Zamknięcie szkół z powodu koronawirusa i chaos informacyjny MEN w kwestii nauczania zdalnego sprawia, że nauczyciele nie mogą być pewni czy dostaną pieniądze za nadgodziny, które w polskim systemie edukacji nie tylko reperują budżety samych pracowników, ale też odraczają moment paraliżu polskiej szkoły w związku z pogarszającą się sytuacją kadrową

Po decyzji o zawieszeniu działania szkół i przedszkoli w związku z zagrożeniem epidemicznym, nauczyciele boją się, że stracą część wynagrodzenia. Zamieszaniu winne jest Ministerstwo Edukacji Narodowej, które wysyła sprzeczne komunikaty.

11 marca 2020 resort kierowany przez ministra Dariusza Piontkowskiego opublikował rozporządzenie o „czasowym zawieszeniu zajęć dydaktyczno-wychowawczych”, co dokładnie oznacza zawieszenie realizacji podstawy programowej.

MEN w wytycznych dla dyrektorów i organów prowadzących, poinformował, że nie muszą w tym czasie wypłacać dodatku za pracę w warunkach trudnych i zajęcia ponadwymiarowe.

Gdyby tak było, nauczyciele zmianę odczuliby boleśnie, bo niskie zarobki pracowników oświaty są w Polsce rekompensowane właśnie nadgodzinami.

Mało kto pracuje jedynie na 18-godzinnym pensum, większość przedmiotowców, szczególnie w miastach, nawet po 24-25 godzin.

„Dbam o to, by prawie wszyscy nauczyciele mieli po półtora etatu, czyli maksymalną zgodnie z prawem liczbę nadgodzin, czyli 27 godzin tablicowych zamiast 18″ – mówiła OKO.press dyrektorka eksperymentalnej szkoły w Radowie Małym na Pomorzu. – Jeśli ktoś nie zdobył dodatkowych kwalifikacji, to ma 3-4 nadgodziny”.

Z drugiej strony, minister edukacji wystosował do dyrektorów komunikat, w którym zobowiązał ich do przejścia w tryb pracy zdalnej. Nauczyciele mają realizować podstawę programową, ale online. A to naturalnie kłóci się z treścią rozporządzenia.

Albo szkoły są zamknięte, praca staje i płaci się mniej albo nauczyciele pracują i dostają pełne wynagrodzenie.

MEN proponuje jednak pracę na pełnych obrotach, za niższe pensje.

Wyeliminowanie nadgodzin to paraliż systemu edukacji

Nauczyciele wciąż czekają na wytyczne, które uregulują system pracy zdalnej. Póki co, każdy radzi sobie jak może. Większość po prostu wysyła zadania do odrobienia w domu przez internetowy dziennik, inni trzymają się zasady, że nie mogą realizować podstawy programowej, więc udostępniają uczniom treści o walorze edukacyjnym, jeszcze inni – próbują prowadzić zajęcia online. Jak jednak w tej sytuacji rozdzielić godziny wchodzące w skład 18-godzinnego pensum od nadgodzin?

Odpowiedź jest prosta. W Polskim systemie edukacji nie da się tego zrobić. Nauczyciele pracujący na nadgodzinach nie tylko reperują domowe budżety, ale przede wszystkim ratują szkołę przed zapaścią.

Zła polityka edukacyjna PiS, której emanacją jest przede wszystkim nieudolna reforma, pogorszyła sytuację kadrową w Polsce. Więcej pisaliśmy o tym m.in. tutaj:

Co ma zrobić matematyk, który np. uczy po dwie klasy szóste, siódme i ósme, a pensum przekracza o sześć godzin? Ma sam wybrać, których uczniów prowadzi dalej, a których zostawia samym sobie? To błędne koło.

Wyjątkowe środki, które stosują dziś nauczyciele, pewnie nie pozwolą w 100 proc. realizować podstawy programowej, ale będą wymagać od nich być może jeszcze większych nakładów pracy wynikających m.in. z trudności technologicznych i komunikacyjnych. Mówiła o tym OKO.opress nauczycielka z wiejskiej szkoły na Mazowszu:

„Dawno nie pracowałam tak intensywnie jak teraz. Przeglądam setki materiałów, żeby wybrać te, które popchną proces edukacyjny do przodu, a jednocześnie będą przystępne dla moich uczniów. Sama mnóstwo się uczę. Dzwonię do koleżanek, sprawdzam platformy do komunikacji i wiszę na telefonie z rodzicami”.

Możemy oczywiście gdybać, co by było gdyby nauczyciele zarabiali godnie, system funkcjonował bez nadgodzin, a praca zdalna była w polskiej szkole powszechna, ale sytuacja kryzysowa nie jest na to odpowiednim momentem.

Jedynym wyjściem z impasu jest pełne wynagradzanie nauczycieli.

W końcu pod swoją kuratelą mają wciąż taką samą liczbę uczniów.

