Choć rząd zachęca do przechodzenia na pracę zdalną, zasad bezpieczeństwa nie przestrzegają prezydent, premier i ministrowie. Narażany na zakażenie koronawirusem jest też personel kancelarii. Techniczni przychodzą do pracy, bo np. muszą wieszać flagi, a biurowi - bo nie dostali służbowych laptopów - mówią OKO.press pracownicy KPRM

“Chciałem zaapelować o wyrozumiałość do pracodawców i o to, żeby korzystać z telepracy, pracy zdalnej, pracy w domu” – prosił Mateusz Morawiecki w środę 11 marca 2020.

“Chcielibyśmy się zwrócić do pracodawców z apelem, żeby zgodnie z obowiązującymi przepisami maksymalnie wdrożyć pracę zdalną. Administracja rządowa już zaczęła to robić. W kancelarii premiera od dziś 55 proc. pracowników pracuje zdalnie” – mówił następnego dnia Michał Dworczyk, szef Kancelarii Prezesa Rady Ministrów.

Jak dowiedzieliśmy się od zatrudnionych tam osób, wśród 45 proc. tych, którzy wciąż muszą stawiać się w miejscy pracy są między innymi pracownicy Centrum Obsługi Administracji Rządowej oddelegowani do kancelarii.

To co najmniej dwadzieścia osób: elektrycy, hydraulicy, malarze, ślusarze, stolarze, tapicerzy, ekipa techniczna. Wielu z nich zbliża się do wieku emerytalnego, a więc znajduje się w grupie podwyższonego ryzyka zakażeniem koronawirusem oraz ciężkim przebiegiem choroby COVID-19.

„Jeden z nich ma około 60 lat. Koleżanka zapytała przełożoną, czy on musi przychodzić do pracy. »A kto będzie stawiał flagi?«” – odparowała przełożona” – opowiadają nasi rozmówcy z KPRM.

Według nich, do budynku kancelarii przy Al. Ujazdowskich w Warszawie musi także przychodzić wielu pracowników biurowych. Są wśród nich między innymi niektórzy członkowie liczącego ok. 70 osób Centrum Informacyjnego Rządu.

Ci, którzy przeszli na pracę zdalną, muszą w większości korzystać z prywatnych komputerów. Służbowe dostali ministrowie i kierownictwo kancelarii. Sprzęt dla pozostałych jest dopiero zamawiany.

W razie pracy iluzorycznej…

W środę 11 marca, zanim jeszcze Mateusz Morawiecki zachęcił wszystkich pracodawców do przechodzenia na telepracę, kierownictwo jego kancelarii zwołało pracowników na zebrania. Pytali o „indywidualny stan sprzętowy” i od razu wysłali część personelu na zdalną pracę.

„W korporacjach, w innych urzędach ludzie siedzieli po 12 godzin dziennie, żeby przygotować się do zamknięcia biur. Niektórzy sami zaczęli sobie przygotowywać pracę do domu: robić wydruki, kopiować dokumenty. Inni nie robili nic, bo nie musieli. Nie dostali żadnych poleceń” – opowiada nam pracownik kancelarii.

W trakcie zebrań kierownictwo zapowiedziało, że podpisze z pracownikami porozumienia o zmianie formuły pracy. O takiej możliwości mówi regulamin pracy KPRM, według którego „po uzgodnieniu, że praca będzie wykonywana w formie telepracy, pracodawca i pracownik, w odrębnej umowie, mogą określić zasady używania przez pracownika sprzętu służbowego”.

Prawnicy kancelarii nie zgodzili się przygotować umów w tak błyskawicznym tempie. Ostatecznie zamiast umów pracownicy dostali jedynie maile z poleceniem przejścia na pracę zdalną i załączoną instrukcją od Biura Ochrony KPRM.

Część pracowników tego samego dnia została odesłana do domu tylko z telefonem służbowym, z którego nie mogą odbierać nawet służbowych maili. Kancelaria przesyła im więc dokumenty potrzebne do pracy na ich prywatne skrzynki e-mailowe. Oznacza to, że są o wiele bardziej podatni na inwigilację.

Tym, którzy nie dostali służbowych laptopów, czyli – jak pisaliśmy wyżej – większości załogi, nakazano wdrożenie szczególnych środków bezpieczeństwa na ich prywatnych komputerach.

Między innymi zakazano udostępniania ich osobom postronnym, w tym domownikom. Nakazano też zainstalowanie i aktualizowanie programu antywirusowego, ale nie wskazano jakiego.

“Żeby móc pracować, kolega musiał zabrać laptopa swoim dzieciom, które teraz muszą odrabiać na nim lekcje” – skarży się kolejny nasz rozmówca. Inni pracownicy co prawda mają komputery, ale stare, wolno działające, bez oprogramowania potrzebnego do pracy. Pracownicy KPRM nie z własnej winy muszą więc łamać zasady bezpieczeństwa i pracują mniej produktywnie.

