0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: Slawomir Kaminski / Agencja Wyborcza.plSlawomir Kaminski / ...

„Polacy przestali jeździć na szparagi. To jest naprawdę ogromna zmiana. To jest zmiana naszego statusu (…) na lepszy niż był. I ten status to coś, co my chcemy umacniać, w odniesieniu do kraju jako całości, jak i do każdego Polaka" – mówił prezes na spotkaniu z mieszkańcami i – głównie – działaczami w Grójcu 12 lipca 2022 roku.

Trzy dni później w piątek 15 lipca podczas spotkania w Płocku wątek powrócił. Tym razem prezes poszedł w swojej wypowiedzi nieco dalej:

Polacy przestali jeździć na szparagi (…). Już teraz nie ma nas na tych polach, a daj Boże, przyjdzie taki czas, że to ci z Zachodu będą na tych polach u nas.
Jeżdżą. Np. w tym roku w Dolnej Saksonii 60 proc. pracowników sezonowych przy zbiorach szparagów to Polacy.
spotkanie z wyborcami w Płocku,,15 lipca 2022

Dowodów na to, że Polacy wciąż pracują na niemieckich plantacjach szparagów nie trzeba długo szukać. Np. w rozmowie z niemieckim dziennikiem Die Tageszeitung z kwietnia tego roku, szef stowarzyszenia plantatorów w Dolnej Saksonii Fred Eickhorst informuje, że 60 proc. pracujących przy zbiorach szparagów to Polacy.

"Tegoroczne zbiory szparagów rozpoczęły się bardzo wcześnie (...). To głównie pracownicy sezonowi z Europy Wschodniej pracują przy zbiorach. To ciężka praca (...). 60 procent siły roboczej pochodzi z Polski, 30 procent z Rumunii, a 5 procent z Bułgarii" – cytuje wypowiedź mężczyzny gazeta.

Ten przykład wystarczy do tego, by obalić twierdzenie prezesa Kaczyńskiego. Ale przyjrzyjmy się sprawie głębiej. Z kontekstu wypowiedzi prezesa możemy odczytać szerszą intencję komunikacyjną.

Tu nie chodzi o wyjazdy na szparagi, a raczej o to, co te szparagi reprezentują – wyjazdy Polaków do pracy sezonowej za granicę, które najczęściej dotyczą niskopłatnej pracy w takich sektorach gospodarki jak rolnictwo, turystyka, gastronomia, itp. i nie wymagają niemal żadnych kwalifikacji.

To, że trafnie odczytujemy znaczenie słów prezesa, potwierdzają wypowiedzi premiera Mateusza Morawieckiego ze spotkania z mieszkańcami Kędzierzyna-Koźla z 17 lipca. Morawiecki namawiał wówczas słuchaczy do poparcia partii rządzącej, przekonując, że to ugrupowanie chce, żeby Polska była miejscem lepszym do życia i pracy.

„(…) Te upiory III RP, czyli masowe bezrobocie i masowe wyjazdy za chlebem, na szparagi do Niemiec, na zmywak do Wielkiej Brytanii, muszą się skończyć. Niech [Niemcy – przyp. red.] sobie sami zbierają szparagi albo niech do nas przyjeżdżają zbierać szparagi. Zapraszamy” - mówił premier.

Ten wątek to jeden z głównych przekazów wyborczych PiS-u w toczącej się już kampanii przed wyborami parlamentarnymi w przyszłym roku – pojawia się bowiem w wypowiedziach wielu polityków partii rządzącej. To koniec wyjazdów zarobkowych Polaków za granicę, bo w Polsce jest coraz lepiej.

Co więcej, Jarosław Kaczyński wyraża nadzieję, że niebawem to mieszkańcy Europy Zachodniej będą przyjeżdżać do pracy sezonowej w rolnictwie u nas. Prezes marzy zapewne o tym, by nadszedł taki dzień, że to Niemcy będą w pocie czoła zbierać na polskich polach np. truskawki.

Jest w tych twierdzeniach bezmiar myślenia życzeniowego. Dane o wyjazdach Polaków do Niemiec są jednoznaczne – jest nas tam coraz więcej, a nie mniej (o czym później), a poziom zarobków różni się tak bardzo, że minimalna pensja w Niemczech wciąż jest wyższa nawet od polskiej średniej krajowej.

