Klęska. Porażka. Katastrofa. Bardzo zły wynik w wyborach samorządowych lewica w części zawdzięcza podziałom, w części lękowi przed PiS, w części - przesunięciu całego elektoratu na prawo. Ale bez dziesięciu procent lewicowych wyborców opozycji będzie bardzo trudno odsunąć PiS od władzy. Analiza OKO.press

W Warszawie – czworo lewicowych kandydatów na prezydenta. Każdy z wynikiem od 1 do 3 proc. W wyborach do sejmików – znów kilka ugrupowań lewicowych i klęska. 

W wyborach do sejmików Partia Razem dostaje tyle co Wolność szalonego mizogina Korwin-Mikkego, a Zieloni mniej niż nacjonaliści ze Stronnictwa Narodowego.

W polskim życiu politycznym dominuje prawica i centroprawica: w Warszawie dwóch głównych kandydatów – z których żaden nie miał z lewicą nic wspólnego – otrzymało łącznie 84 proc. głosów. Co prawda Rafał Trzaskowski podpisał się pod kilkoma lewicowymi postulatami (np. program dla kobiet), ale reprezentuje centroprawicową partię.

W mediach społecznościowych lewicy rozgoryczenie i rozczarowanie: „przecież tak ciężko pracowaliśmy”! W latach 90. to prawica wyrzekała na „przypadkowe społeczeństwo”, które nie chciało wówczas na nią głosować (autorką tego powiedzenia była posłanka Nowina-Konopczyna, w pierwszym demokratycznym sejmie równie sławna, jak Krystyna Pawłowicz dzisiaj). Dziś to zawiedziona lewica narzeka na wyborców.

Dlaczego tak się stało? I czy można wyobrazić sobie demokratyczną Polskę – Polskę nie rządzoną przez PiS – bez lewicy?

Wymieńmy najpierw powody przegranej, zaczynając od najbardziej oczywistych.

Wyborcy ukarali lewicę za podział. Ambicje lewicowych przywódców partyjnych są dla nich ewidentnie niezrozumiałe. Dlaczego Razem nie chce iść z SLD? Działacze obu partii być może to wiedzą, wyborców ewidentnie mniej to obchodzi. Morał na przyszłość: jeśli liderzy lewicowych ugrupowań chcą być kimś więcej niż autorami i autorkami interesujących wpisów w mediach społecznościowych, muszą przekroczyć swoje podziały i urazy oraz współpracować. Że SLD to postkomuna? Że ma na sumieniu konkordat, „kompromis” aborcyjny, padanie na kolana przed Kościołem, więzienia CIA w Polsce? Trudno. „Paryż wart jest mszy” – miał powiedzieć kiedyś pewien bardzo utalentowany protestant, a potem zmienił wyznanie i został arcykatolickim królem Francji. 

Na rozproszenie głosów lewicy nałożyła się polaryzacja. W Warszawie wyborca lewicowy miał do wyboru albo oddać głos na jedną z wielu własnych partii, albo wybrać mniejsze zło i zagłosować przeciw PiS.

Poza powodami taktycznymi za zły wynik lewicy odpowiadają strukturalne zmiany w elektoracie. Młodsi wyborcy niechętnie głosują na lewicę; starsi, jeśli wierzyć exit poll przeprowadzonemu w trakcie wyborów samorządowych przez IPSOS, nie głosują na nią w ogóle. W grupie wiekowej 18-29 SLD, Zieloni i Razem dostały w sumie osiem punktów procentowych, łącznie mniej niż Kukiz’15 (13,6 proc.). Młodzi zresztą nie wygrywają wyborów: najmłodsze roczniki są względnie nieliczne, rzadko też chodzą głosować. Ten wynik to potężne ostrzeżenie dla lewicy i centrum na przyszłość i dobra długoterminowa prognoza dla prawicy (PiS wygrywa z KO także w tej grupie wiekowej).

Liderzy do weryfikacji

O ile cała lewica przegrała wyborach samorządowych, to są w niej bardziej i mniej przegrani. Do bardziej przegranych należy z pewnością partia Razem, która dostała w nich mniej głosów niż w wyborach parlamentarnych w 2015 r. Ogromna ilość pracy i zaangażowanie działaczy tej partii przełożyły się na bardzo zły wynik wyborczy. To zdradza fundamentalny problem ze strategią partii oraz z jej przywództwem. Na miejscu liderów tej partii zastanowiłbym się na serio i bez uprzedzeń, dlaczego wyborcy pozostają obojętni na ich propozycje. Być może już jest na to za późno, a Razem czeka albo los bycia częścią większej lewicowej koalicji – i to częścią wcale nie najsilniejszą – albo redukcja do roli internetowego fanklubu Adriana Zandberga.

Do bardziej wygranych należy SLD Włodzimierza Czarzastego. Czarzasty może być pewien, że jego partia będzie ważnym elementem każdej przyszłej lewicowej koalicji. Można go nie lubić, można nim pogardzać – co duża część nowej lewicy lubi robić – ale nie można się bez niego obejść.

Najbardziej wygrał na tej klęsce Robert Biedroń. Porażka osłabia wszystkie istniejące ugrupowania. Będzie mu łatwiej zbudować z nich koalicję pod swoim przywództwem – a tych, którzy nie będą chcieli do nich wejść, zmarginalizować.

Po porażce w wyborach samorządowych lewica desperacko potrzebuje nowego, charyzmatycznego lidera – albo liderki – nie obciążonego dotychczasowymi porażkami, bez bagażu podziałów i sporów.

Dotychczasowi przywódcy lewicy będą więc starannie obserwować sondaże przed wyborami do europarlamentu na wiosnę. Jeśli Biedroń wypadnie w nich dobrze, będą musieli się mu podporządkować – albo zgodzić na wegetację na marginesie.

Wyborców lewicowych jest dziś w Polsce 10, może 15 proc. Jeśli zagłosują na jedno ugrupowanie – dowolne –  PiS nie będzie miał szans na samodzielną większość w wyborach parlamentarnych, a to od nich zależy przyszłość demokracji w Polsce. Partia rządząca utrzymuje na razie komfortową przewagę nad Koalicją Obywatelską. Nic nie wskazuje, aby mogła ona samodzielnie odsunąć PiS od władzy. 

Stawka jest więc wysoka.

Historyk i socjolog, profesor na Uniwersytecie SWPS, publicysta. Autor dwóch książek reporterskich o Afryce i kilku książek o historii. "Szkalował" Polskę m.in. w „the Guardian”, „Le Monde”, „El Pais”, „Suddeutsche Zeitung”. Ostatnio wydał książkę o polskiej samoocenie – „No dno po prostu jest Polska. Dlaczego Polacy tak bardzo nie lubią swojego kraju i innych Polaków” (WAB 2017). W OKO.press pisze o polityce i historii.


Lubisz nas?

Dołącz do społeczności OKO.press