Jarosław Kaczyński, znany ze sceptycyzmu wobec zachodnich sąsiadów, zaskoczył wszystkich nagłą sympatią do kanclerz Niemiec. Okazuje się, że Angela Merkel straciła ambicje odbudowy niemieckiego mocarstwa. Wręcz przeciwnie, aż chciałoby się (Kaczyńskiemu) z nią budować partnerstwo


Jako Polak mogę jedynie przytoczyć słowa mojego brata Lecha, które powtarzał: "Angela Merkel jest dla nas Polaków najlepszym wyjściem". Uważam, że miał rację. Z polskiego punktu widzenia mówię: byłoby dobrze, gdyby Pani Merkel została ponownie wybrana.

Jarosław Kaczyński, Wywiad dla "Bilda" - 27/07/2016

Fot . Slawomir Kaminski / Agencja Gazeta


W 2011 r. Kaczyński bał się, że Merkel odbierze nam ziemie zachodnie


Według dzisiejszego Kaczyńskiego Niemcy powinny prowadzić politykę „partnerstwa ze swoimi sąsiadami i innymi krajami UE”. Merkel „znakomicie by się odnalazła w tej roli”.

Tymczasem w książce „Polska naszych marzeń” w 2011 r. Kaczyński pisał:

„Merkel reprezentuje to pokolenie polityków niemieckich, które chce odbudować mocarstwowość Niemiec. Elementem tego jest strategiczna oś z Moskwą, a w tym może przeszkadzać Polska, czyli nasz kraj musi być w jakiś sposób podporządkowany. Oczywiście ta polityka jest realizowana innymi metodami, ale nadal jest w tym dość bezczelne nieliczenie się z nami”.

Dalej prezes PiS podkreślał, że nie ma powodu, by cieszyć się z niemieckich inwestycji w zachodniej Polsce. Niemcy, jako dużo silniejsze gospodarczo, mogą Polskę nawet… uszczuplić geograficznie. Za „wspólne inwestycje” należy zabrać się dopiero, gdy poziomy gospodarcze zostaną wyrównane. Inaczej, zdaniem Kaczyńskiego, „obudzimy się w mniejszej Polsce”.

Cały rozdział „Angela Merkel, czyli specjalne sąsiedztwo” rozpoczyna się od stwierdzenia, że wybór Merkel na kanclerza Niemiec nie był zbiegiem okoliczności. Tomaszowi Lisowi Kaczyński ujawnił: chodziło o to, że potrzebny był kanclerz ze wschodnich Niemiec. Niemieckie media sugerowały, że prezesowi mogło chodzić o Stasi. Kaczyński o Stasi nie wspominał, ale ze słów wycofać się nie chciał i nie chciał tłumaczyć, o co dokładnie chodziło.

Całe to zamieszanie miało miejsce w ostatnich tygodniach kampanii przed wyborami parlamentarnymi w 2011 r. Po przegranych wyborach prezes PiS stwierdził: „(…) wypowiedź w książce na temat Angeli Merkel, nie ukrywam, że to był mój błąd. Mamy już badania w tej sprawie, to mniej zaszkodziło niż inne rzeczy”. Nie wycofał zatem swej opinii, a jedynie uznał ją za błąd w kampanii.

Jarosław Kaczyński pisał książkę, gdy kanclerz Merkel urzędowała już szósty rok (od 2005 r.), nie można go zatem usprawiedliwić brakiem wiedzy o polityce Niemiec wobec Polski. Zarzuty wobec Merkel, która chce odbudować mocarstwowość Niemiec, są trudne do pogodzenia z obecnym poglądem, że ponowny wybór Merkel jest dobry dla Polski. W polityce zagranicznej Niemiec nie widać nagłego zwrotu, który miałby uzasadnić taką zmianę poglądów Kaczyńskiego.

Pochwała Merkel jest tym dziwniejsza, że Kaczyński często wyraża niechęć i brak zaufania do Niemców. 11 grudnia 2015 w TV Republika mówił: „Niemcy są nam winni bardzo dużo w każdym wymiarze, począwszy od moralnego, a skończywszy na ekonomicznym. Rachunek krzywd jest ogromny. Od wojny te sprawy nie zostały wyjaśnione, a w sensie prawnym są aktualne. Kampania, która jest w tej chwili w Niemczech, te wszystkie lata wyśmiewania Polaków przypomina Republikę Weimarską, a przypominam co z tego wyszło”.