W innym przypadku, dojdziemy w do absurdu. Nauczyciele w pocie czoła będą pchać szkołę w XXI wiek digitalizacji i pracy zdalnej, a w zamian dostaną paski z niższymi pensjami. I po raz kolejny, centralne pomysły (a w zasadzie ich brak) odbędzie się kosztem pracowników oświaty. A to najgorsze motywacyjne posunięcie, które można sobie wyobrazić.

Co z wynagrodzeniem zasadniczym?

W piśmie rozesłanym do dyrektorów MEN, powołując się na art. 81 kodeksu pracy, zaznaczał też, że jeżeli nauczyciel nie będzie świadczył pracy z przyczyn niezależnych od pracodawcy, dyrektor może wypłacić mu jedynie 60 proc. wynagrodzenia.

Krakowska „Wyborcza” powołując się na wypowiedzi dyrektorów ostrzegała, że wszyscy nauczyciele mogą stracić też część wynagrodzenia zasadniczego.

To jednak interpretacja na wyrost, bo powodem ograniczonego świadczenia pracy (jeśli w ogóle możemy o takim przypadku mówić) jest epidemia.

Magdalena Kaszulanis ze Związku Nauczycielstwa Polskiego zwraca jednak uwagę, że powołanie przez MEN ww. zapisów może uderzyć w tych pracowników oświaty, dla których fizyczne zamknięcie szkoły, oznacza radykalne ograniczenie obowiązków. Chodzi m.in. o

nauczycielki wychowania przedszkolnego, bibliotekarzy, logopedów, psychologów czy pedagogów szkolnych.

"Takie będą rzeczypospolite, jakie ich młodzieży chowanie"
OKO pisze o edukacji. Wesprzyj nas.

Dziennikarz i reporter. Laureat nagród: "Pióro Nadziei 2018" przyznawanej przez Amnesty International za dziennikarstwo zaangażowane i "Korony Równości 2019". Nominowany do nagrody "Zielony Prus" Stowarzyszenia Dziennikarzy RP za wyróżniający start w zawodzie. W OKO.press pisze o edukacji, prawach człowieka, społeczeństwie obywatelskim i polityce społecznej.


Komentarze

  1. Tomasz Gruszka

    Osobiscie nie rozumiem niecheci wielu ludzie do nauczycieli. Dla mnie to zawsze byli ludzie godni szacunku. Oczywiscie, nie wszyscy potrafili badz potrafia przekazywac wiedze z takim samym skutkiem, ale jednak. W moim przypadku to wlasnie nauczycielka historii wplynela na to kim dzisiaj jestem. W jaki sposob postrzegam swiat i jak niestety historia zatacza kolo. Dowartosciowany nauczyciel jest pierwsza linia obrony przed populizmem oraz po prostu glupota

  2. Adam Potoczek

    _ To co robi minister Piontkowski, to tylko jeden z wielu przykładów, jak bardzo państwo polskie nie było przygotowane na jakikolwiek kryzys. Na pewno na jakąkolwiek epidemię. Rozporządzenia i zalecenia odwołujące się do fikcyjnych okoliczności, np. posiadania przez uczniów i nauczycieli łączności internetowej na platformach edukacyjnych, w ogóle istnienia zweryfikowanych platform itd. to czysta kpina. Jakieś fantazje ministra.
    _Przecież epidemia lub pandemia jakiegokolwiek wirusa, TO NIE JEST KATASTROFA KOSMICZNA typu asteroidy wybijającej dinozaury, raz na 60 milionów lat. To jest zdarzenie częste. Występowało wiele razy w poprzednich stuleciach.
    _ Demokratycznie wybrana władza (nie tylko w Polsce) okazuje się kompletnie zagubiona i „na kolanie” wymyśla, co by tu jeszcze zrobić aby URATOWAĆ SWOJĄ TWARZ i TYŁKI? W skali CAŁEGO PAŃSTWA nie widać przygotowanych wyprzedająco przepisów prawa, zgromadzonej wiedzy, pieniędzy, ani kadr przygotowanych do zarządzania kryzysowego wszystkimi organami władzy, samorządami, służbami, policją, wojskiem, edukacją, gospodarką, komunikatami i obywatelami, wraz z marginesem na inicjatywy nietypowe oraz odpowiedzialnością za decyzje.
    _ W przypadku edukacji oczywiście także nie ma kadr, podręczników, programów, uczniów, sprzętu i oczywiście pieniędzy, które mogłyby pozwolić na kontynuowanie nauki w warunkach izolacji.

    • Mateusz Głazowski

      Przepraszam najmocniej, ale pozwolę sobie przypomnieć, że w 2015 roku poprzednia władza przygotowała projekty stosownych przepisów. Zabrakło czasu żeby je uchwalić. Dobra "wadza" zajęła się przygotowaniem i wdrożeniem przepisów umożliwiających inwigilowanie obywateli. Robiono to pod hasłem obrony przed terroryzmem.

