W wywiadzie dla tygodnika braci Karnowskich Jarosław Kaczyński przedstawił swój pogląd na mowę nienawiści. Według niego "sianie nienawiści" zaczęło się w Polsce wraz z powstaniem jego pierwszej partii, Porozumienia Centrum, a sam PiS nigdy nienawiści nie siał. Wizja świata prezesa PiS jest prosta - PiS jest dobry a wszyscy wokół spiskują przeciwko niemu

W najnowszym wydaniu „Sieci” Jacek Karnowski przeprowadził „wywiad” z Jarosławem Kaczyńskim. Na siedmiu stronach tygodnik dał Jarosławowi Kaczyńskiemu przestrzeń, aby wytłumaczył się z afery spółki Srebrna, a Karnowski nie zadał ani jednego trudnego pytania. Wachlarz tematów był dużo szerszy niż tylko jedna afera.

Mowa nienawiści = cenzura

Kaczyński został zapytany o to, czy po zamordowaniu Pawła Adamowicza można liczyć na zmianę atmosfery politycznej w kraju. Prezes PiS zareagował odrzuceniem pojęcia „mowy nienawiści”, ponieważ według niego służy ono do wprowadzenia „jednostronnej cenzury” – piętnowania prawicy przy jednoczesnym zezwoleniu na nienawistny język i działania ze strony opozycji.

Prawdopodobnie prezes nie zdaje sobie tutaj sprawy z tego, że nienawiść nie jest tożsama z mową nienawiści. Mowa nienawiści jest pojęciem prawnym. Dotyczy kwestii, na które nie mamy wpływu, takie jak rasa, narodowość, płeć, wiek, wyznanie czy orientacja seksualna. Stąd mowa nienawiści jest zwykle wymierzona przeciwko mniejszościom.

Kaczyński może mieć wrażenie, że mowa nienawiści jest używana przeciwko niemu – jego partia nie jest bowiem znana z ochrony mniejszości – narodowych, seksualnych, uchodźców. A członkowie jego formacji stosunkowo często pozwalają sobie na nienawistne uwagi wobec tych grup. Krystyna Pawłowicz nie wykazuje się szacunkiem i zrozumieniem dla osób LGBT, a Dominik Tarczyński nigdy nie grzeszył przesadnym szacunkiem do uchodźców.

„Sianie nienawiści”

Jak Kaczyński rozumie to, co w przestrzeni publicznej można, a czego nie wolno?

„Można grać »Klątwę«, można wzywać do zamordowania mnie, a nie można, w skrajnych przypadkach, cytować Pisma Świętego”.

Kaczyński myli tutaj najróżniejsze porządki. „Klątwa” jest przedstawieniem teatralnym, a wypowiedź artystyczną obejmuje nieco inny zestaw zasad jeżeli chodzi o granice wolności wypowiedzi. Nawoływanie do zamordowania kogokolwiek jest zabronione przez artykuł 190. kodeksu karnego i nie ma nic wspólnego z mową nienawiści. Trudno stwierdzić na pewno, o co chodzi z zakazem cytowania Pisma Świętego. Być może Kaczyński odnosi się do akcji czytania psalmu 33 „Gazety Polskiej”. W psalmie padają słowa „prawo i sprawiedliwość” a akcja miała miejsce 20 i 21 października 2018, podczas ciszy wyborczej. Była krytykowana, ale jej inicjatora Tomasza Sakiewicza nie spotkały przecież żadne sankcje.

Skoro więc według Kaczyńskiego mowa nienawiści nie istnieje, to tworzy on swoje pojęcie:


Owszem, jest w Polsce coś takiego jak „sianie nienawiści”. To się zaczęło w 1990 roku, gdy powstało Porozumienie Centrum, od razu brutalnie zaatakowane.

Jarosław Kaczyński, Wywiad dla "Sieci" - 11/02/2019

Fot. Jan Rusek / Agencja Gazeta


Teza, że nienawiść w polskiej polityce zaczęła się w 1990 roku jest absurdalna. W 1993 PC zorganizowało za to kampanię nienawiści wobec Wałęsy.


Trudno w ogóle polemizować z tak postawioną tezą. Kaczyński kolejny raz próbuje tłumaczyć, że cały świat polityki jest sprzymierzony przeciwko niemu. Tylko w tak zdefiniowanym świecie nienawiść w polskiej polityce mogła się narodzić razem z powołaniem do życia partii Kaczyńskiego w 1990 roku.

Tymczasem PC jest odpowiedzialne za jeden z najbardziej znanych przykładów kampanii nienawiści w polskiej polityce.

