polskie. Mamy odpowiedź KRRiT” – przyp. red. OKO.press).

Czy nas to dziwi? Nie.

To nie jest przecież nasze pierwsze rodeo.

Tłumaczyliśmy się już z najpoważniejszych zarzutów ze strony Rady:

  • z tego, że w jednym z programów wypikowaliśmy wszystkie nienawistne i kłamliwe wypowiedzi Brauna (nie zostało wiele bez pikania);
  • wyjaśnialiśmy, że nie drwiliśmy, ale po prostu przytaczaliśmy in extenso słowa Pana Artura Bartoszewicza o programie „Piękna Matka Plus”;
  • tłumaczyliśmy także, że porównanie do maskotki Labubu nie obraża Pana Prezydenta.

Za każdym razem, zaczynaliśmy od tego, że jesteśmy programem satyrycznym. Żaden z portali nie podejmuje wysiłku przypomnienia, kto zasiada w Krajowej Radzie ani jakie te osoby mają poglądy polityczne. Nikt się nie zastanawia, dlaczego KRRiT nie występuje przeciwko kłamstwom, manipulacjom i propagowaniu nienawiści przez TV Republika.

Na koniec okazuje się, że chodzi wyłącznie o polityczną zadymę. Godząc się na to, nie udzielając sobie wzajemnie głosu, doprowadzamy do sytuacji, w której arbitrami moralności staną się wyłącznie reprezentantki i reprezentanci skrajnej prawicy, niektórzy na ostatniej prostej przed Trybunałem Stanu.

Przeczytaj także:

Na zdjęciu Grzegorz Makowski
Grzegorz Makowski

Grzegorz Makowski – profesor Szkoły Głównej Handlowej, adiunkt w Kolegium Ekonomiczno-Społecznym SGH. Zajmuje się m.in. zagadnieniem korupcji i polityki antykorupcyjnej, rozwojem społeczeństwa obywatelskiego i sytuacją organizacji pozarządowych.

Komentarze