W ostatnich dwóch latach jakość powietrza w Polsce nie tylko nie poprawiła się, ale uległa pogorszeniu. Do końca roku rząd musi wdrożyć unijne przepisy, zaostrzające normy jakości powietrza. Czy podejmie skuteczniejszą walkę ze smogiem?.
Ile pyłów i groźnych substancji możemy wdychać bez obaw o nasze zdrowie? Nauka nie zostawia tu wątpliwości: nie ma czegoś takiego jak całkowicie bezpieczny poziom zanieczyszczenia powietrza. Jednak obecne normy jakości powietrza dopuszczają pewną obecność pyłów zawieszonych, tlenków azotu, siarki czy benzo[a]pirenu.
Polskie normy są znacznie łagodniejsze, niż to, co zaleca Światowa Organizacja Zdrowia (WHO). To powinno zmienić się w najbliższych latach.
W Unii Europejskiej normy określa dyrektywa powietrzna (AAQD – Ambient Air Quality Directive). Jej ostatnia zmiana (z końca 2024 roku) zmienia normy tak, by zbliżyć je do wartości rekomendowanych przez WHO. Na przykład średnioroczny limit dla pyłów zawieszonych PM 2.5 – jednego z głównych “składników” smogu – będzie obniżony z 25 μg/m3 na 10 μg/m3 (rekomendacja WHO to 5 μg/m3).
Nowe normy będą obowiązywać dopiero od 2030 roku, jednak kraje członkowskie muszą wykorzystać ten czas, by się do nich dostosować. Pierwszym krokiem jest przełożenie unijnych przepisów na prawo krajowe, na co rządy – w tym Polski – mają czas do 11 grudnia.
Do tego terminu pozostało nieco ponad pół roku, a polskich przepisów na razie nie ma. W odpowiedzi na nasze pytania Ministerstwo Klimatu i Środowiska poinformowało, że “pracuje nad przygotowaniem ustawy o jakości powietrza, która wprowadzi w Polsce wymagania dyrektywy AAQD”. Trwają ponowne uzgodnienia międzyresortowe, a po ich zakończeniu projekt będzie skierowany do dalszych prac: przyjęcia przez rząd, prac w parlamencie i w końcu podpisu prezydenta.
To długa ścieżka, a opóźnienie we wprowadzaniu czy realizowaniu unijnych przepisów nie byłoby dla Polski sytuacją wyjątkową. Łapiemy opóźnienia we wdrażaniu dyrektyw (czasem płacąc za to kary); jesteśmy też ostatnim krajem UE, który nie przyjął aktualizacji Krajowego Planu w dziedzinie Energii i Klimatu (z czym mamy już dwuletnie opóźnienie).
Eksperci obawiają się, że ewentualne opóźnienia we wdrażaniu nowych norm jakości powietrza będą oznaczać zamiatanie pod dywan sprawy smogu. Ostrzejsze limity nie będą przekraczane, jeśli… nie będą obowiązywać. Za niewdrożenie dyrektywy teoretycznie grożą kary, podobnie zresztą jak za niedotrzymywanie norm jakości powietrza (jedna skarga przeciwko Polsce w tej sprawie jest już w Trybunale Sprawiedliwości UE). Jednak te procedury zajmują lata, a czasem nawet groźba kar nie skłania rządów do działania.
- Nie chodzi o to, żeby Polska ponosiła kary finansowe w przypadku niewdrożenia, ale żeby uniknąć tych kosztów złej jakości powietrza i inwestować środki w ochronę zdrowia – podkreśliła Weronika Michalak, dyrektorka polskiego oddziału międzynarodowej organizacji Health and Environment Alliance (HEAL). Według organizacji odpowiednie wdrożenie dyrektywy może być kluczowe w poprawie jakości powietrza w Polsce.
Polska cały czas należy do państw UE z najgorszą jakością powietrza. Z 50 najbardziej zanieczyszczonych miast w Unii aż 28 znajduje się w Polsce.
Zanieczyszczenie powietrza może odpowiadać za aż 47 tys. przedwczesnych zgonów rocznie, wylicza europejska agencja środowiskowa.