Kampania wobec Wałęsy

Początkowo partia stała murem za prezydentem Lechem Wałęsą. Kaczyński od grudnia 1990 do października 1991 był szefem jego kancelarii. Wałęsa zwolnił Kaczyńskiego a później, w czerwcu 1992, wsparł wotum nieufności dla rządu Jana Olszewskiego, którego wspierał Kaczyński. W styczniu 1993 PC zorganizowało wiec przeciwko Wałęsie, na którym spalono kukłę z napisem „Bolek”. Można tylko sobie wyobrażać jak dziś zareagowałby poseł Kaczyński, gdyby ktoś zorganizował analogiczną demonstrację, wymierzoną w niego.

Przypomnijmy, że po 1989 roku obóz solidarnościowy rozpadł się na wiele środowisk, frakcji, partii – często pozostających ze sobą w głębokim konflikcie.

W latach 90. Kaczyński znalazł się po przeciwnej stronie politycznego sporu niż środowisko, które dziś nazywa »elitami III RP«, a wtedy reprezentowane było przez Geremka, Mazowieckiego, Michnika. Chociaż Kaczyński miał wpływ na wybór Wałęsy na prezydenta, a także Mazowieckiego i Olszewskiego na premiera, to sam nie zajął żadnego ważnego stanowiska. W 1993 jego formacja przepadła w wyborach. On sam był przez lata w ostrym konflikcie z drugą stroną obozu posolidarnościowego, a w tym konflikcie padały często ostre słowa. Kaczyński pamięta to do dziś i po części dlatego zbudował w sobie poczucie krzywdy i oblężonej twierdzy.

W grudniu 2016 w Sejmie bagatelizował demonstrację przeciwko Wałęsie w 1993, jednocześnie idealizując rolę PC w ówczesnej Polsce:

„W roku pańskim 1993 roku mój świętej pamięci brat był prezesem NIK i w żadnych demonstracjach nie uczestniczył. Ja żadnej kukły nie paliłem. Zrobiono z tego niebywałą historię po to, żeby niszczyć jedyną opozycję, która walczyła o uczciwą Polskę”.

Co złego to nie PiS

W wywiadzie dla „Sieci” Kaczyński twierdzi też, że PiS jest na polu nienawiści w polityce zupełnie niewinny:


My nigdy nie sialiśmy nienawiści. My jedynie przedstawialiśmy naszą diagnozę sytuacji w Polsce, dziś dosyć powszechnie zaakceptowaną i potwierdzaną przez licznych badaczy. Czasem się zdarzało, że dosadnie.

Jarosław Kaczyński, Wywiad dla "Sieci" - 11/02/2019

Fot. Slawomir Kaminski / Agencja Gazeta


Pod "dosadnym przedstawianiem diagnozy" kryją się rasistowskie spoty o uchodźcach lub łączenie Pawła Adamowicza z nazizmem i komuniznem.


Według lidera PiS żadna strategia medialna, żadna wypowiedź polityka PiS, żadne przedsięwzięcie jego partii nie może być nienawiścią, ponieważ PiS jedynie przedstawia „diagnozę sytuacji”. Okazuje się, że antyuchodźcza retoryka przed wyborami parlamentarnymi w 2015 roku, a także w wyborach samorządowych 2018 nie była sianiem nienawiści. Dla Kaczyńskiego to jedynie podążenie za diagnozą sytuacji – w tym przypadku będzie to uznanie, że uchodźcy zagrażają Polsce. A że spoty PiS korzystały z rasistowskich skojarzeń, odczłowieczały ludzi szukających azylu, za pomocą montażu tworzyły zupełnie nieprawdziwy obraz? To właśnie ta dosadność.

Podobnie będzie z przekazem „Wiadomości”. Kłamliwe materiały o prezydencie Adamowiczu, w których został on przedstawiony jako piewca komunizmu i nazizmu również nie będą, według Kaczyńskiego, sianiem nienawiści a jedynie dosadną diagnozą sytuacji w gdańskim ratuszu.

Takie postawienie sprawy dramatycznie ogranicza pole do cywilizowanego sporu w polskiej polityce. Prezes PiS ostre przykłady nienawistnej retoryki, która wychodzi bezpośrednio od PiS zbywa jako uprawnioną diagnozę i uznaje, że jedynie jego przeciwnicy polityczni stosują nienawiść. W ten sposób to Kaczyński zostaje jedyną osobą w państwie, która decyduje o tym, co jest prawdziwe i uprawnione.

Absolwent historii na UJ, arabistyki na UAM i Polskiej Szkoły Reportażu. Publikował m.in. w Res Publice Nowej, magazynie Kontakt, miesięczniku Znak i Tygodniku Powszechnym. W OKO.press pisze o polityce.


Powiązane:

Lubisz nas?

Powiedz o tym innym