Wicepremier Gowin przyznaje, że "w głębi duszy" miał wątpliwości do decyzji o obligatoryjnych ekshumacjach ofiar smoleńskich, ale od razu składa samokrytykę, że to prokuratura miała rację. Tłumaczy też czemu przekonywał, by nie otwierać trumien - myślał, że pomylone są tylko jedno, dwa ciała. To z kolei podważa narrację PiS o świadomym bezczeszczeniu zwłok

To był wieczór zwierzeń smoleńskich Jarosława Gowina. Wspominając decyzję prokuratury 9 listopada 2015 o obligatoryjnej ekshumacji wszystkich ofiar katastrofy smoleńskiej wicepremier wyznał 7 czerwca 2017 w „Faktach po faktach”:


Publicznie się nie wypowiadałem, ale w głębi duszy myślałem: po co? Czemu nie ograniczyć ekshumacji do tych ofiar, których rodziny sobie tego życzą? Dziś widać, że to prokuratura miała rację

Jarosław Gowin, Fakty po faktach, TVN24 - 06/06/2017

Fot. Lukasz Krajewski / Agencja Gazeta


Liczba błędów w identyfikacji ofiar, nie ma wpływu na moralne prawo rodzin


.

Takie wyznanie dziwi, bo wicepremier, który lubi podkreślać swoją niezależność od PiS, tym razem wprost przyznaje, że

kiedy ma wątpliwości do decyzji politycznej zgodnej z linią polityczną PiS, to taktownie milczy, a kiedy się z nią zgadza, to mówi o tym na głos. Protestuje w głębi duszy, na głos chwali.

Taki polityczny koniunkturalizm uderza tym bardziej, że wątpliwości Gowina dotyczyły kwestii etycznych, czyli prawa rodzin ofiar smoleńskich do ochrony szczątków swoich bliskich przed ekshumacją. Nie jest też jasne, dlaczego ujawnienie wielu pomyłek w identyfikacji ciał ofiar, miałoby pozbawiać te rodziny prawa do decydowania o pośmiertnym losie swoich bliskich.

Wstrząs, jaki – jak opowiada – przeżył Gowin, to była jego prywatna reakcja, z której nie należy wnioskować o odczuciach rodzin ofiar, a także odbierać im moralnego prawa do decyzji zgodnych z własnymi odczuciami. Chęć, by właściwie segregować członki ludzkie może tu na przykład stać w sprzeczności z pragnieniem, by bliski „spoczywał w pokoju”, a pamięć po nim/niej nie musi wyrażać się przywiązaniem do doczesnych szczątków.

Innymi słowy, Gowin nie ma powodu, by osłabiać wrażliwość moralną, którą do tej pory skrywał „w głębi duszy”.

Gdybym wiedział, to bym postąpił inaczej

Drugie wyznanie wicepremiera było komentarzem do nagrania, które pokazano mu w TVN24. We wrześniu 2012 roku, ponad dwa lata po katastrofie, jako minister sprawiedliwości w rządzie Tuska, Jarosław Gowin przekonywał z trybuny sejmowej, że prawo nie zezwala na otwieranie trumien. W „Faktach po faktach” komentował to tak:


Gdybym był wtedy wiedział do jak masowego naruszenia godności ofiar doszło, to tamte słowa nie przeszłyby mi przez usta. Wtedy sądziłem, że doszło do zamiany jednego, dwóch ciał

Jarosław Gowin, "Fakty po faktach" TVN24 - 06/06/2017

10.01.2017 Warszawa , Sejm . Wicepremier Jaroslw Gowin w drodze na spotkanie z opozycja u marszalka Stanislawa Karczewskiego . PO nie bedzie brac udzialu w spotkaniu . Fot . Slawomir Kaminski / Agencja Gazeta


Władze PO nie zdawały sobie sprawy ze skali pomyłek w identyfikacji ofiar


W stwierdzeniu wicepremiera zwraca uwagę znowu podejrzana etycznie „arytmetyka ciał”.

Dlaczego Gowin za moralnie dopuszczalne uznaje dwie mylne identyfikacje, ale gdy jest ich więcej – już nie?

Powstaje pytanie, od ilu pomylonych ciał, należało podjąć decyzję o otwarciu wszystkich trumien.

Niewiedza, o której mówi Gowin, demaskuje przy tym narrację PiS o władzach PO, które – jak to ujął 1 czerwca 2017 Macierewicz w TVP Info – „robiły wszystko, żeby pozostawić w rękach rosyjskich to postępowanie i nie przeciwdziałać nawet hańbieniu ciał członków polskiej elity”. To nie było ani niechlujstwo, ani przypadek lecz „barbarzyństwo”.

Chcąc nie chcąc Gowin polemizował z taką wykładnią i w pewnym sensie bronił Ewy Kopacz: „Dała się [Rosjanom] zwieść, nie zarzucam jej kłamstwa, dała się wprowadzić w błąd”. Ale nie uznał argumentu, że skoro on nie wiedział, to może nikt nie zdawał sobie sprawy, jaka jest skala błędów w identyfikacji ciał. Jego zdaniem wiedzieli „ci, którzy mieli szczegółowe informacje od polskich służb, które dobrze działały na miejscu. Pytanie, do kogo ta wiedza dotarła”. Gowin nie odpowiada na to pytani.

„Z perspektywy czasu” Gowin nie ma wątpliwości, że należało przeprowadzić dodatkową identyfikację ciał ofiar w Polsce. To byłyby dla rodzin „trudne tygodnie”, ale sprawa „zostałaby zamknięta”.

Jak pisało niedawno OKO.press, podobnej skali operacja po zestrzeleniu w 2014 roku Boeinga 777 przez rosyjskich separatystów trwała okrągły rok, a nad identyfikacją ofiar pracowało około 1000 osób.

Nie wiadomo, jak Gowin wyobraża sobie taką operację w Polsce po katastrofie smoleńskiej, w warunkach politycznego i moralnego wstrząsu, z potężną presją ze wszystkich stron, by jak najszybciej oddać hołd ofiarom katastrofy.


Naczelny OKO.press. Redaktor podziemnego „Tygodnika Mazowsze” (1982–1989), przy Okrągłym Stole sekretarz Bronisława Geremka. Współzakładał „Wyborczą”, jej wicenaczelny (1995–2010). Współtworzył akcje: „Rodzić po ludzku”, „Szkoła z klasą”, „Polska biega”. Autor książek "Psychologiczna analiza rewolucji społecznej", "Zakazane miłości. Seksualność i inne tabu" (z Martą Konarzewską); "Pociąg osobowy".


Powiązane:

Lubisz nas?

Powiedz o tym innym