Były szef MSZ Radosław Sikorski pozwał Jarosława Kaczyńskiego do sądu za oskarżanie go o zdradę dyplomatyczną. Kaczyński broni się, że słowa o zdradzie były..."neutralne". Sprawa niebawem trafi na wokandę w Sądzie Okręgowym w Warszawie

To będzie głośny proces. Radosław Sikorski wytoczył Jarosławowi Kaczyńskiemu cywilny proces o ochronę dóbr osobistych. Poszło o słowa z ubiegłorocznych wywiadów prezesa PiS dla Polskiej Agencji Prasowej i portalu Onet.

Szef PiS mówił wtedy o sytuacji politycznej w Polsce, pomysłach PiS, ale też rozliczeniach m.in. za katastrofę smoleńską. Uderzał głównie w byłego premiera Donalda Tuska, ale dostało się też Sikorskiemu.

W rozmowie z PAP Kaczyński mówił: „Jest też sprawa wystąpienia, zgodnie z prawem międzynarodowym, zastępcy ambasadora [polskiego w Moskwie-red.] Piotra Marciniaka do władz rosyjskich o eksterytorialność terenu, gdzie nastąpiła katastrofa. To rutynowa rzecz. Minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski zdecydował się wycofać z tej decyzji. To bardzo poważna sprawa. Trudno sądzić, żeby została podjęta bez wiedzy i zgody premiera Donalda Tuska”.

W Onecie Kaczyński był bardziej dosadny: „Wiceambasador w Moskwie Piotr Marciniak złożył notę w sprawie eksterytorialności miejsca katastrofy. Następnie polecono mu ją wycofać.

To było posunięcie wykonane na polecenie Radosława Sikorskiego, ale czy bez wiedzy Tuska? Tu już jest bardzo poważny przepis kodeksu karnego — zdrada dyplomatyczna”.



Właśnie oskarżenie o zdradę Polski najbardziej zabolało Sikorskiego. Zarzut zdrady dyplomatycznej własnego kraju jest jednym z najcięższych, jakie może usłyszeć polityk, były szef MSZ. Naraża go na utratę zaufania zarówno w Polsce, jak i za granicą. To drugie jest dziś ważne dla Sikorskiego, bo jest on wykładowcą w USA. „Ten wywiad wywołał bardzo nieprzyjemne komentarze amerykańskiej elity, musiałem to wyjaśniać” – pisze w pozwie Sikorski. Uważa, że Kaczyński celowo go zdyskredytował i wiedział, że mówi nieprawdę.

Sikorski podaje kilka faktów. Przekonuje, że nie mógł cofnąć noty dyplomatycznej, bo wiceambasador w ogóle jej nie wystosował. Nie mógł cofnąć czegoś, czego nie było.

Zdaniem Sikorskiego, Kaczyński musiał o tym wiedzieć. W 2013 roku posłanka PiS Jolanta Szczypińska pytała bowiem MSZ o działania podejmowane przez polską ambasadę w Moskwie 10 kwietnia 2010. W zapytaniu poselskim z 23 października 2013 roku, domagała się informacji, jakie noty wysłano wtedy do rządu rosyjskiego i czy Sikorski wycofał notę dotyczącą eksterytorialności miejsca katastrofy.

W imieniu resortu odpowiedział jej ówczesny wiceminister Artur Nowak-Far. Wyjaśniał, że ambasada skierowała do rosyjskich władz tylko notę dotyczącą zabezpieczenia miejsca katastrofy. Że „pan P. Marciniak nie wystosował noty dotyczącej uznania miejsca katastrofy rządowego samolotu TU-154M za eksterytorialne.”  A także, co najważniejsze w sprawie Sikorskin – Kaczyński, że

„minister spraw zagranicznych nie podejmował żadnych decyzji dotyczących wycofania wyżej wymienionych not dyplomatycznych.”

Zadając ministerstwom i prokuraturze setki pytań dotyczących katastrofy, posłowie PiS gromadzili materiał do prac zespołu parlamentarnego ds. zbadania przyczyn katastrofy TU-154, któremu przewodniczył Antoni Macierewicz, a którego członkami byli praktycznie wszyscy posłowie PiS – także Jarosław Kaczyński. Sama Jolanta Szczypińska w kadencji 2007- 11 napisała w tej sprawie 16 zapytań,  a w kadencji 2011- 15 kolejnych 13 zapytań.



Sikorski pisze w pozwie, że odpowiedź na pytania dotyczące not ogłoszono w Sejmie, podczas posiedzenia. Kaczyński na nim był. Potwierdza to stenogram z posiedzeń Sejmu. „Całkowicie nieprawdopodobna jest teza, że Jarosław Kaczyński będący posłem na Sejm, żywo zainteresowany wszelkimi wątkami tzw. katastrofy smoleńskiej, nie miał wiedzy na temat zapytań poselskich i udzielanych na nie odpowiedzi dla Szczypińskiej”.

Dlatego chce, by szef PiS przeprosił za nieprawdziwe wypowiedzi, publikując ogłoszenie w portalu Onet oraz w PAP-ie. Przeprosiny mają być wyświetlane przez dwa dni. Mają zostać zamieszczone również na portalu „Dziennika Gazety Prawnej” i „Pulsu Biznesu”, które powieliły „rewelacje” dotyczące zdrady dyplomatycznej. Oprócz tego Sikorski chce, by szef PiS wpłacił 30 tys. zł na Fundację dla Polski.