Choć od lat widzieliśmy trend spadkowy w poziomie zanieczyszczenia, to w latach 2024 i 2025 wskaźniki się pogorszyły. Dlaczego? Weronika Michalak wymienia kilka czynników: warunki meteorologiczne (brak wiatru, inwersja temperatury, mniejsza ilością opadów w okresach grzewczych); brak poprawy, a nawet wzrost emisji transportowych w dużych aglomeracjach jak Warszawa, Kraków czy Wrocław; a także kiepskie tempo wymiany źródeł ciepła. Jak przyznaje dyrektorka HEAL, to daje powody do niepokoju. – Każda stagnacja lub wzrost oddala nas od celów WHO, które nowa dyrektywa czyni wiążącymi, a tym samym wpływa negatywnie na stan zdrowia publicznego – powiedziała.
Wiele państw UE – szczególnie w metropoliach – nie radzi sobie z pozbyciem się zanieczyszczeń pochodzących z samochodów spalinowych. Jednak Polska jest wyjątkiem pod względem smogu pochodzącego z tak zwanej niskiej emisji. Jesteśmy ostatnim krajem UE, gdzie na dużą skalę spala się węgiel w domowych piecach i kotłach. Tymczasem właśnie z pozaklasowych pieców – tzw. kopciuchów – pochodzi aż 80% cząstek stałych i prawie 90% rakotwórczego benzo[a]pirenu.
Jeśli Polska nie wdroży zmienionej dyrektywy powietrznej na czas i skutecznie, to będzie to kosztować życie nawet 87 tys. ludzi w ciągu 10 lat.
Zdaniem Olgi Wdowiczak, specjalistki ds. polityki zdrowia środowiskowego w HEAL, spełnienie zaostrzonych norm jakości powietrza do 2030 roku jest w Polsce możliwe.
- Wymaga to jednak szeregu działań: rozszerzenia systemu monitoringu i oceny jakości powietrza, zwiększenia inwestycji, lepszego modelowania trendów, nowych planów działania na rzecz jakości powietrza – wymienia. Tego też wymaga od krajów UE aktualna dyrektywa powietrzna.
Ministerstwo Klimatu wymienia wzmocnienie systemu pomiarów, modelowania i powiadamiania wśród elementów opracowywanej ustawy, obok m.in. wzmocnienia systemu zarządzania jakością powietrza na poziomie wojewódzkim. MKiŚ tworzy też “zupełnie nowy Krajowy Program Ochrony Powietrza na lata 2026-2040, a więc strategiczny, rządowy dokument, który wyznaczy konkretne działania i cele dla całej Polski” – informuje nas resort.
Według ekspertów HEAL kluczowa jest rola samorządów. To one mają większe możliwości dotarcia do mieszkańców – szczególnie tych w trudnej sytuacji materialnej – z programami wsparcia termomodernizacji i wymiany źródeł ciepła. Także one mogą wprowadzać lokalne przepisy silniejsze od krajowych – od stref czystego transportu po zakazy spalania paliw stałych. W Krakowie to właśnie uchwała antysmogowa, która wykluczyła możliwość palenia węglem i drewnem na terenie miasta, przyczyniła się do spadku poziomu zanieczyszczeń w ostatnich latach.
Sukcesy mają też inne miasta. Rybnik należał do miejsc z największym problemem smogu w kraju. I między 2015 a 2022 rokiem udało się poprawić jakość powietrza o prawie 40 proc. Według raportu fundacji Europejskie Centrum Czystego Powietrza był to efekt skutecznych działań antysmogowych prowadzonych przez miasto.
Ale takich działań potrzeba więcej, jeśli mamy spełnić wymogi nowej dyrektywy. Według HEAL samorządy powinny otrzymać środki finansowe i inne formy wsparcia, aby na poziomie lokalnym zmniejszać źródła zanieczyszczeń. Rząd (przede wszystkim Ministerstwo Klimatu) mogłoby pomagać im we wdrażaniu uchwał antysmogowych i stref czystego transportu.
