W przeddzień Święta Niepodległości przemówienia wygłosiło dwóch najważniejszych polityków RP - Donald Tusk i Jarosław Kaczyński. Pierwszy mówił o demokracji, drugi - że jego brat walczył z „postkomunizmem”. Porównujemy przemówienia i wartości, do których odwoływali się politycy

Donald Tusk wystąpił przed południem podczas „Igrzysk Wolności 2018” w Łodzi (nasza relacja tutaj, tekst przemówienia tutaj; zachęcamy do lektury). „Nie ma niepodległości bez praw i wolności. Po to jest nam wolna Ojczyzna, by wolni Polacy mogli korzystać ze swoich praw i swobód” – mówił Tusk.

Apelował o obronę demokracji – przed rządzącymi. Mówił, że zwrot rządu PiS przeciw Europie i przeciw demokracji zagraża niepodległości i wolności Polski.

Wieczorem, o 19:15 na Pl. Piłsudskiego w Warszawie rozpoczęła się ceremonia odsłonięcia pomnika Lecha Kaczyńskiego (wszyscy mówcy, poza Jarosławem Kaczyńskim, mówili o Lechu „pan prezydent, profesor”). 

Uroczystość prowadził Jan Józef Kasprzyk, szef Urzędu do Spraw Kombatantów i Osób Represjonowanych. Zaczął od wygłoszenia laudacji na cześć. Cieszył się, że tego dnia zostanie odsłonięty „długo oczekiwany przez Polaków pomnik”. Chwalił zmarłego – nieco na wyrost – nazywając go „odpowiedzialnym, życzliwym liderem dla całej Europy Wschodniej, wskazującym drogę dla innych państw” oraz zakończył patetycznie:

„pomnik jest pomnikiem całej Polski, solidarnej, przyjaznej, dumnej i bezpiecznej. Najjaśniejszej Rzeczypospolitej”.

Później orkiestra wojskowa odegrała dwa ulubione utwory Lecha Kaczyńskiego — „Etiudę rewolucyjną” Chopina oraz motyw muzyczny z filmu „Most na rzece Kwai”. (To drugie wyszło wojskowym muzykom lepiej)

Później wystąpił Jarosław Kaczyński. Zaczął od podziękowań dla uczestników miesięcznic oraz komitetu budowy pomnika, dla tych – jak mówił – „którzy stworzyli wszelkie przesłanki, aby ten pomnik w tym miejscu stanął”. Z nazwiska wymienił trzech bliskich współpracowników – Jacka Sasina oraz Mariusza Błaszczaka oraz Marka Suskiego.

Resztę przemówienia poświęcił wspominaniu brata i podkreślaniu jego zasług.

„Lech Kaczyński urodził się prawie 31 lat po tym wspaniałym listopadzie” – mówił prezes PiS, odnosząc się do przypadającej następnego dnia 100. rocznicy odzyskania niepodległości. 

„Był z pokolenia, które doznało łaski późnego urodzenia – nie musiało przeżywać wojny, nie musiało przeżywać stalinizmu (…) Było to pokolenie, które podjęło – począwszy od końca lat 60. – w sposób czynny i bezpośredni odbudowy Polski niepodległej, demokratycznej, obywatelskiej”

W tym miejscu jedyny raz – o ile ucho nas nie omyliło – pojawiło się w przemówieniu Kaczyńskiego słowo „demokracja”.

Jarosław Kaczyński przypominał zasługi brata: uczestniczył w wydarzeniach marcowych od pierwszego wiecu 8 marca 1968 roku; działał w opozycji lat 70. „i to w tej części, która okazała się najważniejsza w gdańskich Wolnych Związkach Zawodowych” (prezes PiS ma prawo do tej opinii, ale wielu historyków za najważniejszy uznałoby Komitet Obrony Robotników); w III RP był szefem Najwyższej Izby Kontroli, prezydentem stolicy, ministrem, prezydentem kraju.

Kaczyński jednak mówił, że pomnik należy się jego bratu nie ze względu na osiągnięte stanowiska, ale dlatego, ponieważ był prekursorem „dobrej zmiany” i potęgi politycznej PiS.

„Jeżeli ten pomnik tutaj staje, to nie dlatego, że awansował najwyżej jak można (…) Chodzi o to, że jego działalność przyczyniła się w sposób decydujący, że można było przeciwstawić się temu wszystkiemu, co można nazwać postkomunizmem, systemem nieporównanie lepszym od poprzedniego, ale wciąż obciążony mankamentami, niewydajnym, niesprawiedliwym”.

