Wzmocnienie roli nauki przy polowaniach, większe prawa dla właścicieli gruntów, poprawa bezpieczeństwa podczas polowań, zakaz polowań komercyjnych, jasne określenie jawności finansowej Polskiego Związku Łowieckiego to zmiany, które proponują organizacje pozarządowe oraz Zieloni
- Obowiązujący model łowiectwa, jako relikt z czasów PRL, wymaga głębokiej reformy. Prawo łowieckie mamy sprzed 30 lat, były nowelizacje, ale realia prawa łowieckiego nie przystają do obecnego stanu wiedzy naukowej. Do tej pory niemal wszelkie progresywne zmiany, które zapewniłyby lepszą ochronę dzikich zwierząt i większe bezpieczeństwo ludzi, były skutecznie blokowane przez Polski Związek Łowiecki i lobby myśliwskie – mówi Izabela Kadłucka, prezeska Fundacji Niech Żyją!
Ministerstwo Klimatu i Środowiska zapowiadało zmiany, ale na rok przed kolejnymi wyborami żadnych projektów nie widać na horyzoncie. W tej sytuacji inicjatywę przejęła strona społeczna. Organizacje pozarządowe we współpracy z Zielonymi powołały komitet inicjatywny, w którego skład wchodzi m.in. Olga Tokarczuk, prof. Andrzej Elżanowski, prof. Wojciech Pisula, Marcin Urbaniak, a także działacze społeczni oraz politycy Zielonych. Ambasadorami projektu są m.in. Agnieszka Holland, Ewa Woydyłło, Maja Ostaszewska, Włądysław Frasyniuk, Robert Maślak, Mariusz Szczygieł oraz Anka i Wilhelm Sasnalowie.
Pod projektem obywatelskim trzeba w ciągu 90 dni zebrać 100 tys. podpisów, żeby złożyć go do Sejmu. Tam jednak prawdopodobnie zaczną się schody, gdyż wielu polityków albo sama poluje, albo jest powiązana ze środowiskiem łowieckim. Nawet jeśli projekt przejdzie przez Parlament, to jeszcze pozostanie kwestia przekonania prezydenta Karola Nawrockiego do podpisania ustawy, a w kwietniu powołał on do Prezydenckiej Rady ds. Klimatu i Środowiska myśliwych ze środowiska najbardziej konserwatywnego i odpornego na reformę, m.in. Marcina Możdżonka i Macieja Perzynę.
Tymczasem projekt zmian w prawie łowieckim wychodzi naprzeciw oczekiwaniom społecznym. Nowe badania przeprowadzone przez More in Common Polska pokazują, że myślistwo jest społecznie akceptowane, jednak zdecydowana większość oczekuje jego odpowiedniego uregulowania oraz sprzeciwia się polowaniom dla rozrywki. Badani opowiedzieli się m.in. za zwiększeniem minimalnej odległości polowań od zabudowań, zakazem polowań na ptaki, obowiązkowymi badaniami lekarskimi dla myśliwych oraz utrzymaniem zakazu udziału dzieci w polowaniach.
Obecność dzikich zwierząt w Polsce budzi zdecydowanie pozytywne emocje – najczęściej radość (60 proc.) i dumę (59 proc.).
Niezależnie od poglądów politycznych Polki i Polacy są zgodni co do tego, że zwierzęta zasługują na ochronę, ponieważ są istotami zdolnymi do odczuwania bólu, strachu i stresu.
Z tym stwierdzeniem zgadza się 80 proc. badanych. Ocena działalności myśliwych jest jednak bardziej zróżnicowana. 34 proc. respondentów uważa, że działalność myśliwych bardziej pomaga przyrodzie, niż jej szkodzi, 40 proc. sądzi, że bardziej szkodzi, niż pomaga, a 26 proc. nie ma jednoznacznej opinii.
Znacznie bardziej spójna niż sama ocena myślistwa przez społeczeństwo jest potrzeba jego uregulowania. Przedstawiciele wszystkich segmentów opowiadają się za rozwiązaniami, które z jednej strony zapewnią większe gwarancje właściwej ochrony przyrody oraz bardziej humanitarnego traktowania zwierząt, a z drugiej – będą ograniczać ryzyko nadużyć i wypadków. Aż 78 proc. społeczeństwa uważa, że polowania dla rozrywki powinny być zabronione.
Wśród Polek i Polaków panuje także szeroka zgoda co do konieczności zwiększenia minimalnej odległości polowań od zabudowań mieszkalnych do 500 metrów – popiera to 76 proc. badanych. Regulacją, która cieszy się niemal powszechną akceptacją, jest obowiązek regularnych badań lekarskich dla myśliwych – popiera go 89 proc. badanych, a sprzeciwia się jedynie 5 proc.