Praca sezonowa to forma tymczasowego zatrudnienia związana z określonymi porami roku i sektorami, np. rolnym, turystycznym, gastronomicznym. Zgodnie z Dyrektywą 2014/36/UE może być wykonywana w Unii Europejskiej zarówno przez obywateli UE, jak i osoby niebędące jej obywatelami.

Pracownicy sezonowi zaliczani są w metodologii badań rynku pracy do grupy tzw. pracowników wysoce mobilnych, obok pracowników przygranicznych, delegowanych (czyli zatrudnionych w kraju A, a delegowanych do pracy do kraju B, bez zmiany pracodawcy) oraz grupy pracowników transportu międzynarodowego.

Praca sezonowa to forma pracy tymczasowej, bo jest to zatrudnienie na maksymalnie kilka miesięcy. Jak długo? O tym różnie mówią różne definicje. Najczęściej za pracę sezonową uważa się zatrudnienie na maksymalnie kilka miesięcy (różne dyrektywy unijne ograniczają ten okres do maksymalnie 8–9 miesięcy w roku), związane z sezonowym pikiem aktywności w danej branży.

Zdarza się, że praca sezonowa w rolnictwie to zatrudnienie bardzo złej jakości – za minimalne stawki albo na czarno, z kiepskim zakwaterowaniem na terenie plantacji oraz z systemem wynagradzania za wielkość zbiorów, co powoduje, że ci, którzy chcą jak najszybciej zarobić, pracują od rana do nocy bez wystarczających przerw na odpoczynek.

To z tego względu Parlament Europejski w 2020 roku wezwał do wdrożenia lepszej ochrony pracowników sezonowych i zagwarantowania im m.in. ochrony zdrowia, bezpieczeństwa i uczciwych warunków pracy, w tym godnych warunków mieszkaniowych. Temat wszedł na agendę także ze względu na doniesienia o dramatycznej sytuacji pracowników sezonowych z Polski i Rumunii właśnie na niemieckich plantacjach szparagów.

Pracowników sezonowych w UE nikt dokładnie nie liczy

Aby sprawdzić, co z tymi wyjazdami Polaków na szparagi, sięgamy do danych o ekonomicznej aktywności ludności oraz danych statystycznych dostępnych m.in. w Eurostacie, dotyczących rynku pracy i zatrudnienia. I tu pojawiają się kłopoty.

Ze względu na uproszczone procedury związane z zatrudnianiem obywateli UE w innych krajach UE – wszyscy bowiem korzystamy ze swobody przemieszczania się i podejmowania zatrudnienia w państwach członkowskich – żaden urząd statystyczny, ani Eurostat, ani nawet polski GUS w odniesieniu do polskich pracowników sezonowych za granicą, nie gromadzi danych o takich wyjazdach.

Szczątkowe dane pojawiają się w rozmaitych raportach tematycznych o pracy sezonowej, gdzie zbierane są wszelkie dostępne, nawet wycinkowe informacje z urzędów statystycznych, urzędów pracy lub zakładów ubezpieczeń społecznych w państwach członkowskich. Jednak nikt nie agreguje dokładnych danych o liczbie i narodowości przebywających w Europie pracowników sezonowych. Chyba że pochodzą oni z tzw. krajów trzecich, czyli spoza UE. Wówczas zatrudniający ich pracodawcy muszą występować o specjalne pozwolenia i te dane są gromadzone.

Dane o liczbie pracowników sezonowych pochodzących z państw członkowskich i podejmujących pracę na terenie UE są szacunkowe. Źródła takie jak np. Europejski Urząd Pracy podają, że rocznie w Europie pracuje sezonowo ok. 850 tysięcy osób z UE. Przy czym w Niemczech jest to około 380 tysięcy osób – 280 tysięcy w rolnictwie i ok. 100 tysięcy w gastronomii, hotelarstwie i produkcji żywności.

Z raportu Komisji Europejskiej o wewnątrzwspólnotowej mobilności pracowników z marca 2021 roku wynika, że

polscy pracownicy sezonowi wciąż stanowią ok. 65 proc. pracowników sezonowych w niemieckim rolnictwie, czyli ok. 182 tysiące osób.

Niestety raport nie podaje, w jaki sposób ta liczba zmieniała się w czasie, ani czy obecnie spada, czy rośnie. Tym bardziej nie wiadomo, ilu Polaków pracuje i pracowało na niemieckich plantacjach szparagów.