Analizy pokazują, że spełnienie nowych norm przyniesie konkretne korzyści. Według wyliczeń prezentowanych przez działającą przy Ministerstwie Zdrowia Radę Zdrowia Publicznego,osiągnięcie poziomów pyłów zawieszonych zgodnych z nową dyrektywą zmniejszyłoby liczbę przedwczesnych zgonów o niemal 30 tys. Śmierci kolejnych trzech tysięcy ludzi w Polsce można uniknąć dzięki redukcji poziomu tlenków azotu.
To przekłada się także na oszczędności w systemie ochrony zdrowia. – Szacuje się, że zanieczyszczenie powietrza generuje w Polsce koszty rzędu 30 – 110 mld PLN rocznie (hospitalizacje, zwolnienia lekarskie). Dlatego redukcja smogu to „czysty zysk” dla budżetu NFZ – wskazała Weronika Michalak.
Choć eksperci widzą możliwe rozwiązania, to kilka trendów z ostatnich lat budzi wątpliwości co do tego, czy Polska rzeczywiście spełnił nowe normy jakości powietrza.
Po pierwsze – poziom zanieczyszczenia w ostatnich dwóch latach wzrósł, zamiast spadać, pokazują dane IQAir oraz GIOŚ. Częściowo może to wynikać ze zmienności pogody. Jednak może to być też związane z tym, że wyhamowuje wymiana tak zwanych “kopciuchów”.
Ostatnie dwa lata przyniosły poważny kryzys w programie Czyste Powietrze. Warty miliardy złotych program jest najważniejszym źródłem dotacji do wymiany starych, pozaklasowych pieców i kotłów. Po wykryciu w programie nadużyć i oszustw został od czasowo wstrzymany. Wprowadzone zmiany miały wyeliminować problemy – jednak negatywne informacje i problemy z wypłatami dofinansowań naruszyły zaufanie do całego programu. Jak informuje Polski Alarm Smogowy, rok po uruchomieniu nowej wersji Czystego Powietrza tempo składania wniosków o dotacje jest słabe. Przez cały rok 2025 złożono 55 tys. wniosków, cztery razy mniej niż w roku 2023.
Gdyby w tym tempie wymieniane było 2,5 mln kopciuchów w Polsce, to zajęłoby to około 40 lat.
Smog komunikacyjny może być mniej palącym problemem niż emisja z kopciuchów, jednak on także jest groźny dla zdrowia. A radzenie sobie z nim postępuje powoli i z dużym oporem. Wprowadzenie dwóch istniejących stref czystego transportu (w Warszawie i Krakowie) wzbudziło duże kontrowersje. W efekcie strefy (przynajmniej w pierwszych latach obowiązywania) są bardzo mało restrykcyjne. Na przykład w stolicy przez pierwszy rok jej obowiązywania nie wystawiono ani jednego mandatu za wjazd wbrew przepisom. Rynek samochodów elektrycznych przyspiesza, ale jeszcze wiele lat potrwa, zanim ich liczba na ulicach będzie dość duża, aby wyraźnie wpłynąć na jakość powietrza.
Bardzo kiepsko jest też ze świadomością i zrozumieniem zagrożenia – i to mimo tego, że mogłoby się wydawać, iż o smogu od lat mówi się już dużo. Jak mówił na spotkaniu dla dziennikarzy prof. Mateusz Jankowski z Centrum Medycznego Kształcenia Podyplomowego, prowadzone przez niego badania pokazują, że poziom wiedzy na ten temat jest słaby.
Prawie każdy (90%.) uczestnik badania deklaruje, że narażenie na zanieczyszczenia powietrza powoduje poważne choroby. Jednak gorzej jest z bardziej szczegółową wiedzą. Choć pyły zawieszone (PM 10, PM 2,5) stanowią główne części składowe smogu, to zdaje sobie z tego sprawę tylko 40 proc. dorosłych Polek i Polaków. Z zanieczyszczeniem powietrza często jest za to utożsamiany dwutlenek węgla, który powoduje ocieplenie klimatu, ale w typowych sytuacjach nie ma bezpośredniego wpływu na zdrowie. Najczęściej jako źródło zanieczyszczeń wymieniany jest przemysł, tymczasem domowe instalacje grzewcze wskazuje tylko 50 proc. badanych – chociaż to one często są głównym źródłem smogu. Niska (26 proc.) jest świadomość emisji z rolnictwa.
