Polska odzyskała podmiotowość - mówi Jarosław Kaczyński po klęsce, którą był dla PiS ponowny wybór Donalda Tuska. "Podmiotowi" dla PiS byli także "żołnierze wyklęci". Walczyli bez nadziei na sukces, ale dali świadectwo. Ostateczną konsekwencją "podmiotowości" byłoby dziś samobójstwo polityczne w postaci dumnego opuszczenia UE, wymarsz pod narodową flagą

Jarosław Kaczyński tak skomentował dla portalu „wPolityce.pl” wybór Donalda Tuska na przewodniczącego Rady Europejskiej:

Dodal jeszcze: „Jest Polska inna, i z tą Polską będzie się trzeba liczyć. I już dzisiaj są nawet pewne sygnały, że ta znakomita postawa pani premier jednak została zauważona”.

Sprawa „podmiotowości” Polski – niegdyś utraconej, a teraz, dzięki PiS, odzyskanej – wraca wielokrotnie w komentarzach dotyczących wyboru Tuska. Mówią o tym i politycy, i prawicowi publicyści.

Tak np. pisał Jacek Karnowski: „Polski rząd – z panią premier na czele, z szefami naszej dyplomacji – pokazał, że umie walczyć, umie przetrzymać bardzo silny nacisk pysznego mocarstwa. To nie jest byle co – to spory kapitał.

Przyszłość Unii jest niepewna, wstrząsają nią napięcia konkretne i obiektywne, nie związane z czyjąś wolą lub jej brakiem (islam, euro, migracje, podziały). Polska, która udowodniła, że naprawdę jest podmiotowa, ma przed sobą wielką przyszłość.

Nad użyciem słowa „podmiotowość” warto się pochylić, bo zawiera to samo umysłowe salto, które pojawia się w opowieściach wychwalających „Niezłomnych” czy „zwycięstwo Powstania Warszawskiego”. Czym jest ta podmiotowość?

Sprzyjające prawicy pismo „Teologia Polityczna” przeprowadziło na początku marca wywiad o podmiotowości Polski z Pawłem Solochem, szefem Biura Bezpieczeństwa Narodowego. Soloch uważa, że podmiotowość Polski „jest bardzo rozmyta”.

Co on przez to rozumie?

  • że Polska (a w każdym razie „dominująca część elit”) zdała się na Zachód jako źródło dobrobytu i siłę, która Polskę obronią;
  • że cała polityka gospodarcza została podporządkowana przyjmowaniu środków unijnych. „Powstało całe mnóstwo niepotrzebnej infrastruktury (przysłowiowe akwaparki i lotniska, ale także instalacje wodociągowe) dla których koszty utrzymania są lub będą nie do udźwignięcia przez ich właścicieli”;
  • że elity identyfikują się bardziej z Brukselą, niż z Polską – urzędnicy marzą o lepiej płatnych posadach w NATO czy strukturach Unii. „Ich podejście do spraw krajowych przypomina podejście urzędników kolonialnych w Indiach lub Kongo belgijskim”.

W całym tym wywodzie nie ma ani jednego dowodu. Nie wiadomo np., skąd Soloch wie, że „powstało całe mnóstwo niepotrzebnej infrastruktury”, np. pod względem dostępności wodociągów czy dróg Polska dopiero zaczyna zbliżać się do standardów świata rozwiniętego. Mówienie o polskich urzędnikach – którzy wynegocjowali dla Polski największe w historii Unii fundusze strukturalne – jest zwyczajnie obraźliwe. Nie wiadomo, skąd autor wie o ich kolonialnym podejściu.

Z wywiadu wynika jednak, co PiS rozumie przez „podmiotowość”. Chodzi o zerwanie z Zachodem w imię podejmowanych na miejscu decyzji i to nawet jeśli byłyby one ryzykowne czy wręcz szkodliwe dla Polski.

Lepiej jest wygrywać niż przegrywać, ale lepiej jest przegrać na własny rachunek, w obronie narodowej tożsamości, niż ograniczyć swoją niezależność na rzecz zewnętrznych instytucji.

W praktyce – jak widać na przykładzie Tuska – w języku PiS „podmiotowość” oznacza „klęskę”. Przegraliśmy, ale zrobiliśmy to na własny rachunek, w imię „polskich racji”. „Oparliśmy się obcemu mocarstwu” (w tym wypadku Niemcom). Ani Kaczyński, ani Karnowski, ani Soloch nie ma kłopotu z tym, że

jeśli rozumieć „podmiotowość” tak, jak to robią, jej ostatecznym aktem byłoby zbiorowe samobójstwo polityczne w postaci dumnego opuszczenia wspólnoty europejskiej. Wymarsz z podniesioną głową, pod biało-czerwonymi sztandarami.

Oto myśl polityczna PiS doprowadzona do ostatecznych konsekwencji.

Metaforą – np. teatralną – takiej postawy byłoby zbiorowe samobójstwo rozumiane dosłownie. Wyobraźmy to sobie: wszyscy Polacy popełniają samobójstwo na sygnał z Nowogrodzkiej. Trudno o większy akt „podmiotowości”. Nikt nam nie kazał, zrobiliśmy to sami. Zwycięstwo!

Do takiego rozumienia „podmiotowości” idealnie pasuje kult „wyklętych”, zgodnie z którym walczyli, by dać świadectwo, bez nadziei na zwycięstwo. Moralnie, jak chce PiS, wygrali. Realnie – polegli.

 

Historyk i socjolog, profesor na Uniwersytecie SWPS, publicysta. Autor dwóch książek reporterskich o Afryce i kilku książek o historii. "Szkalował" Polskę m.in. w „the Guardian”, „Le Monde”, „El Pais”, „Suddeutsche Zeitung”. Ostatnio wydał książkę o polskiej samoocenie – „No dno po prostu jest Polska. Dlaczego Polacy tak bardzo nie lubią swojego kraju i innych Polaków” (WAB 2017). W OKO.press pisze o polityce i historii.


Masz cynk?