Na podstawie najświeższych danych z niemieckiego spisu rolnego Federalny Urząd Statystyczny (Destatis) wiadomo tylko, że w okresie od marca 2019 do lutego 2020 roku, czyli przed rozpoczęciem pandemii koronawirusa, na polach w Niemczech pracowało 272 tys. pracowników sezonowych, co stanowiło 29 proc. całej siły roboczej w niemieckim rolnictwie. Ale niemiecki urząd statystyczny nie gromadzi danych o narodowości pracowników sezonowych.

W 2020 roku, ze względu na pandemię i ograniczenie możliwości przemieszczania się pracowników sezonowych, zbiory szparagów spadły w Niemczech o 10 proc., w związku z tym spadło zapewne także zatrudnienie pracowników sezonowych z Polski. O ile? Nie wiemy.

Polacy chcą wyjeżdżać – i to na dłużej

Jakieś wyobrażenie o sytuacji pracowników sezonowych mogą nam dać dane gromadzone przez Ministerstwo Rozwoju i Technologii (jeszcze w zeszłym roku Ministerstwo Rozwoju, Pracy i Technologii) o zatrudnieniu przez agencje pracy tymczasowej. Wielu pracowników sezonowych korzysta bowiem z tej formy zatrudnienia: podpisują umowy z lokalnymi agencjami pracy i są wysyłani w charakterze tzw. pracowników delegowanych za granice.

Jak wynika z tych danych, w 2020 roku agencje zatrudnienia skierowały do pracy za granicą ponad 142 tys. osób (głównie do Niemiec i Holandii), a dodatkowo wysłały tam prawie 32 tys. pracowników tymczasowych. To łącznie ponad 174 tys. osób, o jedną siódmą mniej niż rok wcześniej i najmniej od pięciu lat.

W pandemii liczba pracowników wysłanych za granicę przez agencje zatrudnienia spadła więc o 15 proc. – trudno jednak przypisać ten spadek rosnącemu poziomowi życia w Polsce. Bezpośrednią przyczyną był lockdown, który uniemożliwiał wyjazdy za granicę.

Tymczasem najnowszy sondaż dotyczący migracji zarobkowych Polaków, opublikowany w listopadzie 2021 roku przez firmę Gi Group (kiedyś Work Service), pokazuje zupełnie odwrotny trend, niż ten o którym mówi prezes.

Z badań wynika, że aż 16,1 proc. pracujących Polaków rozważa emigrację zarobkową w ciągu najbliższego roku – to dwa razy więcej niż przed pandemią. Aż 33 proc. myślących o wyjeździe chce wyjechać do Niemiec. Najczęściej o wyjeździe myślą młodzi ludzie w wieku 25-34 lat.

Raport pokazuje, że Polacy myślą o wyjeździe na dłużej – nie na kilka miesięcy, lecz nawet na ponad rok. Raczej nie planują więc pracy na plantacjach szparagów, ale chcą wyjeżdżać. Dla większości (bo aż 79 proc. badanych) głównym argumentem są wyższe zarobki na Zachodzie, których atrakcyjność zwiększa dodatkowo osłabienie złotego.

Na saksach wciąż można dobrze zarobić

Pomimo wzrostów zarobków Polaków w ostatnich latach, nawet minimalna pensja na zachodzie Europy za pracę niewymagającą żadnych kwalifikacji jest wyższa niż średnia płaca w Polsce. A wiadomo, że średniej krajowej nie zarabia się na polu szparagów.

Pracując za minimalną krajową w Niemczech, miesięcznie można zarobić 1621 euro (dane Eurostat za styczeń 2022), w Holandii 1725 euro, w Belgii 1621 euro. To więcej niż średnia krajowa w Polsce, która w kwietniu 2022 roku wyniosła około 6627 zł (w przeliczeniu po kursie euro na dzień publikacji artykułu około 1391 euro), a to do tych krajów najczęściej wyjeżdżają pracownicy sezonowi z Polski.

Wbrew temu, co twierdzi prezes Kaczyński, poziom zarobków w Polsce wciąż jeszcze popycha wielu do pracy za granicą. Raczej nie szybko też na polskich polach szparagów czy truskawek spotkamy pracowników sezonowych z Niemiec.

Powodem do takich wyjazdów jest najczęściej perspektywa zarobkowa, a w Polsce mogliby oni liczyć na niemal 2,5 krotnie niższą pensję niż w Niemczech. Minimalna pensja w Polsce to bowiem w przeliczeniu tylko 655 euro. I pomimo że koszty życia w Polsce są znacznie niższe niż w Niemczech, to perspektywa pracy w polskim rolnictwie raczej mieszkańców zachodniej Europy jeszcze nie kusi.