Do pozwu jako dowód załączył interpelację Szczypińskiej i odpowiedź MSZ. Na świadków chce wezwać m.in. byłego wiceszefa MSZ Artura Nowaka-Fara i żonę Anne Appelbaum, publicystkę „The Washington Post” (ma opowiedzieć, jaką krzywdę wyrządziły mężowi bezpodstawne oskarżenia).

Sikorskiego w procesie reprezentuje znany warszawski prawnik, Jacek Dubois. Kaczyńskiego zaś – trójmiejska kancelaria Gotkowicz, Kosmus, Kuczyński. To ona przygotowała odpowiedź na pozew.

Kancelaria reprezentowała już w rozmaitych procesach PiS i Jarosława Kaczyńskiego. Ze sprawozdania finansowego PiS za 2015 r. wynika, że partia płaciła kancelarii po 36 900 zł miesięcznie. Jej klientem jest również Krajowa SKOK. W poprzednich latach, w jej imieniu, prawnicy kancelarii żądali publikacji dziesiątek sprostowań i przeprosin za publikacje o Kasach w „Gazecie Wyborczej” i „Polityce”. Również sama kancelaria pozwała „Newsweek” i „Gazetę Wyborczą”, zarzucając, że bezzasadnie jest wiązana z Markiem Falentą i aferą podsłuchową.

Jak prawnik kancelarii broni słów Kaczyńskiego? Tłumaczy, że Sikorski ocenia je subiektywnie. Jego wrażenia nie mają znaczenia dla oceny zasadności roszczeń, bo sąd musi brać pod uwagę to jak słowa Kaczyńskiego odebrał przeciętny odbiorca. A jego zdaniem, dla przeciętnego, rozsądnego obywatela słowa o wycofaniu noty dyplomatycznej były „neutralne” – wszak były szef MSZ miał takie uprawnienie. Nie wpływa to więc negatywnie na postrzeganie Sikorskiego w społeczeństwie.

„Przeciętny odbiorca nie wyrobi sobie zdania, czy to dobre czy złe” – zapewnia prawnik.

Stawia tezę, że Kaczyński nie mógł naruszyć dobrego imienia polityka. Dowodzi: „Naruszać dobre imię może wyłącznie nieprawdziwa informacja, która obiektywnie godzi w dobre imię, a nie wiadomość neutralna. Nawet jeśli była nieprawdziwa, jak twierdzi powód [Sikorski]”.

Przekonuje też sąd, że były szef MSZ nie może domagać się ochrony w sądzie, bo sam wiele razy ostro atakował Kaczyńskiego, zarzucając mu m.in., że za swoje obecne zachowania odpowie przed „Bogiem i kodeksem karnym”. A poza tym,

szef PiS oceniał Sikorskiego tylko politycznie, zaś zarzut zdrady dyplomatycznej dotyczył… Donalda Tuska, który posłużył się Sikorskim do wycofania noty.

Prawnik Kaczyńskiego nie odnosi się do tego, czy słowa Kaczyńskiego były prawdziwe. Nie daje na to żadnego dowodu, choć w procesie o ochronę dóbr osobistych to pozwany musi udowodnić, że mówił prawdę. Przypomina tylko, że polityk musi liczyć się z krytyką.

„Jeśli nie potrafi znieść krytyki, to nie powinien był stawać na politycznym piedestale. Neutralna informacja o cofnięciu noty nie stawia go w złym świetle” – podkreśla prawnik.

Sikorski już odniósł się do tych argumentów. Przedstawił dowody, jak przeciętny odbiorca odebrał „neutralną” wypowiedź szefa PiS. Do akt sprawy dołączył wydruki z komentarzami internautów, pod informacjami o cofnięciu noty dyplomatycznej. Mała ich próbka: „ Zdradek spadaj do swoich, Ty zdrajca i kłamca, ma jeszcze czelność sądem straszyć”, „Przy najbliższym przekroczeniu granicy zamknąć tego mydłka za zdradę stanu”, „Czemu ta gnida jeszcze nie siedzi za zdradę państwa”,

„Zdrajca, złodziej, kłamca. Mam nadzieję, że kiedyś osądzą cię za zdradę stanu”, „Zdrajców Polski osądzić jak hitlerowców i bolszewików”.

Internauci bez wątpienia odebrali więc słowa o zdradzie jako odnoszące się do Sikorskiego. Ich reakcje wskazują, że nie były one dla nich „neutralne”. „Nie można naruszać godności człowieka pod osłoną krytyki i wolności wypowiedzi. Krytyka musi być rzeczowa. Jest dopuszczalna, ale przypisanie komuś możliwości popełnienia przestępstwa uwłacza czci każdego człowieka” – podkreśla prawnik Sikorskiego, w replice do odpowiedzi na pozew prawników Kaczyńskiego. I kończy: „Kaczyński obrzuca swoich przeciwników politycznych, sugerując im popełnienie przestępstwa”.

Sprawa wkrótce trafi na wokandę Sądu Okręgowego w Warszawie.


Najpierw sądy, potem media. Nie pozwólmy na to władzy.
OKO.press utrzymuje się dzięki Waszym wpłatom.

Absolwent Wydziału Dziennikarstwa i Nauk Politycznych Uniwersytetu Warszawskiego. Od 2000 r. dziennikarz „Gazety Stołecznej” w „Gazecie Wyborczej”. Od 2006 r. dziennikarz m.in. „Rzeczpospolitej”, „Polska The Times” i „Gazety Wyborczej”. Pisze o prawie, sądach i prokuraturze.


Twoje OKO

Specjalne teksty. Niepublikowane taśmy. Poufne wiadomości. Za darmo. Na zawsze.

Załóż konto. Otwórz OKO!