Mniej niż 1/3 mieszkańców Polski monitoruje jakość powietrza w swojej okolicy, a jedynie co piąta osoba używa oczyszczaczy powietrza. – Polacy dostrzegają problem smogu i jego konsekwencji zdrowotnych, lecz nie do końca rozumieją źródła, skalę zagrożenia i dostosowują do nich indywidualne działania. Narażenie na zanieczyszczenia powietrza zwiększa ryzyko przedwczesnego zgonu oraz zaostrzeń chorób przewlekłych – zauważa prof. Jankowski.
Jednocześnie dość niska bywa akceptacja dla działań klimatycznych i środowiskowych, które wiążą się z restrykcjami czy zakazami. Obowiązkową wymianę “kopciuchów” popiera nieco ponad połowa uczestników badania, tylko 27 proc. chciałoby ograniczenia ruchu samochodowego w mieście, a jeszcze mniej (21%) zgodziłoby się na zakaz wjazdu starych pojazdów do miast.
- Bez szeroko zakrojonej edukacji i komunikacji społecznej transformacja energetyczna i poprawa jakości powietrza w Polsce mogą być poważnie utrudnione – wnioskuje badacz.
Zmieniona dyrektywa powinna poprawić tę sytuację. Wprowadza wymóg zapewnienia dostępu do informacji o skutkach zdrowotnych zanieczyszczenia powietrza, a także możliwość dochodzenia swoich praw i odszkodowań w związku z negatywnym wpływem na zdrowie.
- Zmieniona dyrektywa AAQD w pewien sposób rewolucjonizuje podejście do odpowiedzialności państwa wobec obywatela. Polega to na tym, że państwa członkowskie będą musiały nie tylko publikować suche dane o stężeniach, ale również prezentować wskaźniki zdrowotne w sposób zrozumiały dla laików (np. ryzyko zaostrzenia astmy w danym dniu) – wyjaśniła Weronika Michalak. Państwo będzie także musiało zapewnić dostęp do publicznych systemów informowania o prognozowanej jakości powietrza z wyprzedzeniem, tak aby grupy wrażliwe mogły podjąć środki ostrożności.
W Polsce było już kilka głośnych spraw sądowych dotyczących smogu. Jednak poza medialnymi pozwami wobec skarbu państwa, zaczynają pojawiać się też działania na skalę lokalną. Polski Alarm Smogowy informował w marcu o grupie mieszkańców Siemianowic Śląskich, która złożyła do prezydenta miasta wniosek dotyczący 12 instalacji grzewczych, które powodują nadmierne zanieczyszczenie w ich okolicy. Takie przypadki już się zdarzały, jednak – zwraca uwagę PAS – z inicjatywy organizacji pozarządowych, a nie konkretnych mieszkańców. Władze miasta w reakcji na skargę uruchomiły postępowanie administracyjne dotyczące wskazanych kopciuchów.
Nowa dyrektywa ułatwi dochodzenie swoich praw na drodze sądowej, wprowadzając tzw. domniemanie związku. – Jeśli poziom zanieczyszczenia był przekroczony, a ktoś cierpi na schorzenie, które nauka jednoznacznie wiąże ze smogiem (np. choroby układu krążenia czy oddechowego), znacznie łatwiej będzie wykazać winę organów publicznych (np. gminy) za brak odpowiednich działań – stwierdziła Weronika Michalak.
Dziennikarz specjalizujący się w tematyce klimatycznej, środowiskowej i sprawach zagranicznych, autor m.in. cyklu Piątki dla klimatu. Laureat nagrody Dziennikarz dla planety, przyznanej w ramach nagrody Radia ZET im. Andrzeja Woyciechowskiego w 2023 roku. Absolwent programu Oxford Climate Journalism Network i Polskiej Szkoły Reportażu.
Dziennikarz specjalizujący się w tematyce klimatycznej, środowiskowej i sprawach zagranicznych, autor m.in. cyklu Piątki dla klimatu. Laureat nagrody Dziennikarz dla planety, przyznanej w ramach nagrody Radia ZET im. Andrzeja Woyciechowskiego w 2023 roku. Absolwent programu Oxford Climate Journalism Network i Polskiej Szkoły Reportażu.
Komentarze