Zasady pracy zdalnej kancelarii w czasie epidemii nie przewidują jednak żadnych przestojów. Jedna z nich głosi, że

„w przypadku braku możliwości wykonywania pracy zdalnej lub jeśli byłaby ona iluzoryczna, rekomendowane jest udzielanie niewykorzystanych urlopów wypoczynkowych”.

Co się dzieje, jeśli praca jest „iluzoryczna” lub nie może zostać wykonana? Jak mówią nam nasi rozmówcy, w minionym tygodniu zdarzało się, że kancelaria cofała poszczególnym pracownikom polecenia pracy zdalnej. Musieli wrócić do budynku KPRM, żeby wykonać błahe zadania, które bez szkody można byłoby przełożyć o miesiąc.

Funkcjonariusze SOP bez rękawiczek i masek

Tymczasem w poniedziałek 16 marca dowiedzieliśmy się, że koronawirusa ma Michał Woś, minister środowiska. Tydzień wcześniej uczestniczył w posiedzeniu rządu, gdzie miał kontakt z 15 ministrami. Następnego dnia odwołano zaplanowane na ten dzień Radę Gabinetową z udziałem prezydenta i posiedzenie rządu. 18 marca ogłoszono, że testy ministrów, z którymi miał kontakt Michał Woś, dały wynik negatywny.

Czy testom na obecność koronawirusa zostali poddani także pracownicy kancelarii, którzy obsługiwali posiedzenie rządu: przynosili kawę, ustawiali mikrofony, uruchamiali sprzęt, fotografowali ministrów? A jeśli nie, czy poddano ich kwarantannie lub nadzorowi epidemiologicznemu? Zapytaliśmy o to 19 marca, ale do czasu publikacji nie otrzymaliśmy odpowiedzi. Według naszych rozmówców najprawdopodobniej nikt o tym nie pomyślał.

Wiemy jednak, że po wykryciu wirusa u ministra Wosia na pracę zdalną przeniesiono kolejną grupę pracowników kancelarii. Przed wejściem do budynku dopiero w połowie ubiegłego tygodnia po raz pierwszy stanęli funkcjonariusze Służby Ochrony Państwa. ”Mierzą temperaturę. Jeśli ktoś ma gorączkę albo kaszle, odsyłają do domu.

Ale sami nie mają rękawiczek ani masek, choć były już kupione tydzień temu!” – mówi OKO.press jeden z pracowników kancelarii.

Przypadek ministra Wosia powinien być także przestrogą dla rządu i impulsem do zrezygnowania ze zbędnych kontaktów i korzystania z telekonferencji. Michał Dworczyk, szef KPRM, już 17 marca zapewniał na Twitterze, że rząd ma system szyfrowanej łączności i z niego korzysta. Pomimo tego 18 marca odbyła się Rada Gabinetowa. Prezydent łączył się wtedy elektronicznie z ministrami, ale spotkał się osobiście nie tylko ze swoimi doradcami, ale także z premierem Morawieckim.

W czwartek 19 marca Michał Dworczyk zapowiedział zmiany w ustawie o radzie ministrów, które mają umożliwić odbywanie jej posiedzeń poprzez wideokonferencje. Tymczasem tego samego dnia w KPRM odbyło się posiedzenie zespołu zarządzania kryzysowego. Jak widać na zdjęciach, którymi chwali się kancelaria premiera, wzięli w nim udział między innymi:

  • prezydent Andrzej Duda,
  • szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego Paweł Soloch,
  • premier Mateusz Morawiecki,
  • szef KPRM Michał Dworczyk,
  • minister zdrowia Łukasz Szumowski,
  • wiceminister zdrowia Jarosław Pinkas
  • i szef MSWiA Mariusz Kamiński.

Ministrowie siedzą w jednym pomieszczeniu tuż obok siebie, nie przestrzegając zalecanych odstępów. Nie noszą maseczek, choć ich zapasy czekają na rozdysponowanie. Na filmie udostępnionym przez KPRM dodatkowo widać, że ich spotkanie rejestrowało dwóch fotografów i dwóch operatorów kamery, także niezabezpieczonych.

Gdyby okazało się, że któryś z tych polityków jest zakażony koronawirusem, wszystkie najważniejsze osoby w państwie odpowiedzialne za walkę z epidemią, mogłyby zostać z niej wyłączone za jednym zamachem.

Tego samego dnia odbyła się też w kancelarii wideokonferencja z przedstawicielami klubów i kół parlamentarnych. Brała w niej udział także większość wyżej wymienionych ministrów. Dodatkowo dołączyła do nich minister rozwoju Jadwiga Emilewicz. Na poniższym zdjęciu widzimy też, że towarzyszyło im dwóch pracowników kancelarii.

