Jarosław Kaczyński uważa, że zakaz hodowli zwierząt na futra nie zyska wsparcia opozycji. Jednak największe kontrowersje zakaz budzi na prawicy. Nawet w rządzie PiS są ministrowie broniący hodowców. Odwołanie prezesa PiS do Europy (sic!) i do uniwersalnej miłości do zwierząt może nie wystarczyć

Projekt likwidacji ponad 700 ferm futrzarskich może stać się papierkiem lakmusowym tego, na ile realna jest władza prezesa Jarosława Kaczyńskiego nad swoją partią – czy potrafi ich zmusić do głosowania za zakazem hodowli zwierząt futerkowych. A jeśli na pięknych deklaracjach ma się nie skończyć i ten okrutny sposób zarabiania pieniędzy ma zostać wyeiliminowany, potrzebne będą właśnie pieniądze. I to duże – na odszkodowania dla właścicieli i na nowe miejsca pracy dla kilkunastu tysięcy osób zatrudnionych przez fermerów.

Ale po kolei.

Projekt posłów PiS zmiany ustawy o ochronie zwierząt wprowadza m.in. zakaz wykorzystywania zwierząt w cyrkach, zakaz trzymania psów na łańcuchach, wyższe standardy opieki nad zwierzętami w schroniskach oraz zakaz hodowli zwierząt na futra. Marszałek Sejmu skierował go do zaopiniowania m.in. przez Biuro Analiz Sejmowych. Pierwsze czytanie projektu może odbyć się jeszcze w tym roku.

Do zakazu hodowli zwierząt futerkowych nie chce dopuścić przemysł futrzarski, który na okrutnym biznesie rocznie zarabia ok. 1,5 mld zł. Jednak w tej kadencji lobbyści „futerkowi” w Sejmie mają rekordowo małą reprezentację. Rozkład sił w polskim parlamencie OKO.press opisało dokładniej tutaj.

Mimo to organizacje prozwierzęce walczą o każdy głos wsparcia. Jednym z największych sojuszników okazał się prezes PiS Jarosław Kaczyński, który wyraził to w nieszablonowej dla siebie formie. Najpierw podpisał się pod poselskim projektem ustawy o ochronie praw zwierząt (przypomnijmy, że w tej kadencji zrobił to tylko trzykrotnie). Teraz w specjalnym nagraniu dla fundacji „Viva!” opowiedział dlaczego jest za zakazem hodowli zwierząt na futra. 



Miłość do zwierząt czy interesy?

Jarosław Kaczyński mówi w nagraniu Vivy!, że zakaz hodowli zwierząt futerkowych w Polsce to kwestia miłości  i litości w stosunku do zwierząt.

„Sądzę, że każdy porządny człowiek coś takiego powinien w sobie mieć”.

Historia fiaska kolejnych prób zakazu hodowli zwierząt na futra w polskim Sejmie pokazuje, że odwołanie do sumienia może nie wystarczyć. Od 2011 roku, kiedy organizacje prozwierzęce zgłosiły po raz pierwszy taki projekt ustawy, przemysł futrzarski rozgrywa parlamentarzystów używając argumentów ekonomicznych (korzyści dla gospodarki), pracowniczych (liczba zatrudnionych w przemyśle) oraz patriotycznych (wspieramy polski interes). W liczbach: 

  • przemysł futrzarski rocznie przynosi dochody w wysokości ok. 1,5 mld zł;
  • w 2015 roku w kraju zarejestrowane były 724 fermy mięsożernych zwierząt futerkowych;
  • w 2016 inspekcji poddano 292 fermy roślinożernych zwierząt futerkowych;
  • „futrzarze” twierdzą, że w przemyśle zatrudnionych jest ok. 50 tys. osób, a „wraz z członkami rodziny stanowi to źródło utrzymania dla 250 tys. osób” – żadne statystyki tego nie potwierdzają. Statystyki europejskiej organizacji Fur Europe mówią o 60 tys. zatrudnionych w branży w całej Europie.

W Polsce można szacować, że jest to mniej więcej 13 tys. miejsc pracy.

Bezdyskusyjnie wysokie zyski przemysł ten uzyskuje kosztem zwierząt. Jednak przez lata prawo wspierało właśnie hodowców, a nie dobrostan zwierząt. W 2004 roku uchwalono prawo, które klasyfikuje fermy jako te, które znacząco wpływają na środowisko dopiero od 84 tys. zwierząt w hodowli. A i tak te bardzo łagodne normy hodowcy obchodzili, rejestrując pod jednym adresem kilka gospodarstw.

Wiadomo, że gdy w grę wchodzą tak duże pieniądze, hodowcy nie wycofają się z lobbingu.

Obecnie skupiają się wymuszeniu zapisania w ustawie pięcioletniego okresu przejściowego.

