0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: Slawomir Kaminski / Agencja GazetaSlawomir Kaminski / ...

Anton Ambroziak, OKO.press: 8 czerwca w wykazie prac legislacyjnych pojawiły się założenia zmian w nadzorze pedagogicznym. Kuratorzy oświaty dostaną szersze uprawnienia: będą mieli decydujący głos w wyborze i zawieszeniu dyrektora, dostaną też narzędzia do bardziej uporczywych kontroli.

Marek Pleśniar, dyrektor Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Kadry Kierowniczej Oświaty: Jest tam znacznie więcej rewelacji. Pojawił się też pomysł stworzenia nowego wykazu przestępstw i wprowadzenia odpowiedzialności karnej dla dyrektorów. Chodzi o to, by nie karać ich tylko służbowo, jak było do tej pory, ale też stawiać przed sądami.

Z zarysu projektu wynika, że chodzi głównie o sprawowanie opieki nad uczniami np. na wycieczce szkolnej. Do odpowiedzialności karnej zostanie pociągnięty nie tylko nauczyciel, ale też dyrektor. A przecież już dziś odpowiada zawodowo, bo może stracić stanowisko. Nie znamy listy nowych przestępstw, ale horyzont tej rewolucji jest szerszy. Mamy do czynienia z frontalnym atakiem.

Pierwsza myśl po przeczytaniu obu propozycji rządu?

Jestem wstrząśnięty. W zasadzie mamy do czynienia z propozycją zmiany ustroju państwa w obszarze edukacji. Po reformie samorządowej umówiliśmy się — my, czyli obywatele, władze lokalne i państwowe — że szkoły będą publiczne, a więc będą dobrem wspólnym.

Dziś, jeśli kuratorium, czyli przedstawiciele państwa, będą w kontrze przeciwko kandydatowi na dyrektora szkoły, a samorząd i rodzice będą mieli odmienne zdanie, wciąż mogą wygrać konkurs. Jeśli nowe przepisy wejdą w życie, kurator zdobędzie pełny wpływ. Będzie mógł oprotestować każdy wybór lokalnej społeczności. Zresztą od początku będzie na uprzywilejowanej pozycji, bo głos strony państwowej będzie liczył się jako pięć.

Co to oznacza?

Ten, kto ma władzę, tego jest szkoła. Skoro rodzice, samorząd nie będą mieli już na nią wpływu, stanie się ona znów, jak przed 30 laty, państwowa. Być może przeciętny obywatel tego nie rozumie, ale dziś szkołami w zasadniczej większości kierują gminy, a kuratoria sprawują nadzór, dbają o jakość edukowania. To są rozdzielne sprawy. Obie strony muszą ze sobą dyskutować, dogadywać się np. co do oceny pracy konkretnego dyrektora, ale działają z dwóch stron. Nowe prawo wykreśla z równania samorząd.

Przeczytaj także:

Uzasadnienie przyznania większych uprawnień kuratorom można zamknąć w jednym zdaniu: w szkołach dochodzi do nieprawidłowości, dyrektorzy nie wpuszczają urzędników na kontrole, rodzice i nauczyciele składają skargi, a kuratorzy są bezradni. Zgadza się pan z diagnozą Ministerstwa?

Nie ma mowy, by dyrektor nie wpuścił urzędnika na kontrolę. Który by się odważył, gdy do drzwi puka organ państwowy?

Zmiany proponowane przez MEiN są tak brutalne, że nikt już nie będzie przejmował się dobrym obyczajem i czystością rękawiczek. Dziś, by doszło do kontroli, potrzebny jest jej przedmiot, plan i podstawa. Urzędnik musi wiedzieć, co w zasadzie przyszedł kontrolować i dlaczego.

Od teraz pracownicy kuratoriów będą mogli wpadać z wizytacją i szukać tak długo, aż coś znajdą. To nie jest państwo prawa, to nie jest sprawowanie pracy urzędniczej, lecz sprawowanie władzy.

Być może przeciętny obywatel powie: dobrze, że dobiorą się do skóry tym dyrektorom na stołkach. Ale to jest czyste zarządzanie strachem. Urzędnik, który może pojawić się w placówce w każdej chwili, bez żadnego powodu, to ktoś, kogo mamy się bać.

Owocuje to wychowaniem nowych kadr — uległych i niesamodzielnych.

Jak zmieniły się relacje dyrektorów z kuratoriami w ostatnich sześciu latach?

Radykalnie. Już teraz trwa intensywne usuwanie dyrektorów. Kuratorzy wykorzystują m.in. metodę nieakceptowania powierzeń wydanych przez gminę. Innymi słowy, oprotestowują wybór dyrektora, czym mogą zamrozić konkurs i zakłócić normalne funkcjonowanie placówki. To czyste wymuszenie.