Dostępne dane mówią jedynie o tym, że w Polsce pracuje dziś ok. 27 tysięcy pracowników delegowanych z UE, co jeśli porównać chociażby z szacowaną liczbą pracowników sezonowych z Polski w niemieckim sektorze rolniczym (wspomniane już 182 tys. osób), wciąż stanowi naprawdę niewielki odsetek.

Coraz więcej Polaków mieszka i pracuje w Niemczech

Zdarza się też, że branżowe raporty o pracy sezonowej podają dane, które nie obrazują dokładnie tego zjawiska, lecz pokazują, ile w ogóle Polaków przebywa czasowo (a więc mieszka i pracuje lub nie) za granicą.

I tak np. raport Polskiej Agencji Rozwoju Przedsiębiorczości o pracy sezonowej prezentuje zaczerpnięte z raportu GUS dane o pobytach czasowych Polaków za granicą, czyli ilu Polaków przebywa za granicą na pobyt czasowy dłuższy niż 3 miesiące. Są to zarówno osoby pracujące i niepracujące oraz takie, które za granicą przebywają od lat, ale np. nie zlikwidowały meldunku w Polsce.

Wciąż ponad 2 miliony Polaków mieszka i pracuje za granicą.

Jak wynika z najnowszego raportu GUS o migracjach czasowych, pod koniec 2020 roku poza Polską przebywało czasowo 2 239 tys. stałych mieszkańców naszego kraju, o 176 tys. mniej niż rok wcześniej. Najwięcej Polaków mieszkało i pracowało w Niemczech (706 tys.), Holandii (135 tys.) oraz w Irlandii (114 tys.).

Co ciekawe, rok ten był trzecim z kolei, w którym odnotowano zmniejszenie się liczby Polaków przebywających w Wielkiej Brytanii: jest ich o 164 tys. czyli 24 proc. mniej niż w 2019 roku, co oznacza, że więcej osób opuściło ten kraj niż do niego wyjechało. Spadek ten był znacznie większy niż w 2019 r., kiedy szacowano go na 17 tys., czyli około 2 proc.

To może dowodzić prawdziwości twierdzenia premiera Morawieckiego, że faktycznie coraz mniej Polaków pracuje na zmywakach w Wielkiej Brytanii, bowiem ten rodzaj zatrudnienia nie jest charakterystyczny tylko dla pracowników sezonowych. O tym, z czego wynikają te powroty, rozmawialiśmy z doktorem Rafałem Cekierą, kierownikiem Zespołu Badań Migracyjnych w Instytucie Socjologii UŚ.

Inaczej wygląda jednak sytuacja w Niemczech: tam w okresie od 2010 roku więcej Polaków wyjechało niż wróciło do Polski. W 2010 roku w Niemczech przebywało 440 tysięcy emigrantów z Polski, w 2015 roku już 655 tysięcy, zaś w 2020 roku jest ich już 706 tysięcy osób.

Dlatego też po tej analizie wypowiedź prezesa Kaczyńskiego oceniamy jako fałszywą. Z dostępnych danych nie wynika bowiem, że Polacy przestali jeździć na zbiory szparagów, a ogólny trend w wyjazdach Polaków – m.in. do Niemiec, jest rosnący.

;
Wyłączną odpowiedzialność za wszelkie treści wspierane przez Europejski Fundusz Mediów i Informacji (European Media and Information Fund, EMIF) ponoszą autorzy/autorki i nie muszą one odzwierciedlać stanowiska EMIF i partnerów funduszu, Fundacji Calouste Gulbenkian i Europejskiego Instytutu Uniwersyteckiego (European University Institute).

Udostępnij:

Paulina Pacuła

Pracowała w telewizji Polsat News, portalu Money.pl, jako korespondentka publikowała m.in. w portalu Euobserver, Tygodniku Powszechnym, Business Insiderze. Obecnie studiuje nauki polityczne i stosunki międzynarodowe w Instytucie Studiów Politycznych PAN i Collegium Civitas przygotowując się do doktoratu. Stypendystka amerykańskiego programu dla dziennikarzy Central Eastern Journalism Fellowship Program oraz laureatka nagrody im. Leopolda Ungera. Pisze o demokracji, sprawach międzynarodowych i relacjach w Unii Europejskiej.

Komentarze