Wszystko z nadzieją, że za jakiś czas rządzący zapomną o inicjatywie i zakaz uda się odroczyć na wiele lat. Hodowcy już zaczęli działać. Zaledwie trzy dni po przedłożeniu projektu posłowie sprzyjający hodowcom zwołali specjalne posiedzenie Komisji Rolnictwa i Rozwoju Wsi oraz komisji Samorządu Terytorialnego i Polityki Regionalnej, którego tematem był „wpływ hodowli zwierząt futerkowych na lokalną gospodarkę”.

Dlatego choć słowa Jarosława Kaczyńskiego brzmią obiecująco, to bez konkretnych propozycji dla hodowców, takich jak odszkodowania za likwidowane fermy, pozostają jedynie moralnym wsparciem postulatów ograniczenia cierpień milionów zwierząt.

Kaczyński: „wierzę, że nasza partia to poprze, mamy większość”

Jarosław Kaczyński uważa, że wprowadzi ustawę w niezmienionym kształcie, bo PiS ma większość w Sejmie i Senacie. Jednak może to być sprawdzian na ile jego partia jest odporna na lobbing. Hodowców wspiera minister rolnictwa Krzysztof Jurgiel, który już w kwietniu 2017 wydał komunikat popierający hodowców. Interesów futrzarzy bronić będzie też  wicepremier Mateusz Morawiecki, który poparł komunikat Jurgiela pisząc, że: „hodowla zwierząt futerkowych w Polsce odgrywa ważną rolę jako ogniwo obszaru produkcji zwierzęcej, ponieważ zapewnia miejsca pracy i stanowi źródło dochodów dla hodowców i ich rodzin oraz wielu osób związanych z szeroko pojmowaną obsługą branży futrzarskiej”.

Ale o tym w swoim wystąpieniu Kaczyński nie mówił. Za to podejrzenia rzucił na kierownictwo Platformy Obywatelskiej. Mówił: „Co do posłów opozycji, to wiem jedno: kiedyś w PO było wielu obrońców zwierząt – i akurat ta cecha tej partii, może jedyna, która mi się podobała. Jak jest dzisiaj nie wiem. Mam nadzieję jednak, że większość tych obrońców zwierząt będzie w stanie powiedzieć tutaj »tak«, mimo że kierownictwo partii będzie naciskało w drugą stronę”.

Tymczasem otwarte poparcie dla zakazu hodowli futerkowych wyraził już lider PO Grzegorz Schetyna. A PO wraz z Nowoczesną zapowiedzieli złożenie drugiego projektu nowelizacji ustawy o ochronie zwierząt – również zawierający taki zakaz.



Kaczyński: „musimy być prawdziwą Europą”

Niespodziewanie Jarosław Kaczyński nowy projekt wpisał też w „prawdziwą drogę europeizacji Polski”. Mówił: „Bardzo często mówi się o normach europejskich, o europeizacji Polski. To jest właśnie droga do prawdziwej europeizacji. W Europie takich praktyk się zakazuje, a firmy przenosi się do Polski. To powinno być niedopuszczalne.

My nie możemy być krajem drugiej kategorii. My musimy być prawdziwą Europą”.

Ta deklaracja zaskakuje w ustach przywódcy partii, która ma pod adresem UE tylko słowa krytyki. Gdy przyjrzymy się mapie przygotowanej przez Fur Free Aliance (Sojusz państw bez futer) zobaczymy, że Jarosław Kaczyński ma wiele racji. Coraz więcej państw w Europie zakazuje okrutnego biznesu.

Na mapie poniżej sytuacja hodowli zwierząt futerkowych w różnych państwach. Kolor jasnoniebieski – zakaz handlu futrami, ciemnogranatowy – zakaz hodowli (w niektórych państwach tylko pewnych gatunków zwierząt), czarny – wyeliminowanie hodowli z powodu zaostrzenia przepisów, zielony – debata w parlamencie.

Całkowity zakaz do tej pory wprowadziły: Holandia, Wielka Brytania, Chorwacja, Bośnia i Hercegowina, Serbia, Macedonia Austria i Czechy. Dania zakazała hodowli lisów (wciąż toczy się spór o norki), a Szwajcaria czy Niemcy wprowadzając rygorystyczne przepisy, które nakładają na fermy wysokie standardy chowu zwierząt – duże klatki, dostęp do wybiegu itp. doprowadziły do tego, że przemysł przestał być opłacalny.

Dlaczego Kaczyński w tej kwestii szuka wzoru w Europie? Może dlatego, że trudno o wsparcie na prawicy. Łukasz Warzecha na łamach „Do Rzeczy” projekt PiS nazwał „kolejną fiksacją Naczelnika”. Krzysztofowi Czabańskiemu z PiS, który jest posłem wnioskodawcą, naubliżał od członkostwa w partii „Razem”, czyli lewicy.


Opłać abonament na wolność słowa

Dziennikarz, aktywista, filozof bez dyplomu. Redaktor "Codziennika Feministycznego". Wcześniej członek zarządu Fundacji "Trans-fuzja". W OKO.press pisze o edukacji, prawach człowieka, społeczeństwie obywatelskim i polityce społecznej.


Powiązane:

Lubisz nas?

Powiedz o tym innym