Jeśli gmina ma rocznie do rozstrzygnięcia 10, 20, 30 konkursów, to nie chce ryzykować przedłużaniem procedur. Dlatego gminy często machają ręką na kadrę. Nie zależy im aż tak bardzo na ludziach, oddają nawet najlepszych dyrektorów, byle mieć święty spokój. Gdy masz pat z kuratorium, to nie możesz funkcjonować.

Dużo słychać też o większej ilości postępowań dyscyplinarnych i kontroli podejmowanych przez kuratoria.

Nie mamy statystyk, większość to fakty medialne. W trakcie pandemii prawie w ogóle nie było kontroli. Okazało się, że urzędnicy być może wcale nie są potrzebni, by szkoły działały. Nie wykluczam, że dużo dzieje się za zamkniętymi drzwiami, ale nie spotykamy się oko w oko od półtora roku, więc ciężko powiedzieć.

Niewykonanie zaleceń może skutkować zawieszeniem dyrektora lub wnioskiem o odwołanie nawet przed zakończeniem postępowania dyscyplinarnego — czytamy w założeniach zmian prawa oświatowego.

To kolejna nowa procedura. Do tej pory, gdy coś niepokojącego działo się w szkole albo dziecku działa się krzywda, wszczynano postępowanie wyjaśniające. Większość dyrektorów to nauczyciele, więc sprawdzano też, czy doszło do złamania zasad zawodu. Dyrektorowi nie grozi więc jedynie zwolnienie ze stanowiska, ale w skrajnych przypadkach utrata zawodu.

Gdy chodzi o nieprawidłowości w zarządzaniu szkołą albo zachodzi podejrzenie, że dyrektor sobie nie radzi, można też wszcząć kompleksową ocenę. Według mnie obecne przepisy są wystarczające, a w praktyce często na wyrost tracimy stanowiska. Uważam jednak te procedury za dobre, bo sprawujemy zawód zaufania publicznego. Bycie dyrektorem to trudna rola.

Czy zmiany dotkną też dyrektorów szkół niepublicznych: społecznych lub prywatnych?

Po części. Na przykład zapowiedź obowiązku natychmiastowego wpuszczenia kontroli do szkoły. Taka sytuacja może skończyć się konfliktem z nadzorem, a w rezultacie ryzykiem wstrzymania działalności szkoły. Gdy jej właścicielem jest osoba prywatna albo stowarzyszenie, może być tak, że stwierdzą, że łatwiej pozbyć się dyrektora niż ryzykować interes. Łatwiej coś zniszczyć, niż coś odbudować. Dlatego może nie będzie opłacało się bronić ludzi, tylko walczyć o całą placówkę.

"Reforma" dotyczy też nadzoru pedagogicznego nad organizacjami społecznymi w szkołach. Dyrektor nie będzie mógł zorganizować zajęć dodatkowych bez pozytywnej opinii kuratora oświaty.

Ministrowie i urzędnicy oświatowi nie stronią od deklarowania swoich poglądów na temat działalności organizacji pozarządowych — traktują je jednoznacznie ideologicznie. Dlatego wygląda na to, że niezadowalające władzy podmioty po prostu nie będą do szkół wpuszczane. Być może zbyt częste zapytania ze strony dyrektora staną się też powodem kontroli? A jeśli tak, to wielu z nich, żeby mieć święty spokój, po prostu przestanie zapraszać społeczników do placówki. I w ten sposób stracimy kursy pierwszej pomocy czy zajęcia wiedzy obywatelskiej.

Atmosfera w szkołach już przed nowymi propozycjami nie była najlepsza. Jak jest teraz?

Łatwo sobie wyobrazić. Jesteśmy tuż przed spotkaniem OSKKO, wszyscy miny mają minorowe. Słyszę komentarze:

Teraz szkoły jeszcze bardziej się wyludnią, nie opłaca się w takim klimacie pracować jako nauczyciel, a żeby zostać dyrektorem to trzeba być kaskaderem.

Już teraz jest coraz mniej chętnych do pracy w zawodzie. Tylko w warszawskich przedszkolach brakuje około tysiąca osób. Z dyrektorami nie jest lepiej, a gdy kandydaci dowiedzą się, jak można być w tej pracy szykanowanym, włącznie z postępowaniem karnym, to zostaną albo ci, którzy mają dużą odwagę i determinację, albo ci, którzy z władzą się lubią. Nie bacząc na to, że to i tak wszystko do czasu, zawsze można wypaść z łask.

;

Udostępnij:

Anton Ambroziak

Dziennikarz i reporter. Uhonorowany nagrodami: Amnesty International „Pióro Nadziei” (2018), Kampanii Przeciw Homofobii “Korony Równości” (2019). W OKO.press pisze o prawach człowieka, społeczeństwie obywatelskim i usługach publicznych.

Komentarze