– Myślistwo jest społecznie akceptowane jako forma ochrony rolnictwa oraz regulacji liczebności gatunków, jednak Polki i Polacy oczekują jego odpowiednich ram prawnych. Rozwiązania zwiększające ochronę przyrody, zapewniające humanitarne traktowanie zwierząt oraz ograniczające nadużycia i wypadki wzmacniają poczucie bezpieczeństwa, sprawiedliwości i ładu społecznego – zauważa Maria Wittels, starsza specjalistka ds. komunikacji i badaczka w More in Common Polska, autorka raportu.
Obywatelski projekt zmian w prawie łowieckim nie rewolucjonizuje systemu łowieckiego w Polsce, idzie natomiast w kierunku wzmocnienia ochrony przyrody oraz zwierząt, poprawy racjonalności gospodarki łowieckiej, lepszej przejrzystości oraz zwiększenia praw i bezpieczeństwa obywateli.
- Społeczna nowelizacja ustawy o łowiectwie to przede wszystkim odpowiedź na jasne społeczne oczekiwania. Politycy nie są gotowi na reformę, ale Polacy chcą zmian i oczekują od myśliwych większej odpowiedzialności. Politycy będą po prostu musieli procedować naszą propozycję – komentuje Radosław Ślusarczyk z Pracowni na rzecz Wszystkich Istot.
Projekt przewiduje odnoszenie się do badań naukowych i monitoringowych przy ustalaniu, na jakie zwierzęta można polować.
Uzgadnianie planów łowieckich miałoby się odbywać z udziałem regionalnego dyrektora ochrony środowiska. W przypadku wieloletniego łowieckiego planu hodowlanego konieczne miałoby być przeprowadzenie strategicznej oceny oddziaływania na środowisko. Do pracy na prawach strony w postępowaniach w sprawie zatwierdzenia tych planów miałyby by dopuszczone organizacje społeczne, których statutowym celem jest ochrona środowiska.
- Reforma polskiego łowiectwa powinna realnie odpowiadać na wyzwania związane z kryzysami różnorodności biologicznej i klimatycznym, uwzględniać oczekiwania społeczeństwa w kwestiach ochrony zwierząt i swobodnego dostępu do przyrody ograniczyć partykularne korzyści jednej uprzywilejowanej grupy, czyli myśliwych – mówi Monika Klimowicz, rzeczniczka prasowa Ogólnopolskiego Towarzystwa Ochrony Ptaków.
Proponowane zmiany odnoszą się także do wznoszenia ambon łowieckich. Projekt przewiduje zakaz wznoszenia ambon w otulinie parków narodowych, rezerwatów przyrody i na obszarach Natura2000. To rozwiązanie istotnego problemu. Obecnie na granicach parków narodowych czy rezerwatów często stoją ambony, a w praktyce nikt nie kontroluje, czy myśliwi polują z nich strzelać w stronę obszarów chronionych. Przy tym polowania w otulinach powoduje także płoszenie zwierząt na terenie parków i rezerwatów.
Od dawna kontrowersje budzi dokarmianie dzikich zwierząt przez myśliwych, krytykowane przez przyrodników. Ten problem też ma zostać rozwiązany poprzez wprowadzenie zakazu dokarmiania „zwierzyny”.
Zmiany dotyczą też metod polowania. Autorzy projektu chcą zakazu nagonki, polowań nocnych i z pojazdów (tego ostatniego zabrania rozporządzenie Ministra Środowiska w sprawie szczegółowych warunków wykonywania polowania i znakowania tusz, zwane regulaminem polowań, ale łamanie zakazu w praktyce nie wiąże się z sankcjami). Przewidziane jest także zakończenie hodowania zwierząt tylko po to, by do nich strzelać.
Myśliwi z zagranicy zostawiają niemałe pieniądze w biurach polowań oraz u zarządców obwodów łowieckich w zamian za możliwość zabijania dzikich zwierząt. Koła łowieckie utrzymują, że jest to niezbędne, żeby móc wypłacać odszkodowania rolnikom, gdy zwierzęta łowne wyrządzą szkody w uprawach. Druga strona medalu jest jednak taka, że polowania te oznaczają w praktyce sprzedaż wspólnego dobra z korzyścią nie dla społeczeństwa, ale dla kół łowieckich. Często też w trakcie tych polowań dochodzi do różnych pomyłek i zabijania zwierząt znajdujących się pod ochroną.
Projekt zmian w prawie łowieckich rozwiązuje ten problem mocnym cięciem, zakazując prowadzenia działalności gospodarczej polegającej na organizowaniu, pośredniczeniu, sprzedaży, oferowaniu lub reklamowaniu odpłatnej możliwości wykonywania polowania na terytorium RP.
- Zakaz takich polowań to największa zmiana, jaką proponuje nowelizacja. Znaczna część z miliona zabijanych rocznie w Polsce zwierząt pochodzi z polowań dewizowych. Populacje zwierząt celowo przez dokarmianie utrzymywane są na wysokich poziomach, by ułatwić biznes polegający na strzelaniu dla rozrywki przez zagranicznych myśliwych – mówi Radosław Ślusarczyk.