  • Przeczytaj hasło Niemcy w słowniku polsko-pisowskim


    Niemcy

    Na pozór najważniejszy partner handlowy i polityczny w UE, ale jednak partner gorszego sortu. Niemcom w stosunkach międzynarodowych wolno mniej, bo nie odpokutowali jeszcze za zbrodnie II wojny światowej. Najgorsze, że o tym zapominają i zaczynają krytykować PiS, który ucieleśnia polskość razem z wojenna martyrologią. „Polska nie potrzebuje od Niemiec lekcji demokracji – komentował Kaczyński w TV Republika, 11 grudnia 2015 r.) satyryczne komentarze niemieckich mediów na swój temat – Niemcy są nam winni bardzo dużo w każdym wymiarze, począwszy od moralnego, a skończywszy na ekonomicznym. Rachunek krzywd jest ogromny. Od wojny te sprawy nie zostały wyjaśnione, a w sensie prawnym są aktualne. Kampania, która jest w tej chwili w Niemczech, te wszystkie lata wyśmiewania Polaków przypomina Republikę Weimarską, a przypominam co z tego wyszło. Władze niemieckie, które, wbrew temu, co mówią, mają wpływ na media, powinny pamiętać, co budują”. Dlaczego krytyka autorytarnych zapędów PiS kojarzy się Kaczyńskiemu z zagrożeniem faszyzmem? Bo to wyraz niebezpiecznej anarchii, w której media robią co chcą, a władze to tolerują.

    Kiedy Martin Schulz, przewodniczący Parlamentu Europejskiego, przypomniał (Telewizja ARD, 17 listopada 2015 r.), że Polska jest „wielkim beneficjentem europejskiej solidarności i nie powinna teraz twierdzić, że uchodźcy to tylko problem Niemców”, poseł PiS Mariusz Błaszczak w TVN24 już tego samego dnia uznał to za „słowa skandaliczne i butę”. „Rozmawiamy w Warszawie. Warszawa została zniszczona przez Niemców. Na Woli 50 tys. ludzi wymordowali funkcjonariusze państwa niemieckiego  – przypomniał Schulzowi – Niemcy się zachowują, jakby tego wszystkiego nie było”.

    Kiedy w radiu Deutschlandfunk ten sam Schulz powiedział, że wydarzenia w Polsce „mają charakter zamachu stanu”, premier Szydło się uniosła: “Nie zgodzę się, żeby wtrącał się w polskie sprawy. Mam nadzieję, że więcej nie wypowie takich opinii. Jeśli będzie chciał dowiedzieć się, co dzieje się w Polsce, to niech zadzwoni, niech zapyta” (18 grudnia 2016 r. w TVN 24). Sprawę przypieczętował wieszak, z którym, sfotografował się Schulz, by poprzeć żądania kobiet, które walczą o przywrócenie prawa do aborcji. Tego PiS już  nawet nie skomentował. Bo co tu dodać? Pasują chyba tylko słowa „Frondy.pl” (16 kwietnia 2016 r.) „Panie Schulz, kiedy zostawisz pan wreszcie Polskę w spokoju?”.

    Poprzednia władza podchodziła do  Niemców na kolanach. Min. Gliński np. „wykrył wywiezienie do Niemiec historycznych akt dotyczących III Rzeszy”, o czym poinformował podczas audytu w Sejmie 11 maja 2016 (patrz: Audyt).

Sekretarz redakcji OKO.press. Socjolożka i antropolożka po ISNS UW, tworzyła i koordynowała projekty społeczne w organizacjach pozarządowych (m.in. Humanity in Action Polska), prowadziła warsztaty dla młodzieży i edukatorów/ek (m.in. PAH, CEO, Amnesty International), publikowała w „Res Publice Nowej”. W OKO.press pisze o prawach kobiet i Kościele katolickim.


Powiązane:

Lubisz nas?

Powiedz o tym innym