Spotkania Rządowego Zespołu Zarządzania Kryzysowego odbywały się w budynku KPRM także w ostatni piątek, sobotę i niedzielę (20, 21, 22 marca). Poniżej widzimy na zdjęciu (od lewej) szefa KPRM, premiera, ministra zdrowia, rzecznika rządu i podsekretarza stanu w resorcie zdrowia.

Jak już pisaliśmy, francuski rząd przeszedł na ostrożniejszy tryb pracy dopiero, gdy 9 marca okazało się, że koronawirusa ma francuski minister kultury Franck Riester. Zarażeni są hiszpańska ministra równouprawnienia Irene Montero, wiceprezydentka Iranu Masume Ebtekar, brytyjska wiceministra zdrowia Nadine Dorries. W kwarantannie jest kanclerz Niemiec Angela Merkel.

Tymczasem w sobotę 21 marca prezydent Słowacji wręczyła nominacje członkom nowego rządu, a dzień wcześniej przyjęła dymisję od ich poprzedników. Wszyscy mieli na sobie maseczki i rękawiczki ochronne.

W piątek 20 marca dowiedzieliśmy się, że zarażony jest jeden z wiceministrów rolnictwa w polskim rządzie, a kierownictwo resortu jest poddane kwarantannie. Kto będzie następny?

Zostań w domu. Myj ręce. Dbaj o innych.
OKO.press pilnuje zdrowia Polek i Polaków.

Dziennikarz, filozof. Związany z OKO.press od 2016 roku. Wcześniej pisał dla "Gazety Wyborczej". Był nominowany do nagród dziennikarskich. Boksuje.


Komentarze

  1. Mateusz Głazowski

    To jest przekaz do wiernego pisuarom ludu, popatrzcie jak się dla was poświęcamy. Natomiast świat myśli co za idioci, którzy nawet własnych zarządzeń nie przestrzegają.

  2. Zofia Kieblesz

    O tym że rządzą nami ludzie nieodpowiedzialni, wiemy nie od dziś. I o tym, że zwykły człowiek jest dla nich niczym także wiemy, teraz tylko się to potwierdza. A tak swoją drogą – ile laptopów można by zakupić za równowartość jednej limuzyny, z której zakupu zrezygnowano? O ile zrezygnowano …

  3. Jan Helak

    A może by posłać na kwarantannę całą Państwową Komisje Wyborczą, tudzież Izbę Kontroli Nadzwyczajnej SN, tak co najmniej do 11 maja włącznie… Przynajmniej problem wyborów będzie rozstrzygnięty. Choć wg najnowszego sondażu Adrian ma tylko 43% w pierwszej turze (to jednak spadek), a Tygrysowi słupek urósł już do prawie 13%. Koronawirus jakoś pierwszej tury rozstrzygnąć nie chce…

  4. Lech Słomianowski

    Krytyka w każdym detalu codziennej działalności polskiej administracji może nie zawsze jest usprawiedliwiona. W końcu to nie jest praca w wiejskiej piekarni i fizyczna obecność przynajmniej części pracowników zawsze będzie konieczna. Gorzej, że z przedstawionego opisu wyłania się kompletna amatorszczyzna i prowizorka, wraz z brakiem jakichkolwiek rozwiązań systemowych. Nie trzeba mieć tęgiej wyobraźni, żeby przewidzieć, że kopiowanie dokumentów i wynoszenie ich do "pracy domowej" nie jest przez nikogo dokumentowane i kontrolowane. Czy trzeba podpowiadać co to znaczy choćby dla bezpieczeńtwa państwa??? Najgorsze, jak się okazuje, że w 2020 roku obieg dokumentów w dalszym ciągu odbywa się w formie papierowego młyna a nie specjalnej platformy cyfrowej.

  5. Róża Malawska

    "a biurowi – bo nie dostali służbowych laptopów"
    Nie dostali, tak jak nauczyciele, którzy mają "zdalnie" nauczać. Jeżeli dzieci nie posiadają laptopów, to mają zapłacić z własnych kieszeni za: za prąd, eksploatować swoje laptopy, wydrukować na własnych drukarkach materiały + papier, pójść na pocztę, zapłacić za list polecony,( dowód, że wysłali), ewentualnie pełni misji powinni dostarczyć materiały pod drzwi ucznia. Wszak nauczyciel, to tylko kelner, lub kurier, który powinien ucznia doskonale obsłużyć…Tym biurowym pracownikom kancelarii się w głowach poprzewracało…😱

    • To jest państwo z dykty. Ministrant Piontkowski nawet się nie zająknął na temat prywatnych komputerów nauczycieli i polecił przejść na e-naukę. Przyznam się, że nic już nie rozumiem z tego co robi nasz zbiór półgłówków zwanych rządem. Pracownicy kancelarii kopiują dokumenty i bez kontroli biorą do domu?! Ludzie,no qurwa za chwilę będą ich ścigać za zdradę łamanie procedur?! Czy moje państwo jeszcze funkcjonuje?!

Lubisz nas?

Dołącz do społeczności OKO.press