  3. Jan Nowak

    Czyli tak? Nauczyciele strajkując mówili, że zarabiają mniej niż w Biedronkach. Teraz tutaj mówią, że jednak mają nadgodziny i to do pełnego etatu 27h. Czyli mają etat zwiększony o 9h. Z wyliczeń wynika, że jedna godzina pracy dodatkowej na etacie nauczyciela dyplomowanego to 50,87 gr brutto. Czyli miesięcznie to 203 zł. 9h dodatkowych to 1600 zł więcej miesięcznie. Dodać pensje zasadniczą, czyli 3817 zł + dodatek motywacyjny + ewentualny stażowy do 20% zasady, czyli dodatkowo 900 zł miesięcznie + obowiązkowa 13 pensja, będziemy mieć średnio 6500 brutto. Kto tyle zarabia w Biedronkach ? Tylko kierownicy, których jest 2 w całej Biedronce.

    • Katarzyna Urban

      Panie Janie Nowaku,
      I stąd powstają mity na temat zarobków nauczycieli. Nie wiem, co Pan złego doświadczył podczas całej swojej edukacji i nie chcę wnikać, na jakim pułapie się zakończyła. Jedno co wiem z Pana wywodu to fakt, że nie ma Pan kompletnego pojęcia na ten temat. Jestem nauczycielką na 2 lata przed emeryturą, mam kilkadziesiąt lat doświadczenia w tym zawodzie. Pracuję w placówce nieferyjnej, a więc nie mam ferii i przerw świątecznych czy wakacyjnych. Jestem nauczycielem dyplomowanym, mam studia 5 letnie magisterskie i 2 letnie studia podyplomowe. Mogę pokazać Panu swój pasek, na który pracuję 25 godzin dydaktycznych plus praca w domu: organizacja wycieczek co miesiąc, przygotowywanie planów, sprawozdań, cenzurek, diagnoz, etc. Zarabiam na rękę 3.000,- . ZUS proponuje mi na tę chwilę emeryturę 1300,-. Odpowiedzialność za życie i bezpieczeństwo 25 dzieci, które codziennie powierzają mi rodzice nie może się chyba równać z odpowiedzialnością za marchewkę i pietruszkę.
      Reasumując polecam trochę wiedzy zanim napisze się wierutne bzdury.
      W Warszawie brakuje po strajkach pare tysięcy nauczycieli. Zapraszam, można spróbować, jeśli wg Pana jest tak lukratywnie…

      • Jan Nowak

        Proszę nie wciskać kitu. Jestem z wykształcenia ekonomistą z zawodu księgowym. Zrobione 5 letnie studia, masa kursów, podyplomówek, a pensja mniejsza niż nauczyciel stażysta w szkole. Nie może pani zarabiać 3000 na rękę będąc nauczycielem w szkole i to w wymiarze 25 h. Możliwe, że pracuje pani w przedszkolu, wtedy etat by się zgadzał. Tam wtedy nie ma licznych nadgodzin jak w liceach i podstawówkach, a i dodatek motywacyjny zależny jest od gminy, w którym pani pracuje. Pracując 20 lat w publicznej placówce jako nauczyciel musi pani mieć obowiązkowo 20% stażowego. Przy najwyższym awansie zawodowym nauczyciel dyplomowany jest to dodatkowo 750 zł z 3817 zł obowiązkowego. Daje to 4600 zł brutto. Dodatkowo ma pani 13 pensje. Jest to 8,5% zarobku roczne, uśredniając z nagrodami około daje pani dodatkowo do pensji w przeliczeniu na lata 400 zł. 5000 brutto to 3400 zł. Dodatkowo ma pani nagrody jubileuszowe po 20-25-30-35-40 latach. To nawet 200% pensji.

          • Jan Nowak

            To są stawki, które nauczyciele zarabiają, podawane w KN. Niech mi ktoś nie wciska kitu, że nauczyciel z 20 letnim stażem zarabia 2 tysięce na rekę, bo to jest kłamstwo. A to nie zawiść, a prawdziwe wynagrodzenia. Jeżeli mówię nieprawdę to proszę o jakieś argumenty. Oczywiście potwierdzone PIT-ami.

  4. Krzak Opolski

    Masa szkół działa na wsiach gdzie uczniów jest tyle, że nadgodzin nie ma prawie wcale + praca nad papierami w domu, średnio 2h dziennie, bezpłatne kursy, bezpłatne godziny podczas wycieczek szkolnych. Daje to perspektywę zarabiania ok 41 zł brutto za godzinę w najlepszym możliwym przypadku. Warto wspomnieć, że studia trwają 5 lat, do tego dochodzą kursy dokształcające, a żeby zostać nauczycielem dyplomowanym przepracować trzeba lat 10. Już teraz widać te kolejki matematyków, fizyków, informatyków, ale i chemików, czy biologów chętnych przejąć schedę po nauczycielach pracujących obecnie. Bomba z opóźnionym zapłonem, szkoda, że PiS zdołał przekonać ludzi, że problemu nie ma

Twoje OKO

Specjalne teksty. Niepublikowane taśmy. Poufne wiadomości. Za darmo. Na zawsze.

Załóż konto. Otwórz OKO!