Nowa regulacja dopuściłaby do głosu przy podziale kraju na obwody łowieckie organizacje społeczne i ośrodki rehabilitacji dzikich zwierząt.
Bardzo istotny zapis to przyznanie właścicielowi lub użytkownikowi wieczystemu nieruchomości uprawnienia do niewyrażenia zgody na włączenie jego nieruchomości do obwodu łowieckiego. Obecnie osoby te praktycznie nie mają nic do powiedzenia na ten temat, mogą jedynie zgłaszać uwagi sejmikom, przy czym było regułą, że sejmiki tych uwag nie uwzględniały.
- Dziś procedura wyłączania własnej ziemi z obwodów łowieckich jest skomplikowana. Tymczasem to powinno działać na zasadzie „moja ziemia – moja decyzja” i prostego oświadczenia. To prosta zmiana wychodząca naprzeciw prawom obywateli – uważa Radosław Ślusarczyk.
Łatwiejsze miałoby być także zakazanie polowania na swoim gruncie. Obecnie trzeba w tym celu udać się osobiście do starostwa, a niektóre urzędy interpretują przepisy w ten sposób, że w ogóle trzeba osobiście spotkać się ze starostą. Po zmianie wystarczyłoby złożenie oświadczenia w formie pisemnej lub w postaci elektronicznej na adres do doręczeń elektronicznych lub za pośrednictwem konta w systemie teleinformatycznym właściwego organu administracji publicznej.
Prawa właścicieli nieruchomości miałyby być bardziej respektowane także przy polowaniach zbiorowych na ich gruncie. Mianowicie projekt wprowadza zapis, że wójt (burmistrz, prezydent miasta) niezwłocznie, lecz nie później niż 14 dni przed planowanym terminem polowania zawiadamia o nim właściciela, posiadacza lub zarządcę gruntu, na którego terenie odbyć ma się polowanie. Miałby zostać też stworzony publiczny rejestr polowań i gospodarki łowieckiej.
O problemach z ujawnianiem sprawozdań finansowych i niejasnościach związanych ze źródłami finansowania pisaliśmy w tekście „Miliony dla myśliwych. Sprawdziłam, jak państwo finansowo wspiera Polski Związek Łowiecki”.
Projekt przewiduje jasne i precyzyjne określenie źródeł finansowania PZŁ w sposób, który powinien zadowolić samych myśliwych, gdyż wprost wskazuje na możliwość korzystania przez PZŁ i koła łowieckie z dotacji, dopłat, płatności oraz innych instrumentów wsparcia finansowanych ze środków publicznych, przyznanych na podstawie odrębnych przepisów.
Mniej entuzjazmu w PZŁ wzbudzi zapewne propozycja zatwierdzania przez ministra klimatu i środowiska sprawozdań merytorycznych i finansowych PZŁ. Obecnie minister, który nadzoruje prowadzenie gospodarki łowieckiej, nie otrzymuje nawet wglądu w te sprawozdania.
Obecnie jak Polska długa i szeroka starostowie i prezydenci miast podejmują decyzje o odstrzale redukcyjnym dzików i praktycznie robią to tylko według własnego uznania.
Autorzy projektu chcą zmiany tej sytuacji i proponują wprowadzenie jednoznacznych kryteriów dla decyzji starostów o odłowie lub odstrzale zwierząt: wymóg wykazania rzeczywistego zagrożenia i braku alternatyw, transparentność, udział organizacji, uzasadnienia decyzji.
Absolwentka prawa, z zawodu dziennikarka, przez wiele lat związana z „Rzeczpospolitą”. Trzykrotna laureatka konkursu dziennikarskiego Polskiej Izby Ubezpieczeń i laureatka Nagrody Dziennikarstwa Ekonomicznego Press Club Polska w 2023 r. Obecnie freelancerka, pisywała m.in. do „Gazety Wyborczej”, miesięcznika „National Geographic Traveler”, „Parkietu”, Obserwatora Finansowego i Prawo.pl. Po latach mieszkania w Warszawie osiadła z gromadką kotów na Podlasiu.
Absolwentka prawa, z zawodu dziennikarka, przez wiele lat związana z „Rzeczpospolitą”. Trzykrotna laureatka konkursu dziennikarskiego Polskiej Izby Ubezpieczeń i laureatka Nagrody Dziennikarstwa Ekonomicznego Press Club Polska w 2023 r. Obecnie freelancerka, pisywała m.in. do „Gazety Wyborczej”, miesięcznika „National Geographic Traveler”, „Parkietu”, Obserwatora Finansowego i Prawo.pl. Po latach mieszkania w Warszawie osiadła z gromadką kotów na Podlasiu.
Komentarze