Lech Kaczyński miał się stać współtwórcą oporu przeciw „postkomunizmowi”: najpierw w „Tygodniku Solidarność”, potem w partii Porozumienie Centrum w latach 90.

Państwo polskie – mówił Jarosław – jego brat chciał uczynić „bardziej sprawiedliwym, bardziej podmiotowym”. Atakował III RP za rzekomą niesprawiedliwość społeczną, za to, że była „słaba wobec silnych i silna wobec słabych”. Na koniec wołał, że jego brat za to

„powinien mieć pomnik, powinien mieć pomniki, powinien mieć muzeum (…) potrafił przeciwstawiać się przemysłowi pogardy, całemu temu ogromnemu przedsięwzięciu, które było pomyślane, żeby go zniszczyć. Zasłużył się Polsce, wpisał się złotymi zgłoskami w bieg historii”.

Echem przemówienia Kaczyńskiego było wystąpienie Andrzeja Dudy. Mówił o swoim wielkim sukcesie – podpisaniu umowy na dostawy gazu z USA przez gazoport, którego budowę zapoczątkował poprzedni rząd PiS – jako kontynuacji myśli Lecha Kaczyńskiego.

„Przez całe życie realizował misję dla ojczyzny i w końcu dla niej zginął” – mówił. Duda również atakował III RP, mówiąc, że w Polsce, której chciał Lech Kaczyński, „musi się liczyć uczciwość, a nie cynizm i draństwo (…) państwo nie jest państwem tylko dla elit, ma być państwem dla wszystkich”. Świadectwem zmiany w Polsce miał być program 500 plus.

„Od czasu Marszałka Józefa Piłsudskiego tak wielkiego przywódcy państwa polskiego nie było, był nim dopiero prezydent Lech Kaczyński” – kończył Duda.

Czym różnią się przemówienia Tuska i Kaczyńskiego?

Część różnic jest oczywista: Kaczyński i Duda mówili o Lechu Kaczyńskim, ponieważ uczestniczyli w odsłonięciu przez jego pomnika. Zarówno Tusk, jak i Kaczyński jednak odnosili się do polityki aktualnej i ważnych w ich publicznej działalności wartości.

Tusk mówił:

* o wolnościach – wolnościach obywatelskich i wolnych mediach;

* o solidarności państw demokratycznych w polityce wobec dyktatorów i populistów (takich jak Trump, ale także Kaczyński);

* o konieczności walki o pozycję Polski w zjednoczonej Europie;

* o potrzebie integracji i współpracy oraz obrony zjednoczonej Europy.

Kaczyński mówił:

* o sprawiedliwości i o tym, że – według niego – w III RP jej brakowało;

* o równości – III RP miała być państwem „dla elit” (oba te zarzuty należą do retoryki prezesa PiS od lat 90.);

* o „podmiotowości” Polski w polityce międzynarodowej;

* o konieczności sprzeciwienia się złym siłom – „przemysłowi pogardy”, który chciał zniszczyć jego brata.

Obaj politycy poświęcili dużo uwagi wrogom:

dla Tuska byli to ludzie, którzy czyhają na wolność Polaków (i Europejczyków);

dla Kaczyńskiego – złe elity czerpiące korzyści z tego, że Polska jest, jak twierdzi, krajem pozbawionym podmiotowości i pełnym niesprawiedliwie uprzywilejowanych.

Tusk zachęcał Polaków do „pokazania solidarności” w maju 2019 – co było oczywistym nawiązaniem do wyborów europejskich. 

Będziemy mieli w nich jasny wybór: albo wolności obywatelskie, albo muzeum Lecha Kaczyńskiego.


Historyk i socjolog, profesor na Uniwersytecie SWPS, publicysta. Autor dwóch książek reporterskich o Afryce i kilku książek o historii. "Szkalował" Polskę m.in. w „the Guardian”, „Le Monde”, „El Pais”, „Suddeutsche Zeitung”. Ostatnio wydał książkę o polskiej samoocenie – „No dno po prostu jest Polska. Dlaczego Polacy tak bardzo nie lubią swojego kraju i innych Polaków” (WAB 2017). W OKO.press pisze o polityce i historii.


Powiązane:

Lubisz nas?

Powiedz o tym innym